Mam 16 lat i od pięciu lat mam dziwny problem. Otóż nie lubię wychowania fizycznego. Boję się o tym mówić, bo ludzie uznają mnie za leniwą małpę. W domu ćwiczenia nie są problemem. Rowerek stacjonarny, brzuszki, przysiady - wszystko jest OK, ale tylko gdy nikt mnie nie widzi, nawet rodzice. W szkole zawsze byłam wybierana na końcu, bo piłki podczas gry w siatkówkę podbić nie umiem, można nawet powiedzieć, że się jej boję. W koszykówce nie umiem trafić do kosza, przewroty źle wyglądają w moim wykonaniu.
Nawet na rower nie wychodzę, bo boję się, że ktoś mnie zobaczy i będzie się śmiać. Znienawidziłam WF w piątej klasie szkoły podstawowej, ponieważ podczas skoku przez skrzynię niefortunnie się odbiłam i prawie złamałam kręgosłup, wszyscy się śmiali, wuefista krzyczał, że to moja wina (wina może i moja była, a drzeć się nie powinien), ja płakałam, bo nie potrafiłam złapać oddechu i nic nie widziałam przez chwilę. Teraz w technikum z różnych powodów mamy WF z chłopakami oraz inną klasą na sali.
Nie wiem, czy to fobia, ale marzę o zwolnieniu całorocznym z wychowania fizycznego lub lekcjach, gdzie jesteśmy tylko ja i wuefistka, żeby nikt nie widział, jaką niezdarą jestem.
Pewien chłopiec naśmiewa się z mojego syna i mówi wszystkim w szkole, że jest adoptowany. Tylko dlatego, że ja pracuję w domu dziecka.
Dodam, że syn nie jest adoptowany.
A najlepsze/najgorsze jest to, że to właśnie chłopak, który śmieje się z mojego syna jest adoptowany i nie ma o tym bladego pojęcia...
Pewnego słonecznego dnia, jak zwykle nudnego, postanowiłam zajrzeć na olx. Jako że razem z kolegą nie grzeszymy rozumem, nie mogło się to dobrze skończyć. Otóż co znaleźliśmy w dziale za darmo? Dwa stare wózki inwalidzkie. W sumie to czemu by nie wziąć? Zawsze byliśmy ciekawi, jak to jest na nich jeździć.
Odebraliśmy je, wyczyściliśmy i w drogę. Podjechaliśmy na most. Pod górkę jeszcze jakoś poszło, ale z hamowaniem gorzej. Stoi grupka ludzi, ja próbuję się nie śmiać i jakoś zjeżdżam, a kolega... Kolega zapoczątkował małą katastrofę :') Wjechał w słupek i wyklinając 5 minut wykręcał, po czym z rozpędu z akrobatyką godną szybkich i wściekłych wyleciał na kilka metrów do przodu na trawę.
Ludzie przerażeni lecą pomóc, a on wstał, otrzepał się, stwierdził "pierdolę, nie jadę", zabrał wózek i poszedł :D
Nigdy nie widziałam lepszego wyrazu twarzy u ludzi. Żeby hejtów nie było dodam, że ciekawość zaspokojona, a wózki trafiły do potrzebujących :)
Pająk ninja.
Ubzdurało mi się swego czasu pomalować podłogę w kuchni. Co też uczyniłam. Następnego dnia rano dokonuję oględzin i co? Pająk. Ogromny skubaniec przykleił się do podłogi centralnie przed kuchenką gazową. Myślę sobie - nic to. Pewnie od oparów emalii już nie żyje. Jednak dla pewności zostawiłam go przyklejonego na tydzień.
Wyobraźcie sobie moje przerażenie, kiedy podeszłam do niego ze zmiotką i szufelką, a ten po szturchnięciu zaczyna uciekać. Makabra.
Cały tydzień stał żywy, przyklejony i mnie obserwował. Do tej pory mam dreszcze, jak o tym myślę.
Kilkanaście lat temu, kiedy byłam w LO, zaczęłam chodzić na treningi pewnej sztuki walki. Ponieważ już jako dziecko umiałam puszczać bąki na zawołanie i wypierdywać fragmenty znanych utworów, wszelkie skłony, brzuszki etc. budziły we mnie ogromny lęk, że puszczę soczystego, okropnego, śmierdzącego, a przede wszystkim głośnego bąka podczas tego typu ćwiczeń. Starałam się ćwiczyć zatem na ściśniętym zwieraczu.
