Nie potrafię chodzić w szpilkach, jeśli nie skupiam się całą sobą na moich krokach. Dlatego też wymyśliłam sobie na to sposób - gdy chodzę z tym cholerstwem na nogach, wyobrażam sobie, że jestem prostytutką, która idzie na spotkanie z ważnym klientem i kusi wypaść jak najseksowniej. Co w tym anonimowego?
Ostatnio gdy znów szłam, mając swoje wyobrażenia w głowie, zaczepił mnie jakiś chłopak i poprosił o numer. Po kilku randkach przyznał mi, że przyciągnął go do mnie ten zmysłowy i kobiecy sposób chodzenia.
No cóż, nigdy się nie dowie...
Chcecie anonimowego, o którym nikt nie wie? Proszę bardzo.
Mój brat bliźniak na początku szalonych lat '00, za pierwsze samodzielnie zarobione przy zbiorze truskawek pieniądze kupił sobie koszulę. Nie była to, rzecz jasna, koszula byle jaka - sztruksowa, w kratę, obowiązkowo zbyt szeroka w barkach, a w komplecie z zabójczymi dżinsami o nogawce szerokości kanału Panamskiego wywoływała zachwyt i uczucie zazdrości u każdego dzieciaka na osiedlu. Mój brat traktował ją z większym nabożeństwem niż własny obrazek z komunii i nawet prasował ją sam, żeby ktoś przez przypadek nie uszkodził tego cennego artefaktu.
Kiedy koszula zaginęła w tajemniczych okolicznościach, przez miesiąc nie dało się żyć w spokoju. Brat ryczał, krzyczał, groził, prowadził śledztwo za śledztwem - wszystko na nic. Do dzisiaj nie pogodził się chyba do końca ze stratą, czasami wciąż wspomina, jak 'za dzieciaka' ktoś ukradł mu jego sztruksową pierwszą miłość.
Tylko ja wiem, co stało się z koszulą - ale nie, nie zabrałem jej bratu z zazdrości, nic z tych rzeczy. Ja po prostu na nią zwymiotowałem i, jak przystało na dwunastolatka bez cienia instynktu zachowawczego, postanowiłem zatuszować zbrodnię, tnąc koszulę na małe kawałeczki i wyrzucając ją po trochu do kosza przed szkołą, bo ten domowy, w kuchni, mój bliźniak przetrząsał regularnie w poszukiwaniu zguby przez kilka pierwszych tygodni. Czy przyszło mi do głowy, że ubranie można było po prostu wyprać? Owszem. Następnego dnia, kiedy było już za późno.
Oczywiście, byłem jedyną osobą poza podejrzeniami. Pomagałem nawet przesłuchiwać potencjalnych świadków.
Mieszkam z babcią i dziadkiem, który jest poważnie chory. Kilka dni temu w środku nocy musieliśmy do niego wezwać karetkę pogotowia ze względu na bardzo mocne duszności. Gdy jeden z ratowników zajmował się dziadkiem, lekarz wraz z drugim ratownikiem tłumaczyli mi oraz babci co takiego się dzieje, że dziadek tak się czuje. Podczas tej rozmowy ratownik trzymał w ręku igłę. Następne co pamiętam to biały sufit ostrego dyżuru i lekarza, który zszywał mi głowę.
Jak się okazało z dziadkiem było już wszystko w porządku, ale ja zemdlałem na widok igły, uderzyłem o futrynę drzwi i rozciąłem sobie głowę, więc pogotowie zabrało mnie do szpitala.
Mam 28 lat i panicznie boję się igieł.
Mam taką sytuację w domu, że ostatnią noc przespałam w szkolnej bibliotece.
Złamałem rękę, grając na konsoli w badmintona. Za każdym razem, jak mnie ktoś pyta, to mówię, że złamałem na nartach, bo głupio się przyznać.
Umówiłem się z dziewczyną z moich snów.
Szkoda, że tylko w moim śnie. :/
Mój pies uwielbia gryźć skarpety. Ale TYLKO i WYŁĄCZNIE gdy są założone na stopy. Ja za to uwielbiam śpiewać (bardziej można to porównać do pisku ale ok), a moja psina tego wręcz nie cierpi. No więc zawsze kiedy pies przylatuje i zaczyna gryźć mi skarpety, ja, wokalistka zaczynam swój koncert. Od razu ucieka :)
Znacie to uczucie, kiedy w głowie wymyślacie ewentualne riposty na przyszłość, ale Wam się to nie udaje?
Ja zmiotłam jedną taką dziewczynę, zaraz po wymyśleniu sytuacji i pasującej "pogadanki" między mną a kimś.
Słowo w słowo wydarzyło się to, co było w mojej głowie :D Jestem z siebie dumna :)
Mam niesamowite szczęście do randek. Prawie wszystkie są niezapomniane.
