#djeQg

Są dwa rodzaje ludzi – ci, którzy widzą niemowlaki i mówią, jakie to one urocze, oraz ci, którzy na ich widok zastanawiają się, jakim cudem ktoś może powiedzieć, że płaczące, rzygające dziecko jest urocze.

Ja za to jak widzę niemowlaka i każdy się nim zachwyca, wyobrażam sobie, że za kilkanaście lat będzie ono nastolatkiem ukrywającym się w pokoju, by się pomasturbować.

#8cHKg

Byłam okropną siostrą...

Miałam jakieś 12 lat, siostra jest młodsza o 5. Spałyśmy w jednym łóżku. A raczej miałyśmy spać, bo było już naprawdę późno. Idąc pewnie tym tokiem rozumowania, moi rodzice oddali się miłosnym uniesieniom, co niestety dobrze słyszały dwa dzieciaki za ścianą. Ja, jako starsza, byłam świadoma, co wyprawia się w pokoju obok i nie było to dla mnie dziwne, traumy też nie mam. Ale siostra... Była zaciekawiona niesamowicie. Wiedziała coś niecoś o seksie, jednak dla pewności wyszeptała do mnie:
- Siostro... Czy rodzice się seksują?
Iskierki złośliwości z moich oczu powinny rozświetlić cały pokój.
- Oj, nie wiem... Idź sprawdź. Powiedz, że idziesz siku.

Siostra kierowana dziecięcą ciekawością przystała na tę propozycję i wyruszyła do toalety, do której droga prowadzi przez pokój rodziców.
Mam mieszane uczucia, więc nie napiszę, że chciałabym widzieć minę ojca, kiedy dzieciak stanął w drzwiach, ale atmosfera zakłopotania dotarła aż do mnie. Zrobiło się cicho. Rodzice chyba myśleli, co powiedzieć... Jedyne co przyszło ojcu do głowy to:
- Chcesz w łeb?!

#sznJr

Pracuję na infolinii i zadzwoniła do mnie kobieta z prośbą o pomoc w sprawie wniosku. Poprosiłem ją o numer umowy, więc z racji, że troszkę jej to zajęło, było cicho i nic nie mówiłem. Mój kolega z biura myślał, że z nikim nie rozmawiam w tym momencie, więc wszedł i po otwarciu drzwi głośno beknął, a ja powstrzymując się od śmiechu szybko wyłączyłem mikrofon i wyjaśniłem mu, że jestem w trakcie rozmowy. On zażenowany usiadł i sam śmiał się z siebie.

Nie wiem, czy ona to słyszała, ale chciałbym ją za to przeprosić, byle tylko nie pomyślała, że to ja beknąłem. W momencie kiedy wróciła do rozmowy z numerem umowy zdążyliśmy się pozbierać do kupy i przestać śmiać, ale ubaw był przedni.

#j9wxA

Ludzie są beznadziejni.

Dziewczyna. Wmawiała swojej przyjaciółce, że ta sobie nie poradzi w życiu, nie ma przyjaciół, rodziny i jest biedna – byleby tylko tamta się od niej nie wyprowadzała. Od decyzji o wyprowadzce do samej wyprowadzki przyjaciółka zbierała się 2 lata! I nie, nie jest to jakiś zaścianek. Jedno z większych miast w PL, obie wykształcone, obie z dobrze płatną i przyszłościową pracą. Dziewczyna zrobiła przyjaciółce pranie mózgu.

Chłopak. Wypisuje wiadomości do znajomej (daleka rodzina). Widywali się kilka razy w roku na większych spotkaniach rodzina + znajomi. Na początku zaczęło się niewinnie od zwykłego co u ciebie, jak egzamin. Mając żonę i dziecko w drodze, wpraszał się do znajomej do mieszkania, by go przenocowała, pisał: „przyniosę wino i na pewno nie pożałujesz”. Znajoma mieszkała w maleńkiej kawalerce z jednym łóżkiem – „zmieścimy się”. Później nalegał, potrafił pisać o 23, że nie ma gdzie spać i jest niedaleko i żeby znajoma podała dokładny adres. Zawsze odmawiała. Znajoma nie wiedziała, co zrobić, zaproponowałam, by porozmawiała z najbliższą rodziną od swojej strony o sytuacji. Podobno pokazała im wszystkie wiadomości, chłopak dał spokój.

Mężczyzna. Taki z szanowanym zawodem, codziennie w garniturze. Jego żona kilka razy spała u mnie na kanapie poobijana „bo troszkę za dużo mu się wypiło”. Nie jestem w stanie ją namówić, by to zgłosiła – jak mówi, nikt jej nie uwierzy. Gdy śpi, robię jej zdjęcia na tyle, na ile jestem w stanie, by udokumentować jej obrażenia.

