#nhE4v

Jakiś czas temu stałam w kolejce w sklepie i obserwowałam rodzinę, która była przede mną.
Mama trzymała na ręku młodszą córkę (w wieku około 4-5 lat), a starsza córka Ola (mająca 7-8 lat) stała przy tacie.
Młodsze dziecko ciągle coś mówiło, chciało brać do rąk i w ogóle było niegrzeczne. Strasznie absorbowało uwagę obojga rodziców. Za to Ola robiła wszystko, o co się ją poprosiło – podała tacie reklamówkę na zakupy, jak trzeba było, to wyciągała zakupy z koszyka, jak tata nie chciał już jej pomocy (bo potłucze jajka albo słoiki), to Ola grzecznie przestawała pomagać. Poza tym nikt nie zwracał na nią uwagi, a ona się nie odzywała.
Młodsze dziecko było tak niegrzeczne, że matka przeszła z nim przez kasy do okna, żeby pokazać mu cyrk czy inną atrakcję i żeby wreszcie się uspokoiło. Mała Ola też chciała zobaczyć tę fajną rzecz i wspinała się na palce, stanęła nawet na jakimś podwyższeniu, ale nie mogła nic zobaczyć. Matka nie pomyślała, żeby drugie dziecko też wziąć na ręce.
Jak wróciłam do domu to popłakałam się. Strasznie było mi żal tej małej Oli, której nikt nie zauważał, a ona się nie narzucała. Czuję się jak ta mała Ola. Jestem dorosła, ale prawie niewidzialna dla rodziny. Nieraz mam wrażenie, że krzyczę, a i tak prawie mnie nie słychać.

Ja też mam siostrę (tylko że starszą), która tak bardzo lubi być w centrum zainteresowania, że zabiera mi całe powietrze. Jak ona coś opowiada, nawet najgłupszą i najmniej ciekawą rzecz, to skupia na sobie całą uwagę otoczenia. Niemalże wszystko co ona robi jest tak fajne, że trzeba o tym ciągle rozmawiać (nawet jak cały dzień nie robi nic). Ciągle mówi, choć niewiele ma do powiedzenia, ale rodzinie to nie przeszkadza, lubi to.

Dawniej, jak jeszcze prosiłam o coś rodzinę, to bywałam zbywana, albo odwrotnie – zapewniana o pomaganiu, ale w rezultacie często i tak musiałam liczyć sama na siebie. Zdarzało się to tak wiele razy, że w końcu przestałam o cokolwiek się prosić i załatwiać wszystko, dosłownie wszystko sama. Doprowadziło to do przyszycia mi łatki osoby, która nie chce od nikogo pomocy.

Był czas, że bardzo chciałam, żeby mnie zauważono, ale nie robiłam nic głupiego, tylko raczej starałam się robić wszystko o co mnie proszono, pomagać innym. Myślałam, że może wtedy zdobędę choć trochę uznania otoczenia, będę choć trochę bardziej lubiana, ale nie udało mi się.
W ostatnim czasie wycofałam się z życia rodzinnego. Mam już dość narzucania się i proszenia o uwagę. Prawie przestałam się odzywać w czasie rodzinnych spotkań czy uroczystości. Nie mówię, co u mnie się dzieje, np. że miałam ogromne problemy na uczelni przy obronie pracy, że leczę się psychiatrycznie na depresję i zaburzenia lękowe i wiecie co? Nikt się nie zorientował. Oni chyba nawet nie zauważyli.
skrollok Odpowiedz

To nie do końca jest tak, że rodzina uwielbia słuchać tej siostry. Po pierwsze rodzina jest tak przyzwyczajona, po drugie przyzwyczaili siostrę, że jest najważniejsza. Mam kuzynkę, która podobnie jak Twoja siostra lubi być w centrum. Jak przyjeżdża do wujostwa to nic innego nie słychać jak jej opowiadania, które tak szczerze ani są ciekawe, ani ważne, ani cokolwiek. Taki typ- a że inni nie zwracają jej uwagi na to, to co poradzisz. Ci normalni tylko spoglądają po sobie z bólem duszy, albo wychodzą bo ile można słuchać. Trzym się! Ja bym Cię wysłuchała koleżanko :)

Widzę sens w tym co piszesz. Zauważyłam to już jakiś czas temu, że taka sytuacja w mojej rodzinie jest normalna. Dlaczego? Bo trwa od dawna.

skrollok

Nie proś się o żadną uwagę- po prostu tez zacznij mówić co u Ciebie. Jak ona zacznie, że super hiper wodę na ziemniaki ugotowała, to Ty zacznij opowiadać, że zrobiłaś coś innego. Coś za coś, ona i Ty. I jakoś pójdzie :) jeśli chcesz się schować to okej, ale potem będziesz miała żal do siebie i do nich za taką sutuację. A rodzina tego nawet świadoma nie będzie. Chyba, że jesteś na tyle silną osobą, żeby to przezwyciężyć i być ponad, a z tego co piszesz to na to nie wygląda.

