Pamiętacie taką reklamę o proszku, który „wypierze wszystko prócz kieszeni”? Widząc ją, cały czas myślałam: co to za beznadziejny proszek, który nie dopiera kieszeni?
Dopiero niedawno do mnie dotarło, o co chodziło...
Mieszkam w akademiku, na każde piętro przypada jedna kuchnia i jedna lodówka. Jest nas niewiele, ale i tak bywa ciasno z miejscem na jedzenie (nie wspomnę o zamrażalniku), a do tego zdarza się, że część pożywienia jest wyżerana przez tajemnicze i anonimowe istoty.
Jakiś czas temu dopadła mnie typowa babska dolegliwość i lekarz przepisał mi globulki, które miałam co wieczór umieszczać... no wiecie gdzie. Były robione ręcznie w aptece na zamówienie i poinstruowano mnie, że muszę je trzymać w lodówce. Dostałam ładne, białe okrągłe pudełeczko, a w nim kilkanaście jasnobeżowych kuleczek. Włożyłam pudełko do lodówki spokojna o ich los.
Na moim piętrze mieszka wielu studentów z Chin, którzy często gotują dziwne potrawy. Dzisiaj weszłam do kuchni, gdzie na gazie bulgotała jakaś szarawa, azjatycka potrawa, przy lodówce zaś stała Chinka... radośnie pożerająca moje globulki dopochowowe za pół stówy. Wryło mnie tak bardzo, że nie mogłam wykrztusić ani słowa przez kilka sekund. A ona dalej jakby nigdy nic wsuwa te kuleczki i patrzy na mnie przyjaźnie.
- What... do you... eat? - wykrztusiłam w końcu.
- Me? Tofu! Do you want some? - zapytała i wyciągnęła w moją stronę pudełko, w którym turlały się ostatnie dwie kuleczki. Nic nie powiedziałam, tylko pobiegłam do pokoju.
Siedzę na łóżku patrząc tępo w przestrzeń i wciąż nie chce mi się wierzyć, że oto Chinka zjadła moje globulki. OK, wyglądały trochę jak tofu. Ale wydaje mi się, że po pierwszym gryzie powinna się skapnąć... No i nie wiem teraz jak poprosić doktora o nową receptę, bo chyba mi nie uwierzy, że azjatycka studentka potraktowała je jako popołudniową przekąskę.
Jestem chemikiem, zarządzam laboratorium, w którym badamy nowe leki. Piszę publikacje o swojej pracy, gościnnie prowadzę prelekcje na uniwersytetach.
Wszystkim mówię, że do tej kariery zainspirowały mnie historie ambitnych badaczy, szczególnie historia odkrycia penicyliny.
No nie do końca. Zainteresowałem się chemią, gdy w szkole przez dobre 4 lata ciągle eksperymentowałem z kumplami jak i z czym mieszać alkohol, żeby mocniej trzepał. A gdy nie było procentów pod ręką, to jak zmieszać powszechnie dostępne substancje, żeby ostro sponiewierały.
Ale publicznie trzymam się oficjalnej wersji :)
Za każdym razem, gdy ktoś mówi do mnie „ubierz czapkę”, nie mogę się powstrzymać i pytam, w co mam ją ubrać.
Miałam dziś w szpitalu kolejnego idiotę, który wsadził sobie coś do tyłka. Jak zwykle tłumaczenie, że "poślizgnąłem się" i "to był wypadek".
Proszę, niech ktoś mi powie, jak można przez przypadek upaść środkiem dupy na końcówkę ogórka, na który akurat przez przypadek był założony kondom?
Jak przekonałam ojca do adopcji psa?
"Kochany tatusiu, dobrze się nad tym zastanów, bo przecież jak nie uratujemy tego, to kupimy takiego samego z hodowli. Weź pod uwagę to, że ta suczka jest za darmo, a zamiast tej z hodowli będziesz mógł kupić nowy telewizor, podobna cena".
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać :)
Miałam wtedy 23 lata i cierpiałam srodze po rozstaniu. Po jakimś czasie postanowiłam wrócić do gry i poszukać bratniej duszy na portalu dla katolickich singli i na tymże portalu poznałam wyglądającego na ogarniętego 27-letniego programistę. Szybko załapaliśmy dobry kontakt, rozmawialiśmy po 2 godziny dziennie, lubiliśmy spędzać ze sobą czas... Szybko wkręciłam się w tę znajomość, a i on był bardzo zainteresowany. Co było dla mnie ważne, deklarował się, jako wierzący katolik i tym uzasadniał swoje poszukiwanie dziewczyny na katolickim portalu dla samotnych.
