#QjxRt
Wróciłem z Afganistanu z lękiem przed hukiem, nie miałem jakiejś strasznej sytuacji z tym związanej, ale każdy huk tam był oznaką, że coś złego się dzieje.
Powrót do ojczyzny i terapia odniosły sukces, myślałem, że już wszystko OK.
Wczoraj gdy brałem prysznic pralka zaczęła wirować, ale pranie źle się ułożyło i przez chwilę strasznie hałasowała. Mój mózg odebrał to jak serię strzałów, a ciało zareagowało instynktownie, padając na dno wanny.
Rozbite łokcie i broda... Oficjalna wersja - śliska podłoga.
Leżąc tam zastanawiałem się, jak głupie to uczucie nie panować nad odruchami.
Pieprzona pralka.
Jeśli faktycznie to prawdziwe wyznanie to współczuje. Takie środowisko na długo zostaje w pamięci i ciężko się pewnych odruchów pozbyć. U mnie jest nieco na odwrót bo w pracy jest sporo szumu, czy jak pewne urządzenia się załączają jest dość głośno i się człowiek nawet nie wzdryga. Natomiast najgorsze co jest to cisza bo nie słychać nic, co oznacza że generator padł.
War. War never changes.
Terapia chyba zajmie jeszcze chwilę. Oby krótko, zdrowiej tam psychicznie!
Od razu skojarzyło mi się z Johnem Watsonem z Sherlocka
John jedynie utykał psychosomatycznie.
Witam mój fandom! :D
@Kicialka wiem, ale wszystko co z Afganistanem kojarzy mi się od razu z nim. W fandomie jestem nowa więc jeszcze bardzo przeżywam Sherlocka, co za tym idzie wszystko co się da kojarzy mi się z tym serialem
Też jestem nowa! Co prawda mój Sherlockowy szał już się trochę wyciszył, ale i tak ciągle ze mnie świeżynka.
Pieprzona wojna... Wojna... Wojna nigdy sieę nie zmienia.
Mnie kiedyś próbowali napaść z nożem w ręku, w nocy, na szczęście udało mi się uciec. Od tego czasu mam uczucie niepewności, jak widzę jakiś ludzi nocną porą to czuję jakby mięli mnie zaraz zaatakować i przygotowuję się do ewentualnej ucieczki albo obrony. Mimo tego i tak chodzę na nocne urbexy po opuszczonych budynkach żeby przezwyciężyć lęk.
To wcale nie jest głupie ale smutne
Te wyznanie idealnie pokazuje co wojna robi z czlowiekiem - niszczy go.
Bardzo Ci współczuję autorze, to musi być ciężkie. Myślę jednak, że jeszcze potrzebujesz pomocy od psychologa. To okropne, że tak ci to druchy utrudnia życie. Trzymam kciuki za twój powrót do zdrowia! :(
Spokojnie.. jestes w Polsce.
Wspolczuje takich urazow i przede wszystkim, zapewne widokow..
autorze współczuję głęboko...
może warto pomyśleć o jakiejś terapii - mam na myśli terapię z psychologiem a nie z psychiatrą który cię nafaszeruje lekami które nie dość że Cię jeszcze gorzej zniszczą to jeszcze uzależnia...
Lekarzem nie jestem ale objawy Autora to chyba Zespół Stresu Pourazowego ...
;-; Mam na to sposób. Duża ilość tulenia i miłości