Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi?
Zawsze chcieliśmy z mężem mieć swój mały biznes. Dlatego tuż po studiach udaliśmy się na dobrowolne kilkuletnie wygnanie za zachodnią granicę.
Pracowaliśmy oboje po 10 godzin dziennie przez kilka lat. W końcu udało nam się odłożyć i wróciliśmy do Polski.
Każdy, kto ma własną działalność wie, jak wyglądają pierwsze lata. Raczej dokładasz, niż zarabiasz.
Niestety wśród sąsiadów i znajomych z urzędu dorobiliśmy się przydomka "zagranicznych ważniaków" i "państwa prezesów". Odwrócili się od nas wszyscy, znajomi, sąsiedzi. A ci, którzy zostali, nie zostali dla NAS, ale dla ewentualnych korzyści.
Dwa razy przebito nam koła w aucie, oblano farbą drzwi. Przetrwaliśmy.
Po 2 latach zatrudniliśmy znajomego. Wydawał się w porządku, miał w domu ciężko, niedawno stracił pracę. I to był nasz największy błąd.
Przez dłuższy czas nie wiedzieliśmy, skąd wzięła się fala nienawiści ze strony znajomych i sąsiadów, nikt nam nawet nie mówił "dzień dobry".
Pewnego dnia pojechałam do sklepu. Wzięłam, co miałam wziąć, poszłam do kasy. Nagle słyszę znajomy głos, stanęłam tak, że on mnie nie widział.
Przytoczyć umiem tylko fragment:
- Ta k***, moja pani szefowa od 7 boleści, Boże, co za p***a, 30 lat ma, firma po tatusiu i wielką szlachciankę zgrywa, państwo rozbijają się oboje samochodami za moje pieniądze, a mi płacą grosze, ja nawet w zawodzie nie pracuję! Muszę znosić ją dzień w dzień i tego jej fagasa, co na kasę tatusia poleciał, nieudacznik, nigdy uczciwie nie pracował. Za biureczkiem siedzi i pana zgrywa, a pewnie gimnazjum skończył, wieśniak. Ty wiesz, że oni codziennie rano przychodzą do mnie do kanciapy i zgrywają takich fajnych, kawę nawet przynieśli! A tę k*** to znalem wcześniej, całkiem fajna była, ale już jej od***o od pieniędzy. Ale ludzie co ich znają to tak samo mówią, państwo w firmie po rodzicach. Rzygać mi się chce, jak ich widzę!
Nie, nie zwolniliśmy delikwenta, miał 3 dziecko w drodze. Po roku sam stwierdził "nie będzie dla frajerów pracował" - po tym, jak odmówiliśmy podwyżki.
Komentarz potrzebny?
Za każdym razem kiedy myje ręce w publicznej toalecie, naciskając na mydło, gdy widzę, że mydło jest białe odczuwam dziwny dyskomfort psychiczny, że pan, który to napełniał dodał coś od siebie.
Zawsze w okresie świątecznym przypomina mi się sytuacja sprzed 3 lat.
Był 24 grudnia, a ja byłam w żałobie po mojej zmarłej matce, która była dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że będą to moje pierwsze samotnie spędzone święta. Postanowiłam się nie załamywać i przygotować swoją własną samotną wigilię. Nie chciałam marnować czasu ani pieniędzy na przygotowanie całej kolacji dla jednej osoby, więc zdecydowałam, że zrobię zwykły sernik i to będzie cała moja uroczysta kolacja. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.
Sernik wyszedł naprawdę świetny, a mi zaczynało robić się smutno. Wszyscy całymi rodzinami gdzieś się spieszyli, tylko ja siedziałam sama w domu przy swoim przepysznym serniku.
