#lGLW5

Czekając na przystanku zauważyłam, że do okna autobusu coś się przyczepiło.
Podeszłam bliżej, patrzę - ową rzeczą była…

...Podpaska.

Od tej sytuacji minął ponad rok. W moim życiu dużo się zmieniło - powiększyła mi się rodzinka, przeprowadziłam się, zmieniłam szkołę.
Wracałam wczoraj do domu autobusem - po raz pierwszy od czasu przeprowadzki.
Na przystanek przyjechał ten autobus.
Okno wciąż jest przyozdobione podpaską.

#Zp7hF

Kiedy byłam dzieckiem, bałam się głośnych dźwięków. Hałas kojarzył mi się z krzykiem, a ten - z bólem fizycznym (rodzice lali mnie czym popadnie za każde przewinienie, wykrzykując przy tym różne obelgi w moją stronę). Mój lęk najbardziej wzbudzała spłuczka w toalecie. Bardzo utrudniało mi to życie, bo jak tylko ktoś zauważył, że nie spuściłam po sobie wody, czekała mnie surowa kara.

Dziś może się to wydawać absurdalne, ale korzystanie z toalety w tamtym czasie to był dla mnie ogromny stres. Starałam się załatwiać swoje potrzeby poza domem - w szkole, czy w okresie letnim pod jakim drzewem, pocierając pupę liściem. Kiedy nie było takiej możliwości, mocz oddawałam do wanny podczas kąpieli, a dwójeczkę starałam się wstrzymywać tak długo, jak tylko się dało.

Zdarzało się, że po kilku dniach niewypróżniania się, mój organizm nie wytrzymywał i kilka bobków pojawiało się w wannie. W takich sytuacjach rozdrabniałam kał jak tylko się dało i próbowałam go upchnąć w odpływie. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez kilka lat, potem wyrosłam ze swojej fobii. Mimo to do dziś czuję dyskomfort naciskając spłuczkę.

#QxEy6

Moja mama kocha mojego byłego bardziej niż mnie.

Z Anonem zaczęłam chodzić mniej więcej w drugiej klasie gimnazjum. Był ode mnie o rok starszy. Pierwszy chłopak (dla mnie, ja byłam którąś z kolei dziewczyną), więc byłam bardzo zaangażowana i przywiązana. Co ważne - Anon był uczniem mojej matki. Jednym z ulubionych.

Nasz związek był całkiem w porządku. Dużo jeździliśmy razem w różne miejsca, chodziliśmy do kina, zostawaliśmy nawet u siebie na noc. No właśnie... Był w porządku, dopóki nie pojawił się temat seksu. Już na początku związku uprzedziłam Anona, że nie jestem tym zainteresowana i uważam, że mamy zdecydowanie za mało lat. Cóż... Niestety nie potrafił przyjąć tego do wiadomości. Zaczęło się od macania, zmuszania mnie do całowania czy dotykania go. Rozmowy nie pomagały. Bałam się powiedzieć o tym komukolwiek z zewnątrz. Byłam zastraszona. Co więcej, Anonowi wydawało się, że to mi się jak najbardziej podoba, a dziewczyna musi po prostu poudawać i powiedzieć czasami "nie". Zaborczy gnojek.

Matka bardzo się cieszyła z naszego związku. Kupowała bilety do kina czy na koncerty, organizowała wspólne wycieczki, zawoziła mnie do jego domu. Nazywanie Anona synkiem, gotowanie obiadków pod jego wybredny guścik. Było to dla mnie niezbyt komfortowe. Na zakończenie gimnazjum Anon dostał od niej prezent za kilkaset złotych. Co ja otrzymałam od mamy dokładnie rok później? Poklepanie po plecach.
Trwało to ponad dwa lata.

Kiedy zmieniłam szkołę i środowisko, udało mi się wreszcie wyrwać z tego piekła. Zerwałam z nim. Matka płakała bardziej ode mnie, błagała, żebym do niego wróciła, nadal zapraszała go do naszego domu, próbowała organizować randki. W końcu ze złością jej powiedziałam, że Anon mnie molestował. Jej reakcja? Prowokowałam go... Przez kilka miesięcy nie chciała ze mną normalnie porozmawiać.
Chociaż minęło już kilka lat, nadal dzwonią do siebie i nazywają wzajemnie "mamusiu" i "synku". Nawet spotykają się czasami i mama kupuje mu prezenty. Po zerwaniu powiedziała mu nawet, że już zawsze będzie jej synem. Mojego obecnego chłopaka, z którym jestem już dłużej niż byłam z Anonem, wręcz nienawidzi. Drwi z niego i jest szorstka.

