#MzYXl

To będzie moja ogromnie żenująca historia masturbacji.

Tę niezwykłą czynność odkryłam już jako małe dziecko, nie jestem w stanie nawet podać wieku, robię to od kiedy pamiętam. Jak oczywiście wiadomo, dzieci nie od razu wiedzą, co to jest, że to dosyć intymny moment, raczej wymaga prywatności...

Na masturbację miałam dziwne sposoby. Zazwyczaj owijałam nogi wokół np. nogi stołu albo innej ruropodobnej rzeczy i siłą rąk podciągałam się w górę i w dół...

Zatem gdy mała ja zobaczyłam gdziekolwiek coś, co uznawałam za nadające się do pomocy w zrobieniu sobie dobrze, nie miałam większych oporów i brałam się do dzieła.

W związku z tym, masturbowałam się: jak już wspomniałam, nogą stołu w salonie, gdy z siostrą oglądałyśmy bajki, szczeblami drabiny do piętrowego łóżka (spędzając czas z dziećmi znajomych, zawsze wymyślałam takie zabawy, bym mogła to robić), tralką w balustradzie na klatce schodowej u babci, trzepakiem obok placu zabaw, wśród koleżanek zawsze mówiłam: Patrzcie jaka jestem silna, ile umiem się utrzymać na trzepaku! Jeden kolega raz stwierdził, że jest na pewno silniejszy i stanęliśmy w pojedynku. Gdy przegrał, to zawołał swoją mamę, żeby z okna podziwiała moją ogromną siłę...

Tak, ci wszyscy ludzie patrzyli jak dochodzę, i to wielokrotnie. Mam głęboką nadzieję, że nikt się nie domyślił...

#TSLSZ

Urodziny koleżanki, wybieramy się do klubu. Od początku myślałam, że będziemy same. Jednak, kiedy dotarłyśmy do Pomorskiej stolicy klubowej okazało się, że jubilatka miała spotkać się z mężczyzną, z którym pisała jakiś czas. Przyszedł z kolegą, nazwijmy go K. Mężczyźni nie pochodzili z Polski, lecz z Turcji. Nie podobało mi się to, ale uznałam, że nie będę marudzić w jej urodziny. Kiedy koleżanka była zajęta rozmową ze swoim wybrankiem, K. zaczął rozmawiać ze mną.

Na początku był bardzo miły, normalny chłopak z innym akcentem. Wchodzimy do klubu, idziemy na parkiet. K. zaczął tańczyć ze mną. Kiedy zaczął mnie dotykać, odepchnęłam go, potem było już tylko gorzej. Był bardzo nachalny i bezpośredni, nie potrafił zrozumieć znaczenia słowa "nie".

Kupiłam sobie i koleżance piwo przy barze, poszłyśmy do palarni, usiadłyśmy na pufach. Dołączyli do nas cudzoziemcy. Trzymałam swoją szklankę cały czas w ręce. Odłożyłam ją na ziemię, obok nogi K., szukałam czegoś w torbie. To były dosłownie trzy minuty, które wystarczyły mu, żeby dosypać mi narkotyku do alkoholu. Nie czułam żadnej zmiany w smaku. Z każdym łykiem czułam się coraz dziwniej, jednak uznałam, że to nie jest nic takiego, tak działa alkohol - pomyślałam. Kiedy K. widział, że kończę opróżniać szklankę, wyszedł. W tym samym czasie napisał do mnie mój kolega, który akurat był w mieście. Stwierdziłam, że wyjdę do niego na chwilę. Kiedy wstałam, wszystko zaczęło mi się rozmazywać, nie słyszałam przez chwilę muzyki.

Pomyślałam, że za szybko wstałam. Wychodzę z palarni, odkładam szklankę na barze, przy którym stał K. Kieruję się w stronę wyjścia, K. idzie za mną. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, taki zadowolony, pewny siebie, coś go bardzo cieszyło. Przyspieszyłam, oglądając się przez ramię, czy dalej za mną idzie. Także przyśpieszył. Wychodzę przed klub, K. złapał mnie za rękę i zapytał, czy chcę gdzieś z nim pójść. Wyrwałam ją mu i odeszłam. Spotkałam kolegę, potem pamiętam już tylko krótkie momenty. Pamiętam, że chciał zabrać mnie do mojego domu, bo wyglądałam okropnie, nie miałam wcale tęczówek. Nie czułam się dobrze, zgodziłam się. Klub - szatnia - kurtka - dworzec kolejowy - taksówka. Nie pamiętam nic więcej.

