#r4elp

Kilka dni temu przeczytałem wyznanie #sgyzc . Przyznaję autorowi rację, żeby nie ufać szkolnemu pedagogowi. Może mieliśmy pecha do pedagogów, ale ciężko mieć inną opinię skoro zawsze było się przez nich okłamywanym.

Przez większość czasu mojej edukacji byłem przedmiotem kpin i uciechy. Niejednokrotnie zdarzały się konflikty z rówieśnikami, którzy byli zawsze anty. Nie raz, nie dwa sprawa trafiała do pedagoga, i zamiast się cieszyć z tego, że wreszcie sprawcy zostaną ukarani za swój czyn, niczym bramy piekła otwierały się przede mną drzwi do jego gabinetu. Standardowa szczera rozmowa, deklaracje o tym że ONI nie mieli prawa mi dokuczać, i jeżeli powiem całą prawdę jak było, to zostaną pociągnięci do odpowiedzialności, i moje życie będzie miodem i mlekiem płynące aż do aksamitnych stóp oceanu szczęścia i rozkoszy.

Niestety, proszę Państwa, oprawcy zsyłali na mnie swe boskie kary, tym bardziej im mocniej ufałem szkolnemu pedagogowi. W końcu stwierdziłem, że pozostawię sprawę starszemu bratu i jak za jebnięciem magicznej różdżki zakres problemów znacznie się zmniejszył. Oczywiście jak na ironię, gdy pani pedagog dowiedziała się o moim sposobie rozwiązywania problemów, dostałem reprymendę o tym że tak nie wolno, i że PRZECIEŻ OD ROZWIĄZYWANIA PROBLEMÓW JEST PEDAGOG.
No ja pierdolę, takiej pewności siebie przy kompletnym braku kompetencji nie słyszałem od wybuchu II wojny światowej.

Innym razem w gimnazjum była sytuacja, gdy zwyczajnie w mojej rodzinie się nie przelewało. Było to dosyć widoczne, więc zareagowała pani wychowawczyni (tutaj akurat brawo dla niej, bo jak widać nie każdy nauczyciel jest SS-manem z czerwonym długopisem zamiast pistoletu, choć i tak się zdarzało). Niestety od wychowawczyni sprawa trafiła do... a jakże! Pani pedagog, która zobowiązała się pomagać mi dyskretnie, aby nikt się nie dowiedział o problemach finansowych mojej rodziny.

Poczułem się naiwnie bezpieczny, no bo co złego się może stać. Jeśli dyskretnie, to dyskretnie. Niestety, demony poprzednich sytuacji wróciły wpieprzając się kopniakiem w mój młodzieńczy ryj, bo oto podczas przerwy przez korytarz niczym superbohater, który opuszczał większość zajęć na temat dyskretnej pomocy innym, zmierzała pani pedagog, wręczając mi przy całej klasie reklamówkę z mąką, szynką tyrolską itd. Gest piękny, bo i w Piśmie Świętym napisane jest "głodnych nakarmić", no ale ktoś tu zapomniał, że nastolatki może są idiotami, ale nie są głupie, i gdy zaglądając ci do reklamówki, widzą produkty pierwszej potrzeby, to od razu pomyślą, że skoro ktoś mu to daje, to znaczy, że tego nie ma. Jeżeli tego nie ma, to znaczy, że jest biedakiem, więc beka z niego. Pomijam już darcie się pani pedagog na stołówce do kucharek "Ten chłopak je za darmo", ale na Boga, ktoś tu za bardzo łączy bycie pedagogiem i temperament gracza w kalambury.
wmw Odpowiedz

Zawarles cala prawdę o pedagogach szkolnych. W szkoke moich dzieci pani osycholog jest cienka jak dupa weza. Jej "pomoc" ogranicza sie do rozwiazywania spraw tak zeby przypodobać sie dyrekcji. Porazka!

Reddevil

Dokladnie tak, jak ktos jest dobrym pedagogiem, to nie skonczy w szkole publicznej.

Rover25 Odpowiedz

Również nie polecam szkolnych pedagogów

BlachazRdza Odpowiedz

Spotkania z pedagogami szkolnymi są tak dyskretne, że w mgnieniu oka wszelkie wieści rozejdą się na całą szkołę. Potem dziwne, znaczące spojrzenia np. nauczycieli na ciebie, bo już wiedzą, znają ,,prawdę'' ; dziwne reakcje innych uczniów, bo okazuje się, że też zostali poinformowani np. o tym, że masz ,,myśli samobójcze'' czy ,,bulimię''... To nie powinno tak wyglądać, w rzeczywistości to tylko szkodzi, a tym bardziej informowanie otoczenia bez ,,pytania'' i wyrażonej zgody na to. Fajnie, że chcą powiadomić, iż coś się dzieje i ,,tu, na tego/tą'', trzeba jakoś uważać, spojrzeć, dopomóc - jednak nie wiem czy biorą pod uwagę ten cały wór komplikacji, który zostanie przyczepiony do pleców ,,chorego''. Więcej tymi czynami szkodzą niż pomagają, a przede wszystkim, kłamią najlepiej na świecie m.in. w sprawach zaufania do nich.

