#y8TTC

Miałam 7 lat, gdy zmarł mój ukochany tato. Od tego czasu panicznie się bałam, że stracę mamę i zostanę sama.

Dwa lata później byłam na wakacjach u dziadków, ze mną była również dwójka starszych kuzynów (13 i 14 lat). Mama musiała iść do pracy, obiecała, że wróci jak zwykle za 8 godzin. Zabijałam czas bawiąc się z psem, gdy nagle przybiegli kuzyni i oznajmili, że mama miała wypadek w pracy i nie żyje.

Mój świat wtedy się zawalił, wybiegłam zapłakana z posesji dziadków i postanowiłam, że dołączę do tatusia i mamy w niebie poprzez rzucenie się pod rozpędzony samochód.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam... Obudziłam się w szpitalu i zaczęłam płakać, że nie chcę żyć sama bez mamy i taty. Nagle do pokoju przyszła mama i zaczęła mnie przytulać, wyjaśniając, iż to, co mi powiedzieli kuzyni, to był tylko ich durny żart.

Dla mnie skończyło się to złamaną nogą i rozbitą głową, a dla kuzynów soczystym wpier*olem od dziadka. Chyba podziało, bo nigdy więcej nie robili durnych żartów z innych... A, no i ukochana mamusia jest ze mną do dziś. ❤

#skcN1

Chodzę na spacery z moim królikiem, w bezpiecznych miejscach, takich jak park, skwer, chodnik przed blokiem. Pozwalam mu kicać na smyczy, a gdy wychodzimy w pobliże ulicy lub na przystanek zawsze mam go na rękach. Jest grzeczny i spokojny, ale dlatego, że mnie zna i mi ufa, gdy dotknie go ktoś obcy stresuje się i może ugryźć. Niestety, ludzie tego nie rozumieją, dzieci prawie zawsze pytają, czy mogą pogłaskać, ale staruszkowie nigdy.

Dwa dni temu zdarzyło się tak, że podczas spaceru złapał nas deszcz, więc na przystanku usiadłam sobie z nim na kolanach pod dachem, czekałam na autobus, byłam z moim chłopakiem, który ustąpił miejsca starszemu panu i ów pan, natychmiast wyciągnął do mojego królika dłoń, którą mój chłopak zablokował, nie odepchnął, po prostu odgrodził ręką mnie i królika od tego pana. No i się zaczęło, pan zaczął nas wyzywać, głośno komentować nasz rzekomy "brak kultury", agresję, oczywiście dwie starsze panie na przystanku mu wtórowały, bo jak to tak? wychodzę na spacer z królikiem, to powinnam się godzić na dotykanie go bez pytania, nieważne, że go to stresuje, nieważne, że ja nie chcę, żeby jakiś koleś kierował dłoń w stronę moich kolan. Panu powiedzieliśmy, że kultura wymaga zapytania, czy wolno dotknąć zwierzęcia, a w odpowiedzi usłyszeliśmy tylko serię obelg.

Zawsze, gdy spotyka mnie coś takiego, jest to spowodowane postawą starszych ludzi, którzy bez względu na okoliczności uważają, że im się należy, nawet kilkuletnie dzieci nieśmiało pytają o pozwolenie, a starsi ludzie potrafią podejść z psem, żeby sobie "Pimpuś zobaczył co to za zwierzątko", gdy zabieram królika wtedy na ręce i proszę o zabranie psa, który obok mnie skacze i szczeka, to zawsze słyszę, że "Pimpuś chce się tylko bawić, on nie gryzie".

Wychodzenie na dwór sprawia dużo radości mojemu zwierzątku, ale boję się, że pewnego dnia jakaś pani Jadwiga doda tutaj wyznanie o tym, jak została pogryziona przez małą, włochatą kuleczkę, którą niosłam na rękach albo o Pimpusiu, który zjadł tę kuleczkę i wydala swetry z angory zamiast kupy.

#12Zwu

Jestem facetem, już w wieku 20+, i prawie nie mam owłosienia.

Nie wiem, czy to jest normalne ani czym spowodowane, jednak nogi mam gładkie, bez ani jednego włoska. Tak samo pachy. Broda mi nie rośnie, mam tylko lekkie owłosienie na brzuchu, tam niżej i trochę na rękach, ale i tak nie to, co inni faceci w moim wieku. Gdy byłem jeszcze w liceum, koledzy śmiali się ze mnie, że golę sobie nogi. Wszyscy myślą, że codziennie golę brodę, niejedna kobieta zazdrościłaby mi pach i nóg. Co ciekawe, mój ojciec ma dokładnie to samo, poza drobnym faktem, że jemu rośnie broda, a mi nie. Wszystkim mówię, że się golę (jeśli chodzi o twarz i pachy) a co do nóg mówię, że mi włosy jakoś nie rosną... Tylko najbliższa rodzina wie, że tak naprawdę golić się nie muszę wcale (co bardzo denerwuje moją siostrę, która wciąż narzeka, że nogi musi golić co chwilę).

