#zXhE7
Pozornie, bo nigdy nie piszę prawdy. Taki psikus ;)
#4fulZ
#zMdlS
Skończyło się to, gdy wylądowałam w szpitalu, bo gdy próbowałam się zasłonić przed tatą, to od uderzenia pękła mi kość w ręce. Tym razem nie zeszło i skończyło się na izbie przyjęć, gdy w szkole pani kazała dobrać się w pary, a ja się rozpłakałam z bólu, gdy koleżanka chwyciła mnie za rękę.
Rodzice mnie odebrali ze szkoły i kazali nazmyślać, że się przewróciłam.
Wszystkim tak mówiłam, cały czas się bałam, że znów oberwę za nieposłuszeństwo, nieposłane łóżko, przeoczoną pracę domową, kiepską ocenę, odezwanie się, gdy nie trzeba itd.
Jednak wysłanie mnie do szpitala miało jeden plus - skończyło się bicie.
Rodzice zauważyli, że uchylałam się nawet gdy chcieli mnie po głowie pogłaskać. Oni nie byli świadomi, że mnie krzywdzą, aż mi czegoś poważnie nie zrobili.
Nikomu nigdy nie powiedziałam jaka jest prawda, poza moją jedną przyjaciółką. Dopiero ona mi uświadomiła, jakie to było złe. Taka moja mała tajemnica ze skrywaniem patologii w rodzinie.
#gQ9tE
Z moim mężem jesteśmy małżeństwem od 8 lat. Jakieś 4 lata temu zaczął poruszać temat dziecka - i nie zrozumcie mnie źle - ja chcę mieć dziecko, ale nie chcę być w ciąży. I kiedy postanowiliśmy, że będziemy się o to dziecko starać, ja zaczęłam panikować. Myślałam cały czas o mojej niedoszłej ciąży i tych wszystkich dolegliwościach. O porodzie nawet nie chciałam myśleć. Wiem, że to byłaby trauma do końca życia. Kiedy opowiedziałam o tym mojemu mężowi, najpierw stwierdził, że wydziwiam, później, że pewnie nie chcę tego dziecka, aż w końcu za którymś razem wzięłam go ze sobą do psychiatry, który oficjalnie potwierdził moją fobię. Mąż początkowo nie mógł tego do siebie przyjąć, ale po wielu rozmowach postanowiliśmy, że będziemy ubiegać się o adopcję dziecka. Prawda jest taka, że dla mnie jest bez różnicy czy urodzę swoje dziecko czy zaadoptuję. Nie jestem z tych osób, które dziecko adoptowane mają za "obce".
Kiedy zaczęliśmy procedurę adopcyjną, stwierdziliśmy, że powiemy o tym naszym rodzicom - w końcu mają prawo wiedzieć. Moi rodzice mocno nam kibicują i wspierają, natomiast w reakcję teściów nie mogłam uwierzyć. Stwierdzili, że ta cała "tokofobia" w ogóle nie istnieje, że co to w ogóle za chory wymysł, że kiedyś kobiety rodziły po kilkanaście dzieci i nawet się nie zająknęły (co to ma do rzeczy?) i w ogóle to Magda (bratowa mojego męża) urodziła dwójkę i nic jej nie jest - tylko że Magda to nie ja. I to co powiedzieli na koniec - "Jeśli myślicie, że będziemy tego waszego adoptowanego dzieciaka traktować jak swojego wnuka, to jesteście w dużym błędzie". Mnie zatkało. Mąż wstał, złapał mnie za rękę i powiedział "W takim razie to było nasze ostatnie spotkanie, na szczęście nasze dziecko ma jeszcze jedną babcię i dziadka, którzy go pokochają bez względu na to, kto je urodził".
Minęły 4 lata. Mamy 8-letnią, wspaniałą córkę. Mój tata traktuje ją jak księżniczkę. Babcia rozpieszcza. My kochamy najbardziej na świecie. Teściowie udają, że nas nie znają.
#3lL0V
Parę domów ode mnie mieszkał około 50-, 60-letni mężczyzna. Dosyć wycofany człowiek, nie miał rodziny, z nikim nie rozmawiał jakoś za dużo i często znikał na kilka dni, a czasami nawet i tygodni. Jedyne czym się jakoś bardziej wyróżniał było to, że był myśliwym. Oczywiście z racji tego miał w domu kilka zarejestrowanych broni.
