#wYTCR
Ja długo sięgam pamięcią moja mama miała cechy despotyczne. Wszystko zawsze musiało być według jej woli i gustu. Doprowadziło to do tego, że bałam się chodzić na zakupy sama w obawie, że to co kupię jej się nie spodoba.
W wieku 15-16 lat zaczęłam się stawiać. Kupowałam to co mi się podoba. Wychodziłam z domu mimo, że ona twierdziła że wyjście na ten film to strata pieniędzy. Jakieś 8 miesięcy temu poznałam chłopaka. Jest starszy, to fakt. Ale mi to absolutnie nie przeszkadza bo świetnie się z nim dogaduje. Jednym słowem - szczęście.
Do czasu.
Za tydzień kończę 18 lat. Nie czuję się z tego powodu specjalnie dorosła. Wiek jak wiek. Jednak moja mama sądzi - tak myślę - że ten plastikowy kartonik powszechnie uznawany jako dowód osobisty pomiesza mi w głowie. Teraz nie mogę prawie nic robić. Nie mogę wyjść do chłopaka, bo słyszę że sobie na za dużo pozwalam, że skoro jestem taka dorosła to może zacznę sprowadzać facetów na noc albo do domu nie wracać. Wszystko to bo wróciłam o 19 do domu. W poniedziałek. Toż to grzech! To było tydzień temu. Na imprezy w klubach czy domówki nie chodzę, bo nie lubię. Nigdy nie piłam alkoholu i nie paliłam papierosów.
Za każdym razem pytam czy nie ma nic przeciwko jak ktoś do mnie przyjdzie. Nie chce potem awantur. Ona jednak albo całkowicie olewa sprawę a potem udaje, że moich gości nie ma albo zgadza się i zachowuje się jak obrażone dziecko. Czasem to aż mi wstyd i przepraszam znajomych za jej słowa.
Dodam, że pretensje o nieposprzątanie mieszkania są codziennie. A zapomniałam tylko szafkę wytrzeć. Sprzątam zawsze, nie wyjdę z domu jak wszystkiego nie zrobię. Mam brata, który takich obowiązków nie ma, co mnie irytuje.
Ja już nie wiem, czy moja matka ma coś źle poukładane w głowie czy ja się zwyczajnie czepiam.
Mam taka sama matkę, despotyczna, toksyczna, egoistyczna wariatka. Pokrzepię cię, ona się nie zmieni. Ciężko żyć z takim człowiekiem, ale da się to zrobić.Ja osobiście ją zlewam, nie kłócę się, wole przemilczeć albo odpowiedzieć krótko i zdawkowo. Mam dosyć wywoływanych przez nią gównoburz, niestety wyszło tak, że muszę z nią mieszkać (na jej stare lata). Uodporniłam się, mam męża który wspiera mnie abym nie zwariowała. Najgorsze w tym wszystkim, że ja już nic do niej nie czuje, traktuje ją jak starszego człowieka który gdzieś tam mieszka ze mną. Ostatnio się na mnie śmiertelnie obraziła, i nie odzywa się do mnie, bo ona ma inne metody wychowawcze. Mam cisze i spokój i nie zamierzam przepraszać. Ale to jednak przykre jest, że inni mają normalnie a ja ... szkoda gadać. Ale żyje, bo mam dla kogo, a ona nie jest pępkiem świata
Twoja mama przesadza. Przestań robić wszystko w domu, zmuś brata chociaż to części obowiązków. Nie może być tak, że robisz wszystko ty, a on się obija. Niech mama też zda sobie sprawę z tego, że nie jesteś jedyną osobą w domu, która może coś robić.
Zacznij też wprowadzać swoje zasady. Z opisu wydajesz się być dobrym dzieckiem, ale za bardzo polegasz na jej zdaniu, zbyt dużo ona ma do decydowania. Wiem, ktoś może powiedzieć "jej dom, jej zasady", ale dzieci się nie robi po to, żeby im robić całe życie pod górkę. Jeśli oddali się od ciebie, trudno, ale masz prawo do normalnego życia, zamiast tego chorego układu. Wytłumacz znajomym, co jest z matką nie tak, niech się nie przejmują (kto wie, może któreś jej powie do rozumu?).
To nie takie proste...
Moja matka zachowywała się podobnie, jedynie dzięki kumplom mojego brata mogłam czasami (rzadko) gdzieś wyjść do szalonej godziny 22:00 (spytali się jej dlaczego jak robią imprezę mój brat może przyjść, a ja nie). Każda próba postawienia się kończyła się krótkim "jak ci źle to pakuj się i wyp*erdalaj pod most".
