#UI4DJ
Było jak z filmu. Z je*anego horroru.
Z - wtedy jeszcze - narzeczoną mieszkaliśmy w Gdańsku, zaś nasze rodziny w Wielkopolsce i na Podlasiu. Kompromis - wszyscy zjeżdżają się do Gdańska, tu wszystko organizujemy, wynajmujemy na weekend wszystkim pokoje w hotelu koło kościoła i sali weselnej. W piątek wszyscy już byli.
Naszymi świadkami było zaprzyjaźnione młode małżeństwo. W piątek upili się, pokłócili i oznajmili, że się rozwodzą i nie mogą na siebie patrzeć. Prośbą i groźbą przekonaliśmy ich, by wytrzymali razem jeszcze jeden dzień.
Siostra zrobiła sobie fryzurę za 500 złotych. Pokłóciła się z babcią mojej narzeczonej o politykę, ta oblała ją wodą. Fryzura zniszczona, siostra żądała przesunięcia ślubu, aż znajdzie fryzjera.
Sobota, 9 rano. Było lato, gorąco. Ciocia zemdlała, bo od 2 tygodni jadła tylko sałatę, by wbić się w za wąską kieckę. Karetka, szpital.
Godzina 11, brat narzeczonej w panice. Wczoraj wieczorem upił się z żoną i zabrali swoje małe dzieci na spacer po plaży. Wyszli z trójką, wrócili z dwójką. Brakujący synek na szczęście wrócił z nimi, tylko spał w pokoju kuzynów.
Z narzeczoną mamy dosyć tego dramatu, przed wyjściem do kościoła strzelamy sobie po setce czystej na nerwy i modlimy się, żeby nic więcej się nie zje*ało.
Tata i teść tak się zaprzyjaźnili, że, zamiast czekać z świętowaniem do wesela, wywalili pół litra na dwóch w drodze do kościoła. Podczas mszy śpiewali głośniej niż organista. I gorzej.
Podczas wesela też były dramy, ale mniejszego kalibru.
Córce powiedziałem, że nasz ślub był niezapomniany i jedyny w swoim rodzaju. I doradziłem, żeby na swój zaprosiła jak najmniej rodziny i nie pozwalała im pić do wesela.
Uśmiałabym się, gdyby nie to jedno zdanie: "Wczoraj wieczorem upił się z żoną i zabrali swoje małe dzieci na spacer po plaży.". Słów mi brakuje...
A teściowe?
Masz pijacką rodzine i znajomych. O opiece nad dziećmi pod wplywem nie wspominając, bo szkoda słów.
Ja tego właśnie nie jestem w stanie zrozumieć, co to za rodzice. Jak mamy z mężem jakąś okazję, to nie ma takiej możliwości nawet, żebyśmy oboje pili. Zawsze jedno musi być trzeźwe. Może przesadzam, ale nawet jak mąż się napije wieczorem piwa to ja żadnego alkoholu nie tknę, bo się boję, że któreś dziecko dostanie w nocy gorączki, czy coś i trzeba będzie jechać do lekarza. Nawet wcześniej nie myślałam, że rodzicielstwo to taka odpowiedzialność
Powiedziałaś mu coś, czego na pewno nie wiedział...
Jakby mi ktoś z najpiękniejszego dnia uczynił najgorszy to w życiu bym się już do niego nie odezwała.
Macie coś wspominać. :D
Hahahahaha :D No niby śmieszne... Kuźwa, to byłoby dla mnie śmieszne, ale jakbym czytała po swoim ślubie, a nie 3 tygodnie przed :D Teraz to już padnę ze stresu :D
świetne wyznanie, już dawno się tak nie uśmiałam :D, można z tego niezłą komedię nakręcić
No w sumie fakt, dobrze jej powiedziałeś, był niezapomniany, ale czy jedyny w swoim rodzaju? Tutaj bym polemizował. Przecież to co się działo jest kwintesencją polskości.
W zasadzie to był niezapomniany :)
braliście przykład z ''13 posterunku''?
Była taka piosenka śpiewana na rajdach z refrenami " a mówili, nie picie przed weselem, a mówili - przynajmniej nie za wiele ..." :D