PsychoLena Odpowiedz

Myślę, że sama zauważasz, że macie z siostrą odmienne charaktery - ona gada jak najęta, nawet nieproszona (prawdopodobnie ma taki styl bycia, przez co wszyscy są przekonani, że ona jest tak bardzo zajęta, więc po co jej jeszcze dokładać innych problemów), podczas gdy Ty byłaś raczej wycofana, ale też grzeczna i jedyne czego chciałaś to odrobinę zainteresowania.
Z własnego doświadczenia mogę Ci podpowiedzieć, że taki stan rzeczy będzie się utrzymywał, bo Twoi bliscy nie czytają w Twoich myślach, więc się nie domyślą co się dzieje, Ty zdecydowałaś się o sobie nie mówić i błędne koło się zamyka.
Możesz spróbować od czasu do czasu manifestować swoje niezadowolenie z sytuacji, które Cię spotykają albo otwarcie i namolnie prosić o pomoc i czekać na reakcję - jeśli ktoś powie, że przecież zawsze radzisz sobie sama lub też zapyta - co się stało, że nagle prosisz o pomoc, wtedy możesz opowiedzieć co się z Tobą dzieje oraz to, że jak każdy człowiek masz problemy i potrzebujesz żeby Cię wysłuchano. Z autopsji wiem, że sposób działa, tylko trzeba być upartym w tej kwestii ;)

Jeszcze kilka lat temu mówiłam rodzinie o swoich problemach, ale były one chamsko ignorowane i lekceważone. Tak jakby uznali, że moje problemy są mniej ważne niż problemy siostry. To tylko pogorszyło nasze relacje, bo strasznie przykro mi było jak musiałam przekonywać! rodzinę, że jest mi źle.

Batena Odpowiedz

Siostra mojego faceta jest gwiazdą całej rodziny, wszystko co robi robi super, jest ciekawe i zawsze doskonałe. Przez wiele lat było mi szkoda mojego faceta, jest odsunięty od rodziny, jakby obcy. Oni go w ogóle nie znają, przy nich się spina, mało mówi, widać, że spotkania kosztują go dużo stresu... A to cudowny, ciekawy człowiek. Jej kuzynka - rówieśniczka też ma przerąbane, we wszystkim jest gorsza. Mnie też to wszystko stresuje. Niektórzy tak mają... Nie wiem czy da się z tym walczyć. W pewnym momencie zaczęłam być sobą, z wieloma niedoskonałościami, przypałamii mało ciekawymi zainteresowaniami. I to właśnie zbudowało nam super relację. Zacznij do nich lgnąć sama a dużo się w waszej relacji zmieni, nie porównuj się do nikogo, bądź sobą a odkryją Ciebie na nowo. Inna niż siostra, ale czy inna znaczy gorsza?

MownaDuszka Odpowiedz

Matka może nie ma tyle siły, żeby dwie dziewczyny w takim wieku trzymać, nie pomyślałaś? Poza tym, skoro mama zajmowała się jedną, to tata mógł pomyśleć o drugiej córce.

jsuyu66545 Odpowiedz

widzisz, podam ci mój przykład: rodzina z dwójką dzieci, brak pomocy babć, ja w pracy. Mało czasu a dziećmi zając się trzeba. Więc jak wszyscy wiedzą dzieci nie rodzą się takie same, fizycznie i psychicznie są różne. Więc żeby zachować siebie w miarę w normalnym stanie a nie wycieńczonej madki zwykle starasz się spełniać potrzeby każdego z dzieci, oczywiście w granicach rozsądku. I nigdy nie jest po równo, no nie da się i już. Wychodzi tak: jednemu trzeba bardziej w lekcjach pomóc, drugiego częściej na zajęcia wozić, pierwszy uwielbia jak go słuchają, drugie nie wiadomo dlaczego jest mniej grzeczne w kolejce (no nie wiadomo, ci sami rodzice którzy wychowali pierwsze grzeczne dziecko przecież, to kwestia temperamentu i tyle) więc żeby nie darło twarzy trzeba czymś zająć. Tak to wygląda i tyle.

Moka

To prawda, co piszesz, że dzieci potrzebują różnej uwagi, ALE za gówniaka mając kilka czy tam naście lat dziecko myśli trochę inaczej. Wtedy dziecko widzi, że rodzeństwu poświęcane jest więcej czasu, a ono jest, według niego, ignorowane. To przecież w tym czasie dziecko się rozwija, dojrzewa, kształtuje światopogląd i często widzi zero jedynkowo.

Teraz wiem,mając 30 lat, że rodzice więcej czasu poświęcali bratu, bo on zawsze słabo, wolno się uczył wszystkiego (zostało mu to do dziś), ptrzebował więcej skupienia i uwagi, a po tym wszystkim już nie mieli siły/czasu pobawić się ze mną.

