Jestem osobą bardzo szczupła i niską, ale dorosłą. Oboje z moim mężem mieliśmy w planach, żeby pojechać do największego miasteczka rozrywki, wzięliśmy więc naszą córkę i w drogę. Jechaliśmy ponad 2 godziny, podnieceni oczekującymi nas atrakcjami.
Na miejscu córka znalazła atrakcję, która spodobała się nam wszystkim. Mąż z córką weszli, ja byłam następna w kolejce. Niestety... Okazało się, że nie wejdę, bo trzeba mieć wymagany wzrost, którego ja nie miałam.
Córka z mężem byli w siódmym niebie, a ja od tamtego momentu przestałam lubić parki rozrywki...
Odkąd pamiętam zawsze uczyłem się bardzo dobrze, jednak rodzina i nauczyciele zawsze twierdzili, że skoro idzie mi tak dobrze, to może jeszcze lepiej. Zawsze każdy wytykał mi najmniejszy błąd, wpajano mi w szkole (bardzo mocno), że wszystko musi być idealnie zrobione, każde działanie matematyczne, wszystko musi być idealne.
Mimo iż takie napieranie na moją naukę się skończyło już parę lat temu, to do dzisiaj czasem budzę się zlany potem gdy śni mi się, że popełniłem jakiś błąd w liczeniu lub coś źle zrobiłem.
Wszyscy moi znajomi dziwią się, że nie lubię kontaktu fizycznego, a dokładniej tego, gdy ktoś przytrzyma moją dłoń lub przytuli przez zbyt długą chwilę. W takich chwilach jakby odruchowo mówię, by puścili. Praktycznie mam ochotę wykrzyczeć im w twarz, by mnie nie dotykali. Wiem, że nie jest to normalne zachowanie, jestem dziwna. Nasłuchałam się już wiele rzeczy na ten temat.
Gdy byłam mała mój ojciec, z poważną nadwagą, będąc nachlany w trzy dupy, przychodził do mnie do łóżka, przytrzymywał dłonie nad głową i kładł praktycznie całym ciałem na mnie, przez co nie mogłam oddychać, bo mnie podduszał tą całą górą tłuszczu.
Kumpel z pracy mnie poprosił, żebym mu kompa ogarnął, bo mu się wiesza non stop. Miałem wpaść ok. 18:00, jakoś 30 min wcześniej zadzwonił i powiedział, że musi coś ogarnąć na mieście, ale żona mnie wpuści i mogę działać... No to przylazłem, dzwonię domofonem i mówię, że ja do komputera. Baba do mnie, że ona nic nie wie, se myślę pewnie zapomniał, więc tłumaczę, że od Marcina jestem. Zamek zabzyczał, pakuję się na górę, kobita otwiera mi drzwi - patrzę, coś za stara na jego żonę, no ale może z matką mieszka... Pytam, gdzie komputer, a ona mi otwiera pokój i mówi, że zaraz kabel przyniesie, bo syn za dużo przy kompie siedzi i musi chować... Trochę dziwne, ale co tam, różne ludzie mają pomysły. Odpalam, sprawdzam, muli strasznie, miejsca na dysku brak, no to siadamy razem z panią i zaczynamy wywalać, co niepotrzebne. Zaczęła się żalić, że to wszystko przez syna, bo gra w jakąś grę i non stop coś ściąga. Sprawdzam, faktycznie folder "Tibia" zajebiście wielki, no to co? Wywalamy! Komp trochę odżył, zaczynam instalować antywira, wszystko gotowe, trojany skasowane, nagle dzwoni kumpel:
- To będziesz dzisiaj?
- Już jestem, masz wszystko zrobione.
- Co ty pier..., przecież cię u mnie nie ma...
Chwila zastanowienia i mówię:
- Dobra, zaraz oddzwonię.
Szybka ewakuacja, babka w korytarzu pyta, ile za usługę. Skasowałem 20 PLN, uciekam, w drzwiach mijam synka, ok. 15 lat.
- Mamo, kto to jest?
- Pan od komputera.
Zostawiam numer telefonu (9 losowych cyfr), polecam się na przyszłość i po zejściu na półpiętro zaczynam uciekać ile fabryka dała :D
Klatka się zgadzała, ale pomyliłem bloki :)
Później w końcu dotarłem do kolegi, wszystko mu opowiedziałem i razem z jego żoną i dzieciakami płakaliśmy ze śmiechu.
Akcja sprzed ok. 10 lat, jeżeli to czytasz - przepraszam za tę Tibię ;)
Sauna... Obecnie jestem w kraju (delegacja firmowa), gdzie jest masa saun koedukacyjnych, a jako że ja trenuję sporty siłowe, to i często lubię iść na saunę, to daje mi niesamowite odprężenie.
Dziś spotkałem się z bardzo niekomfortową sytuacją. Matka lat około 35 z dziewczynką około 11 lat wchodzą do sauny... Ona nago, dziecko nago, niby wszystko OK, ale jakoś tak poczułem się dziwnie... I wzrok jednego pana utkwiony w tym biednym dziecku... Ja rozumiem, że można dzieci wychowywać w oparciu o zrozumienie pojęcia nagość, ale targanie dziecka między nagich facetów to już przesada. Nie dałem rady, wychodząc powiedziałem pani, że to nie jest dobry pomysł z chodzeniem nago wraz z dzieckiem do takiej sauny, a w odpowiedzi usłyszałem, że ona (dziecko) już niedługo będzie mogła nie tylko patrzeć, ale też używać...