Ale na pocieszenie zapuściłem sobie długie włosy. Chyba jakoś podświadomie, żeby nadrobić ich brak w innych miejscach...

#liedc

Nigdy nie byłam specjalną zwolenniczką kościoła, ale nie krytykowałam go ani też nie wychwalałam pod niebiosa. Lecz to co się wydarzyło niedawno odrzuciło mnie od niego totalnie.

Jakiś czas temu zmarła moja Mama. Była młodą kobietą, ale nie w tym sęk. Wiadomo, że trzeba ogarnąć w takiej sytuacji temat pogrzebu. I tu się zaczęło.

Punkt 1: Księdza brak na plebanii, na telefon nie odpowiada, a zakład pogrzebowy czeka.

Punkt 2: Ksiądz odebrał telefon o godzinie 20 i dostałam zj**bkę , że co ja sobie wyobrażam, że dzwonię o tej porze, bo on przecież 24h/dobę nie pracuje. Dopiero gdy powiedziałam, że Mama mi umarła, a on sobie chyba żarty stroi, odpowiedział, żeby przyjechać.

Punkt 3: Spóźnił się na pogrzeb.

Punkt 4: Na pogrzebie zamiast mówić "odeszła nasza siostra" mylił się i co jakiś czas mówił o niej jak o mężczyźnie.

Punkt 5: Chciał, żebyśmy go zaprosili na stypę (że co??).

Punkt 6: Po pogrzebie podszedł do mojej osieroconej dopiero siostry (niedawno została nastolatką, do pełnoletności jej jeszcze dużo brakuje) i powiedział, żeby jechała na następny dzień na pielgrzymkę.
Jakby naprawdę nie miała nic innego do roboty. No wymiękłam. Myślałam, że go zaraz walnę w tą uśmiechniętą buźkę.

Nie krytykuję tu wszystkich księży, ale niektórzy nie powinni zajmować się tą profesją...

#kY1gk

Pokłóciłam się ze swoim chłopakiem o to, że jest zbyt uzależniony od rodziców, w szczególności od mamy. Nie mieszkają już razem, a i tak z każdą sprawą dzwoni do niej itd., no typowy maminsynek.
W odpowiedzi na zarzuty usłyszałam, że nie jestem adoptowana, więc tego nie zrozumiem.
Faktycznie, nie rozumiem, ale tego argumentu.

#LVi0A

Późne lata 90. Bez internetu i komputerów trzeba było znaleźć sobie jakiś sposób na spędzanie wolnego czasu. Popularną zabawą było robienie "domków" - należało wygospodarować sobie miejsce (mógł to być skrawek podłogi w starej ruderze, część szałasu bądź najzwyklejsza polanka) i urządzić pokoik. Świetnym elementem wystroju "wnętrza" były rzeczy wyszperane na, wszechobecnych wtedy, leśnych śmietnikach albo przywleczone z domu szpargały.

Podczas jednego z takich rajdów po "mebelki i wyposażenie" sąsiadka złapała poniewierającą się w moich przydomowych śmieciach starą szczotkę do kibla. Widząc, że chcę zaprotestować i prawdopodobnie odebrać jej zdobycz, dziewczyna postanowiła ją sobie "zaklepać", od razu jej używając. Szczotka miała nietypowy kształt, który zdecydowanie odbiegał od standardowych modeli i mogła nie odgadnąć jej przeznaczenia. Nie wiem jednak co skłoniło ją, by zacząć się nią czesać.
Zamilkłam, nic nie powiedziałam, a szczota znudziła jej się po paru pociągnięciach.

Do tej pory mam przed oczami, jak przejeżdża nią po swoich długich, złotych puklach.

#IVW1F

Mieszkam z rodzicami i niezdarną babcią, której nieraz zdarza się np. rozbić kubek, rozlać coś na podłogę itd. Ogólnie jest odpowiedzialna za większość domowych wypadków, jednak z reguły się do tego nie przyznaje, chyba że zostanie przyłapana. Ot, takie dziwactwo.

Jakieś pięć lat temu zepsułem klapę od sedesu podczas, hm..., prywatnych czynności. A jako że gdybym zgłosił to rodzicom, musiałbym tłumaczyć okoliczności zdarzenia, wolałem już zostawić ją na miejscu. Toteż ułożyłem ją tak, żeby nie wyglądała na zepsutą.

Zaraz po mnie do WC poszła babcia i z impetem ześliznęła się razem z klapą - hałas był na cały dom. Mimo tego chwilę potem babcia dziarsko zmykała z miejsca zdarzenia, żeby nikt jej o to nie posądził. Rzecz jasna rodzice i tak uznali ją za sprawcę, a ja do dzisiaj gratuluję sobie oszukania systemu. :'D
Dodaj anonimowe wyznanie