Moje rozmyślania przerwał głośny śmiech u sąsiadki z góry. Znałam tę kobietę, ponieważ często zaczepiała mnie i zagadywała, a ja zawsze poświęcałam chwilkę czasu na pogawędkę z nią. Ten śmiech na górze jeszcze bardziej mnie zdołował i właśnie wtedy postanowiłam zrobić coś, na co w normalnej sytuacji pewnie nigdy bym się nie odważyła. Postanowiłam pójść na górę i poczęstować wszystkich moim wypiekiem. Zarzuciłam na siebie przyzwoite ubrania, wzięłam sernik i poszłam piętro wyżej. Spodziewałam się, że otworzy mi znajoma sąsiadka, więc przygotowałam odpowiedni dialog i zapukałam w drzwi.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu otworzył mi jakiś mężczyzna. Byłam zupełnie zdezorientowana, nie tego się spodziewałam. Mój cudowny plan nie wypalił. Mężczyzna przywitał się i spytał, o co chodzi, a ja nie wiedząc co powiedzieć zaczęłam dukać w stresie jakieś bezsensowne zdania. Tego było już chyba z wiele dla mnie na ten dzień, bo wybuchnęłam ogromnym płaczem. Stałam tam jak wariatka przed obcym facetem, z sernikiem w ręku, w wigilijną noc, i ryczałam.
Wtem w drzwiach ukazała się moja sąsiadka, rozpoznała mnie i zaprosiła do środka. Dopiero po tym, jak wypiłam kubek gorącej herbaty, byłam w stanie powiedzieć o co tak naprawdę mi chodzi. Ku mojemu zaskoczeniu powiedziałam całą prawdę, o niedawno zmarłej matce i o tym, że nie mam z kim spędzić świąt.
Dla mojej kochanej sąsiadki było jasne, że spędzę ten dzień z nią i z jej rodziną. Wszyscy przyjęli mnie w ten dzień bardzo ciepło.
Od tamtego wydarzenia bardzo zaprzyjaźniłam się z sąsiadką z piętra wyżej. Jej dzieci na co dzień mieszkały za granicą, więc ona również była bardzo samotna. Obie chętnie spędzałyśmy razem czas i chociaż sąsiadka była ode mnie o 50 lat starsza, to świetnie mi się z nią rozmawiało. Dzięki niej również udało mi się pozbierać po śmierci matki. Obecnie nie mieszkam już w tamtym mieście i mój kontakt z sąsiadką właściwie kompletnie zanikł. Jednak ja wciąż o niej pamiętam i o tym, co dla mnie zrobiła.
Nigdy nie byłam idealna w oczach mojej rodziny. Każdy miał odmienny pomysł na wychowanie mnie. Jedynie moja matka nie przejmowała się tym, na kogo wyrosnę.
Nigdy jej nie szanowałam, bo była bezrobotna i nie zajmowała się domem, ale to co wtedy powiedziała sprawiło, że nie wiedziałam, co powiedzieć.
Działo się to w czasach gimnazjum. Jak wiele innych gimbusów, zaczęłam wtedy pić, palić. Ubierałam się na czarno, słuchałam metalu, nosiłam glany i pofarbowałam włosy. Rodzinie się to nie spodobało. Bardzo cenili sobie schludny, dziewczęcy ubiór, naturalne włosy.
Pewnego dnia pojechałam z matulą na wieś do dziadków. Podczas obiadu zaczęli rzucać obelgami i pretensjami w moją stronę. Matka, która jak do tej pory siedziała cicho, w końcu nie wytrzymała.
- Lepiej, że jest metalem niż prostytutką, jak ty w czasach młodości, mamo - powiedziała.
Zamurowało mnie, w sumie wszystkich. Resztę obiadu spędziliśmy w ciszy i nie drążyliśmy tematu. Dziadkowie do dzisiaj nie wspomnieli nic o moim wyglądzie.
Achtung, nudne spostrzeżenia.
Mam czternaście lat i uczęszczam do ostatniej istniejącej klasy gimnazjalnej.
W sumie zawsze byłam dość kontaktową osobą, z każdym byłam w stanie znaleźć wspólny język czy temat, włączając osoby wieeeele ode mnie starsze. Jestem dość altruistyczną osobą i naprawdę wiele rozumiem, ale tego nigdy.
