#r2vMQ
Po jakiejś godzinie pożegnałem się z kumplem, bo zacząłem źle się czuć, a poza tym on miał coś do załatwienia, więc nawet dobrze się złożyło. Niestety, w połowie drogi ostro wzięło mnie do toalety, a jak na złość niczego w pobliżu nie było. Już na serio zaczęło mnie cisnąć i coraz gorzej się czułem, jednocześnie czując, że do domu mogę nie dojść. No i niestety, moje przypuszczenia się sprawdziły, bo pomimo szczerych chęci i trzymania za wszelką cenę, zesrałem się w spodnie. Dosłownie. Poszła za mnie taka lawina, że bałem się ruszyć z miejsca. W jednym momencie zacząłem się śmiać, ale z drugiej strony chciało mi się płakać, bo nawet nie wiedziałem jak dojść do domu :')
I tak stałem w miejscu, nie wiedząc co ze sobą zrobić, tym bardziej że moja niespodzianka zaczęła drażnić mój tyłek, a do domu jeszcze kawałek drogi.
I nagle na horyzoncie pojawiła się ona. Nie dość, że u lasek nie bardzo mam powodzenie, to jeszcze w takim momencie musiałem spotkać tak piękną dziewczynę. Podeszła do mnie, pytając czy wszystko okej, no bo raczej niecodziennym widokiem jest chłopak, który stoi w miejscu, ma zaszklone oczy, ale się śmieje. I wtedy nie wiem co mi odwaliło, spojrzałem na nią i powiedziałem "zesrałem się w spodnie". W pierwszej chwili parsknęła, ale po mojej minie zorientowała się, że mówię prawdę. I w momencie, nie wiem co nią kierowało, wzięła mnie za rękę i zaprowadziła mnie do swojego domu. Kiedy dotarłem na miejsce, dalej nie bardzo czając, co jest grane, skorzystałem z łazienki, umyłem się i laska pożyczyła mi spodnie swojego brata, bo jak wiadomo, nie miałbym jak wrócić do domu. Zrobiła mi jeszcze mięty i tak zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że to serio fajna dziewczyna i gdyby nie ona, nie mam pojęcia co bym zrobił. Ale bardziej zadziwia mnie to, że zdecydowała się na taki krok.
Jako że nie lubicie niedokończonych wyznań: razem nie jesteśmy, ale przyjaciółką jest wspaniałą!
#tLMp9
Mam taką a nie inną historię i gdy komuś ją przedstawiam, spotyka mnie dużo współczucia. Ale nie z powodu patologicznej rodziny ani przemocy, lecz z powodu pobytu w "bidulu". Ludzie wzruszają się nade mną, jakie to dramatyczne, że musiałem być w takim miejscu, że tam pewnie strasznie, biednie, zimno, worki pokutne zamiast ciuchów, sto dzieci w małym pokoju i zupa mleczna na obiad lana z kotła.
Doceniam współczucie, ale denerwuje mnie, że ludzie, których poznaję, nie są w stanie zrozumieć, że piekłem i dramatem było życie przed bidulem. Dom dziecka nie zrobił mi nic złego. Było nas w nim 12, miałem dobre warunki, nigdy nie odczułem biedy, nie różniłem się niczym od rówieśników, ba, nawet dostawałem kieszonkowe i jeździłem na zagraniczne wycieczki szkolne i w każde wakacje na obozy sportowe. Wychodząc, dostałem solidną wyprawkę. Wciąż mam tam przyjaciół i jedyną rodzinę - moją ciocię. Wracam na święta, zabawy, niedzielne obiady, raz nawet spędziłem z nimi całego sylwestra. Nie dlatego, że ktoś mi kazał, ale dlatego, że chciałem. Życie w domu dziecka nie było disneyowską bajką, ale nie jest piekłem. Denerwuje mnie, że każdemu z osobna muszę to tłumaczyć i każdy patrzy na mnie jak na ofiarę obozu koncentracyjnego. Dobry bidul? Nieee. Na pewno wyprali mi tam mózg.
#7hpKW
#UwYKT
Usłyszałam: "mamo, albo pomaluj się mocno albo siedź mega cicho, dobra?".
#lb6SE
Kiedy zużył wszystkie, chodził w kąpielówkach.
Poddałam się po dwóch tygodniach, kiedy skończyły się kąpielówki, a on zakładał noszone majty. Wywrócone na lewą stronę.
#ZjzBD
Od jakiegoś czasu na obiad kupuję tylko ryż albo kaszę.
#qMQ1k
Okazało się, że Patryk ma wybitną zdolność manipulowania ludźmi, a tym samym maniakalną zazdrość oraz chęć kontrolowania wszystkiego i wszystkich. I zaczęły się awantury. O wyjście ze znajomymi na piwo. O późny powrót do domu (mimo eż nie mieszkaliśmy razem, nie wracałam sama, a on dobrze wiedział, o której wrócę). O to, że mam własne plany i marzenia. Zamykał mnie w złotej klatce i wmawiał mi, że wszystko co robię lepiej od niego jest wywyższaniem się i pokazówą, a ja bez niego nic nie znaczę.
Po 3 latach schodzenia się i rozchodzenia (!!!) opamiętałam się i odeszłam ostatecznie. Logiczne, prawda? Otóż nie. Wśród naszych znajomych rozpowiedział, że jestem wredną suką, bo on mnie tak bardzo kochał, a ja jego na pewno nie, bo śmiałam odejść. Nikt nie pomyślał, że może kocham go nadal, tylko po prostu nie da się z nim być bez niszczenia swojego życia, wszyscy mu uwierzyli, odwrócili się, a ja zostałam sama z łatką tej najgorszej, chociaż paradoksalnie to ja w tym związku cierpiałam bardziej.