Gdyby nie przypadkowe spotkanie, najprawdopodobniej znaleziono by mnie rano, zgwałconą w krzakach przy plaży. Policja nie zrobi z tym nic, w palarni nie było kamer, nikt nie widział, że coś mi dosypał. Wystarczyła chwila nieuwagi i moje życie stałoby się ruiną. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak ta noc mogłaby się skończyć. Jestem tym przerażona.

#khjQ0

Byłem kiedyś na spotkaniu rodzinnym mojej ówczesnej dziewczyny. Była tam też jej kuzynka - dziewczyna w ciąży oraz ciotka - matka dwóch innych kuzynek, również obecnych na spotkaniu.
- Ale Madziu, no przecież tak rzadko się widujemy, napij się ze mną - ciotka nagabuje ciężarną kuzynkę.
- No ale ciociu, w ciąży jestem, nie mogę pić - stanowczo odpowiada kuzynka.
- Głupoty gadasz, pewnie że możesz. Ja przez obie ciąże normalnie piłam i nic się nie stało.
W tym miejscu warto opisać córki szanownej cioci - jedna urodziła się bez ręki i jest lekko upośledzona umysłowo, druga od urodzenia cierpi na jakieś porażenie mózgowe i porusza się na wózku. Nic się nie stało?

Ostatnio moja antyszczepionkowa koleżanka wrzuciła na fb pokaźny artykuł o szkodliwości szczepionek. Jako że lubię czasem poczytać jakieś bzdury, przeczytałem. Okazało się, że autorką tekstu była wspomniana ciotka. Kobieta, która nie widziała związku pomiędzy jej piciem w trakcie ciąży a upośledzeniami córek napisała spory elaborat o wpływie szczepionek, które zostały jej zaaplikowane w dzieciństwie na nieprawidłowy przebieg ciąży oraz o tym, jak szczepienie dzieci fatalnie wpływa na ich rozwój...

#Z76BY

Mam piętnaście lat. Jestem dziewczyną dość szczupłej budowy. Piersi mam, ale bardzo łatwo je ukryć, szczególnie że nie są to jakieś wielkie „atuty”. Ostatnio obcięłam się na krótko z bardzo długich włosów (oddałam je dla mojej chorej na raka koleżance). Nie powiem, czasem wyglądam jak chłopak, ale nie przejmuje się tym. Ważne, żebym to ja czuła się komfortowo i że koleżanka jest szczęśliwa.
Jadę sobie ostatnio w autobusie. Dosyć zimno, dlatego mam na sobie zwykłe jeansy i zwyczajną za dużą na mnie bluzę z tęczowym paskiem przechodzącym przez lewą stronę. Wsiada sobie pani około sześćdziesiątego roku życia i siada koło mnie bokiem, chyba na początku nie widząc mojej osoby. Nagle odwraca się, oczy jak pięć złotych. Do tego przenosi wzrok na moją bluzę. I się zaczęło.
- To chłopak?! Kolejny gej w tej Polsce, wy nie macie za grosz szacunku! Jesteście chorzy, jeszcze dzieci chcecie adoptować! Do tego macie czelność z normalnymi ludźmi jeździć w autobusie! Jak wy śmiecie?!
Do tego uderzyła mnie torebką. Dość mocno. Wstałam, kulturalnie mówiąc „przepraszam”, żeby się odsunęła, bo chcę wyjść. Gdy już wysiadałam, odwróciłam się do babki i powiedziałam następujące słowa:
- Gdybym była mężczyzną, wolałabym zostać gejem, niż coś w panią wkładać.

I po prostu wysiadałam. Nie będę grzeczna w stosunku do takich osób.

#9GIaJ

Praca, dom, dzieci (dużo obowiązków), znajomi w związkach mniej i bardziej formalnych (brak ludzi wolnych w bliższym otoczeniu) to czynniki, które zmotywowały mnie do poszukania partnera w Internecie. Pomyślałam: "Czemu nie? Sama znam dobrze dobrane pary, które poznały się w ten sposób i są ze sobą kilka lat").

Po dwóch miesiącach przebywania na dwóch portalach randkowych, poza mężczyznami, którzy pisali bardziej lub mniej prymitywnie w pierwszych wiadomościach, że zależy im jedynie na seks-spotkaniach, trafiłam na inne "czarne perełki".

