#F4ifK

Najstraszniejszy i zarazem najgłupszy moment w moim życiu?

To ten, kiedy miałam trzynaście lat i podczas kąpieli wsadziłam sobie piłeczkę kauczukową w typowo damski otwór ciała.
O średnicy około 5-6 cm.
I nie mogłam jej wyjąć.
Bo nie dało się tam już wsadzić nawet połowy palca.
Nieopisana panika.
A potem wpadłam na pomysł, że ją "urodzę".

Podziałało, moja pierwsza piłeczka przychodziła na świat jakieś 20 minut.

Gdzie ja miałam wtedy resztki mózgu?
Nie wiem.

#UkUfi

Mam dość nietypowe hobby, zwłaszcza jak na dziewczynę - trenuję szermierkę historyczną. Na treningach używa się zazwyczaj miękkich mieczy - rdzeń jest twardy, ale otoczony gąbką, w kształcie walca, a nie spłaszczony, jelec (to poprzeczne coś przy rękojeści) i sama rękojeść są wykonane z gumy. Wraz z Lubym zaopatrzyliśmy się również prywatnie w takie cuda i ćwiczyliśmy między zajęciami, coby nabrać większej wprawy. Trening odbywa się w rodzaju kasku, ochraniaczy na ręce i klatkę piersiową, żeby nie bolało, bo na nagą skórę naprawdę boli.

Ta sytuacja miała miejsce w wakacje. Niedaleko mnie znajduje się park z polanką, która sobie upodobali różnej maści trenujący - tai chi, puszczanie latawców, żonglowanie, cokolwiek się zapragnie. Nikt na nikogo dziwnie nie patrzy, uznaliśmy więc, że możemy i my się tam znaleźć. I faktycznie - przez dość długi czas udawało się bez komentarzy. Aż do tego dnia.

Podszedł do nas ojciec z synkiem w wieku późnoprzedszkolnym lub wczesnopodstawówkowym. Powiedział, że mały bardzo lubi rycerzy i że mu się spodobało, i oczywiście pytanie - czy pozwolimy mu się trochę pobawić. Ogólnie nie ma problemu, jest jedno ale - broń przez nas używana była zdecydowanie zbyt długa i ciężka dla dziecka, o czym mu powiedzieliśmy. On na to, że nie ma problemu, jest silny, poradzi sobie. No dobra, Luby daje, ale faktycznie - średnio radzi sobie z wymachiwaniem. Ojciec stwierdził, że to może on chociaż? I o, z dziewczyną, bo na pewno gorzej walczy, żeby syn nie widział, że przegrywa. W tym momencie zagotowało się we mnie, bo akurat radzę sobie naprawdę dobrze - jakoś to naturalnie we mnie leży, jakbym była wcieleniem jakiegoś szermierza ;) No ale jak chce, to jedziemy!

Odmówił założenia ochraniaczy, bo "przecież go nawet nie dam rady dotknąć". Na początku trochę pomachał od niechcenia, ale widząc, że bez problemu to odbijam albo unikam, wściekł się i chciał iść na całość. Istnieje zasada, że im ktoś bardziej wściekły, tym łatwiej go pokonać, bo przestaje myśleć racjonalnie, tutaj to też się sprawdziło. Próbował się zamachnąć zza głowy, żeby było silniejsze uderzenie, na co ja uderzyłam go po żebrach, nie z pełną siłą oczywiście, wiem, jakie to uczucie. On prawie skulił się z bólu i zrobił coś absolutnie zakazanego - wyprowadził pchnięcie w brzuch. Nie robi się, bo po pierwsze traktaty tego zakazują (pozdrawiam szalonych rekonów!), po drugie tego nie idzie odbić i stanowi to pogwałcenie savoir-vivre'u, a po trzeci ta broń nie jest do tego przystosowana. Skończyło się tam, że mimo ochrony to ja się zwinęłam, a miecz zniszczył się na czubku.

Luby chciał rzucić się z pięściami na faceta, na jego szczęście zajął się najpierw mną, w tym czasie niedoszły bohater rzucił miecz i uciekł. Tylko dzieciaka szkoda, że ma takiego ojca...

#hOC3T

Studiuję medycynę. Przez miesiąc przygotowywałam się do bardzo ważnego egzaminu, od którego wiele zależało. Kupiłam nawet grubą na 700 stron książkę i wkułam ją na pamięć. Zrezygnowałam z życia towarzyskiego i wszystkiego innego. Siedziałam nad tą cegłą i wkuwałam definicje.

Wczoraj dowiedziałam się, że kupiłam nie tę książkę co trzeba. A do egzaminu zostały trzy dni.