kitsunemi Odpowiedz

Aż mi się przypomniało, jak w podstawówce trafiłam do pedagoga po kłótni z nauczycielką (nauczycielką, która później miała rozprawę sądową i zakaz zbliżania do 3 uczniów :) ). Było mi mówione, że to będzie dyskretne, nikt się nie dowie i bla bla bla.
Godzinę później każdy nauczyciel już wiedział.

Peeves Odpowiedz

Pedagogowie szkolni myślą, że ich praca polega na głupkowatemu uśmiechaniu się w każdej możliwej sytuacji. Kompletnie bagatelizują problemy swoich podopiecznych, jakby sądzili "to tylko dzieci, nie mogą mieć prawdziwych problemów"-wystarczy się głupio uśmiechać i traktować uczniów jak idiotów-mam wrażenie, że tak według nich wygląda rozwiązywanie spraw.

Zrosoluzwczoraj Odpowiedz

Będąc w gimnazjum miałam w klasie 3 dziewczyny, które w szkole były ciche i spokojne, a poza nią imprezy, alko i petki. Widać było, że pochodzą z biedniejszych rodzin, kiedyś nawet ojciec jednej z nich przyszedł do nas na zajęcia i rzucał paragonami za apap, który kupił dla dzieci, bo głowa je bolała po szkole - no typowa patola. Nikt Za bardzo się z nimi nie kolegował, ale to nie z powodu pieniędzy, a raczej towarzystwa w jakim się obracaly i ich dziwnego usposobienia( Nie wiem jak to inaczej nazwać). I teraz najlepsze - przez prawie miesiąc byłam wzywana do pedagoga szkolnego, bo podobno je wyzywam, obgaduje i zastraszam, że one nie chodzą do szkoły, bo sie mnie boją, mimo, że takie rzeczy nie miały miejsca. (Czego one miały się niby bać skoro były ode mnie 2 razy większe?) Byłam straszona obniżeniem punktów z zachowania A nawet policją. Na nic zdały się moje tłumaczenia. Spędzałam tam co najmniej 2h dziennie i słuchałam jakim to jestem niewychowanym dzieckiem i ze nie ujdzie mi to na sucho. Nawet ich przyjaciel się za mną wstawiał i mówił, że one po prostu to wymyślają. Koniec końców okazało się, że chodziły do dilera, który mieszkał obok szkoły, uprawialy z nim seks, a nawet robiły loda za paczkę fajek, a historia ze mną miał być usprawiedliwieniem ich częstych nieobecności na lekcjach. Nigdy nie usłyszałam nawet zasranego przepraszam.

kupieciczekolade

@Zrosoluzwczoraj az glupio zaplusowac, ale zminusowac tez

T0RI Odpowiedz

Moi rodzice nie mają ślubu przez co mają inne nazwiska. Według pani pedagog byłam prześladowana dlatego że czułam się gorsza bo rodzice się rozwiedli (bo przecież mają różne nazwiska) a gdy udało mi się wytłumaczyć że oboje to biologiczni rodzice, stwierdziła że na pewno czuje się źle z tym że rodzice nie mają ślubu. Przecież to logiczne :D

Ahmik Odpowiedz

U mnie w gimnazjum kazdy mogl za darmo przyjsc i zjesc zupe. Dzieki pomocy parafi i nikt nie mial prawa sie z takich osob smiac.

KOTzObrazka Odpowiedz

Zarówno w podstawówce, w gimnazjum i liceum nie zdawałam sobie sprawy z istnienia takiego człowieka jak pedagog szkolny. Na serio, akurat miałam takie szkoły (podstawówka i gimnazjum) gdzie pedagog zajmował się jedynie osobami, które miały nauczanie indywidualne. A liceum do dziś jest dla mnie tajemnicą, ale obstawiam, że pedagogiem musiała być kobieta, która przyjmowała wnioski o stypendium. I tak to wyglądało w moich czasach :P

Ankaaa

Ja w liceum kojarzę taką jedną rundą babeczkę, która na pewno nie była nauczycielką, ani nie miała nic wspólnego z sekretariatem, biblioteką, czy czymś w tym stylu, więc obstawiam, że to mogła być ona :D Z poprzednich szkół to w ogóle nie kojarzę takiej osoby.

indianka Odpowiedz

Ja miałam świetnych pedagogów

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie