#LH5SV

Na mojej wiosce w parafii jakiś czas temu odbyły się święcenia plecaków i tornistrów dzieci rozpoczynających nowy rok szkolny. Dodam tylko, że siedziałam dosyć blisko ołtarza.

W trakcie święcenia ksiądz, odprawiając swoją formułkę, zarzucił kropidłem tak, że upadło pod moje nogi. Mohery zdziwione, ministranci w śmiech, ksiądz patrzy na mnie, ja na niego i jakby gdyby nigdy nic porostu odrzuciłam mu je z powrotem.

#oF0Cc

Będzie to opowieść o stulejarzu, który ociera się o stalking, pięknej kobiecie o rudej głowie, ciętej ripoście i parafrazie Dantego...

Popołudnie, godziny szczytu, Lublin, przystanek w centru. I ja, i mój obiekt czci wracamy tym samym autobusem zawsze o tej samej porze. Dziewczynę widzę z okna mojej roboty od wielu miesięcy i wiem, że ciężko zapieprza w swojej pracy, latając w tę i z powrotem w banku jako przynieś-wynieś-pozamiataj-zbierz opierdol. Kiedy staję obok niej na przystanku, by chociaż tyle mieć z życia, widzę, jak bardzo jest zmęczona. Mimo to wiele razy widziałem, jak z irytacją w oczach, ale też uprzejmym uśmiechem, ustępuje miejsca staruszkom, ciężarnym i inwalidom, jeśli nikt inny nie łaskaw był ruszyć tyłka (sam zawsze stoję, miejsce siedzące o tej porze to towar mocno deficytowy). Wiem też, że dziewczyna ma poważne problemy z połamaną niegdyś i źle złożoną kostką, która często daje jej się we znaki, tak że ledwie chodzi i stoi.

Ten wstęp jest wyjaśnieniem, skąd pewne rzeczy o niej wiedziałem oraz niezbędnych, by zrozumieć istotę sytuacji.

Teraz wiecie to, co i ja wiem. Wczoraj razem z nami wsiedli do 26 bardzo eleganccy państwo wieku ok. 45 lat. Oboje w drogich płaszczach, pan pod krawatem, pani w szpilkach, kapeluszu rodem ze starych romansideł, odwaleni jak szczury na otwarcie kanału. Stali obok mnie, głośno rozmawiając w stylu "ą i ę". "Mojej" pannie udaje się usiąść. Staje nad nią ta kobieta, wbija jej paluch w ramię i oznajmia tonem, jakby zwracała się do chłopki ze czworaków w XVIII wieku:

- Ty, ustąp mi miejsca! Jestem starsza, co ty sobie myślisz?
- Słucham?
- Chyba nikt cię nie uczył kultury. Ja jestem DAMĄ, a damom się ustępuje - podkreśliła, mierząc ją pogardliwym spojrzeniem.
- Chyba lekkich obyczajów - ruda panna wypaliła bez namysłu.

Pan coś zaburczał w obronie towarzyszki. Mało uprzejmie. Wręcz chamsko. Już miałem interweniować...

- Na panienkę pan masz, bo tania, a na samochód żeby ją wozić już nie, bo 10-letni tico więcej kosztuje - zasyczała dziewczyna - ale jak aż tak od stania pod latarnią nogi panią bolą, to proszę siadać.

Babie odechciało się siedzieć, wysiedli na następnym przystanku. Ruda i ja wysiadamy w tym samym miejscu. Widziałem na jej twarzy, jak bardzo przykra była to dla niej sytuacja. Szła smutna i przybita. Zmęczona jak cholera. Ale teraz już wiem, że na pewno nigdy nie zagadam... Raz, bo jestem debilem i za jedyny podryw, jaki umiem uskuteczniać język tej kobiety by mnie zabił. Dwa, ma męża. Wyszedł po nią, czule utulił i ucałował. Cóż, "porzućcie nadzieję, którzy za zajętą kobietą chodzicie"... tego jednego o niej nie wiedziałem. W domu jej nie podglądam.

Ruda pani, jeśli pani to czyta i zauważyła przychlasta, który pokonuje tę samą trasę gapiąc się na panią, to nie jestem zbokiem, a jedynie oczarowanym stulejarzem. Nic więcej.

#yxIpg

Od dziecka brzydziłam się metalu... Nie wiem czemu, ale łyżka musiała być z plastikową rączką, guziki plastikowe, a największą traumę miałam na widok miedzianych groszaków w łóżku (jak np. wysypią się z kieszeni).
Przeszło mi po ponad 20 latach życia, bo.... Znalazłam pracę w kantorze i codziennie operuję znienawidzonymi groszakami :D

#bA4Zl

Kiedy się na kogoś mega zdenerwuję, wchodzę na simsy przy najbliższej okazji i robię tę postać, która mnie zirytowała. Denerwuję "ją", np. robię cechę "nie lubi dzieci" i tworzę jej dziecko. Na sam koniec przeróżnego wkurzania i gnębienia tej owej simki/sima po prostu zabijam tę postać.


PS "Zabiłam" tak już całą moją rodzinę oraz znajomych. Chyba jestem chora :D

#sIZnd

Kiedyś z moim ojcem kupiliśmy nowe noże ze stali nierdzewnej. Mieszkamy w Solingen, niemieckim mieście słynącym z produkcji właśnie noży. Noże nówki, odpakowujemy, sprawdzamy ostrość na różnych przedmiotach. W pewnym momencie położyłem palec wskazujący na blacie i mówię do taty:
- Kończ waść! Wstydu oszczędź.
- No chyba oszalałeś.
- Dawaj, krój, po co mi ten palec, mam jeszcze dziewięć innych.
W momencie kiedy mój tata (jak się później dowiedziałem, bez zamiaru ucinania mi palca) przyłożył mi do palca nóż, spanikowałem i odciągnąłem rękę lekko w górę zamiast w dół. Krew i krzyk:
- Baranie jeden, po ch*j ten palec zabierałeś, przecież bym nie przeciął!

Ogólnie tak szybko zabrałem palec z blatu, że nóż doszedł do kości. Wizyta na ostrym dyżurze, wyciąganie odłamków kości (nie wiem jak cudem, ale się skruszyła) i kilka szwów. Te noże są ostre do dziś (ok. 2 lata). XD

#CS6W5

Patologia w moim domu doprowadziła do tego, że jako 10-latka próbowałam popełnić samobójstwo.

Słyszałam, że jak wstrzyknę sobie wodę w żyłę, to umrę - tak też zrobiłam, bo miałam dojście do igieł i strzykawek (rodzic lekarz).

Nie wyszło - na nadgarstku powstała wielka gula, którą chowałam dniami pod opaską.
Całe zajście opisałam w pamiętniku. Przeczytali to rodzice.

Pamiętam, jak mój ojciec, kiedy miałam gorszy dzień, płakałam, dokuczał mi i śmiał się ze mnie, że jak chcę popełnić samobójstwo, to lepiej, żebym weszła do wanny i cięła się żyletkami.

#2ABS9

Swoją żonę znam od pierwszej klasy liceum. Zakochaliśmy się w sobie, od początku drugiej klasy byliśmy parą. W pewnym momencie podjęliśmy decyzję. Chcemy mieć dziecko. Mieliśmy 19 lat, ale uznaliśmy, że to już ten czas, że oboje tego chcemy i wiemy, że ono będzie tak czy siak, więc po co czekać? Damy sobie radę. A nasze dziecko będzie miało fajnych i młodych rodziców, którzy będą nadążali za jego światem.

Rok później byliśmy rodzicami. I chociaż było ciężko, do tego stopnia, że kiedy mała miała trzy lata, miałem już serdecznie dość swojego życia, to udało nam się przetrwać ten okres.

Kiedy stanęliśmy na nogi, podjęliśmy decyzję o tym, że pora na drugiego bobasa. Miesiące starań i nic. Poszliśmy z małżonką do lekarza specjalisty. Co usłyszeliśmy? Że nasz mały 6 letni łobuz to cud i tak naprawdę, nie będziemy mogli mieć dzieci.

I wiecie co? Teraz jak patrzę na mój 16 letni skarb wiem, że podjęliśmy z moją żoną słuszną decyzję. Patrzę, jak z mojego małego łobuza, wyrosła piękna i inteligentna kobieta. Jestem dumny z tego jak udało się ją wychować. Kiedy ma problem przyjdzie i porozmawia, często woli wyjść z nami do kina niż iść gdzieś z koleżankami, czy kolegami. Możemy grać wspólnie w gry. Możemy robić wiele wspaniałych rzeczy. Tylko dlatego, że mając 19 lat podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć już teraz dziecko.

I chociaż było ciężko, to wiem jak bardzo było warto. Skarbie, wiem, że to czytasz, bo wiem, że jesteś fanką tej strony. Wiedz, że jesteś największym skarbem w moim życiu.

#H4Dm1

Często pojawiają się tu wyzwania na temat dzwonienia i głuchych telefonów. Do dziś wspominam historię, która przydarzyła się grupie wtedy moich najlepszych przyjaciół.

Mieliśmy może po 12 lat, wchodziły telefony z antenką, doładowania za dyche i pierwsze pakiety na smsy, akurat miałam wolne minuty i się zaczęło, najpierw książka telefoniczna - telefony do apteki z pytaniem o rodzaje prezerwatyw, telefon do weterynarza,1 że nasz pies leży i nie oddycha itp., ale był też telefon combo... Kolega wybrał przypadkowy numer telefonu, odebrała mała dziewczynka, a ten z premedytacją zaczął dyszeć do słuchawki i mówić dziwne sprośne rzeczy, które przychodziły wtedy nastolatkowi do głowy, nie przemyśleliśmy jednego ktoś może oddzwonić. Po paru minutach tak się stało.

Oddzwoniła kobieta, która powiedziała, że jest prokuratorem (uwaga - podała, że w mieście, z którego pochodziliśmy) Wszyscy zesrani telefon dostałam ja, musiałam udawać babkę której telefon cały czas leżał na stole nikt z niego nie korzystał, a dzieci mam już dorosłe i na pewno nie robiły sobie takich jaj, ja 12 latka przez pół godziny udawała dorosłą odpowiedzialną kobietę. Babka w końcu uwierzyła i na końcu jeszcze przeprosiła, że pewnie córka coś wymyśliła, ale jak o tym pomyślę stracha mam do dziś. :) Nikt prócz nas o tym nie wie! Pozdrawiam jeśli to czytacie!

#nUuqM

Pamiętam, jak miałam kilka lat i wredną sąsiadkę za płotem. Miała ona obsesję na punkcie ozdób ogrodowych typu krasnale itp. Ja, takie mściwe dziecko, uknułam w głowie szatański plan...

Gdy wychodziła na różaniec, codziennie o tej samej godzinie zakradałam się do jej ogródka (przez dziurę w płocie) i malowałam straszne miny tym krasnalom i przestawiałam je w inne miejsca. Po tygodniu sąsiadka zaczęła się już bać i wezwała księdza, żeby jak to powiedziała "Odgonił złe duchy".

Tak się wystraszyłam, że te złe duchy przyjdą do mnie, że wyskoczyłam zza krzaków i przyznałam się z płaczem do wszystkiego.
Ksiądz się śmiał.
Sąsiadka nie.

A potem była jeszcze wredniejsza niż przedtem.
Dodaj anonimowe wyznanie