#iqBxL
Mogę zrozumieć, że ludzie obawiają się czasem zareagować, ale to co zobaczyłam stosunkowo niedawno przebiło moje wyobrażenia.
Środek dnia, weekend, słońce świeci wesolutko, gdy idę do sklepu jedną z mniej "ciekawych" ulic, która jest istnym placem zabaw dla różnego rodzaju panów i pań "nieświeżych".
Na środku ulicy widzę ciemną masę. Po kilku krokach masa okazała się być nie mogącym podnieść się człowiekiem. Nie mógł chwycić swojej kuli pomagającej chodzić, tak więc bezradnie czołgał się w stronę krawężnika.
Reakcje ludzi?
Rodzinka - matka, ojciec i mały synek - omijając (czytaj - niemal depcząc) owego człowieka, radośnie kontynuuje rozmowy. Nie było mowy, że go nie widzieli.
Dorośli "odpowiedzialni" ludzie patrzący na niego z pogardą i jedynie przyśpieszający kroku.
Byłam w takim szoku, że moja reakcja było nieco spóźniona. Przeszłam parę kroków w osłupieniu, po czym biegiem wróciłam do mężczyzny.
Nie był pijany, raczej oszołomiony i zdezorientowany. Pomogłam mu wstać i przejść w docelowy punkt ulicy. Miałam ogromne problemy z podniesieniem owego człowieka.
Reakcja ludzi "dorosłych" i "odpowiedzialnych" na drobną, ubraną niczym postać z kreskówki nastolatkę, pomagającą "czarnej masie"?
Spojrzenia pełne pogardy, wymijanie...
Jestem osobą płochliwą i zwykle nie okazującą jakichkolwiek uczuć czy empatii, ale nawet mnie "ruszyło" to co zobaczyłam.
"Co się porobiło z tą młodzieżą", tak?
Ręce i reszta opadają.
miałam bardzo podobnie jakiś czas temu, jechałam z chłopakiem na rowerze i przed nami leżał człowiek połową ciała na chodniku, połową na ulicy i próbował się podnieść, na dodatek obok niego stał balkonik do chodzenia i było oczywiste, że to starszy, niepełnosprawny człowiek, który się przewrócił, a nie jakiś pijak. ludzi było na ulicy pełno, wszyscy mijali go szerokim łukiem, a nawet przechodzili na drugą stronę ulicy, żeby koło niego nie przejść. mój chłopak od razu rzucił rower i poleciał pomóc temu człowiekowi, podniósł go z ziemi, a on zapytał mojego faceta, czy może mu jeszcze zawiązać buty, bo to przez nie się przewrócił. różnica jest taka, że nie było żadnych spojrzeń w naszą stronę, bo wszyscy z premedytacją omijali nas wzrokiem.
Było im coś powiedzieć.
Może i mogła coś powiedzieć, ale w sumie po co? Do tych ludzi i tak by nic nie dotarło, a tak przynajmniej zaoszczędziła sobie nerwów na prawdopodobną kłótnie z bandą Januszy.
Ale to trzeba odrazu wymagać od wszystkich żeby pomogli? Chcesz pomagać, to pomagaj, nie chcesz to nie. Takie sprawy zależą od naprawdę masy czynników i umoralnianie ludzi na siłę, i mówienia im jakie to mają złe serduszka bo nie pomagają innym ludziom jest trochę słabe.
Anonwho, nie można pozwolić na znieczulicę w społeczeństwie. Dawanie przyzwolenia na takie zachowania jest dopiero słabe.
Naprawdę miałam taką ochotę jednak mam spore problemy z porozumiewaniem się z nieznanymi mi ludźmi. Wiem, że powinnam zwrócić im uwagę.
Eee tam w takiej dzielnicy to pijaki leżą co krok. Nikt się już nie przejmuje. To że nie poczułaś alkoholu nie znaczy że nie był pijany. Ale ogólnie dobrze że jesteś wrażliwa
Czyli Twoim zdaniem pijanych ludzi można zostawić bez pomocy? Bez choćby jednego pytania "czy wszystko w porządku"? Serio? Nikt nikomu nie narzuca zasady podchodzenia do każdego przewracającego się człowieka, ale czasami warto choćby zapytać, może potrzebna jest pomoc.
Nikt nikomu nie każe pić. Mamy pomagać alkoholikom, bo sami na siebie sprowadzili taki los? Może to trochę podłe, ale gdy ja mam jakiś problem to nie oczekuję od każdego, że pospieszy mi z pomocą.
Chodzi bardziej o to ze zazwyczaj pijani ludzie nie chcą pomocy i są agresywni. Ja nie pomógł bym pijanemu wstać bo często mógłbym mieć więcej kłopotów niz pożytku. Ale szanuje tych co pomogliby pijanemu. Niektórzy pomogliby a niektórzy nie. Nie narzucajcie innym swojego toku myślenia. Bo każdy ma rację tutaj.
Wszystko fajnie, dobrze, że pomogłaś, ale mierz wszystkich ludzi jedną miarą (na zasadzie, ludzie pomagają - cacy, ludzie nie pomagają - bee). Sama mówisz, że dzielnica nie ciekawa, ja się nie dziwię tej rodzinie, że nie pomogła temu człowiekowi. Nie mogli mieć pewności, że nie jest pijany, mógł w każdej chwili doznać nawrotu energii i ich zaatakować, zwłaszcza, że w takich dzielnicach można spodziewać się wszystkiego, a oni mieli ze sobą dziecko.
Oczywiście miało być "nie mierz".
No fajnie, że pomogłas. Jednak nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Takie życie
Ciekawe jakie to miasto
Stawiam na Łódź
Mnie też zastanawia to, w jakim mieście mają miejsce strzelaniny. Gdyby nie wzmianka o tym, że chodzi o polskie miasto wojewódzkie, to stawiałbym na Liberty City.