Przykre, że moja mama była bardziej zaangażowana w związek ode mnie, ale szkoda, że nie na tyle, żeby zobaczyć, jak toksyczny był naprawdę. Boli mnie też to, że mama poza tą sytuacją zawsze była naprawdę kochająca i troskliwa, daleko jej było od typowej madki, więc nie umiem jej nawet zupełnie źle ocenić...
Cieszę się przynajmniej, że nie muszę już widywać Anona i znalazłam w sobie tyle siły, by z nim zerwać.

#7bxF0

Tydzień temu chłopak ze studiów, w którym potajemnie się podkochuję, obchodził urodziny. Z tej okazji zaprosiłam go do siebie na kolację. Obiecałam ugotować coś, co na pewno będzie mu smakowało. I wiecie co? Zgodził się!
A potem spytał, czy może ze sobą przyprowadzić dziewczynę.

Nie dość, że musiałam gotować dla trzech osób, to jeszcze mam dla Was super wiadomość. Zgadnijcie, kto bierze ślub w czerwcu?

#gvw1j

Jestem policjantem i ostatnio zostałem wezwany do przypadku seksu w miejscu publicznym. Najgłupsza interwencja w życiu, bo okazało się, że winną była MOJA DZIEWCZYNA, a jeszcze lepsze jest to, że próbowała mnie namówić na to, żebym ją puścił wolno w zamian za seks. Jeszcze lepiej, że ona nadal uważa, że jesteśmy fajną parą i że ta "śmieszna przygoda" nie ma żadnego wpływu na nasz związek.

#NajZq

Nauczyłem mojego kilkuletniego syna, żeby mówił, że papierosy śmierdzą kupą. Niezły plan wychowawczy, jednak okazało się, że nie do końca przemyślany. Raz mały wskazał na wielkiego kafara, wyglądającego jak zakapior spod najciemniejszej gwiazdy i powiedział "ten pan śmierdzi kupą!". Kafar podszedł do nas i spytał, dlaczego młody tak powiedział, a ten z miejsca mówi: "tata mi tak powiedział". Ciężko było się z tego wykaraskać, a gacie miałem naprawdę pełne.

#kBxkW

Sąsiedzi uprzykrzyli nam życie do tego stopnia, że postanowiliśmy z mężem założyć kamery. W sumie 8, obejmujące zasięgiem cały dom i podwórko. Bardzo pilnowałam, by nie obejmowały niczego poza naszą własnością, żeby sąsiad nie miał podstaw do oskarżeń. Kamerki są malutkie, prawie niewidoczne, gdy ktoś nie wie, że są, to nie zauważy. Rozdzielczość genialna, widać pryszcz na nosie dostawcy pizzy. Nagrywają także w nocy, w podczerwieni, widać wszystko. Pod nieobecność sąsiadów przyjechał pan samochodem bez żadnych reklam, naklejek, w kilka godzin się uwinął, zainstalował co trzeba, zainkasował swoje i pojechał. Wydaliśmy masę pieniędzy, ale było warto.

Nagrały się takie kwiatki:
- sąsiad sikający do piaskownicy naszej córki
- sąsiad przerzucający nam przez płot śmieci i odchody (możliwe, że własne)
- sąsiadka tłukąca szyby w naszej szklarni gałęzią ułamaną wcześniej z naszej czereśni
- sąsiad drażniący psy będące w kojcach (walił jakimś prętem po siatce, próbował też tym prętem przez oczka siatki uderzyć psa, na szczęście nie dosięgał)
- sąsiadka kradnąca moją bieliznę (!) ze sznura
- sąsiadka wyciągająca jakimś przyrządem (pincetą?) naszą korespondencję ze skrzynki na płocie
- syn sąsiada rysujący gwoździem bok samochodu stojącego pod wiatą
- wnuczka (!!!) sąsiada, przerzucająca przez płot pod tuje coś, co okazało się być kawałkami kiełbasy z powciskanymi głęboko w środek okruchami trutki na szczury i pinezkami
- sąsiad smarujący drzwi i elewację naszego domu odchodami zwierzęcymi (świńskim gnojem konkretnie)
- syn sąsiada podlewający nasze drzewka jakimś roundupem lub innym chwastobójczym środkiem
- sąsiadka chodząca wkoło domu i zaglądająca do środka przez każde dostępne okno z nosem przy szybie i dłońmi wokół głowy (klasyczna pozycja podglądacza)
- syn sąsiada wynoszący drobne narzędzia z naszego garażu
i naprawdę wiele innych... Wszystko zaniosłam do kolegi, który z kilkuset godzin materiału wyciął te co bardziej smakowite kawałki, pozlepiał w jeden dwugodzinny filmik, wyodrębnił ponad 100 zdjęć, ukazujących owe sytuacje, nagrał na kilku płytach, kilku pendrive'ach oraz wydrukował po kilka egzemplarzy każdego zdjęcia. Zapakowałam do czterech kopert komplety zdjęć i filmiki na płycie. Zaniosłam na komendę policji, do prokuratury i do księdza. A dlaczego do księdza? Bo ksiądz grzmiał z ambony w czasie kazania o miłości bliźniego, a gdy poszłam do niego prosić o pomoc w polubownym rozwiązaniu problemu, niemal wyrzucił mnie z kancelarii, mówiąc o naszej zazdrości i zawziętości w stosunku do starszych i schorowanych sąsiadów. "Schorowanie" też widać  - sąsiad dziarsko przełazi przez płot, bo bramę i furtkę zamknęłam na klucz wyjeżdżając do pracy.
Jedną kopertę zaadresowałam do sąsiadów i wysłałam (wraz z kopią doniesienia na nich do prokuratury i wyciągów z kodeksu karnego, które mówią o uporczywym nękaniu, stwarzaniu zagrożenia, znęcaniu się nad zwierzętami, kradzieżach, niszczeniu mienia znacznej wartości i kilku innych paragrafach, pod które sąsiad podpada.
A teraz czekamy na reakcję...