Kobieta. Otwarcie przyznaje, że jest z mężem dla pieniędzy. On za nią szaleje z miłości, ona nazywa go knurem i głupim wieprzem. Przy nim oczywiście potulna jak aniołek. Nawiązała bliską znajomość z trenerem fitness. Uważa, że wszystko jest w porządku – od trenera dostaje orgazm, trener od niej gołe fotki i kasę za zajęcia, ona od męża dostaje kasę, a mąż od niej ma zapewnioną co tydzień laskę.

Starsza pani, czyjaś teściowa. Nastawia własne dziecko przeciwko małżonkowi. Ale nie po to, żeby mieć dziecko dla siebie, nie – to jest to gorsze dziecko, którego szczęścia nie chce. Chodzi tylko o to, by mu się nie udało.

Starszy pan, czyjś teść. Był dla córki i jej męża okropny. Zaopiekowali się nim i dbali. Bardzo egoistyczny charakter. Tylko jego racja jest dobra. Gdy doszły problemy zdrowotne, nie dali rady, musieli go oddać do ośrodka – przy każdej okazji opowiada, jacy oni źli, bo go wywieźli, a on taki dobry dla nich był.

Czyjaś sąsiadka. Nadopiekuńcza matka. 14-latek o rozumie i umiejętnościach 5-latka. Buty na rzepy, ze szkoły odbiera go opiekunka, nie potrafi zostać sam w domu, boi się nawet króliczka miniaturki, lekcje odrabiają rodzice i wyznaczają mu kiedy i czego ma się uczyć, zgodnie z harmonogramem sprawdzianów. Zdrowy psychicznie.

Jestem przerażona tym, co widzę dookoła siebie. Może tylko ja mam dookoła siebie takich ludzi? Obłuda na każdym kroku.

#vGqQn

Moja teściowa to kobieta starej daty, nie lubi marnować jedzenia. Często zamiast wyrzucić coś przeterminowanego, dodaje to do posiłku, między innymi z tego względu jak najszybciej zrobiliśmy własną kuchnię (mieszkamy w jednym domu, ale w osobnych częściach).
Ostatnio przeszła samą siebie. 
Kiedy w końcu po prawie dwóch tygodniach naszej nieobecności mąż chciał wyrzucić ciasto z imprezy (zapomnieliśmy to zrobić przed wyjazdem), teściowa powiedziała, że ona to zrobi, bo musi też coś swojego wynieść. Mąż przystał na to i więcej o tym nie myślał.
Następnego dnia do teściów przyszli goście. Kiedy przyszliśmy się z nimi przywitać, momentalnie zrobiło nam się niedobrze, ponieważ goście właśnie wcinali nasze stare ciasto...
To nie jedyny obrzydliwy pomysł mojej teściowej. Ale teraz już wiem, że więcej u niej nic nie zjem.

#ER6av

W reklamach telewizyjnych w większości występuje rodzinka. Tata, mama, dwoje dzieci (zazwyczaj).
Kiedy byłam mała, to myślałam, że producenci ze swoją ekipą jeżdżą po Polsce i wchodzą do domów, żeby wybrać super rodzinę do reklamy. Moi rodzice się rozwiedli i było mi bardzo smutno, że nigdy nie będę miała szansy wystąpić w reklamie.

#nlUBd

Mój ojciec zawsze lubił wypić, a po alkoholu mu odbijało i stawał się bardzo agresywny. Potrafił przez parę godzin krzyczeć na nas bez powodu, a przemoc psychiczna (wobec nas i mamy) i fizyczna (wobec mamy, którą lubił kopać, szturchać, popychać itp.) była wtedy dla niego zabawą. Często stawał zadowolony i mówił, że jeśli coś nam nie odpowiada, to możemy wypierd**** z jego domu. Kiedyś, kiedy byłam mała, postawił przede mną kartkę i długopis i kazał napisać, o czym marzę. Powiedział wtedy: „No napisz, że chcesz, żebym przestał pić, ha, ha, ha”... Uznał to za bardzo zabawne.
Kiedyś, po kolejnej z awantur, mama znów wezwała policję. Siedzieliśmy z rodzeństwem w pokoju, cali zapłakani, nie mogąc już wytrzymać ze strachu i nerwów.
Rozmawialiśmy szeptem, a w pewnym momencie brat albo siostra powiedzieli coś śmiesznego, zapewne żeby dodać nam otuchy. Zaczęliśmy się wszyscy śmiać. Trochę nerwowo i niepewnie, ze łzami w oczach.
W tym momencie do pokoju wszedł policjant, który powiedział: „A wam co tak wesoło, może niepotrzebnie matka nas wzywała”...
Wtedy wszyscy zaczęliśmy znowu płakać... Dzięki, policjancie.

