#QmKqp

Moja dziewczyna to typowa kociara. Ostatnio trafił do nas nowy kot, który był po przeżyciach i gdy dziewczyna leżała, to się na niej położył. Bała się nawet ruszać, nie chciała go zgonić, nawet do toalety nie chodziła przez półtorej godziny. W końcu moi koledzy poszli do domu, więc postanowiłem spędzić z nią trochę czasu. Mówię jej, że mam na nią ochotę... A ta, żeby nie zgonić kota, który leżał jej na brzuchu, zrobiła mostek tak, żebym mógł zajść od dołu i krzyczy "Bierz!!".
Nawet nie wiem, jak to skomentować...

#Jr3yH

Jakiś czas temu poznałem na jednej z aplikacji pewną dziewczynę. Nawiązaliśmy kontakt i przez kawałek czasu pisaliśmy. Pisało się nam naprawdę dobrze, no i często. Było git. Do czasu, gdy ta dziewczyna napisała mi, że jednak nic z tego.

Okazało się, iż ta dziewczyna miała chłopaka w trakcie pisania ze mną.

Uwaga - chłopaka, którego sobie wymyśliła.

Nie, nie wymyśliła chłopaka, by mnie odprawić - po prostu wymyśliła sobie jego postać. Powtórzę - WYMYŚLIŁA.

Wymyśliła sobie jego imię, wymyśliła sobie, że ten chłopak studiuje na pewnym "przyszłościowym" kierunku, wymyśliła sobie, że poszła z nim na walentynkową randkę do kina i co najlepsze - utworzyła sobie jego fejk konto, aby z nim "pisać".

Przegrać walkę z fikcyjną postacią - osiągnięcie odblokowane.

#9EELb

Pozwolę się podzielić z Wami historią, która spotkała mnie w dniu dzisiejszym.
Każdy wie, że posiadając psa w mieszkaniu, trzeba wyjść z nim na spacer. Większa część społeczności wie, że kiedy pupil załatwi potrzebę fizjologiczną, należy to posprzątać. Ja również to wiem i stosuję się. Wracając jednak do całego zdarzenia...

Spaceruję z psem - Kapsel się zwie.
Kapsel bywa dość wybredny jeśli chodzi o miejsce zrzucenia balastu, więc chodzimy tu i tam, ewentualnie by wrócić do tu albo do tam.
Nagle, gdy palce pomimo rękawiczek zaczynają powoli kostnieć, widzę to lekkie "szykowanie się". Myślę: "Tak? To ten moment? Ta chwila? Uda się?!"
Tak! Pozycja na kangura, a ja w tym czasie szykuję woreczek żeby posprzątać. Pies spięty w tej swojej zacnej pozie, skupienie... i ten cieniutki głosik, mówiący:
- Pani, dlaczego pani nie sprząta, jak pies kupę nawalił?
Odwracam się, patrzę na małą babcinkę... Ponownie patrzę na spinającego się psa... Po czym odwracam się do staruszki i zadaję pytanie:
- A pani spuszcza wodę w trakcie, czy po?

Zostałam zwyzywana od niewychowanych gówniar.
Tylko kto w tym przypadku był "niewychowaną", a kto "gówniarą"?

#H5O0f

Ostatnio spotkała mnie bardzo śmieszna sytuacja.

Szłam sobie na zakupy. A przede mną szedł 20-kilkuletni mężczyzna z dużym psem oraz starsza kobieta. W pewnym momencie pies jak to pies postanowił załatwić swoją wielką potrzebę. Szkoda tylko, że na środku chodnika. Pies załatwił to co trzeba, a właściciel idzie dalej, jak gdyby nigdy nic.

Nagle ku mojemu zdziwieniu, starsza pani podchodzi do "niespodzianki" zrobionej przez psa i chwyta ją w foliową siatkę. Po czym podeszła do mężczyzny i krzyknęła:
- Pan chyba o czymś zapomniał! - Trafiając go jednocześnie tą kupą.
Właściciel strasznie się zdenerwował i zaczął ją wyzywać. Na szczęście w porę pojawiła się grupa młodych chłopaków, która stanęła w obronie staruszki. Jak usłyszeli całą historię, śmiali się równie głośno co ja.
Więc rada dla wszystkich - sprzątajcie po swoich pupilach. Bo może to wy czasem oberwiecie z takiej "niespodzianki".

#m0uj4

Pod moim poprzednim wyznaniem, gdzie opisałem, jak pozwalałem studentom na używanie ściąg, pojawiły się praktycznie same pozytywne komentarze, w tym jedno wyznanie miłości :) No to teraz czas trochę przyciemnić mój wizerunek wymarzonego nauczyciela matematyki.

