#EJTXp

Mam takie jedno wspomnienie z czasów, kiedy byłam małym kaszojadem.

Kiedy rodzice oglądali wieczorem film, ja ubzdurałam sobie, że będę udawać psa. Chodziłam sobie na czworakach, poszczekiwałam.
Piłam własne siki z nocnika, bo jako pies używałam "miski".

Mam nadzieję, że rodzice tego nie widzieli...

#8YLrp

Jestem młody, mam zaledwie 16 lat, jednak w opinii mojego psychologa i dużej ilości osób dorosłych, jestem bardzo dojrzały, wręcz jak dorosły.

Ponad rok temu na jednym z grupowych czatów internetowych (jakimś głupim, bez szczególnej tematyki) poznałem dziewczynę, trochę starszą ode mnie. Od początku wydawała się być dla wszystkich miła... Oprócz mnie. Wiele razy się z nią kłóciłem, przez co o mały włos nie zostałem z owego czatu wyrzucony. Mimo to po niedługim czasie złapaliśmy wspólny język. Pisaliśmy coraz częściej i częściej, aż w końcu nie było dnia, żebym do niej nie napisał. Podkreślę, że był to okres dla mnie bardzo ciężki, głównie przez słabe relacje z rówieśnikami i bycie wyśmiewanym. Mało brakowało do depresji.

Światełkiem w tunelu okazała się być ona. Będę określać ją jako W. Z W pisałem na wszelkie tematy, od głupot, po prawdziwe problemy. Nie wspominałem o moim stanie, znałem ją już wtedy od około dwóch miesięcy i nie chciałem jej martwić. Jednak jak się okazało, ona wcale nie miała lepiej. Jej sytuacja była bardzo podobna do mojej, lecz W bolało to mocniej. Pocieszałem, wspierałem, doradzałem. Po roku udało się - zmieniła środowisko. Rozmawiając przez internet cieszyliśmy się oboje. Ona dlatego, bo odizolowała się od tamtych ludzi na dobre, a ja dlatego, bo przez nią przestałem martwić się własnymi problemami.

W międzyczasie zacząłem czuć coś więcej do W. Komplementy, miłe słówka i takie tam głupie rzeczy. Z czasem dostrzegłem to - chciałem być z W kimś więcej niż tylko przyjaciółmi. Wiedziałem, że bliższa relacja na odległość nie ma większego sensu, ale w mojej głowie siedziała tylko W. O każdej porze dnia myślałem o niej.

Powiedziałem jej o tym. Była zaskoczona. Nie powiedziała "nie", nie powiedziała "tak". Temat ucichł na kilka dni. Później zauważyłem drobną zmianę w jej zachowaniu. Zwykle opowiadała mi o wszystkim, co ją dręczyło, w tym o sprawach sercowych. Teraz o tych ostatnich nie wspominała w ogóle, bo jak twierdziła "nie chciała mnie w żaden sposób zranić". Rozumiałem jej intencje, ale powiedziałem, że nie musi się z niczym kryć i że tylko powiedziałem to, co męczyło mnie od dawien dawna.

Doigrałem się. W znalazła sobie chłopaka, przy okazji wcale o tym nie wspominając. Kiedy sam podjąłem ten temat, przeprosiła i zaczęła opowiadać. Są szczęśliwi, mają wspólne hobby, ona od dawna nie miała nikogo tak bliskiego. Słuchałem uważnie, może i z dużym bólem, ale słuchałem.
Czuję się jak ostatni idiota, który uwierzył w cud. 

Wyjawiłem jej, co do niej czuję, po czym pogorszyła się nasza relacja i już nie jest tak jak kiedyś. Nie mówimy sobie o wszystkim, brakuje nam tematu do rozmów. A ja? Wracam do bycia cichym samotnikiem, jak dużo nastolatków w dzisiejszych czasach.

#otQ5I

Poszedłem do weterynarza uśpić mojego 17-letniego psa, mojego najlepszego przyjaciela, z którym spędziłem całe swoje życie. Wizyta była umówiona wcześniej, ale kiedy weszliśmy do gabinetu, weterynarz uśmiechnął się i spytał wesoło "To jak? Po prostu kontrola, co?".
Płakałem. Bardzo.

