#xW5KV

W wieku 25 lat stwierdzam, że nie chcę się z nikim wiązać i tworzyć związku. Nie chcę, żeby mój potencjalny związek wyglądał tak, jak związek moich rodziców. Charakterem jestem podobna do mamy i niestety, ale obawiam się, że nad tym nie zapanuję...

Mama funkcjonuje w związku na zasadzie "jestem najbiedniejsza". Czyli mama jest najbardziej chora, najgorzej się czuje, najwięcej robi. Oczywiście wszystko na zasadzie "ja się przecież nie skarżę". A jak ktoś chcę ją wyręczyć w obowiązkach to nie, bo ona się czuje niepotrzebna. Czyli w efekcie narzeka, ale pomóc sobie nie da.
Czepia się ojca. O wszystko. O ile kiedyś to rozumiałam, tak teraz zauważyłam, że to już jest przesada. Ojciec nie może mieć znajomych. Jak przyjdzie do niego jakikolwiek SMS, to są pretensje, że na pewno od kochanki. Pretensje są też o to, że jak ma wolne, to nie siedzi w domu, tylko jedzie do kumpla na pogaduchy, do innego na kawę. Natomiast jak siedzi w domu, to są pretensje i krzywe spojrzenia o nic. Błędne koło.
Pretensje, bo za późno wraca z pracy. Ojciec jeździ dostawczakiem, więc jego powrót często zależy od warunków na drodze. Wraca o 20 - dlaczego tak późno? Pewnie ma babę na boku. Wraca o 17 - co, jednak się da wcześniej? Pewnie baba na boku dzisiaj zajęta.
Oczywiście kiedy zwróci się uwagę, to jest obraza majestatu, tekst typu "w ogóle się nie będę odzywać" i ogólny foch.

Ona się męczy, ojciec się męczy i ja się męczę, bo już nie mogę tego słuchać.
Boję się tak skończyć. Oto jak nawet na dorosłą osobę wpływa zachowanie rodziców.

#PFAJS

Zakochałam się w księdzu. Jest pierwszą osobą, którą pokochałam. To tak naprawdę on pokazał mi czym jest miłość. Jest między nami różnica 10 lat. Ja jestem w pierwszej liceum. Znam go od roku. Jakoś tak wyszło, że zawsze gdzieś w pobliżu był. Uczył mnie przez rok religii, jest duszpasterzem naszej wspólnoty, ja też bardzo udzielam się w parafii, więc bardzo często się spotykaliśmy. Zaprzyjaźniliśmy się, nasze relacje są kompletnie inne niż innych młodych osób.

Wiem, że też nie jestem mu obojętna, ale wiem też, że nie traktuje mnie tak, jak ja jego. Nie robię sobie nadziei, że będziemy razem. Staram się też ograniczyć nasze kontakty, ale i tak za każdym razem jak powie na mnie zdrobniale, jak mnie dotknie, jak na mnie spojrzy czy coś do mnie powie, to jest ciężko. Przeraża mnie to uczucie, chciałabym zakochać się w kimś innym. Pewnie zrozumieją mnie tylko osoby, które same to przeżyły, ale i tak o wiele lepiej było to z siebie wyrzucić.

#XlnBS

Na początku wstęp wyjaśniający pewne znaczące dla wyznania szczegóły.

W dzieciństwie, a w szczególności w wieku przedszkolnym, byłam bardzo przywiązana do mojej mamy, bardziej niż większość rówieśników w moim otoczeniu przez pewne okoliczności i wydarzenia, jakie mnie wtedy spotkały (m.in. mama wyjeżdżała kilka razy za granicę za pracą). Oprócz tego jestem leworęczna, więc nauka pisania przychodziła mi nieco trudniej niż innym. Objawiało się to tak, że pisałam większość wyrazów/zdań od tyłu.
Z powodu słabej odporności bardzo często chorowałam, więc lekarz zadecydował, że opuszczę pierwsze lata przedszkolne i dołączę dopiero w zerówce. Tak się więc stało.

