#ztysz

Mój przyjaciel wyprowadził się na swoje. Bajka. Oczywiście jako jego najlepsza przyjaciółka zaoferowałam się, że pomogę mu się urządzić. Poukładałam mu ubrania w szafie, pozamiatałam i umyłam podłogi. On w tym czasie powiesił zasłony. Wszystko ładnie pięknie, tylko że kupił akurat te z dziurkami na karnisz. Gość zaczepił je na żabkach. Masakra, jako perfekcjonistka skręca mnie na sam ich widok, jak tam wchodzę, ale trudno. 
Kilka dni później wchodzę – jedna z zasłon wisi krzywo. Drabiny w domu nie posiada, a akurat miał koło okna swoje łóżko. Jako że jestem osobą przy kości, no to wiecie, co się mogło dalej stać... Stanęłam na łóżku, żeby poprawić ten nieszczęsny kawał materiału i trach! Coś strzeliło w stelażu. Wystraszyłam się niemiłosiernie. Jak szybko weszłam, tak szybko zeszłam z tego łóżka. Wróciłam do salonu, usiadłam na kanapie obok mojego kumpla i udawałam, że nic się nie stało. Kilka dni później kumpel powiedział mi, że jak się kładł, to razem z materacem poleciał na podłogę. 
Nie przyznałam się, co zrobiłam. Jak sobie o tym przypominam, to od razu mnie skręca ze wstydu.

#Nd2XO

Cicha woda brzegi rwie.

Byliśmy razem kawałek ponad 5 lat, w tym 2 lata już jako narzeczeni, nie spieszyło nam się do ślubu, ponieważ wiadomo, młodzi i słabo z kasą. Było nam razem wspaniale, chociaż wiadomo, każdy ma swoje wzloty i upadki.
Mój facet był cichy i spokojny, mało krzyczał i zawsze był uśmiechnięty, mimo to nasz związek zakończył ze sporym rozmachem.

Popełnił jeden błąd — odblokował przy mnie telefon, a ja zobaczyłam jego hasło. Postanowiłam go w nocy sprawdzić, wiem, to głupie, ale uratowało mnie przed siedzeniem w tym bagnie. I wiecie co? Podczas kiedy sypialiśmy razem prawie codziennie, on sypiał i spotykał się z inną. Gdy ja byłam w pracy, to on sprowadzał ją do naszego mieszkania i udawał, że wszystko jest w porządku, okazało się, że jest fantastycznym kłamcą. Gdy mi mówił, że jestem jego całym światem — jej pisał to samo, mało tego, mówił, że od miesiąca śpi w salonie na kanapie, nie sypia ze mną i już w ogóle żyjemy osobno... W środku nocy wystawiłam mu walizki za drzwi.

#vmtEq

Wracałem pociągiem z Warszawy. Na stoliczku miałem laptopa i spisywałem wrażenia i wnioski po ważnym spotkaniu. Obok mnie siedział typ, który lukał co chwilę na mój ekran i sprawiał wrażenie, że czyta każde słowo. No irytujące mocno, jednak głupio mi było pytać bezpośrednio, więc dopisałem zdanie: „jakiś chuj ciągle zagląda mi w ekran”. Koleś momentalnie odwrócił głowę i do końca podróży gapił się już tylko w okno.

Sukces!

#fGlsw

Moim największym marzeniem było zostać pisarzem, ale odkąd pamiętam, wszyscy (najbardziej rodzina) mi mówili, że to najgorszy i najgłupszy pomysł, jaki mogłem mieć i że nigdy mi się to nie uda. 
Jestem parę miesięcy po maturze i właśnie dostałem akceptację z wydawnictwa na wydanie mojej powieści. No dzięki, że we mnie wierzyliście.

