#81M1f

Było to jesiennego wieczoru, parę lat temu - wracałam tramwajem z gimnazjum. Siedziałam w lekkim rozkroku i to był błąd. Niestety nie zauważyłam nadchodzącej lekko otyłej pani (która całą sobą zajęła przejście między siedzeniami), która potknęła się o moje nogi. Moja reakcja była natychmiastowa, czyli wyciągnęłam ręce, aby ją złapać.

Złapałam. Złapałam soczyście jej piersi, co uświadomiłam sobie chwilę potem, pani natomiast szybko uciekła, a ja jechałam dalej z silnym uczuciem zażenowania...

#cZtVz

Podczas pisania kartkówki w podstawówce (jakoś 4 klasa), podczas której używałam ściągi (był to mój pierwszy raz!), posikałam się... Dlaczego? Nauczycielka zauważyła, że coś ze mną nie tak i spytała co tam ciekawego mam. No i stało się, tak się zestresowałam, że aż się zsikałam. Nie pamiętam, co było dalej... I chyba się z tego cieszę.

Od tamtego czasu nie ściągałam już nigdy więcej. Taki uraz.

#vy33M

Odwiedziłam koleżankę, która jest młodą matką. Plotkowałyśmy przy kawie i oglądałyśmy zdjęcia. Córka znajomej była irytująca: nerwowo piszczała, nie chciała się bawić ulubionymi zabawkami.

Kamila wyszła do toalety, a młoda zaczęła histerycznie krzyczeć. Złapałam ją obiema rękami i mocno potrząsnęłam: była tak zszokowana, że przestała krzyczeć, a po chwili zaczęła płakać. Nie potrafiła mówić, więc Kamila o niczym się nie dowiedziała.

Nie uznaję przemocy. Wiem, że nie powinnam się tak zachować, to był impuls. Boję się mieć własne dzieci.

#9Y6yd

Mam psa ze schroniska. Sulfi jest małą, lekko zakręconą, ale przyjazną sunią. Miałam z nią wiele przygód, ale nigdy nie miałam z nią takiej akcji.

Dzisiaj dostałam porządny opiernicz od niedoszłego włamywacza za to, że pogryzł go mój pies, a ja nie miałam tabliczki typu: „Uwaga, groźny pies”.

#X4mHw

Nie jestem kierowcą, a studentem podróżującym codziennie komunikacją miejską. Jednak mam dla Was takie hasełko - PILNUJCIE SWOICH POCIECH.

Sytuacja z dzisiaj.
Jak każdego dnia, jechałem autobusem z pokaźną grupą ludzi. Był ranek, świeżo siódma na zegarkach. Niektórzy przeglądają telefony, inni zeszyty czy gazety, większość ziewa. Rozpędzeni, nowym i długim jamnikiem wkraczaliśmy na teren łuków pod górę. Na teren spokojny i bezkolizyjny. Cisnęliśmy na kolejny przystanek, mogliśmy jechać około maksymalną prędkością dla terenów zabudowanych.

Nie wiem kiedy to się stało, lecz były to ułamki sekund.

Mocny hamulec, pisk opon - i to co udało mi się dojrzeć, gdy czułem rwanie mięśni oraz widziałem lecących ludzi, obijających się o kasowniki, uderzających czołami w uchwyty siedzeń, pośród wielkiego gwaru, krzyków, pisków... malutka postać dziewczynki z wielkim tornistrem (taki sztywny, wielki i ciężki), większym niż ona sama, biegnąca i wylatująca w powietrze z twarzą wykrzywioną we wrzask...

Cały autobus zatrzymał się na lekkim wzniesieniu i samym środku łuku. Pasażerowie w wielkim szoku, przerażeniu, część z nich wstająca z podłogi lub mdlejąca na widok własnej i cudzej krwi, na przykładowym łuku brwiowym. Kierowca także zamarł, siedząc w swojej kabinie.

Po chwili do dziecka przylatuje matka, rzucając telefonem po drodze. Biegnie z krzykiem, który było słychać przez zamknięte drzwi i szyby. Wzięła dziecko na ręce i odniosła na chodnik... małej nic nie było, nie miała nawet zadrapania na twarzy czy rękach. Nawet nie płakała. Za to jej tornister wyglądał jak po wybuchu bomby.

Kierowca wysiadł i zadzwonił po karetkę. Obudzeni już całkowicie i pełni adrenaliny oczekiwaliśmy na zespoły ratunkowe. Około połowa pasażerów potrzebowała podstawowej pomocy medycznej, myślę, że skończyło się na ewentualnych szyciach ran ciętych w okolicach głowy, może rąk. Ja chyba naciągnąłem tylko mięśnie okolic bioder, żeber, rąk. Dziewczynka natomiast została zabrana karetką bez sygnału, do szpitala.

Nadal przeżywam to, co widziałem. To, co się stało. Pierwszy raz byłem świadkiem czegoś takiego i tak drastycznie wyglądającego. Przestraszyłem się. Jakby wybiegła trochę później, choćby o parę sekund... kto wie, może pozostałby z niej placek, albo wręcz nic by z niej nie pozostało, prócz krwi i zmiażdżonego tornistra...

Pilnujcie dzieciaków, naprawdę. Bądźcie odpowiedzialnymi rodzicami.

#3cx0W

Kiedyś moja znajoma w przypływie złości przyznała się do tego, że podejrzewa swojego narzeczonego o zdradę. Na moje pytanie, skąd taki wniosek, odpowiedziała iż zdarza mu się czasami wrócić do domu 10-15 minut później niż zazwyczaj. Ponadto nie zawsze ma ochotę na seks albo jak się do niego dobiera, to nie potrafi się... pobudzić (wiadomo o co chodzi).

To jeszcze nie wszystko, bo powiedziała mi też o założonym przez nią podsłuchu na jego telefonie czy zainstalowaniu jakiegoś programiku czy aplikacji, który śledzi SMS-y, e-maile i odwiedzane strony. Metody takie, że FBI i CIA mogą się schować.

Po swoich wyznaniach zapytała, co u mnie. Po takiej historyjce wręcz utwierdziłem się, że mój dotychczasowy styl życia bardziej mi odpowiada. Po prostu wolę czerpać radość z życia, a nie kogoś zamykać w klatce. Nawet teraz jestem w takim związku, w którym ani ja, ani moja ukochana nie musimy się sobie tłumaczyć. Ona chce iść na imprezę beze mnie ze swoimi znajomymi? Nie ma problemu, bo niby kim jestem, żeby jej mówić czy wolno jej spotykać się z kimś kogo zna o wiele dłużej ode mnie.

Już od jakiegoś czasu jesteśmy w szczęśliwym związku, bo sobie ufamy. No i to w sumie wyznałem tej koleżance. Na co ona odpowiedziała, że to jest jakieś chore co my robimy, a ja się zachowuję jak jakiś niedojrzały gówniarz.

Znam cytat z Biblii o widzeniu drzazgi w czyimś oku przy jednoczesnym niedostrzeganiu belki we własnym. Tutaj pasuje wręcz idealnie.
Dodaj anonimowe wyznanie