#NQFGt

Dwa tygodnie temu byłam z przyjaciółką na zakupach. Na ulicy podeszła do nas staruszka, uśmiechnięta, miała stare schodzone buty i dziurawe spodnie. Spytała, czy nie poszłybyśmy z nią na zapiekankę. Nie wiedziałam, czy po prostu nie próbuje wyłudzić od nas pieniędzy, ale z drugiej strony poprosiła, abyśmy poszły razem z nią. W sumie żal mi się zrobiło, bo kobieta może nie mieć pieniędzy na jedzenie albo chociaż nie może sobie pozwolić na zapiekankę, którą my, nastolatki, możemy kupić bez problemu. Nie prosiła o drobne, tylko o jedzenie. Jako że jestem osobą, która nie przejdzie obok człowieka głodnego obojętnie, zgodziłam się i razem z koleżanką kupiłyśmy jej tą zapiekankę. Po tym, jak staruszka zjadła, podziękowała i wyszła. Wróciłam do domu i opowiedziałam mamie o tej sytuacji. Zaś ona mnie zwyzywała, że jestem idiotką, że tamta pani nas okradła i że mam nie dawać byle komu pieniędzy na jedzenie. Odpowiadam mamie, że nie dałam pieniędzy, tylko kupiłyśmy zapiekankę, którą kobieta zjadła na naszych oczach. Przecież 6 zł to dla mnie niedużo, a dla niej może być dużo. Miałabym wyrzuty sumienia, gdybyśmy wtedy nie pomogły. Aczkolwiek jest mi przykro, że mama tak zareagowała.

#x4jXL

Gdy byłam jeszcze w technikum, do szkoły na zastępstwo przyszła anglistka. Kobieta trochę po 50, schludnie ubrana, nie ma się do czego przyczepić. Na 1 lekcji siadamy grzecznie w ławkach, cisza jak makiem zasiał, w końcu nowa twarz w szkole. A pani? Nic. Żadnego "dzień dobry". Zero. Po 10 minutach patrzenia na nas, wyczytała listę obecności. Na tym się skończyła lekcja.
Drugiego dnia postanowiła zrobić z nami zadania. "Z nami". Robiła je sama. Chodziła dookoła klasy, odpowiadając sama sobie. Nie pozwoliła nam dojść do słowa. I tak mijały tygodnie.

Po około miesiącu ktoś zapytał ją, ile ona już uczy angielskiego. Nie odpowiedziała na to pytanie, tylko zadzwoniła do swojej siostry i zaczęła się żalić. Nie wierzyła w żadne nasze słowo nawet jak ktoś powiedział, że ma astmę i musi wyjść na chwilkę. Pytała nas o różne rzeczy typu czy mamy jakieś zwierzęta itp., po czym stwierdzała, że nam nie wierzy. Na sprawdzianach można było mieć otwartą książkę, a na jej pytanie "Co robisz?" można było odpowiedzieć "Ściągam" i nic. Same 5, 6. Zaparcie twierdziła, że nie istnieje taki kraj jak Norwegia. A dlaczego? Bo nigdy tam nie była! Więc skoro tam nie była, to tego państwa nie ma nawet na mapie.
Ta sielanka, a raczej kabaret trwał rok. Potem ją zwolnili.

#vSacG

Jest taka rzecz, o której nie mówię nikomu i której do dziś strasznie się wstydzę...

Jako nastolatka miałam chłopaka, był moim pierwszym partnerem. Był starszy i już pracował, ja byłam jeszcze w technikum. Po pewnym czasie zwyczajnie się odkochałam i miałam go trochę dość. Powiedziałam mu, że jestem w ciąży i potrzebuję pieniędzy na zabieg. Przysłał je mi, była to jak dla mnie ogromna kwota.
Wydałam wszystko na zakupy, spełniłam kilka swoich zachcianek, a jemu powiedziałam, że po zabiegu nie jestem w stanie się z nim dłużej widywać, więc się rozstaliśmy.

Wtedy czułam się taka cwana i zaradna, dziś mi zwyczajnie za to wstyd :(

#a0a5c

Wpadłam ostatnio na pomysł, jak wyleczyć się z zakupoholizmu. Postanowiłam, że zawsze jak będę bardzo chciała kupić sobie nowy ciuch, to najpierw muszę wysprzątać całe mieszkanie. Byłam pewna, że moje lenistwo uchroni mnie przed impulsywnymi zakupami.
I wiecie co? Moja chata jeszcze nigdy nie była tak czysta.
Dodaj anonimowe wyznanie