Nawet nie wiem ile razy ja i moi znajomi usłyszeliśmy zarzuty, że jesteśmy za weseli, za głośni, za głupi. A przepraszam bardzo, jak mamy mieć doświadczenie w niektórych sytuacjach, kiedy tak naprawdę jesteśmy dziećmi? Pretensje o rzeczy, o których nigdy bym nie pomyślała, że ktoś może się o nie rzucać. W szkole nieustannie słyszymy że wszystkie inicjatywy podejmowane przez nas są tylko po to, by nie mieć lekcji. A jednocześnie te same osoby, kolokwialnie mówiąc, drą mordy o to jacy my jesteśmy niekreatywni i zamknięci, że nie wychodzimy z żadnymi pomysłami. Ręce opadają, ale nic nie powiesz, bo dostaniesz uwagę za pyskowanie.
Wiele razy słyszałam, jakoby młodzież była tą złą, zawsze. Że to przez nas ten świat schodzi na psy. Że jak oni odejdą, to świat się zawali bo olaboga nigdy nie dorośniemy.
I ja naprawdę wszystko rozumiem, ludzie boją się że jeśli teraz nie ogarniają umysłem postępu, to co będzie za parę lat? Pokolenie wychowywane w czasach wojny i stanu wojennego jest INNE od naszego, ale czy to oznacza, że lepsze? Gloryfikowanie wychowania przemocą fizyczną i dawania dzieciom swobody, jednocześnie stosowanie przemocy psychicznej i zamykania nastolatków w czterech ścianach BO ONO NA PEWNO PÓJDZIE PIĆ ALKOHOL I UPRAWIAĆ SEKS! Niektórzy pójdą. Ale pójdą tak czy tak, mimo zakazów. A niektórzy nie - niektórzy chcą po prostu posiedzieć ze znajomymi.
Nie chcę nic więcej oprócz zrozumienia. Że tak, jestem gówniarą, ale w kilku tematach mam więcej do powiedzenia niż starsi. Że nie, nie będę wiedzieć jak ugotować ziemniaki, jeśli nie sprawdzę w internecie, bo nikt mi tego nie pokazał. Mogę nie wiedzieć jak włączyć pralkę, skoro nigdy tego nie robiłam, bo mi nie pozwalano. Młodzież potrafi być inteligentna i wrażliwa, ale w dzisiejszym świecie nie opłaca się być dobrym. Tylko... Kto kreuje dzisiejszy świat? My, nastolatki, czy oni, ludzie dorośli? Nie zwalam winy, ale kilka razy zdążyłam zaobserwować, jak matki uciszają swoje małe dzieci tabletami czy telefonami, jednocześnie wręcz plując na niewiele przecież starsze osoby używające telefonu.
W każdym pokoleniu zdarzają się słabe i głupie jednostki. Nie mówię, że wszyscy młodzi są święci, a wszyscy dorośli są źli i zgorzkniali. Po prostu częściej spotykam ten gorszy typ.
Chciałabym móc wypowiedzieć się na jakiś mądrzejszy temat bez późniejszego komentowania, że cwaniakuję. Nie, ja po prostu myślę i mam własne zdanie. I chciałabym być rozumianą przez innych.
Pochodzę z biednej rodziny i kiedy byłam dzieckiem, rodzice zawsze pod koniec miesiąca zaczynali przeszukiwać cały dom. Zaglądali wszędzie, nie zwracali uwagi na protesty i chęć zachowania jakiejś prywatności. Oczywiście szukali wtedy kasy, a za to co znaleźli robili zakupy, które miały wystarczyć do kolejnej wypłaty.
Kiedyś nakupowali mnóstwo mąk, płatków, soli i pełno innych rzeczy, które mają takie opakowania, że niezbyt da się je zamknąć. To wszystko walało się na blacie, bo wówczas wszystkie półki były porozwalane. I właśnie wtedy w naszym domu pojawiła się mysz. Matka przerażona wyrzuciła praktycznie wszystko "bo mysz mogła po tym przejść", a że kasa się skończyła, to przez jedenaście dni cała rodzina (siedem osób) jadła jedynie wafle (tak z dwa opakowania), które jakimś cudem przetrwały, i dżem.
Do dzisiaj pamiętam, jak bardzo byłam wtedy głodna i to, jak burczał mi brzuch, wszyscy się patrzyli i w końcu zemdlałam na pewnej lekcji.
Obecnie nie potrafię wydawać pieniędzy na coś innego niż jedzenie i wszelkie środki do sprzątania. Musi być sterylnie czysto i pełno jedzenia, inaczej dostaje ataków paniki.