Mimo utraty znajomych jest mi lepiej. Jestem sama, ale szczęśliwa.
#nhE4v
Mama trzymała na ręku młodszą córkę (w wieku około 4-5 lat), a starsza córka Ola (mająca 7-8 lat) stała przy tacie.
Młodsze dziecko ciągle coś mówiło, chciało brać do rąk i w ogóle było niegrzeczne. Strasznie absorbowało uwagę obojga rodziców. Za to Ola robiła wszystko, o co się ją poprosiło – podała tacie reklamówkę na zakupy, jak trzeba było, to wyciągała zakupy z koszyka, jak tata nie chciał już jej pomocy (bo potłucze jajka albo słoiki), to Ola grzecznie przestawała pomagać. Poza tym nikt nie zwracał na nią uwagi, a ona się nie odzywała.
Młodsze dziecko było tak niegrzeczne, że matka przeszła z nim przez kasy do okna, żeby pokazać mu cyrk czy inną atrakcję i żeby wreszcie się uspokoiło. Mała Ola też chciała zobaczyć tę fajną rzecz i wspinała się na palce, stanęła nawet na jakimś podwyższeniu, ale nie mogła nic zobaczyć. Matka nie pomyślała, żeby drugie dziecko też wziąć na ręce.
Jak wróciłam do domu to popłakałam się. Strasznie było mi żal tej małej Oli, której nikt nie zauważał, a ona się nie narzucała. Czuję się jak ta mała Ola. Jestem dorosła, ale prawie niewidzialna dla rodziny. Nieraz mam wrażenie, że krzyczę, a i tak prawie mnie nie słychać.
Ja też mam siostrę (tylko że starszą), która tak bardzo lubi być w centrum zainteresowania, że zabiera mi całe powietrze. Jak ona coś opowiada, nawet najgłupszą i najmniej ciekawą rzecz, to skupia na sobie całą uwagę otoczenia. Niemalże wszystko co ona robi jest tak fajne, że trzeba o tym ciągle rozmawiać (nawet jak cały dzień nie robi nic). Ciągle mówi, choć niewiele ma do powiedzenia, ale rodzinie to nie przeszkadza, lubi to.
Dawniej, jak jeszcze prosiłam o coś rodzinę, to bywałam zbywana, albo odwrotnie – zapewniana o pomaganiu, ale w rezultacie często i tak musiałam liczyć sama na siebie. Zdarzało się to tak wiele razy, że w końcu przestałam o cokolwiek się prosić i załatwiać wszystko, dosłownie wszystko sama. Doprowadziło to do przyszycia mi łatki osoby, która nie chce od nikogo pomocy.
Był czas, że bardzo chciałam, żeby mnie zauważono, ale nie robiłam nic głupiego, tylko raczej starałam się robić wszystko o co mnie proszono, pomagać innym. Myślałam, że może wtedy zdobędę choć trochę uznania otoczenia, będę choć trochę bardziej lubiana, ale nie udało mi się.
W ostatnim czasie wycofałam się z życia rodzinnego. Mam już dość narzucania się i proszenia o uwagę. Prawie przestałam się odzywać w czasie rodzinnych spotkań czy uroczystości. Nie mówię, co u mnie się dzieje, np. że miałam ogromne problemy na uczelni przy obronie pracy, że leczę się psychiatrycznie na depresję i zaburzenia lękowe i wiecie co? Nikt się nie zorientował. Oni chyba nawet nie zauważyli.
#PtePL
Rafał to miłość mojego życia, nie umiałam wyobrazić sobie przyszłości bez niego. Nie byliśmy wtedy jeszcze narzeczeństwem, ale wiedziałam, że chcę spędzić z tym mężczyzną resztę mojego życia. Tak więc nie potrafiłam pogodzić się z faktem, że mnie zostawia - tym bardziej, że nie miałam pojęcia DLACZEGO.
Wszystko było idealnie, a on nagle rzuca takie teksty? Nie dałam za wygraną, nie pozwoliłam się spławić jak jakaś idiotka. Chciałam wytłumaczenia, którego on nie potrafił mi dać. Dochodziłam, czy to inna kobieta, czy przestał mnie kochać czy może zrobiłam coś, co go tak strasznie do mnie zraziło - ale nic z tych rzeczy. Rafał zbywał mnie mówiąc, że "tak będzie lepiej" i że "kiedyś zrozumiem". G#wno prawda.
Zdesperowana, posunęłam się najdalej jak mogłam. Pojechałam do jego matki, która mieszka kilka kilometrów od miasta. Na moje opowieści zareagowała płaczem. Okazało się, że Rafał zachorował. Ma białaczkę. I przez to usilnie próbował zerwać ze mną kontakt - miał bardzo słabe rokowania, poddał się. Uznał, że nie chce zwalać na mnie ciężaru swojej choroby, że życie z nim w takiej kondycji nigdy mnie nie uszczęśliwi. Ten chłopak nie miał pojęcia jak bardzo się mylił. Na szczęście wyjaśniłam mu wszystko dobitnie, bo prawda jest taka, że nie umiem bez niego żyć.
I nie obchodzi mnie to, że nie jest w pełni zdrowy, razem nie damy się temu choróbsku. Dziś jestem szczęśliwą narzeczoną, za dwa miesiące będę żoną. Bez względu na okoliczności, w zdrowiu i w chorobie.