Od zawsze byłem zwolennikiem idei fair play i nie znosiłem osób żerujących na cudzej pracy. Zwłaszcza w sytuacji, w której stawką było coś więcej niż numerek w zeszyciku - stypendium dla najlepszych studentów powinno powędrować do tych, którzy są faktycznie najlepsi, a nie tych, którzy wiedzą koło którego kolegi usiąść, żeby zagarnąć trochę jego splendoru.

Po moim pierwszym kolokwium, kiedy byłem jeszcze zielony w te klocki, odkryłem coś zabawnego - studenci są wzrokowcami. Oni nie odpisują od siebie - oni te prace przerysowują.
Kolega mający bardzo obszerne pismo złamał linijkę po znaku plusa i ostatnich kilka znaków napisał w następnej linijce? Znaczy tak musi być i też tak zrobię, mimo że spokojnie bym się zmieścił w następnej linijce.
Kolega napisał ''39z''? Znaczy się tak musi być i też napiszę ''39z'' (w rzeczywistości to było ''392'', ale w pierwowzorze ''2'' wyglądało trochę jak ''z'', a w kopii to było już ewidentne ''z'').
W dodatku kopiowanie drobnych błędów obliczeniowych (zgubiony minus, błędny wynik mnożenia itp.). Każdemu może się zdarzyć, ale żeby zdarzyło się każdemu siedzącemu w ostatnim rzędzie...
- Bo my się razem uczyliśmy - dumnie odpowiedział na moją uwagę jeden ze studentów. Ta...

Przed kolejnym kolokwium przedstawiłem kolejną propozycję:
- Proszenie was, żebyście nie patrzyli w pracę sąsiada, jest poniżej godności, zarówno mojej, jak i waszej. W związku z tym ja na kolokwium zajmę się czytaniem książki i nie będę szukał osób ściągających. Moje warunki:
1. Spisuję mapę, gdzie kto siedzi.
2. Jeżeli jakiś nietypowy błąd pojawi się u dwóch sąsiadów - punkt karny dla każdego, nie dociekam kto od kogo spisał.
3. Jeden punkt karny - 0 punktów za ''spalone'' zadanie, dwa punkty karne - 0 punktów za wszystkie zadania.

Zwróciłem uwagę, że jeżeli nie są pewni swoich prac absolutnie w 100%, w ich interesie leży, żeby nikt od nich nie odpisywał, bo normalnie drobny błąd obliczeniowy może nawet nie wpłynąć na ocenę, a w tym układzie może nawet oznaczać niezaliczenie całego kolokwium.

W swojej złośliwości akurat dałem zadania, w których o błędy rachunkowe bardzo łatwo.

Po pierwszym takim kolokwium poleciało parę głów* (możliwe, że myśleli, że tylko blefuję), ale na kolejnych (również z innymi studentami - najwyraźniej poszła fama, że jednak nie blefuję) nie spotykałem się już z błędami wynikającymi z bezmyślnego przerysowywania pracy sąsiada :)

*każdy dostał możliwość ''wykupienia'' oceny, jeśli na konsultacjach rozwiąże znacznie trudniejsze zadanie analogiczne dla ''spalonego'' - kilku skorzystało i przeprosiło.

#pVfQE

Po roku związku zorientowałem się, że wcale jej nie kocham. Nigdy nie kochałem, po prostu bardzo mocno mnie do niej ciągnęło. Nadal mnie ciągnie i nadal mam ciemno przed oczami, kiedy czuję jej zapach, uwielbiam jej ciało i tak dalej, ale wcale jej nie kocham. Nie wiem, jak jej to powiedzieć, a nie chcę jej blokować życia. Może znajdzie kogoś, kto ją naprawdę pokocha.

#oqjc4

Jestem kierownikiem działu HR w dużej korporacji znaczącej na rynku i mającej silną pozycję. Kilka dni temu dostałem propozycję pracy, można powiedzieć od mojej bezpośredniej konkurencji. Nie szukam pracy, ale pójść pogadać można. Jakby zaproponowali lepsze warunki to mówię sobie czemu nie, warto w życiu się rozwijać zawodowo. W mojej firmie na chwilę obecną nie osiągnę już więcej.

Na drugi dzień udaję się na rozmowę. Siadam w gabinecie gościa co ma mnie rekrutować. Gadka o dupie Maryny i nagle pada pytanie:
- Gdzie widzi pan siebie za 2 lata?
- Na pana miejscu, zadając mniej idiotyczne pytania.

Ciekawe czy zadzwonią.

#cayr5

Stoję sobie na przystanku czekając na autobus, patrzę starsza pani schowana pod parasolem zagląda do kosza i zaczyna w nim grzebać. Myślę sobie pewnie głodna jest, kupię jej coś do jedzenia. Podeszłam bliżej, patrzę a to Moja BABCIA trzymająca w ręku dwie nakrętki po napojach, które zbiera na wózki inwalidzkie dla dzieci.

Wzięłam własną babcię za bezdomną.
Dodaj anonimowe wyznanie