#VviDa

Co tu dużo mówić... W liceum omawialiśmy „Ludzi bezdomnych”, zazwyczaj nie wyrabialiśmy się z przeczytaniem lektur, a niektórzy w ogóle nie zaczęli. No cóż, zazwyczaj w tym wieku jest tak, że jak ktoś cię do czegoś przymusi, to robisz to niechętnie... Nauczycielka zapytała klasę, jak ma na imię brat głównego bohatera. Nikt się nie zgłosił. Nie żeby nikt nie wiedział, ale ja np. nie lubiłem zabierać głosu przed klasą i inni chyba też. Zrezygnowana nauczycielka sama odpowiedziała na swoje pytanie: „Wiktor”.
Był u nas w klasie również kolega o tym imieniu, który w sekundzie się wyprostował i po długim „yyy” w końcu powiedział: „Nie wiem”.
Mina nauczycielki bezcenna. Mina kolegi, gdy nauczycielka uświadomiła go, że to imię jednego z bohaterów – jeszcze lepsza.

#3UMgK

Zacznijmy od tego, że mam 14 lat. Od dwóch lat jednak mam 3 lata więcej.
Już wyjaśniam.
Kiedyś spędzałam czas z moimi braćmi, którzy w kółko grali w grę Counter Strike. Strasznie spodobało mi się rozmawianie z poznanymi w grze ludźmi.
Wymyśliłam sobie nick, gdy ktoś zainteresował się mną mówiłam że mam prawie 16 lat. Rozmowy z gry schodziły na skype, teamspeak itp. Rozmawialiśmy tak godzinami, dzień w dzień. Zaczęłam kreować kompletnie nową osobę. Od około roku gram razem z przyjaciółką. Jeśli miałyśmy razem grać i rozmawiać – również musiała kłamać. Podawałyśmy zdjęcia starszych dziewczyn. Poznani w Internecie koledzy często się w nas zakochiwali.
W sumie to mam straszne poczucie winy, okłamuję ludzi, którzy w wielu przypadkach bardzo mi ufają. Ale nie potrafię z tym skończyć, nie wiem jak. Nie chcę ich też ranić. Nie chcę kończyć z grą. W sumie mogę zmienić sieć serwerów, ale ta jest naprawdę dobra. Będę też tęsknić za ludźmi, których okłamuję. Dziwne, co? Boję się też, że ktoś z nich zobaczy to wyznanie i domyśli się kto je napisał. Może i lepiej?

#4V8XJ

Sytuacja miała miejsce dawno temu, miałam wtedy 8 lat i jeszcze mało wiedziałam o życiu. Razem z mamą i siostrą wyjechałyśmy na wakacje do Zakopanego. W domu noclegowym, w którym zamieszkałyśmy, było dużo innych dzieciaków. Bardzo cieszył mnie ten fakt, bo wiedziałam, że nie będę się nudzić. Gdy nadarzyła się pierwsza okazja do jakiejkolwiek zabawy, poprosiłam mamę o pozwolenie i wyszłam na plac zabaw obok domku. W piaskownicy bawiła się dziewczynka. Zdziwiło mnie to, że siedzi sama i nikt się z nią nie bawi. Inne dzieciaki siedziały z boku. Podeszłam bliżej, zapoznałam się z nią i zaczęłam zabawę. Jak to dzieci, są niesamowicie szczere, dlatego po 10 minutach moja nowa koleżanka się przede mną otworzyła. Powiedziała, że jest chora. Mnie zrobiło się smutno, bo jestem strasznie empatyczną osobą. Gdy wyjawiła mi, na co jest chora, bardzo się przeraziłam. Od razu zrozumiałam, że pewnie to dlatego inne dzieci nie chcą się bawić. Przez głowę przeszła mi myśl, że może to jest zaraźliwe, ale po chwili o tym zapomniałam i bawiłam się z dziewczynką dalej. Cały czas byłam smutna, ale tego nie pokazywałam. Zastanawiałam się, czemu niektóre dzieci są nieszczęśliwe i chore.
Do pokoju wróciłam smutna. Od razu usłyszałam pytanie mamy, co się stało. Powiedziałam, że bawiłam się z dziewczynką, która jest bardzo chora i smutno mi z tego powodu. Mama od razu chciała wiedzieć, na co ta dziewczyna choruje. Odpowiedziałam z niesamowitą powagą: „Mamo, ona jest leworęczna!”. Wtedy wydawało mi się, że to jest jakaś poważna choroba. 
Mamie trudno było ukryć swój śmiech, ale nie chciała robić mi przykrości. A ja przynajmniej wreszcie dowiedziałam się, co oznacza bycie leworęcznym.