Cóż, rzeczywistość okazała się po kilku miesiącach mniej różowa. Programista nie pracował i twierdził, że ciężko znaleźć coś satysfakcjonującego w Warszawie, no a ja się specjalnie nie orientowałam, więc myślałam, że może faktycznie tak jest. Okazało się jednak, że bezrobotny jest od co najmniej 1,5 roku, a do pracy nie może iść, bo ma depresję. Byłam głupia, więc włączył mi się tryb "ratowniczki", ciągle go motywowałam, żeby jednak spróbował i się tak nie poddawał. W czasie, kiedy on siedział i pierdział w domu rodziców, ja pracowałam i studiowałam. Przyjeżdżał do mnie popołudniami i był bardzo zdziwiony, że ja czasem jestem zmęczona. W międzyczasie zaczął grać w pokera online i roił sobie, że będzie zarabiał na tym pieniądze. Niestety, zazwyczaj tylko tracił. Nie robił NIC kreatywnego poza siedzeniem w necie, a ja głupia biadoliłam, że biedaczek ma depresję.
Któregoś dnia zaczął się do mnie konkretnie dobierać, a ja go stanowczo przystopowałam, bo chciałam czekać z seksem do ślubu, albo przynajmniej zrobić to z facetem, który nadaje się na potencjalnego ojca. On o tym wiedział i pozornie popierał moje poglądy. Jednak gdy tak go przystopowałam, on dostał jakiegoś szału. Zaczął przeklinać, rzucać moimi butami i wybiegł z mieszkania. Byłam w strasznym szoku. Po tym zdarzeniu nie odzywał się do mnie przez kilka dni, a ja po raz pierwszy zdecydowałam się zrobić porządny research i dowiedzieć się więcej o swoim amancie.
Okazało się, że w czasie naszej separacji założył nowe konto na portalu, na którym się poznaliśmy. Co więcej, jego konta pojawiły się na jeszcze 4 portalach randkowych. Wściekła, postanowiłam się z nim rozmówić i ostatecznie zakończyć znajomość.
Amant przyznał, że założył konto na portalu dla katolickich singli, bo miał taką fantazję, żeby uwieść kościelną cnotkę. I że pociągają go tylko takie skromne, wierzące dziewczyny. Sam jednak jeszcze nigdy nie poruchał i miał nadzieję, że ze mną to się zmieni. Rozpłakał mi się wtedy - z żalu, że nigdy nie uprawiał seksu. Autentycznie pocieszałam prawie trzydziestoletniego chłopa, że jest prawiczkiem.
Po tym zdarzeniu on jeszcze namawiał mnie na seks, uspokajając, że w razie wpadki, mama da mu kasę na alimenty.
Nie skorzystałam z hojnej oferty.
Kilka lat temu z przyjacielem tak mocno "porobiliśmy" się alkoholem, że zrobiłem mu loda. Tak mi się spodobało, że było głębokie gardło i co tylko można było sobie najlepszego wyobrazić, niczym gwiazda porno, kończąc na łykaniu. Jak to przyjaciel, pochwalił dobrą robotę (dobrze ciągniesz :)). Zapaliliśmy papierosa i poszliśmy dalej pić.
Nie powtórzyliśmy tego. Nie rozmawiamy o tej sytuacji, a najgorsze jest to, że mi się podobało. Raz na jakiś czas wspominam sobie tę chwilę z przyjemnością. Dalej się przyjaźnimy.
Odkąd pamiętam moje wyniki w szkole były dobre, żeby nie powiedzieć bardzo dobre. Więc w czym problem? Oto chodzi, że właśnie w tym. Testy, które robiłem zawsze musiały być pokazywane na forum klasy, prace, które pisałem zawsze były czytane na głos przez nauczycieli, a sęk w tym, że ja jestem chorobliwie nieśmiały i zawsze się wstydziłem takich sytuacji.
Drugim problemem jest to, że każdy choćby najmniejszy i najmniej znaczący błąd był mi wytykany, co strasznie obniżało mi samoocenę.
Jak tu żyć gdy nauczyciele uważają cię za ideał, a nim nie jesteś, jak!?
Kocham sport, od małego uprawiałam różne dyscypliny sportowe, oglądałam zawody sportowe i do pewnego czasu byłam sprawną osobą. Jedyne co, to od jakiegoś czasu miałam problemy z oddychaniem, kaszlałam, ale to było do zniesienia i nikomu nic nie mówiłam na ten temat. Zwalałam winę na to, że powinnam mieć lepszą kondycję i pewnie dopadła mnie jakaś infekcja. Problem w tym, że zaczęłam chudnąć i zasypiałam na siedząco.
Parę dni temu wykryto u mnie raka płuc, choć w ustach nigdy nie miałam papierosa. Gdy powiedziałam o tym rodzicom, tata pod wpływem impulsu wstał i uderzył moją mamę w twarz, czego nigdy w życiu nie uczynił.
Okazało się, że mama w czasie ciąży paliła paczkę papierosów dziennie i na nic zdały się prośby ojca i mojego rodzeństwa, by przestała. Nałóg był silniejszy...
Czuję żal, próbuję wybić sobie z głowy nienawiść, ale nie macie pojęcia, jak jest mi ciężko. Mam 24 lata, głowę pełną marzeń i wiem, że jest jakaś szansa na pokonanie choróbska, bo rak słabo się rozwinął i zareagowałam na czas. Lekarz mówi, że nastawienie też ma duże znaczenie, zatem...
Trzymajcie za mnie kciuki!
Dodaj anonimowe wyznanie