Najpierw była dziewczyna, która zdradziła, że ma fantazję by razem z ukochanym mężczyzną popełnić samobójstwo. Więcej się nie umówiliśmy.
Następnej nie pasowało żadne miejsce, bo za drogo, a tu o wiele za drogo, a tam to w ogóle za drogo. Dodam, że jej strój i biżuteria sugerowały raczej, że nie ma problemów finansowych, a ja powtarzałem, że ja zapraszam, to ja zapłacę. Ostatecznie nic nie wybraliśmy, bo uznała, że z takim nieoszczędnym się nie zwiąże.
Kolejna na odwrót - od razu oświadczyła, że mam jej wszystko kupować i zaspokajać każdą zachciankę, bo ona ma tylko pięknie wyglądać, a na drugą randkę mam przynieść akt własności mieszkania i wyciąg z konta. Drugiej randki nie było.
Następny przypadek - dostałem opier*ol, że nie jestem wege fit, bo jak można nie zaczynać dnia od joggingu na 10 km i smoothie z jarmużu, białka i amfetaminy. Znajomości nie kontynuowałem.
Jakiś czas później poznałem kolejną. Wszystko szło świetnie, zamieszkaliśmy razem. Zerwaliśmy gdy zabrała pieniądze, które (sam) odłożyłem na wakacje i poszła z koleżankami na miasto. Zarzekała się, że wypiła jednego drinka. Ja nie wiem w jakiej rzeczywistości jeden drink kosztuje 5000 zł.
Kolejna na randkę przyszła jak na wywiad do pracy - z listą pytań do mnie. Ile daję jej miesięcznie na jej potrzeby? Czy będę wymagał żeby zajmowała się dziećmi? Jaki metraż mam w mieszkaniu? Jak często będę zabierał ją na wakacje? Ile mam fanów na Instagramie? Czy znam kogoś słynnego?
Zrezygnowałem.
Ostatnia zapowiadała się na naprawdę fajną dziewczynę. Aż pod koniec spotkania zaczęła rozwodzić się nad swoim uwielbieniem komunizmu oraz dokonań towarzyszy Lenina i Stalina. Nie zostawiłem jej kontaktu do siebie.
Ogólnie lubię oryginalnych ludzi, ale bez przesady, zdesperowany jeszcze nie jestem.
Nadszedł czas żeby opisać fragment mojej historii. Czegoś, co ciągnie się za mną od 5 lat.
Od zawsze interesowałem się tematyką ezoteryzmu. Odkąd pamiętam. Jako młody chłopak często zdarzały mi się świadome sny, więc dość wcześnie trafiłem na ezoteryczne strony. Zafascynowało mnie to. OOBE, próby osiągnięcia innych stanów świadomości - od tego zaczynałem. Gdy miałem 17 lat, znalazłem grupę ludzi myślących jak ja. Pomagali mi się rozwijać. Wtedy też zacząłem brać udział w obrzędach, kursach jogi, trafiłem raz nawet do bioenergoterapeuty. Wszystko było cudownie, widziałem coraz więcej.
Najgorsze było jednak to, że zacząłem czuć coraz więcej. Jakbym miał przyjaciela, który zawsze stoi za moimi plecami. Kogoś, kto zawsze mi towarzyszy. Ten ktoś zaczął mnie budzić w nocy, czasami śnił mi się. Trudno to opisać, to uczucie było przerażające. Chciałem z tym skończyć, chciałem pójść do kościoła i się wyspowiadać. Nie wiem czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie ból, jaki czułem przekraczając próg.
Potem było coraz gorzej. Z chwilą tamtej spowiedzi obecność zaczęła się nasilać. Nie była przyjazna, była wroga. Zdarzyło mi się z tym "czymś" walczyć. Wiem, że to brzmi psychicznie, ale walczyłem z tym bytem. Czułem jego dłonie, siłę, słyszałem głos. Czasami napełniał mnie gniew, czasami zwątpienie. Nie wiedziałem co z sobą zrobić. Zacząłem się modlić, regularnie spowiadać i jakoś udało mi się tego pozbyć.
Teraz, pomimo tych lat, zdarza mi się znów To poczuć. W takich momentach staram się modlić, zawsze pomaga. Mam świadomość że pewnie już do końca to coś będzie wracało - bo władza jest strasznie nęcąca. Ezoteryzm oferuje ogromną potęgę, daje Moc. Ale żąda strasznej ceny za jej użytkowanie.
Nie chce być moralizatorem, to nie mój cel. Chciałem opisać swoją historię, bo widzę że jest dużo ludzi, którzy interesują się tymi tematami. Może chociaż jedna osoba po przeczytaniu zastanowi się czy warto...
Dodaj anonimowe wyznanie