#nm6Wd
W tym miejscu muszę wyjaśnić, że sklep mam może ze 20 metrów od domu. Dom mam piętrowy, na piętrze mieszkam ja i moi rodzice, a na dole dziadek. "Kanalizacja" jest wspólna, tak więc jeśli u niego kibel się zatka, to jak u nas spuści się wodę, to u niego wywala gówno z klopa. A słowo "kanalizacja" ująłem w cudzysłów, bo to nie kanalizacja. Tylko szambo.
Do tego jeszcze muszę dodać, że wraz z ojcem swym zrobiliśmy sobie pasiekę. Mamy taki układ z właścicielem sklepu (który zarazem jest mym stryjem i ojcem chrzestnym), że dajemy mu kilka słoików miodu i on je sprzedaje, a zyskiem się dzielimy.
A, i od śmierci babci matka gotuje obiad dziadkowi i trzeba mu go zanieść.
Wracając do opowieści właściwej: Ruszam do sklepu. Oczywiście kolejka. W żołądku mnie wierci. Stoję prawie 10 minut, w końcu moja kolej. "Dwie rolki srajtaśmy, pls". Dostaję, wychodzę. A matka z balkonu krzyczy: "WEŹ WODĘ JESZCZE MINERALNĄ KUP".
No cóż, wracam do sklepu. Kolejka wciąż duża. Kolejne 10 minut. Woda jest, wracam do domu. Ledwo wchodzę, pełen nadziei patrzę na drzwi kibla. Ale czuję też zapach żarcia...
"ZANIEŚ DZIADKOWI OBIAD, BO WYSTYGNIE" - rzecze matula (ona serio mówi z caps lockiem, chyba inaczej nie umie).
No to zaniosłem. Wracam już w podskokach, bo ciśnie coraz mocniej...
"MACIEK (ten chrzestny, właściciel sklepu - przyp. red.) MÓWI, ŻE MIÓD IM SIĘ SKOŃCZYŁ, IDŹ MU ZANIEŚ".
No to już pobiegłem z tym miodem, no bo już na skraju wytrzymałości byłem.
I w końcu wracam, pytam matkę z nieukrywanym żalem: "Coś jeszcze?!".
Na co ona odpowiada: "CO?".
Na co ja: "COŚ JESZCZE?".
Na co ona: "CZEMU KRZYCZYSZ?".
Na co ja: "Bo nie słyszysz, jak mówię normalnie".
Na co ona: "CO?".
Nie chciało mi się już kontynuować tej rozmowy. A właściwie to już nie mogłem jej kontynuować z przyczyn oczywistych. Wbiłem do kibla, siadłem, uwolniłem krakena, podcieram dupsko, spuszczam wodę. I wtedy rozlega się pukanie do drzwi toalety i uszu mych dobiega tubalny głos matuli mej: "TYLKO WODY NIE SPUSZCZAJ, BO SZAMBO WYBIŁO I DZIADKA ZALEWA".
No rychło w czas mnie informujesz - pomyślałem rozżalony. No bo kto będzie sprzątał te gówna, co u dziadka z kibla się wymykają?
Dziadek nie, bo stary; stryj nie, bo pracuje; matka nie, bo ma wrażliwy nosek i rzygać jej się chce od zapachu. Tak więc resztę dnia spędziliśmy z ojcem na sprzątaniu gówna i przepychaniu kibla. No bo jak się okazało, to nie szambo wybiło, tylko dziadek przez nieuwagę urwał uchwyt od sedesu, a uchwyt ów wpadł do klopa, powodując zator.
Ale dziadek wie lepiej: Szambo wybiło, przecież on nie jest tak głupi, żeby jakieś uchwyty do kibla wrzucać, prawda?
I tym oto pytaniem retorycznym kończę sagę o sraniu.
Caps lock mnie rozwalił, matki tak po prostu mają :D
Może twoja
Jakby nie można po prostu powiedzieć do mamy: "zaraz, muszę najpierw wypuścić murzyna".
Nie ma zarobku z murzyna, który siedzi w norze XD
Czemu mnie to śmieszy? XD
Jejku, czyli nie tylko ja podczas czytania stwierdziłam, że autor jest na tyle głupi, skoro nie umie się najpierw wysrać, a potem robić co mu mama każe.
"Zaraz, muszę najpierw uwolnić Barabasza"
Dobry scenariusz na film akcji. Kiedy ruszają castingi?
@DignityHopeDestiny Ja chcę być Maćkiem
To ja ubiegam się o rolę matki.
Dlaczego nie powiedziałeś matce, że musisz iść do kibla? Np. przed zaniesieniem miodu :o
Pierwsze wyznanie o kupie, które mnie rozbawiło.
Kto Panu tak kanalizację spierd*lił?
Kocham fragment z "coś jeszcze?" :D <3
Bo przecież tak ciężko powiedzieć, że najpierw idziesz do toalety. Na chlanie już jesteś w odpowiednim wieku, ale o informowaniu o priorytetowych potrzebach fizjologicznych już nie...
GENIALNIE NAPISANE
TO SAMO MIAŁAM NAPISAĆ
Ze wszystkich wyznań w tym temacie na jakie trafiłem, to się najlepiej czyta!