#kVFZ4

Nienawidzę dzieci mojej sąsiadki. Wiem, że to mocne słowo, ale nienawidzę ich całym sercem. Mieszkam w domu typu bliźniak, naszą sąsiadką jest samotna matka (jakoś 35 lat) i dwóch jej synów, 9 i 12 lat. Zawsze się mówi, że złe zachowanie dziecka jest wyłącznie winą braków w wychowaniu przez rodziców, ale w tym wypadku mam wrażenie, że te dzieci to diabły wcielone. Pani Julia, ich matka, jest miłą i opiekuńczą kobietą. Widać, że dba o swoje dzieci, zawsze są czyste, schludnie ubrane i nie wyglądają na głodne. Do tego mamy cienkie ściany, wiec nie raz słyszę, jak tłumaczy im zadania domowe, organizuje im czas i według mnie stara się wychować ich na porządnych ludzi. Problem w tym, że te bachory nie doceniają jej ani trochę.

Niczego nie szanują, potrafią nasikać nam na wycieraczkę dla zabawy, rzucają kamieniami w nasze okna. To dosłownie sadyści. Apogeum było, gdy wrzucili małe kociaki do otwartej studzienki kanalizacyjnej, jednocześnie to nagrywając i krzycząc, że "BEDZIE NA JUTUBA!". Widziałam to z okna, wiec zdążyłam zareagować, straż pożarna zdążyła wyciągnąć koty zanim się utopiły. A bachory żadnej skruchy. Ich matka wzięła ich na poważną rozmowę, słyszałam przez ścianę, że zostały im zabrane telefony i pousuwała im wszelkie media społecznościowe. Potem jeden dzień spokoju, nawet starszy trawę kosił grzecznie przed domem, pewnie jako kara. Ale już na wieczór powrót do rozrywki. Starszy zaczął walić pięściami w nasze drzwi, wyzywać mnie od kurew, bo przeze mnie stracił kanał na YT. Gdy otworzyłam drzwi, uciekł. Poszłam więc do ich matki, ta mnie przeprosiła i obiecała wpłynąć na ich zachowanie. Miała łzy w oczach, wydaje mi się, że ona już nie daje rady, dzieci się jej nie słuchają.

Tego dnia starszy darł się cały wieczór, że matka ma mu "jutuba oddać". Zaczynałam wtedy rozważać zawiadomienie opieki społecznej, ich matka chce dobrze, ale nie daje sobie rady, a przez to cierpi i moja rodzina, gdyż dzielimy jeden dom. Może jej synowie potrzebują leczenia albo trzeba ich umieścić w jakiejś specjalnej placówce, nie wiem, już mnie to właściwie nie interesuje. Chcę tylko, żeby zniknęli, bo już mam dość.

Dziś rano młodszy wysmarował nam drzwi gównem. Przyłapany na gorącym uczynku, bo akurat wracałam do domu, wydarł się "jebana suka!" i uciekł. I to wszystko dlatego, że przeze mnie matka zabrała im telefony. Trzymajcie mnie, bo rozszarpię te małpy za jeszcze jeden wybryk, a rano dzwonię do opieki społecznej.
Dodaj anonimowe wyznanie