#G1XZy

Byłam ostatnio na konsultacjach u profesora mojej uczelni. Bardzo się spieszyłam i wszystkie moje ruchy były chaotyczne, co doprowadziło do wysypania się zawartości mojej torebki wprost na biurko profesora. Od tamtej pory boję się na niego spojrzeć. Dlaczego? W torebce miałam wtedy prezent z okazji 5 rocznicy dla mojego chłopaka. Pomyślałam sobie, że spoko pomysłem będzie dać mu z tej okazji 50 najróżniejszych pojedynczych prezerwatyw 🙈🙈🙈

#9ZInC

Prawie półtora roku temu moja sytuacja finansowa uległa definitywnemu pogorszeniu. Muszę spłacać ratę wspólnego z moim już byłym mężem ratę kredytu, bo biedaczek jest bezrobotny i nie ma z czego. Do tego za jego długi komornik zajął moje wynagrodzenie. Sprawa jest w sądzie, ale jak to bywa wcześniej spłacę jego długi niż zapadnie wyrok.

Tak czy siak na życie po zapłacenie rachunków zostaje mi naprawdę niewiele. W związku z tym faktem musiałam całkiem przeorganizować swoje dotychczasowe życie. W zasadzie całe pozostałe pieniądze wydaje na jedzenie bo na nic innego nie starczy. Stałam się mistrzem w wyłapywaniu promocji, dokładnie wiem w którym sklepie w okolicy są najtańsze ziemniaki, buraki czy też kapusta.

Potrafię z tego wyczarować naprawdę mistrzowskie kulinarne dania. Do pracy od momentu pogorszenia noszę sobie pudełka ze swoim jedzeniem, skończyło się zamawianie chińczyka czy też innych rarytasów. Nie kupuję żadnych ubrań, tylko niezbędne kosmetyki, żeby jakoś wyglądać. Odstawiłam na bok samochód, bo zwyczajnie nie stać mnie żeby to zaatakować. Wszędzie chodzę na piechotę,na szczęście do pracy mam blisko.

Moja sylwetka stała się dzięki temu zdecydowanie lepsza. Wszyscy w pracy myślą że jestem taka ekologiczna i fit, a ją po prostu nie mam kasy. I ostatnio wypadła mi plomba, musiałam iść do stomatologa, wydatek całkowicie niespodziewany i nie przewidziany w budżecie.

Do pracy już nie miałam co zabrać do jedzenia i byłam po prostu głodna a do wypłaty jeszcze kilkanaście dni. Kolega zamówił jedzenie, ale nie dojadł, i wyszedł do domu. Wstyd się przyznać ale zjadłam te resztki po nim, bo byłam tak głodna. I wstyd się przyznać, ukradłam z pracy papier toaletowy i kilka torebek herbaty.

Wstyd mi. Ale naprawdę nie miałam wyjścia. Jeszcze dwa miesiące totalnego biedowania i komornik zejdzie mi z wypłaty. A co w tym anonimowego? Nikt nie wie jakie mam problemy, boi po co? Co mi dała ta lekcja? Żeby się nie poddawać. Jeszcze wyjdę na swoje. Zobaczyłam też plusy, np moja nowa sylwetka. I może już zawsze będę jadła kartofle buraki i kapustę?

#UAuoS

Nie dziwię się, że zgwałcone przez mężów kobiety nie chcą tego zgłaszać i jeszcze latami żyją z tymi mężami.

Trzy lata temu zostałam zgwałcona. Jak to wyglądało, jak doszło do tego - nieistotne. Ważne jest to, że po zdarzeniu on mi groził, a ja i tak myślałam tylko o tym, że muszę uciekać i kiedy tylko wyszedł do pracy (zabierając mi wcześniej klucze, telefon itd), ja ubrałam się i wylazłam oknem i pobiegłam do rodziców licząc na pomoc.

Co od nich usłyszałam? Że mam nie histeryzować i oni zaraz zadzwonią do ich kochanego Bartusia i wszystko się wyjaśni. Kiedy chciałam wyjść zatrzymali mnie czułymi słówkami i przeprosinami, a potem i tak do niego zadzwonili. 

Może zabrzmieć to dziwnie ale gwałt nie zrobił na mnie wrażenia, za to moment, w którym on przytulił mnie i zaczął opowiadać o tym, jak poprzedniego dnia upiłam się będąc w ciąży i dobrowolnie uprawiałam z nim seks, a rano zrobiłam mu awanturę (a rodzice oczywiście przyjmowali te brednie), sprawił, ze pękłam. Wybiegłam z płaczem.