Pewnego dnia ćwiczący niedaleko mnie nowy chłopak, który dopiero co dołączył do grupy, podczas robienia ciągu ćwiczeń polegającego na przeplataniu jednego mostka i serii pięciu brzuszków, zrobił właśnie to, czego ja obawiałam się już wiele tygodni - podczas brzuszków "wypierdział melodię". Bardzo głośno. Miała ona charakterystyczny rytm, który szybko skojarzył mi się ze znanym wówczas utworem. Wybuchnęłam nieopanowanym śmiechem, co oczywiście rozluźniło mój zwieracz. Wypierdziałam wtedy naraz chyba wszystkie zaległe melodie z kilku tygodni.
Z zażenowania szybko przeszłam z robionego właśnie brzuszka do mostka. Z całym impetem z siedzenia wygięłam się do tyłu - zapomniawszy o wystawieniu do tyłu rąk. Pieprznięcie mojej głowy o deski musiało być słyszalne na całej dzielnicy.
Oczywiście natychmiast wszyscy zlecieli się patrzeć, czy ze mną wszystko OK. Był pomysł - może karetka, może coś tam. Ale twardo mówiłam, że wszystko OK, zażenowana poświęcaną mi uwagą.
Następnej nocy wylądowałam na IP z rozpoznaniem wstrząśnienia mózgu.
Kiedy pani dr zapytała jak to się stało, zaczęłam się histerycznie śmiać i tak wypierdziałam dalszy ciąg melodii, który mi się skojarzył z Marszem Torreadora.
Mina lekarki sprawiła, że zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej.
Tej nocy wypierdziałam chyba wszystkie znane mi utwory...
PS Dalej ćwiczę. Ale zmieniłam dietę i nie jem glutenu- pomogło!
Kilka dni temu jadę autobusem. Wsiada babeczka z chłopcem na wózku. Dziecko niepełnosprawne. Jakiś autyzm czy coś. Postawiła wózek naprzeciwko maszyny do kupowania biletów. Odwróciła na chwilę wzrok. Nagle dziecko z impetem walnęło głową w maszynę.
Mogłoby się zdawać, że zrobiło to specjalnie Ja, kątem oka, zobaczyłam tylko zdezorientowaną twarz chłopaka, język wywalony na zewnątrz i oczy wychodzące z orbit. Matka od razu się nim zajęła. Głaskała i uspokajała.
Sęk w tym, że ledwo powstrzymałam się od śmiechu. I od tych kilku dni, za każdym razem jak sobie o tym przypomnę, to chce mi się śmiać.
Zabijcie mnie, ale to było takie komiczne!
Moja mama nie miała dzisiaj chyba pomysłu na awanturę, ale że tradycje trzeba pielęgnować, więc dzisiaj obraziła się na mnie i ochrzaniła za moją niską wagę.
Szkoda, że od siedmiu lat ważę tyle samo i nie rosnę...
Czy to da się jeszcze leczyć?
Mój nowy nauczyciel WOS-u ma przez prawie całą lekcję zamknięte powieki. Tłumaczy się tym, że "oczy otwiera tylko dla Maryi i swojej żony".
Ponadto nie patrzy na dziewczyny nawet gdy je odpytuje, ponieważ grzechem jest patrzenie na płeć przeciwną, będąc w związku małżeńskim.
Ostatnio przeczytałam wyznanie, w którymś ktoś mylił Leonarda DiCaprio z Leonardem da Vinci w wieku 12-15 lat.
Powiedziałam o tym mojemu narzeczonemu. Odpowiedział "I co? Ja też nie rozpoznaję ich obrazów".
Ma 21 lat...
Nie czuj się gorszy, ktoś zawsze ma bardziej sfazowane życie.
Gdy chodziłam do podstawówki, jako dziecko, wiadomo, miałam czasem głupie pomysły...
Na przerwie w szkole założyłam się z kumplem o to, kto lepiej potrafi wymusić pierdnięcie. Stawka była wysoka, więc się starałam.
Tak bardzo się starałam, że [dosłownie] gówno z tego wyszło...
Dodaj anonimowe wyznanie