Gdzie my zmierzamy z tym postępem?
Moja matka, od kiedy pamiętam, znęcała się nade mną. Wyzwiska i mówienie mi, że niczego w życiu nie osiągnę były na porządku dziennym. Potrafiło nie być jej tygodniami w domu (kieliszka nie odmawiała). Ojciec płacił alimenty utrzymując, że ja nie jestem jego dzieckiem i nie chce mieć ze mną nic wspólnego. W tym czasie "opiekowała" się mną babcia. Zazwyczaj kończyło się na tym, że była w domu, choć zdarzało się, że gdy miała zaplanowane sanatorium, zostawiała mnie, dając mi pieniądze. Będąc w podstawówce potrafiłam sama sobie zrobić obiad i pójść po zakupy.
Przed osiemnastymi urodzinami matka dźgnęła mnie nożem blisko tętnicy. Po ukończeniu pełnoletności zerwałam z nią kontakt. Podałam ją o alimenty i zaczęłam studia. Wyszłam na prostą z pomocą psychiatry, ułożyłam sobie życie.
Ostatnio moja babcia zadzwoniła do mnie z pretensjami o urwanie kontaktu z matką, bo przecież nic takiego mi w życiu złego nie zrobiła, skoro wyszłam na ludzi.
Historia już stara, ale niedawno odkryłem tę, stronę więc jest okazja wyrzucić to z siebie.
Pamiętacie polski film Yuma? Miał bardzo mało wspólnego z rzeczywistością, ale myślę, że można za jego pomocą coś zobrazować.
Gdy byłem młody, byłem w dość podobnej sytuacji jak główny bohater owego filmu. Bieda, znoszone ciuchy, ciągły brak perspektyw na lepsze jutro lub założenie rodziny.
Dorabiałem wtedy w domu pogrzebowym, standardy na tamte czasy były mocno niestandardowe i po pewnym upalnym tygodniu, gdy w pracy smród był nie do wytrzymania, coś we mnie pękło.
Zacząłem jeździć na jumę, a to był tylko początek. Z czasem było coraz lżej żyć, a sumienie było łatane dobrą wódką i wymówkami, że "Szwaby cały kraj nam okradły za wojny", no i oczywiście gdzie pieniądze, tam i kobiety... Byle jakie, ale były. Było trochę lżej.
Nakradłem więcej niż kiedykolwiek mógłbym zarobić, do tego przemyt papierosów i wszystkiego co się dało. Łapówki i machloje były codziennością.
Wszystko uszło mi na sucho.
Nigdy nie poniosłem żadnej konsekwencji swoich czynów, nigdy nie byłem zatrzymany ani złapany, byłem w tym dobry - w unikaniu problemów.
Czasy się zmieniły, pieniądze zainwestowałem w legalną działalność, która teraz przejdzie w ręce moich synów, których dała mi porządna kobieta.
Anonimowe? Czuję strach, nie cały czas, ale niekiedy, gdy leżę w łóżku i wspomnienia napływają leniwie ze wszystkich stron, czuję strach, że poniosę konsekwencje, że dzieci będą miały zła passę w pracy, bo działalność oparta jest na pieniądzach z kradzieży.
Nikt w rodzinie o tym nie wie.
Czy was też denerwują niektóre opisy filmów w Cyfrowym Polsacie (nie wiem, jak jest na innych platformach)?
Coś w stylu: Jedno z najwybitniejszych dzieł znanego reżysera Joachima
Przykuc-Brzęczypały, twórcy takich klasyków polskiej kinematografii jak: "Bulbulator", "Bulbulator 2" i "Powrót Bulbulatora 8". Film został obsypany nagrodami (w tym otrzymał Srebrnego Bobra za najlepszy film polsko-bułgarsko-czechosłowacki na festiwalu w Pasikurowicach Większych w 1972 r.) i doceniony przez krytyków z zachodniej części Uzbekistanu. Z pewnością stanowi wydarzenie artystyczne dużej rangi, w którym autor w zręczny sposób porusza motyw obierania ziemniaków i kręcenia betoniarką w lewo, nie przekraczając przy tym granicy dobrego smaku.
I tyle. Zero jakiejkolwiek wzmianki o fabule czy chociażby o gatunku filmu. Tona jakichś niepotrzebnych informacji kompletnie z dupy, a zero konkretów.
I weź tu znajdź coś do oglądania...
Mój pies zagryzł mojego kota na moich oczach. Niezawodny mąż mnie pocieszył "Spójrz na to z dobrej strony. Nie będziemy już musieli kupować kociej karmy!".
Miałam chłopaka, który chciał czekać z seksem aż do ślubu. Raz jak wróciłam wcześniej to się okazało, że chyba właśnie wziął ślub z moją współlokatorką.
Dodaj anonimowe wyznanie