Przez kolejne dni wędrowałam od przyjaciela do przyjaciela licząc na wsparcie. Dwa razy doszło do podobnej sytuacji co u rodziców, trzy razy akurat nie zastałam danego przyjaciela, cztery razy mogłam zostać na jedną noc "ale nie liczyć na nic więcej". Jedna wprost spytała czy chcę w ten sposób wyłudzić jakieś pieniądze na mężu, czy może to jakaś zemsta. 
Większość zgodnie doszła do wniosku, że przez ciążę mi odbiło, a ich Bartuś jest niewinnym aniołkiem. 

Niestety nie miałam wówczas pracy ("Bartuś" miesiące przed tym pomagała mi z odejściem do toksycznego szefa i twierdził, że powinnam szukać nowej dopiero po ciąży), więc byłam bez pieniędzy, bez jedzenia i w końcu też bez domu.

Dopiero po dwóch tygodniach znalazłam w sobie siłę, żeby iść na policję i.... Nie, nie było lepiej. Jedno z pierwszych pytań - w co była pani ubrana? Kolejne (tzn w rzeczywiści nie było tak dosłowne) - czy na pewno nie odbiło pani przez ciążę?
W trakcie okazało się, że rodzina zgłosiła zaginięcie, był jeden wielki cyrk, dalsze spanie na ulicach, dni bez jedzenia, wizyty w sądzie i szpitalach (problemy z ciążą), jego oszustwa, znajomości. 

Teraz mam dom w innym mieście i pracę i zdrowe dziecko, ale w kwestii męża wywalczyłam jedynie rozwód i w rodzinnych stronach zdobyłam reputacje histeryczki i kłamcy. Jakby tego było mało - ostatnio jakimś cudem zdobył mój numer telefonu.

#pljo9

Moja siostra zawsze wysłuchiwała tekstów w stylu "Kiedy dzieci?". Zawsze odpowiadała, że nigdy, bo ich nie lubiła i doskonale wiedziała, że ich nie pokocha. Jej mąż miał podobne myślenie, ale pod presją (i po wielu groźbach) rodziny w końcu zdecydowali się na dziecko.

Dziewięć miesięcy później na świat przyszła dziewczynka. Przy porodzie były ogromne problemy. Było tak, jak mówiła moja siostra - nie kochała dziecka. Dom był dla niej klatką, ciągle mówiła, że chętnie wyszłaby z mieszkania i już nie wróciła. Do tego była w tym wszystkim sama - mąż musiał pracować, rodzina zjawiła się jedynie raz na miesiąc (tylko ja do niej przychodziłam ot tak), dawali dziecko prezenty i sobie szli.

Rok później okazało się, że dziecko jest poważnie chore. Minęło kilka miesięcy i pomimo starań lekarzy zmarło. Rodzina zapłakana, a siostra i jej mąż przyjęli to spokojnie. Rodzina się wkurzyła, zwyzywali siostrę. Nagle moja siostra stała się okropną matką, chociaż nigdy nie skrzywdziła swojego dziecka, opiekowała się nim wzorowo. Po prostu nie była smutna po pogrzebie.

Mam 18 lat. Też nie lubię dzieci. Od roku mam chłopaka i teraz to ja dostaję pytania o dzieci...

#GaMej

Wczoraj wróciłem z roboty cholernie zmęczony i dość szybko zasnąłem przed telewizorem. Gdy obudziłem się w nocy, telewizor był wyłączony, a ja – otulony moim ulubionym kocykiem z sypialni. Pewnie podziękowałbym za ten akt troski moim rodzicom, gdyby nie to, że od dawna mieszkam już sam...

#VcmGH

Miesiąc temu zrobiłam sobie pierwszy tatuaż. Na udzie, jest całkiem spory. Czekałam na niego pół roku i... nie podoba mi się. Gdy na niego patrzę, denerwuje mnie. Myślałam nad wzorem dobry rok, a teraz myślę tylko o tym, żeby go usunąć. Nie mogę przywyknąć do tego, że mam coś takiego na skórze.

Tatuaże bardzo mi się podobały, dopiero gdy sama zrobiłam zrozumiałam, że podobają mi się one tylko u innych. Marzę o tym, żeby go usunąć, ale wstydzę się o tym komukolwiek powiedzieć.

W końcu tak się cieszyłam na nową ozdobę, wydałam na nią bardzo dużo pieniędzy. A teraz okazuje się, że dużo bardziej podoba mi się skóra bez tatuażu... 
Strasznie żałuję.
Dodaj anonimowe wyznanie