Gdy miałam 14 lat, w moim domu odbywał się gruntowny remont łazienki. Prowizoryczna toaleta owszem była, ale zawsze ktoś przebywał w tym pomieszczeniu, więc o załatwieniu swoich potrzeb fizjologicznych nie było nawet mowy. Więc co wymyśliłam mądra ja? Brałam pampersy swojej rocznej siostry i w nie robiłam to, na co aktualnie było parcie, a potem jak gdyby nigdy nic wyrzucałam je do kosza na śmieci...
Dla wielu z was ta historia może wydać się absurdalna i mało wiarygodna, ja do dziś dziwię się, jak do tego doszło.
Mój kumpel brał ślub. Kontakt mieliśmy raczej ograniczony, ale kiedyś byliśmy naprawdę bliskimi przyjaciółmi, więc zaprosił mnie i moją dziewczynę. Ceremonia odbywała się w miejscowości, której nazwę widziałem pierwszy raz w życiu (rodzinne strony żony kumpla), a impreza w jeszcze innej, ale cóż, z pomocą GPS-a dojechaliśmy pod kościół. Wszystko ładnie, pięknie. Po ślubie, gdy już mieliśmy się zbierać, mojej dziewczynie przypomniało się, że zapomniała podpasek. Szybki wypad do sklepu i jedziemy na wesele. Z tym że żadne z nas nie pamiętało, jak nazywa się miejscowość, w której odbywała się impreza. Nie wpadło nam do głowy, żeby zabrać ze sobą zaproszenie. Nie ma tego złego, poczekamy na samochody innych gości i po prostu pojedziemy za nimi, długo nam w tym sklepie nie zajęło, więc pewnie jeszcze nie wszyscy wyjechali spod kościoła.
Kiedy przed naszymi oczami pojawił się sznur samochodów udekorowanych kokardkami, ruszyliśmy w drogę. Dojechaliśmy do restauracji, wchodzimy do środka, zajmujemy miejsca i czekamy na wielkie wejście młodej pary. Trochę się zdziwiłem, że nikogo z gości nawet nie kojarzę, ale gdy na sali pojawili się nowożeńcy, wiedziałem już dlaczego. To byli obcy ludzie. Pomyliliśmy wesela.
Zadzwoniłem do kumpla z pytaniem jak nazywa się miejscowość, do której mamy dojechać. Wymknęliśmy się niezauważeni (mam nadzieję) i w końcu dojechaliśmy tam, gdzie powinniśmy być.
Kumpel i jego żona do dziś myślą, że po prostu zgubiliśmy drogę, nikt nie wie, że wbiliśmy na wesele zupełnie obcych osób.
Moja praca nie należy do ciekawych, jest nudna. Więc wpadłem na pomysł i przykleiłem monetę 1 zł do chodnika i z mojego stanowiska doskonale widać, jak ludzie się męczą, aby ją podnieść, kopią, podważają, ale nic im nie wychodzi.
Naprawdę dzięki temu czas leci szybciej.
#MeToo
Co mnie najbardziej wkurza w tej akcji? To, że kobiety są niehonorowe (nie wszystkie, ale w tej akcji sporo jest takich). Otóż ujawniają to jakie to one biedne były, molestowane i wykorzystywane, ale kto im kazał tam iść? Same tam szły aby dostać rolę, a potem gdy są znane, to robią z siebie ofiary, jak to ich nie wykorzystali ci biedni producenci i reżyserzy....
Dlaczego o tym piszę? Gdy przychodzi do mnie jakiś pracownik prosić o podwyżkę albo awans, to najczęściej sekretarki sugerują szybki numerek za podwyżkę, czasami mnie obmacują lub przychodzą z głębokim dekoltem i wypinają się przy stole.
Jedna trafiła się taka, gdy powiedziałem, że za takie propozycje może być zwolniona lub zdegradowana, powiedziała, że to ona pierwsza pójdzie na policję i powie, że molestowałem ją w gabinecie. Miałem przez to problemy, jednak w końcu prawda wyszła na jaw.
Dodaj anonimowe wyznanie