#Vl15m

To było dwa lata temu. Jechałam do mojego chłopaka w drugi dzień świąt bożonarodzeniowych. Wiadomo, jak kursują w ten dzień tramwaje i autobusy... a musiałam przejechać prawie pół miasta. W dodatku miałam ze sobą świąteczne jedzenie (karpia w galarecie i ciasto) plus blender (prezent od ojca) i torebkę dość sporo załadowaną. Zamówiłam więc taksówkę, żeby szybko i sprawnie dojechać na miejsce.

U moich teściów są zawsze tzw. zakrapiane święta, więc po drodze musiałam wstąpić na stację benzynową w celu zakupienia paru piwek. Taksówką przyjechał młody chłopaczek. Wydawał się ogarnięty. Powiedziałam mu, że musimy się zatrzymać. Przytaknął i powiedział, że i tak musi zatankować i nawet dobrze się składa. Zaproponował konkretną stację po drodze. Gdy już dojechaliśmy na stację, myślałam głupia bardziej o tym, jak ja sobie poradzę z tymi tobołkami na tej stacji niż o czymkolwiek innym. Miałam chyba jakieś chwilowe zaćmienie umysłu, bowiem wychodząc, zostawiłam moją torebkę, jedzenie i blender w taksówce. Przy sobie miałam jedynie telefon i kartę płatniczą. Wzięłam piwo, jakąś colę i ruszyłam do kasy... Po chwili na stację wbiegł chłopaczek... To był mój taksówkarz... Krzyknął tylko: „Ukradli mi taksówkę”... Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje, bo takie rzeczy to tylko w filmach... Niestety okazało się to prawdą. Okazało się, że ogarnięty chłopaczek nie był wcale taki ogarnięty i po zatankowaniu zostawił kluczyki w stacyjce... Długo nie minęło, jak ktoś to zauważył. Akurat tego wieczoru pewien koleś postanowił udać się na nocne kradzieże i trafiła mu się TAKSÓWKA. W dodatku z prowiantem i blenderem. Byłam przerażona...
Właściciel taksówki (bo okazało się, że chłopaczek chciał sobie tylko dorobić na święta i pożyczył samochód) odwiózł mnie na policję... no i ja z tymi browarami, z rozładowanym w międzyczasie telefonem wpadłam na komisariat. Poprosiłam pana policjanta, czy mogę te piwa przed zeznaniem gdzieś schować, bo tak głupio... Pozwolił mi. W dodatku pożyczył mi ładowarkę. Miałam już strasznie dość. W końcu dojechałam do teściów i jakoś ten dzień dobiegł końca. Nikt z mojej rodziny jak i z rodziny chłopaka nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama i mówi, że jakiś chłopak przyniósł moją torebkę (w środku został mój dowód)... Coś się plątał w zeznaniach, gdzie ją znalazł. Mama i babcia postanowiły wynagrodzić mu ten gest i dały mu chyba ze 40 zł.... Co się potem okazało? To był ten sam koleś, co ukradł taksówkę. Złapali go ostatecznie. Byłam informowana o rozprawach, bo narozrabiał wiele tego dnia, ale nie wiem, jaki jest jego dalszy los. Tylko blendera i jedzenia nie oddał :)

#B8pCg

Moja babcia ma od paru lat telefon komórkowy. Duży, z dużymi przyciskami, dedykowany dla seniorów. Pewnego dnia październikowego, moja mama otrzymuje od babci wiadomość: „Kup mi kminek”. W porządku, mama kupiła kminek, zostawiając w kuchni kilka paczek.
Mija miesiąc, pewnego listopadowego dnia, mama dostaje wiadomość: „Kup mi kminek”. No OK, znowu babcia pewnie coś będzie robić. Mama kupiła kilka paczek i zostawiła w kuchni (ponieważ późno wraca, nie rozmawiała z babcią i nie dopytywała, po co kminek).
Mija kolejny miesiąc. Grudzień – mama znów dostaje tego samego SMS-a: „Kup mi kminek”. Mama w końcu dzwoni do babci zaraz po otrzymaniu SMS-a z pytaniem:
– Co ty robisz z tym kminkiem?
Babcia zdezorientowana:
– A co?
– No dostaję już trzeci raz SMS, że mam kupić kminek, a w domu już kilka paczek kminku leży... 

Okazało się, że chcąc skasować SMS-y z telefonu, babcia wysyłała je ponownie :)
Dodaj anonimowe wyznanie