W sumie obecnie, mając sporo więcej lat, żałuję, że tej jednej rady nie posłuchałam.
To oczywiste, że to nie jest proste. Ale kto mówił, że takie będzie? Warto poćwiczyć asertywność.
Jakie, przepraszam "mój dom, moje zasady"? Dom jest wspolny, albo nie jest domem wcale. Ja ten tekst, przy akompaniamencie "jak ci się nie podoba to wypierdalaj" słyszałam od matki tyle razy, że w końcu nie wytrzymałam i spakowałam się do chłopaka. A że on mieszka w Anglii, to dopiero po tym sobie uświadomiła, że jednak fajnie było mieć córkę blisko siebie.
Wariatka z niej. Dziewczyno, zabieraj się z tego domu jak najszybciej!
Czuję jakby ktoś napisał wyznanie o mnie, tylko z tą różnicą że mam siostrę. Niestety mam tak samo i wiem, że czesto trudno jest to wytrzymać, no ale niestety.. byle dać radę i wytrzymać do wyprowadzki. Może i nie jest łatwo to zrobić, ale trzeba patrzeć na to optymistycznie! :)
Moim zdaniem powinnaś przestać jej ulegać. Ja wiem, że to nie jest proste. Ale nic w życiu takie nie jest. Zacznij się sprzeciwiać, najlepiej po prostu ją ignorować, i robić swoje. Chcesz wyjść do wychodzisz. I tyle. To może być naprawdę przydatne na resztę życia, nie można tak ulegać i tak się zawsze słuchać - nawet własnej matki.
A co do brata...to bardzo częste. Dlatego to od Ciebie teraz zależy co z tym zrobisz. Radzę go zmuszać do sprzątania w domu itp. Bo to w końcu też jego dom.
Warto ćwiczyć asertywność.
Sytuacja, jak u mnie. Matka wpływała niezmiennie na wszystko. Na całe moje życie. Nie pomogły tłumaczenia ani opòr. Wszystko robilam nie tak... No cóż. Kiedy skończyłam szkołę, wyprowadziłam się i zaczęłam żyć na swòj rachunek. Oczywiście nie pomogła mi nawet, gdy było najciężej, zresztą zostawiała mnie zmproblemami nawet, gdy mieszkałam u niej. Wyprowaziłam się z jednorodzinnego domu z wielkim ogrodem do pokoju z kuchnią, z toaletą w piwnicy i bez łazienki. I... poczułam ulgę. Nareszcie miałam swój dom. 😀życzę Ci powodzenia.
Spoko, ja mam jeszcze gorszą matkę. Posiada te same cechy co twoja + krytykuje mnie przy dalszej rodzinie i strasznie faworyzuje moich braci. Jak na początku jeździłam do chłopaka, to mi mówiła że jestem latawiec, ladacznica i twierdziła, że mnie to jedynie by chciał zaliczyć (teraz już na szczęście przywykła). Zmusza mnie do wyjazdów rodzinnych, na których mnie krytykuje (potrafi mnie silą zaciągnąć do samochodu). Twierdzi że jest najmądrzejsza i lepsza od innych i nikt nie ma prawa jej zwrócić uwagi. I powiem tak: znalazłam sposób na poradzenie sobie z nią. Wystarczy to, czego się mnie czepia zwrócić ku niej. Czyli np. jak gada coś o alkoholu, powiedzieć, że ona w twoim wieku imprezowała (akurat mam tyle lat co autorka, więc przejdzie). A jeśli ma problem o tego że masz chłopaka, to najprawdopodobniej się puściła w twoim wieku (to tylko przypuszczenie). A jak coś ci gada o sprzątaniu to udawaj panikę i ze zaraz to ogarniesz. I miej wyjebane. Serio. Dzięki takiemu podejściu i dodatkowemu wsparciu pewnej osoby udało mi się wyjść z depresji spowodowanej przez matkę. Spróbuj nie się stawiać, a olać. A jak ci zalezie za skórę to pomieszkiwać, najlepiej perfidnie. Ona się już nie zmieni.
*pośmieszkować
Nie przejmuj się, mam podobnie (ja jestem bratem).
Cóż, tylko współczuć.
Moja jest dosyć podobna i niestety też przyszło mi jakiś czas z nią mieszkać. Na to nie ma rady. Nie wolno się poddać bo ani się obejrzysz jak będziesz zastraszona, uzależniona od niej, bojąca się życia bez niej, bo przecież ona zawsze wszystko wie najlepiej i powie jak żyć. Jeśli musisz z nią mieszkać to "usamodzielnij się" psychicznie. Nie dawaj się wpędzać w żadne poczucie winy czy obowiązku.