Oczywiście wtedy wszyscy w grupie już dobrze się znali i zawarli przyjaźnie, więc nie było mi łatwo się wśród nich odnaleźć, w dodatku mój dość ciężki charakter nie ułatwiał sprawy. “Koleżanki” prędko się ode mnie odsunęły i znielubiły mnie, nie chciały się ze mną bawić. Więc robiłam to, co lubiłam wtedy robić najbardziej - lepiłam z plasteliny i tworzyłam wiele laurek dla mamy, która była moją najlepszą przyjaciółką.

Każdy dzielił szufladę z kolegą/koleżanką z grupy, ja również. I tam, jak mi się wydawało bezpiecznie, trafiała spora część tworzonych przeze mnie laurek, których z jakiegoś powodu nie zdołałam dać mamie.

Pewnego dnia pani przedszkolanka zarządziła sprzątanie szuflad. W porządku, wiadomo, czasem trzeba. Niestety, dziewucha, z którą dzieliłam szufladę była wobec mnie szczególnie wredna. Wraz ze swoimi koleżankami siedziała sobie przy naszej szufladzie i ją “porządkowała”, wyciągając wszystko, co w niej było (swoje rzeczy i moje). Oczywiście wtedy każda z nich zobaczyła moje laurki, prawie wszystkie z moim odwrotnym, drukowanym “Dla Mamy” na przodzie. Śmiały się z nich mi bezczelnie w twarz i głupio komentowały. Już wtedy było mi niesamowicie przykro, ale tylko się przyglądałam, nie za bardzo wiedząc, co zrobić...
To oczywiście nie był koniec. Owo dziewuszysko zebrało moje laurki w pliczek i każdą z nich podarła, co do jednej, z podłym śmiechem. Moje dziecięce serduszko rozbiło się na miliony kawałeczków.
Niespecjalnie pamiętam, co się potem wydarzyło. Chyba poskarżyłam się pani.

Droga Patrycjo. Jeśli to czytasz i skojarzysz fakty oraz przypomnisz sobie, jakie mi wtedy zrobiłaś świństwo, wiedz, że nigdy ci tego nie wybaczę. M.

#da2zc

Po rozwodzie moich rodziców, gdy miałem kilka lat, pojawił nowy członek rodziny początkowy zwanym "Panem Staszkiem, a w późniejszym etapie ojczymem.
Gość pochodził z Zakopanego, pracował fizyczne na budowach.

Gdy nasza kotka zaszła w ciążę z bliżej nieznanym kotem, razem z siostrą wyobrażaliśmy sobie co to będą za słodkie kocięta, część rozdamy, a zostawimy dla siebie jednego lub dwa, by każdy z nas obojga miał własnego małego kotka.

Nadszedł dzień rozwiązania. Maleństwa były przepięknie. Co rano razem z siostrą je doglądaliśmy.
Kilka dni później przez okno zauważyłem przypadkiem, jak ten zwyrodnialec je topi w wiadrze.

Przepłakałem kilka dni.

#IJI0x

Jestem fanką Warhammera 40k.

Nie jestem brana na poważnie przez żadną z płci.
Koleżanki nazywają mnie chłopczycą, mimo iż ubieram się jak typowa dziewczyna, nakładam make-up jak typowa dziewczyna.
Co chwilę padają wstawki typu "He, he, bawisz się twoimi figurkami, a my byłyśmy z chłopakami w Gdańsku" albo "zamiast siedzieć i malować te pierdoły, to byś z nami wyskoczyła do klubu, no ale na jakieś zabaweczki masz, a na nas kasy brak".

Na turnieju byłam tylko raz, inni gracze traktowali mnie jak upośledzoną.
Mimo iż moi synowie Dorna spuszczali im konsekwentny wpiernicz, faceci próbowali mnie uczyć zasad od podstaw, pytali wielokrotnie "od kogo armię pożyczyłam, bo dziewczyna nie może tak dobrze malować" albo teksty "hah, spodziewałem się, że dziewczyna to bardziej różowymi marines zagra", "zarysujesz te figi tipsami, wiesz?".
O ślinieniu się i patrzeniu na biust nie wspomnę, mimo iż profilaktycznie założyłam golf.