Któregoś dnia okazało się, że zmarł z powodów wcześniejszych problemów z sercem. Normalnie w takich okolicznościach rodzina musi zdać jego broń. Z racji, że jej nie miał, policja musiała sama wtargnąć do jego domu i ją zabezpieczyć. Co znaleźli? Około 30 sztuk broni snajperskich niezarejestrowanej i bez żadnych numerów. Najnowsze lunety warte po 5000 zł. I to nie były w żadnym wypadku bronie nadające się do łowiectwa. Na podstawie innych dowodów okazało się, że pracował jako płatny zabójca. Człowiek, który w żaden sposób się nie wyróżniał i mieszkający na uboczach cywilizacji. Większość życia wykonywał swoje zlecenia i korzystał z życia jeżdżąc po świecie, a przy tym ukrywał cały czas się w tłumie.
Chyba nie muszę mówić, jak wielki to był szok dla okolicznych mieszkańców.
#TbMWJ
Boję się, że nie poradzę sobie w związku (nie jestem na wózku).
Rodzina i przyjaciele mówią mi, żebym spróbował, ale to są osoby mi bardzo bliskie i nie wiem, czy mówią obiektywnie, czy też chcą mnie dowartościować. A ja się boję spróbować.
#fEdtW
Działka ma jeden problem - jest na niej górka z piasku na kilka metrów. Dla nas na początku była to atrakcja - w przyszłości dzieciaki będą miały gdzie jeździć na sankach. Dziś rzeczywistość odrobinę zweryfikowała moje podejście.
Bo okazało się, że ta górka podoba się ludziom z całej okolicy i dotąd była uważana za miejsce niczyje, czyli publiczne. Karyny przychodzą tam latem ze stadkiem dzieci na pikniki, młodzież pije.
Są tam tony śmieci, opon, butelek i innego świństwa. Janusze całymi przyczepami wywożą piach, z drugiej strony krzewinki rozjeżdżają nam goście w quadach i jeepach.
Stwierdziliśmy - postawimy częściowo ogrodzenie, ludzie zobaczą, że ktoś to kupił, że sprząta, dba - będzie im głupio.
A gdzie tam.
Już pierwszego dnia gość w jeepie po prostu ominął ogrodzenie, łamiąc drzewka i wjechał nam na górkę, którą ładnie wyrównaliśmy, żeby zasiać trawę.
Mało tego - TO BYŁO PRZY NAS. Miał w dupie, że tam jesteśmy i na niego machamy, a jak mu stanęłam na drodze - prawie mnie rozjechał, szczerząc do mnie zęby.
Później w ciągu dnia dwa razy z jadącego ulicą auta (aut?) posypały się k*rwy i podobne w moją stronę.
Dlaczego? Bo śmiałam ogrodzić SWOJĄ działkę? Bo przesadzam drzewa na MOJEJ ziemi? Bo wyciągam stare opony z rowu?
Ludzie pomóżcie, bo ja przestałam ogarniać ten kraj.
#UAuzv
Bardzo mnie ta reklama zdenerwowała. Bo pomyślcie, co ona wnosi do głów małych odbiorców? Że należy się wstydzić swoich rodziców? Aktualnie mam 13 lat i nie wyobrażam sobie spędzania czasu w towarzystwie, w którym to, że moja mama się o mnie martwi, jest powodem wstydu. Kocha mnie i interesuje się tym co robię. Rozumiem jakieś nagminnie powtarzające się telefony co 20 minut, czy wszystko jest ze mną w porządku, mogą być już irytujące i troszkę ośmieszające w oczach znajomych, ale tutaj widzimy, że chłopiec jest najprawdopodobniej na jakiejś wycieczce, a mama po prostu martwi się, czy wszystko jest dobrze, jak dogaduje się z nowymi znajomymi.
Kompletnie nie rozumiem co ukazana sytuacja miała na celu, bo przynajmniej w mojej ocenie, reklamowanie batonika zeszło na drugi plan.
Niby mała rzecz, a jednak ważna.
#8Hdgc
Oczywiście nie tylko mnie zdarzają się takie sytuacje.
Sam przyznaję że lubię sobie popylać w majtkach po mieszkaniu, bo jest wygodnie, ale jak mam komuś otworzyć drzwi, to ubieram jakąkolwiek odzież wierzchnią.
Ludzie, to nie jest sex pizza, a tym bardziej gej pizza. Zlitujcie się i noście jakiekolwiek spodnie. Błagam w imieniu wszystkich dostawców pizzy.