#CcPuj

Niedawno zadzwonił do mnie mój były chłopak, z którym nie miałam kontaktu od rozstania, czyli jakieś pół roku. Odebrałam zaciekawiona, przywitałam się, mimo chłodnych stosunków, kulturalnie, a w odpowiedzi usłyszałam: „ZADOWOLONA JESTEŚ Z SIEBIE?! ŻE CO, ŻE TAKI ZE MNIE IDIOTA, ŻE PO PÓŁ ROKU NIC NIE WIEDZIAŁEM?! NO TO JUŻ WIEM”, po czym mój dawny wybranek się rozłączył. Sekundę później otrzymałam na komunikatorze link do strony z anonimowym wyznaniami. Wchodzę w link, czytam. Dziewczyna opowiada o tym, że zdradzała swojego chłopaka od początku związku i że mimo rozstania on nadal o niczym nie wie.
 
Oprócz podobnego wieku i zbieżności imion chłopaka (tu Adam i tam Adam) nie było żadnych podobieństw do naszej historii. Jak się domyślacie, łącznie ze zdradą. Nie wiem do dziś, czy to jakieś marne prowo, czy może można być aż tak głupim. Chociaż wspominając wspólnie spędzone chwile, jestem w stanie obstawić to drugie.

#zggcY

Na ostatnim finale WOŚP ustawiłam się razem z koleżankami w kolejce po herbatę.

Już z daleka było widać żołnierzy, którzy rozdawali napoje. Jeden z nich miał zeza (czego nie zauważyłyśmy od razu). W pewnym momencie, gdy byłyśmy bliżej, wyżej wspomniany żołnierz z uśmiechem na ustach zapytał, jaki napój podać. Patrzył przy tym na ludzi znajdujących się za nami.
Po braku odpowiedzi zapytał jeszcze raz i znowu nikt mu nie odpowiedział.
Po trzeciej próbie poddał się, znikając na zapleczu.

Po chwili ścięłam się, że pan zwracał się do nas, ale niestety przez swoją chorobę nie mógł na nas patrzeć.

A my, jak ostanie idiotki, za każdym razem oglądałyśmy się na ludzi za nami...

Dawno nie było mi tak wstyd.

#MNmjx

Mariusz ma radę lub złote powiedzonko na wszystko. Mariusz to mój kochany tato, który niestety denerwuje mnie do granic możliwości.
„Mateuszu, przytyło ci się troszkę. Wiesz, ja ostatnio schudłem, bo biegłem w maratonie. Ty też możesz, wystarczy chcieć” –  mówi do wujka. Ciocia poważnie choruje? „Krzywdę tylko sobie robi, biorąc leki, a choruje, bo za mało czosnku i cebuli jadła”. Ale i tak najwięcej obrywa się mnie, bo jestem maturzystką i gówniarą, którą przecież trzeba nauczyć jak żyć.
Jem dużo zdrowych rzeczy, ale nie odmawiam sobie małego co nieco, gdy mam ochotę. Ale ciągle słyszę, że jem tylko chemię, CEBULA MA BYĆ, CEBULA.
Uczę się sporo, ale gdy po dniu nauki zasłużenie włączam sobie film, znikąd zjawia się mój wspaniały trener personalny. Skończyłaś się uczyć? Rusz dupę na stadion, ja jestem stary, a więcej mam wigoru od ciebie.

Żadne rozmowy nie pomagają, wstawiennictwo mamy również. Mój tato jest uparty jak ja. Bo ja przez mój charakter i chęć robienia na przekór rezygnuję ze swoich zdrowych planów, jeśli tylko tata wpadnie na to, co ja i wymówi to na głos.

Skręciłam stopę na własnej studniówce. Pech.
„Gdyby kózka nie skakała...”.
NO K**WA!

#LYDIs

Mam 20 lat i pewien problem, jeśli chodzi o relacje romantyczne. Jestem atrakcyjną, zaradną i ambitną kobietą i nie narzekam na powodzenie. Ciężko jest mi zaimponować, ponieważ u płci przeciwnej podoba mi się cecha, która niestety odsiewa znaczącą większość. Mianowicie w mężczyznach lubię siłę i męskość. Większość młodych facetów, jakich poznałam, to ofiary losu, wieczne marudy, które nie potrafią rozwiązywać swoich problemów. Lubię czuć się zaopiekowana, a niestety w kryzysowych sytuacjach to zawsze ja byłam tą osobą, która zachowywała zimną krew i przejmowała stery, bo facet jedyne co potrafił zrobić, to stać jak kołek albo się rozpłakać. Już myślałam, że po prostu nie ma nikogo dla mnie, aż w końcu zaczęłam zwracać uwagę na starszych mężczyzn. Dużo starszych. Zdałam sobie sprawę, że oni mają te cechy, które tak bardzo mi się podobają. Gdy rozmawiam z nimi, widzę, że to nie są zagubieni chłopcy, którzy potrzebują ratunku. 
I oto cały dylemat – chciałabym kogoś, kto jest zaradny tak samo jak ja, żebym nie czuła, że to ja noszę wszystko na swoich barkach, ale też żeby to nie był mężczyzna, który jest starszy od moich rodziców.

#tTv8M

Nigdy nie byłam dobra z języków obcych, a uczenie się słownika na pamięć to męczarnia. Jestem na studiach, mam obowiązkowe zajęcia z angielskiego. Uczę się kilka godzin dziennie samych słówek, bo tylko to się liczy na zaliczeniach. Dosłownie jakbym miała cytować słownik. Cierpią na tym wszystkie inne przedmioty równie potrzebne, jak nie ważniejsze, cierpi na tym moje życie, a już najbardziej moja psychika. Umiem się dogadać w tym języku, czy to w pracy, czy na wakacjach, więc to nie tak, że kompletnie nic nie potrafię, a jednocześnie myślę o sobie najgorzej, jak się da, bo jako jedyna osoba z roku nie zdaję tego przedmiotu, a prowadzący traktuje mnie, jakbym miała wywalone i się nie uczyła...

#o9i4W

Ostatnio przed drzwiami frontowymi do szkoły spotkałam chłopaka z równoległej klasy, który bardzo mi się podoba.

On przepuścił mnie w drzwiach, a ja byłam tak zaskoczona jego widokiem, że niewiele myśląc, wypaliłam: „Panie przodem” i wycofałam się, aby to on mógł przejść pierwszy.
Dodaj anonimowe wyznanie