#wTxG1

Denerwuje mnie to całe body positive. Działa tylko w jedną stronę. Przez jakiś czas uważałam ten ruch za dobry, bo ludzie powinni akceptować siebie i czuć się ze sobą dobrze. Ale od jakiegoś czasu dostrzegam tam tylko grubsze sylwetki lub kobiety normalnej budowy. Za to na kobiety chudsze wylewa się hejt.

Jestem bardzo chuda, pomimo tego, że jem dużo nie udaje mi się przytyć. Gdzie nie trafię, czytam hejty na chudsze modelki. Zaczęłam się czuć źle ze swoim ciałem, nie uważam się już za atrakcyjną kobietę.
Dlaczego promuje się otyłe sylwetki, a nieco chudsze kobiety są obrażane?

#IWInC

Myślałem, że nic mnie już nie zdziwi, a jednak...

Dzwoni telefon. W słuchawce słyszę głos znajomego: "Stary, wpadaj do roboty, musisz to zobaczyć". Zaciekawiony telefonem od znajomego kierownika stacji wsiadam w samochód i jadę. Stacja benzynowa, średniej wielkości miasto, trasa przelotowa. Budynek stacji jednej z popularnych sieciówek, niby przy drodze, ale jednak trochę na uboczu. Myślę sobie - ciekawe, co tam się odwaliło. Historii było już multum - od rozbojów, demolek, wypadków i podpaleń po potrąconych na parkingu pracowników i wyrwane z korzeniami węże paliwowe - widziałem wiele, bo sam wiele lat tam pracowałem. Tym razem było jednak inaczej.

Wchodzę, a Piotrek ciągnie mnie na zaplecze. Biurko monitoringu, włączamy monitor. Zanim Piotrek "ustawił" odpowiedni czas i powiększył obraz na cały ekran, usłyszałem tylko ciche: "Patrz, bo k#$wa nie wierzę".
Naszym oczom ukazał się obraz istnej seksualnej rozpusty! Godzina nagrania 4:05, podczas zmiany trzech pracowników, dziewczyna i dwóch podrostków (typu "uczę się" i "to co, verva do pełna?"). Przyglądam się dokładnie, klejąc wzrokiem piksele z marnej przemysłowej kamery. Za ladą na krześle siedzi jeden chłopak ze spuszczonymi spodniami, przed nim klęczy jedna z pracownic, a za nią na klęczkach drugi podrostek wykonuje ruchy. Przecieram oczy ze zdumienia.
Piotrek gapi się w monitor i mówi: "To jeszcze nic, patrz teraz". Na stację wchodzi para i zauważywszy sytuację, zaczyna wszystko nagrywać telefonem. Bohaterowie nagrania zdają się nie zauważać (!!!) nieproszonych gości, którzy po chwili wychodzą z uśmiechem na twarzach. Cała sytuacja trwa jeszcze kilka minut, a podrostki niczym rasowi aktorzy finiszują w bliżej nieokreślonych kierunkach. Ja w szoku - zdołałem tylko wydusić z siebie: jak, k%$wa, po co, dlaczego?
Piotr patrzy na mnie i mówi - "Co ja mam z tym zrobić? Przyszedłem rano i jeszcze rękę im podawałem"...

Jakieś pomysły, co zrobić z taką "niesubordynacją" pracowników? :D

#G6hz2

Moja mama nie pozwala mi depilować miejsc intymnych, bo twierdzi, że to zachęca chłopców. Sama żyje zaściankowo i nigdy nawet nóg nie ogoliła. Co prawda nie jest jakoś bardzo zarośnięta, ale jednak gładkie nogi czy brak buszu pod pachami ułatwiają higienę. Dla mnie to znak, że kobieta dba o siebie, ale wiadomo, każdy ma inne zdanie na ten temat.

Gdy dopiero wchodziłam w okres dojrzewania, czyli miałam tak około 11/12 lat, to mama zaglądała mi w majtki i sprawdzała moje owłosienie. Gdy podrosłam.i zauważyłam, że dziewczyny nie mają włosów pod pachami i na nogach, to powiedziałam mamie, że tez tak chcę. Nie zgodziła się. Później dziewczyny się wyśmiewały i nazywały mnie zarośniętą małpą.

Gdy poszłam do liceum, to się zbuntowałam. Kupiłam sobie niezbędny sprzęt i się cała wygoliłam, oprócz miejsc intymnych, bo tego się bałam najbardziej. Nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Mama za każdym razem wyrzucała moje pianki do golenia, maszynki itd., a ja wtedy chodziłam do sklepu i znowu kupowałam z nadzieją, że w końcu odpuści.

Teraz mam 18 lat i matka każe mi zdejmować majtki przed nią i pokazywać, czy jeszcze mam tam włosy. Gdybym tego nie zrobiła, to odcięłaby mi kieszonkowe, telefon i zabrała wszystkie kosmetyki i wtedy już w ogóle nie mogłabym się golić. To jest chore, ja o tym wiem, ale dopóki u niej mieszkam, to muszę przestrzegać jej zasad, bo kto wie, czy nie wyrzuci mnie z domu, a miała już takie plany.