1) Facet na pierwszym spotkaniu prosił, abym zbierała dla niego suchą frakcję, żeby palił sobie nią w domu. Padła też propozycja, że najlepiej zostawi w nim rodziców, a u mnie zamieszka i w zamian będzie gotować i sprzątać.
2) Facet, który zaproponował spotkanie w moim albo jego samochodzie, bo padał deszcz.
3) Facet, który pomimo dobrych zarobków żałował alimentów na swoje dzieci (600 zł na jedno to raczej przeciętne alimenty, miał dwoje dzieci), a mnie pytał o radę, czy wziąć sobie na obiad kotleta z surówką czy ryż zapiekany z kurczakiem, bo różnica w cenie to 4 zł.
4) Facet, który na wstępie zapytał, dlaczego jestem rozwiedziona i ile mój mąż płaci alimentów na nasze dzieci i czy regularnie płaci.
5) Samotny ojciec, który pomimo dobrze płatnej pracy nie wykupił choremu dziecku lekarstw w aptece, bo jego zdaniem za drogie (kwota ok. 80 zł).

Zastanawiam się, czy to przypadek, że trafiam na takich ludzi, czy o co chodzi...

#bAe7x

Mam 20 lat i odkąd mój dziadek wrócił z Ameryki (chodziłam wtedy do podstawówki), moje życie stało się piekłem. Moi rodzice byli po rozwodzie i mieszkałam z matką, babcią i dziadkiem pod jednym dachem. Dziadek bił mnie za każdy, nawet najmniejszy wybryk. Zrozumiałabym, gdyby to był tylko klaps, ale on potrafił mnie przewracać, kopać, niszczyć moje rzeczy i ciągle przezywać, wmawiać, że jestem nikim, a moja matka tylko mu wtórowała, wmawiała, że wszystkich prowokuję i zasługuję na takie traktowanie.

Popadłam w depresję. Byłam wtedy w gimnazjum. Chodziłam do psychologa i udało mi się po części zwalczyć to cholerstwo i zyskać odrobinę wiary w siebie. Na początku technikum przeżyłam wybuch gazu w domu. Zgadnijcie, kto spowodował katastrofę. Oczywiście dziadziuś, który uważał, że syczy mu w uszach i poszedł napalić w piecu. Z domu nic nie zostało, a my dostaliśmy mieszkanie socjalne. Przez następne lata nadal musiałam znosić humorki tego szaleńca, aczkolwiek nie zdarzało się to tak często jak kiedyś. Nawet będąc pełnoletnia, nie mogłam nikomu się przeciwstawić. Za każdym razem, kiedy się buntowałam, grozili, że wyrzucą mnie z domu. Zaczęłam chorować na nerwicę i doszło do tego, że nie byłam w stanie chodzić do szkoły, bo ciągle wymiotowałam, źle się czułam, bałam się wychodzić z domu, miałam napady paniki.

Z pomocą mojego ukochanego wzięłam się za siebie i poszłam na terapię grupową do psychiatry. Teraz jest już lepiej, ale wcześniej nawet po terapii miałam problemy. 1 stycznia tego roku, dziadek posunął się do tego, że rzucił się na mnie, złapał za szyję, przewrócił mnie na łóżko i groził, że mnie zabije. Od tego momentu bałam się nawet spać. Chciałam na niego donieść, ale zabrakło mi sił. Kulminacyjnym momentem jednak okazały się okolice maja, gdzie tym razem popchnął mnie na meble i się przewróciłam. Tego dnia wyprowadziłam się do swojego chłopaka (kończyłam szkołę i nareszcie mogłam coś zrobić ze swoim życiem). Chciałam zgłosić dziadka na policję, ale po przejściu się do radcy prawnego, zrezygnowałam. Nie było żadnych śladów
na ciele, a matka zawsze stała po stronie swojego pojebanego ojczulka, więc brak świadków... Niczego nie mogłam mu udowodnić. Mogłam próbować walczyć o swoje z prawnikiem, ale... Nie mam ani pieniędzy, ani sił na to.

Finalnie stwierdziłam, że nie są warci tego, żebym robiła sobie w życiu jeszcze więcej stresu przez nich i staram się żyć szczęśliwie razem z ukochanym. Ostatnio jednak znowu przeszłość do mnie wróciła, gdy moja ulubiona ciocia, a siostra dziadka, się ze mną skontaktowała. Ona wierzy tylko swojemu braciszkowi. Uważa, że on o mnie dbał i kochał, że zrobiłam najgorszą rzecz w życiu i na dodatek zeszmaciłam się, bo zamieszkałam z mężczyzną (z którym jestem 3,5 roku) bez ślubu... Brak mi słów. Jestem po prostu smutna.
Dodaj anonimowe wyznanie