#tLMp9
Mam taką a nie inną historię i gdy komuś ją przedstawiam, spotyka mnie dużo współczucia. Ale nie z powodu patologicznej rodziny ani przemocy, lecz z powodu pobytu w "bidulu". Ludzie wzruszają się nade mną, jakie to dramatyczne, że musiałem być w takim miejscu, że tam pewnie strasznie, biednie, zimno, worki pokutne zamiast ciuchów, sto dzieci w małym pokoju i zupa mleczna na obiad lana z kotła.
Doceniam współczucie, ale denerwuje mnie, że ludzie, których poznaję, nie są w stanie zrozumieć, że piekłem i dramatem było życie przed bidulem. Dom dziecka nie zrobił mi nic złego. Było nas w nim 12, miałem dobre warunki, nigdy nie odczułem biedy, nie różniłem się niczym od rówieśników, ba, nawet dostawałem kieszonkowe i jeździłem na zagraniczne wycieczki szkolne i w każde wakacje na obozy sportowe. Wychodząc, dostałem solidną wyprawkę. Wciąż mam tam przyjaciół i jedyną rodzinę - moją ciocię. Wracam na święta, zabawy, niedzielne obiady, raz nawet spędziłem z nimi całego sylwestra. Nie dlatego, że ktoś mi kazał, ale dlatego, że chciałem. Życie w domu dziecka nie było disneyowską bajką, ale nie jest piekłem. Denerwuje mnie, że każdemu z osobna muszę to tłumaczyć i każdy patrzy na mnie jak na ofiarę obozu koncentracyjnego. Dobry bidul? Nieee. Na pewno wyprali mi tam mózg.
Chyba jeszcze nie bylo wyznania o domu dziecka (a przynajmniej ja na nie nie trafilam) takze ciesze sie ze na nie wpadlam :) wczesniej ja tez myslalam ze w domu dziecka jest ciezko, nie ma sie tam takiej rodzinnej milosci, nienajlepsze warunki i traktowanie itd. Ale dzieki tobie autorze wiem troche wiecej na ten temat :)
Autor miał też szczęście, że akurat trafił do takiego dobrego miejsca, są różni ludzie i różne domy dziecka, w końcu nawet w płatnych przedszkolach zdarzają się terroryzujące dzieci opiekunki, nie da się wszystkiego wsadzić do złego albo dobrego worka ;)
@HowDeepIsYourLove nie wiesz nawet co mówisz. Ja byłam w OOW i to było okropne. Po wyjściu stamtąd przez długi czas miałam koszmary, że policja mnie tam znowu zabiera
Było jedno, ale niestety nie było takie kolorowe. Chodziło w nim o to, że opiekunki z domu dziecka przywłaszczyły sobie dary przeznaczone dla dzieci
@Niezapowiedziana05 Znam to. OOW są naprawdę piekłem na ziemi. Od 7 roku życia w takim byłem i mógłbym historie opisać...
Aż do dzisiaj mnie trwoga chwyta. :(
Miałam kiedyś koleżankę, która na sama myśl o tym, że musi tam wrócić zanosiła sie płaczem. Nie szufladkujcie, nie każdy dom dziecka jest taki super, autor miał szczęście, ale nie każdy je ma
To na pewno zależy od tego, jakie osoby tam pracują, czy robią to z powołania czy dlatego że akurat nie było innej roboty. I od dzieci też, jeżeli w większości są takie, które od patologicznych rodziców przejęły już przemocowe zachowania, to pewnie też wesoło nie jest.
Zależy w jakim domu dziecka. Przez przykre zdarzenia losowe mój młodszy brat trafił do domu dziecka w Gliwicach. My z siostrą x racji bycia starsznymi od niego spędziłyśmy czas do 18 roku w ośrodku pomocy dzieciom i rodzinie. Wracając do brata. Młody trafił tam w wieku 2,5 roku. Spędził tam i kilka miesięcy. Nim adoptowała go bliska osoba. Brat ma 10 lat i się jąka gdy zaczyna się denerwować. Chodzi na terapię indywidualną itp. Nie wspomina dobrze domu dziecka. Nie było tam ciepła rodzinnego. Ty miałeś szczęście. Nie każdy je ma
Może autor ma na myśli rodzinny dom dziecka, czyli po prostu zwykły dom w którym jest kilka/kilkanaście dzieci i kilka pań opiekunek. Tam na pewno więź jest silniejsza i każdemu dziecku poświęcane jest więcej uwagi
jąkanie może być też efektem tych przykrych zdarzeń losowych
Nie wiem czy wiecie, ale w Polsce zostało naprawdę mało w tym momencie domów dziecka, bo większość zostało zlikwidowanych, właśnie przez takie nieprzyjemne wydarzenia. Zostały zastąpione domami zastępczymi, gdzie jest maksymalnie kilkanaście dzieci i dzieci się szybciej asymilują, bo czują się bardziej jak w domu.
też mieszkam w domu dziecka (jednak o wiele większym) i zgadzam się z autorem. nie jest tragicznie, a z wychowawcami jest jak z nauczycielami; raz lepiej, raz gorzej, i nic z tym nie zrobisz
Nie każdy dom dziecka jest taki kolorowy i różowy, stąd pewnie to opinie ludzi
Osobiście znam 2 dziewczyny które były w patologicznej rodzinie czyli alkohol, ojciec zmarł z przepicia. Matka każdego faceta sprowadzała do domu, zabrali dziewczynę która miała 14 lat i 7. Wcześniej o ciuchach mogły pomarzyć a tym bardziej oryginalnych, telefon? A w życiu. W domu dziecka mieli wszystko, jedzenie, ciuchy oryginalne, telefony dotykowe już te lepsze. Jak osiągnęła pełnoletność, mogła jeszcze mieszkać w domu dziecka, dopóki nie znaleźli jej mieszkania, dostała wyprawkę i się wybiła.. Gdyby zostały w "domu"to kto wie co by się z nimi stało.
Bardzo dobrze, że napisałeś to wyznanie. Myślę, że przez złe postrzeganie domów dziecka, ludzie niechętnie zgłaszają przemoc domową, czy inne patologie w rodzinach. Człowiek myśli sobie:" Kurczę, ale oni tłuką tego dzieciaka, ale przecież nie zadzwonię na policję, bo jeśli go wezmą do domu dziecka to co z nim będzie"...
To chyba zalezy na jaką placówkę trafisz. Ja słyszałem o domach dziecka gdzie "ciocie" najpierw biorą dla siebie, a potem są dzieci w kolejce. Słyszałem również o gwałtach i przemocy. Cieszę się jednak, że Ciebie to ominęło
W domu dziecka też mogą się zdarzyć patologie jak w każdej instytucji. Ludzie uogólniają ponieważ w mediach o domach dziecka mówi się właśnie w kontekście nadużyć jakie czasami się zdarzają. Mimo to uważam że jest to lepsza opcja od mieszkania z patologiczna przemocowa biedotą.