Nie wiem co robić. Dziewczyna w wieku 18 lat żeby nie mogła normalnie założyć kostiumu i iść na basen, bo owłosienie jej widać? Do mamy to w ogóle nie dociera. Ubzdurała sobie, że jak kobieta jest wygolona, to znaczy, że jest gotowa na zbliżenie z chłopakiem i tylko to ma w głowie. A chłopak to wykorzysta, prześpi się z dziewczyną i ją zostawi. Już nie wspomnę o tym, że kilka razy nabawiłam się infekcji w trakcie okresu przez te włosy, ale ona nadal nie odpuszcza. Jak grochem o ścianę.

Może wy wiecie, jak rozwiązać tę sytuację? Bo ja już rozkładam ręce... Chyba nie muszę dodawać, że przez to nigdy nie miałam chłopaka?

#bl1H9

Jakieś 20 lat temu pracowałam chwilę we Francji. W tym czasie mój język okrutnie kulał i często myliłam słówka.

Kiedyś szef zaprosił nas do siebie na obiad. Chciałam się popisać znajomością języka i zaczęłam opowiadać, jakiego mam pięknego, włochatego kota (mieliśmy wtedy pięknego kota, persa). Z tym że kot to "chat", a ja używałam słowa, którym określa się damskie narządy... Tak więc przy ogólnej konsternacji opowiadałam, jaką to mam włochatą i miłą ekhm... sami wiecie co ;)

#BinkB

Kiedy byłam mała, bardzo lubiłam przychodzić do mojej cioci i wujka, którzy mieszkali w domu na wsi. Ciocia jest siostrą mojej babci, więc bardzo często chodziłyśmy tam razem. Często też przyjeżdżali moi kuzyni i kuzynka. Uwielbialiśmy bawić się w chowanego, dom był spory, dużo pokojów, kryjówek i "magiczne" przejście z domu przez piwnicę do garażu. Ogród był jeszcze lepszy. Ogromny, zarośnięty mnóstwem krzewów i drzew. Taki fajnie dziki, z klimatem, który lubię. I w tym domu była jedna rzecz, a właściwie to osoba, której nie lubiłam, a raczej się jej bałam. Była to mama mojego wujka.

Miała na imię Aniela. Nie znałam jej dobrze, bo kiedy byłam dzieckiem, ona miała już grubo ponad 80 lat i wyniszczał ją alzheimer. Kiedy jeszcze poruszała się o własnych siłach, często kręciła się po domu, ale tylko wtedy, kiedy cała rodzina siedziała w ogrodzie. Izolowała się (wiadomo, że przez chorobę, ale moja mama mówiła, że zawsze była wredna i nie lubiła ludzi z wzajemnością) i dziwnie się zachowywała. Była bardzo religijna, miała w pokoju figurkę Maryi. Wszystko sobie tłumaczyłam jej chorobą, ale czasami kiedy natykałam się na nią w domu i patrzyłam głęboko w oczy, przeszywał mnie dreszcz. Ta kobieta miała w sobie coś niewytłumaczalnego, coś, co mnie niepokoiło. I bardzo krótko przed jej śmiercią, kiedy była już przykuta do łóżka, poszłyśmy z babcią do cioci i wujka. Babcia poprosiła mnie, żebym poszła z nią na piętro, do Anieli. Nie bardzo mi się to uśmiechało, ale poszłam tam. Aniela nie kontaktowała. W pewnym momencie ciocia zawołała po coś babcię i zostałyśmy z Anielą same. Wtedy spojrzała na mnie i powiedziała "ratuj swoją duszę, módl się, dziecko" i złapała mnie za rękę. Ja się zerwałam i pobiegłam do toalety. Nie mogłam uwierzyć w to w jaki sposób na mnie spojrzała i wypowiedziała te słowa. Jakby coś w nią wstąpiło. Jednak najgorsze zaczęło się dopiero po jej śmierci. Zaczęła mi się śnić. W tych snach zawsze patrzyła na mnie TYM wzrokiem. Miałam mętlik w głowie.

Niedługo po pogrzebie poszłyśmy z babcią do cioci. To już nie był ten radosny dom, tam wszystko było takie ciężkie i przytłaczające. Nie wiem dlaczego, ale poszłam do pokoju Anieli. Chciałam coś poczuć, sprawdzić, czy czegoś tam doświadczę. I doświadczyłam. Ta przeklęta figurka Maryi stała przodem do łóżka, kiedy wchodziłam do pokoju, natomiast kiedy wychodziłam i odwróciłam się, żeby jeszcze ostatni raz rzucić okiem, była ona zwrócona w moją stronę (czyli bokiem do łóżka). Przerażona poprosiłam babcię, żebyśmy wracały do domu, bo źle się czuję. Wtedy zaczęłam się modlić za Anielę, często odwiedzałam ją na cmentarzu, nawet zamówiliśmy za nią mszę. Sny z nią ustały.