#2xCo8

Mentalność nauczycielek.

Moja matka to chyba najbardziej niezorganizowana, nieodpowiedzialna, leniwa osoba na świecie. Nic jej nie pasuje, każdy chce jej na złość robić. Praca to zło, pensja za mała... .
Pozwólcie, że Wam opowiem, jak naprawdę wygląda ten „brak czasu na cokolwiek”, „niskie pensje” czy „brak wakacji i urlopów”, o których tak głośno narzekano podczas strajków.

Matka zawsze miała w pracy jeden dzień rzeczywiście zawalony, wychodziła o 7, wracała o 16. Co prawda miała w tym czasie ze 2 okienka, ale resztę rzeczywiście przy tablicy. Resztę tygodnia szła na 9-10, kończyła o 12-13 (z okienkiem). Często jeden dzień miała całkiem wolny. Wracając o 12 piła kawkę i do godziny 16 zwlekała na narzekaniu. Na wszystko. Mnie, brata, męża, pracę, cokolwiek. Potem była zmęczona i szła na spacer albo obejrzeć serial. Obiad jak już był, to na 2-3 dni, a i tak najczęściej gotowała, sprzątała i zajmowała się nami mieszkająca z nami babcia. W sumie to bardziej babcia jest naszą mamą.

Potem ok. 18 przypominała sobie o mnie/bracie. Sprawdzała, czy odrobiłam lekcje, powrzeszczała o byle co, poprzypominała mi, że jestem taka jak jej uczniowie i już była godzina 20. Wtedy włączał jej się agresor, bo przecież ona taka zmęczona, cały dzień pracowała, a te niewdzięczne bachory (wstaw dowolny narzek). I szła poprawiać kartkówki. Zajmowało jej to godzinę. A przynajmniej tyle powinno, bo wstawała ze 4 razy, żeby się „odstresować”.

Czego uczyła? Przyrody. Czyli po dwa sprawdziany na klasę w semestrze (najczęściej ABC) i ocena z odpowiedzi. Jak były jakieś konkursy, to dyro tak je dzielił, żeby każdy coś dostawał, więc też miała „dodatek” raz, max dwa razy do roku posiedzieć, poprawić czy coś. A i tak konkursy były najczęściej w godzinach pracy, więc jej klasa miała w tym czasie zastępstwo.

Poza tymi etatowymi godzinami raz na ok. 2 miesiące szła na wywiadówkę (nie była wychowawcą, więc musiała tylko odsiedzieć godzinkę), był raz czy dwa razy kiermasz charytatywny i tyle. W wakacje były dwie konferencje do odsiedzenia i pod koniec sierpnia dwa dni przy ewentualnych poprawkach (jeśli takowe były), a w podstawówce to raczej się rzadko zdarzało. Konspekty z roku na rok były te same, ewentualnie jakieś poprawki na max 2h - zmienić nagłówek, jakieś dwa zdania, klasę, wydrukować, podpisać. A i tak były o to fochy i narzekanie. Co do arkuszy ocen, to nie pamiętam dokładnie, ale nie była wychowawcą, więc wpisywała tylko oceny w swoją rubrykę. I CHYBA tyle.
Elektroniczne dzienniki weszły jakoś ok. 2 lata przed jej emeryturą, ale o dziwo ogarnęła szybko i z tym nie było problemu.

Teraz jest na emeryturze. I narzeka dalej.
Dodaj anonimowe wyznanie