A ja chciałabym po prostu pograć sobie towarzysko z kimś, kto będzie miał wykichane na moją płeć i będzie jak ja cieszyć się z rozgrywki.

#SlEqF

Mój obecny narzeczony, z którym jestem dwa lata, jest jednocześnie moim pierwszym i jedynym partnerem seksualnym. U niego jest podobnie, oboje mamy po 20-parę lat.

Byłam świadoma, że początki kochania się dla kobiety to nic przyjemnego. Bolesny pierwszy raz, potem jeszcze kilka tygodni żeby narządy się rozciągnęły i żeby zbliżenie nie było niemiłe i zaczęło sprawiać przyjemność. Nie byłam nastawiona na to, że od razu będzie super.

Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać pewną przyjemność, zaliczyłam nawet kilka orgazmów. Ale nigdy nie byłam jakoś mega napalona i ogólnie moje napięcie seksualne bardzo ciężko było zbudować, za to pryskało w jednej chwili. Narzeczony ma wręcz niezaspokojony apetyt na seks. Mógłby codziennie, nie stroni też od seksu oralnego i innych eksperymentów z wiązaniem itp. Poddawałam się temu wszystkiemu w nadziei, że znajdę coś co mnie kręci i podnieca oraz dopracuję pozycję, w której rozkosz jest najlepsza.

Nic takiego jednak się nie stało. Nie mam prawie wcale ochoty na zbliżenia, każda pieszczota jest odbierana przeze mnie jak atak "aha! znowu się chce kochać", ponadto do każdego stosunku muszę się niemal zmuszać. Nawet jeśli podczas gry wstępnej nabiorę ochoty, to kiedy już jest we mnie proszę w duchu, żeby zrobił co ma zrobić i dał mi spokój. I to jak najszybciej. Każdy orgazm i emocje udaję - to wcale nie sprawia mi przyjemności (jemu bez wątpienia TAK). Ostatnio po seksie oralnym zwymiotowałam.

Nie wiem już co mam robić, próbowałam wszystkiego, ale mimo że kocham tego człowieka, nie pociąga mnie on fizycznie w żadnym aspekcie. Jestem świadoma, że związek bez tego rodzaju relacji jaką jest seks nie ma szans bytu. Boję się o tym z nim porozmawiać, bo wiem, że uważa się za "ogiera" i wiem, że to zniszczy jego ego. Jedyne czego jest świadom, to fakt, że to że on dochodzi podczas prawie każdego razu, to nie znaczy, że ja też mam orgazm.


W tym wszystkim zastanawia mnie jeszcze jedno... czy tylko ja tak mam? Bo raczej z pikantnych relacji znajomych na temat pożycia nie sądzę, że jest to problem globalny.

#O6vTw

Jestem gejem. W zeszłym roku brałem udział w Paradzie Równości w Warszawie. Po wszystkim, poszliśmy ze znajomymi do restauracji i siedzieliśmy tam do wieczora (około 21). Zadowolony wracam sobie sam do domu. Sęk w tym, że miałem na sobie tęczową koszulkę, tęczowe przypinki i tęczowe policzki.

Nagle idę i mijam przypakowanego kolesia w dresie, który mi się intensywnie przyglądał. W końcu do mnie podszedł, a ja w międzyczasie już żegnam się z życiem. Wtedy on bierze karteczkę, coś na niej pisze i mi ją daje. Zaciekawiony sprawdzam co tam nabazgrolił. To był jego numer telefonu. Uśmiechnął się do mnie i powiedział, że mu się spodobałem. Dałem się zaprosić następnego dnia na kawę. Do dzisiaj jesteśmy razem w szczęśliwym związku.

Tego bym się nie spodziewał.
Dodaj anonimowe wyznanie