To było kilkanaście lat temu. Ostatnio znowu zaczęła mi się śnić. Nie mogę pojąć dlaczego.

#ZACh3

Od kilku lat trenuję sztuki walki. Ostatnio wracając z treningu zobaczyłem, jak kilku kolesi zaczepia dziewczynę w dosyć wulgarny sposób, nie mogła się ich pozbyć, krzyczała. Nie stałem obojętnie, zareagowałem od razu - dostali porządny wycisk, jeden za drugim padał, dziewczyna uciekła.
Po kilku dniach zapukała do mnie policja. Jak się okazało, zostałem oskarżony o pobicie... I tu szok - świadkiem całego zdarzenia jest ta właśnie uratowana dziewczyna, która powiedziała, że to ja zaatakowałem tych kolesi bez powodu!
Teraz się zastanawiam: czy oni ją nastraszyli, czy może ja jestem taki naiwny i oni chcą wyciągnąć odszkodowanie i tak wkręcają ludzi?

To zdarzenie zniszczyło mi reputację, ludzie uważają mnie za psychola, zostałem wyrzucony z klubu i grozi mi wyrok. Po tej całej sytuacji szef powiedział, że musi dbać o reputację firmy i teraz będę bez pracy, właśnie złożyłem wypowiedzenie. Sypie mi się grunt pod nogami. W dodatku rodzina trzyma ich stronę, bo zawsze byłem nerwowy, a oni uważali mnie za chuligana tylko dlatego, że trenowałem taki a nie inny sport. Uważają też, że osoba z tatuażem to kryminalista - takie mają podejście. Jestem osobą bez nałogów, skończyłem studia, a wszyscy wierzą osobom z patologii. Tracę chęć do życia w tym społeczeństwie.

#LKDkE

Nienawidzę świąt. Wszystkich. Nieważne, czy to Boże Narodzenie, Wielkanoc czy Wszystkich Świętych.

Mam 2 młodszego „rodzeństwa”(kuzyn i kuzynka, ale wychowywałam się razem z nimi, mieszkaliśmy razem, więc utarło się brat i siostra). Z racji tego, że byłam najstarsza, już w wieku 5 lat sprzątanie przed świętami było moim obowiązkiem. Za chociaż jedną pominiętą rzecz, jak np. niewytarcie kurzu z futryn, były ogromne awantury, często kończące się atrakcją nazywaną „wpierdzielem”. Brat i siostra nie robili w tym czasie nic oprócz bałaganu, co mnie wtedy niesamowicie frustrowało, przez co awantur było jeszcze więcej, ponieważ czemu ja miałam wszystko robić, a oni nie dość, że nie pomagali, to jeszcze utrudniali sprawę. Zjedzony batonik? Jeb papierek na podłogę, a ja mam podnieść i wyrzucić. Taka kolej rzeczy sprawiła, że już jako dziecko zaczynałam płakać na samą myśl o tym, że zbliżają się święta.

Kolejnym aspektem jest to, że byłam siłą wypychana do kościoła. Sama. Cała rodzina odpoczywała, a ja miałam ich godnie reprezentować w kościele, gdzie sąsiadki i inne życzliwe osoby obserwowały mnie i potem zdawały raport mojej rodzinie czy prosto stałam i byłam wystarczająco skupiona na mszy. Jeżeli coś było nie tak, znowu atrakcja z pierwszej części wyznania :)

Teraz ich nastawienie do świąt i kościoła całkowicie się zmieniło. Ja wyprowadziłam się do innego miasta, a oni zaczęli wspólnie okupować pierwszą ławkę. Dosłownie odwaliło im na punkcie wiary. Codzienne wspólne modlitwy, codzienne msze, wyjazdy z kościoła itd., itd. Mają się za wzorowych katolików.

A ja? Znowu zostałam „tą najgorszą”. Gdy ich odwiedzam, głównym tematem jest mój brak wiary i wyzwiska z tym związane. Uważam ich za hipokrytów. Każde święta to kolejne próby nawracania mnie i szydzenia ze mnie, bo nie wierzę. Nie widzą tego, że sami do tego doprowadzili.

Na podstawie ich zachowania mogłabym napisać poradnik „jak zniechęcić ludzi do kościoła i świąt”. Trzymajcie za mnie kciuki przed Wielkanocą, bo w końcu nie wytrzymam i powiem im, co o tym wszystkim myślę.

#EJTXp

Mam takie jedno wspomnienie z czasów, kiedy byłam małym kaszojadem.

Kiedy rodzice oglądali wieczorem film, ja ubzdurałam sobie, że będę udawać psa. Chodziłam sobie na czworakach, poszczekiwałam.
Piłam własne siki z nocnika, bo jako pies używałam "miski".

Mam nadzieję, że rodzice tego nie widzieli...
Dodaj anonimowe wyznanie