Tylko jak miałam parę lat rzeczywistość wtedy wyglądała inaczej. Ile ja nocy przepłakałam, bo chciałam o czymś z mamą porozmawiać, a ona nie miała czasu, bo brat znowu coś sknocił. Doprowadziło to do tego, że zamknęłam się w sobie, w swoim własnym pokoju, z kredkami, farbami, książkami, przychodziłam do domu i od razu zamykałam się w pokoju, dosłownie. Później pewne wydarzenia i poczucie samotności doprowadziły do tego, że mając 11lat zaczęłam się ciąć, po nocach, kiedy wszyscy spali. Do tej pory nikt o tym nie wie. Teraz jestem dorosła, rozumiem, ale mimo wszystko mam żal i nie umiem, wręcz nie potrzebuje i nie chce żyć z nimi "rodzinnie", lubię być sama, mimo poprawnych relacji.

Także nie popełniaj tego błędu i rozmawiaj z dziećmi. Tym bardziej kiedy sama widzisz, że jedno potrzebuje więcej uwagi, to drugiemu wytłumacz, że jest tak samo ważne i kochane jak brat/siostra, tylko po prostu potrzebuje mniej pomocy, skupienia i uwagi. Ze mną nikt nie rozmawiał. Wstydzę się powiedzieć mężowi, że go kocham, bo dla mnie to zbyt wylewne i oznaka pewnej słabości, dalej sporo trzymam w sobie.

ProstowOczy Odpowiedz

często tak jest, że te grzeczne dzieci są mniej zauważane, a całą uwagę skupiają te niegrzeczne/rozwydrzone itd. Moja mama opowiadała, że całe życie miała tak samo, młodszy brat od zawsze dokuczał i był niegrzeczny, każdy nad nim skakał i spełniał zachcianki, a jej nikt nie zauważał, w dodatku miała dużo obowiązków związanych z domem oraz z młodszym bratem. Ale były też dobre strony tej sytuacji - zawsze była bardzo zaradna i samodzielna, ponadto swoje dzieci zawsze traktowała równo. Czego nie można powiedzieć o jej bracie

Pers Odpowiedz

Mam dokładnie tak samo, jestem średni wiekowo jeśli chodzi o rodzeństwo, ale nie dostrzegany...zdałem maturę, zdałem prawko, miałem nawet samochód(Czyli darmową taksówkę bo jak to, chcieć pieniądze za paliwo od rodziny) jestem obecnie na studiach zaocznych, a w urodziny od mamy usłyszałem, że trzeba opłacić jakiś tam rachunek, nikt mi życzeń nawet nie złożył mimo, że z 2tyg wcześniej robiłem prezent 2 osobom i w ich urodziny powiedziałem, że za tydzień świętujemy moje......zapomnieli -.-

A jak byś sam zapomniał o urodzinach innych to pewnie byłbyś tym złym i okropnym bratem...

Niezapowiedziana05 Odpowiedz

Ale Wy wszyscy jesteście wrażliwi. Coraz więcej takich wyznań...

justas Odpowiedz

Ludzie będą słuchać. Tu chodzi o rodzinę. A ignorancja od nich boli najbardziej.

FoxyLadie Odpowiedz

Nie ma co liczyć na ludzi. Są obrzydliwi, zakłamani i nieczuli na krzywdę najbliższych. W ciągu ostatnich miesięcy, a zwłaszcza tygodni, przekonałam się, że lepiej się nie łudzić i na nikim nie polegać. Rodziny niestety nie zmienię, ale jeśli przyjaźń ma wyglądać tak, jak wygląda, to już wolę płytkie znajomości na wyjścia na kawę. Uczę się znów polegać tylko na sobie i nie mieć żadnych wymagań wobec innych - dla własnego wewnętrznego spokoju. Nie zniosę kolejnego zawodu i tęsknię za czasami, kiedy nikt nie był dla mnie na tyle ważny, by mnie zranić.

Arszenik

Mówisz to tak, jakby wszyscy ludzie stąpający po Ziemii tacy byli i to tylko dlatego, że CIEBIE zawiedli. Współczuję, ale nie możesz mierzyć wszystkich jedną miarką. Ja też ostro przejechałam się na kilku osobach, w tym jednej, którą miałam za przyjaciela. Mimo to nie tracę wiary w tych, którzy dalej ze mną są i to całe lata, ale to może wynikać też z jakiejś odporności psychicznej i też jakiegoś stopnia znieczulicy.

FoxyLadie

Autorce na pewno lepiej zrobi, jak 'się podda' i przestanie oczekiwać czegokolwiek od swojej rodziny. Więzy krwi nie oznaczają, że automatycznie jest się czyimś powiernikiem. Lepiej dla niej, żeby najpierw odnalazła siłę w sobie, niż liczyła, że ktoś jej pomoże w problemach. Przyjaciół można znaleźć po pozbieraniu się i jest to bezpieczniejsza opcja na przyszłość, gdyby znowu miała zostać zawiedziona.

Zazdroszczę, mnie od a do zet zawiedli absolutnie wszyscy, a niektórych znam całe życie. Gdyby nie kwestie finansowe i te więzy krwi, rodzinę także bym opuściła. Jakbyś została całkowicie sama, 'zdradzona' przez każdą osobę, na jakiej w jakimkolwiek stopniu polegałaś, byłabyś tak samo zgorzkniała, jak ja teraz.

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie