#Vl15m

To było dwa lata temu. Jechałam do mojego chłopaka w drugi dzień świąt bożonarodzeniowych. Wiadomo, jak kursują w ten dzień tramwaje i autobusy... a musiałam przejechać prawie pół miasta. W dodatku miałam ze sobą świąteczne jedzenie (karpia w galarecie i ciasto) plus blender (prezent od ojca) i torebkę dość sporo załadowaną. Zamówiłam więc taksówkę, żeby szybko i sprawnie dojechać na miejsce.

U moich teściów są zawsze tzw. zakrapiane święta, więc po drodze musiałam wstąpić na stację benzynową w celu zakupienia paru piwek. Taksówką przyjechał młody chłopaczek. Wydawał się ogarnięty. Powiedziałam mu, że musimy się zatrzymać. Przytaknął i powiedział, że i tak musi zatankować i nawet dobrze się składa. Zaproponował konkretną stację po drodze. Gdy już dojechaliśmy na stację, myślałam głupia bardziej o tym, jak ja sobie poradzę z tymi tobołkami na tej stacji niż o czymkolwiek innym. Miałam chyba jakieś chwilowe zaćmienie umysłu, bowiem wychodząc, zostawiłam moją torebkę, jedzenie i blender w taksówce. Przy sobie miałam jedynie telefon i kartę płatniczą. Wzięłam piwo, jakąś colę i ruszyłam do kasy... Po chwili na stację wbiegł chłopaczek... To był mój taksówkarz... Krzyknął tylko: „Ukradli mi taksówkę”... Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje, bo takie rzeczy to tylko w filmach... Niestety okazało się to prawdą. Okazało się, że ogarnięty chłopaczek nie był wcale taki ogarnięty i po zatankowaniu zostawił kluczyki w stacyjce... Długo nie minęło, jak ktoś to zauważył. Akurat tego wieczoru pewien koleś postanowił udać się na nocne kradzieże i trafiła mu się TAKSÓWKA. W dodatku z prowiantem i blenderem. Byłam przerażona...
Właściciel taksówki (bo okazało się, że chłopaczek chciał sobie tylko dorobić na święta i pożyczył samochód) odwiózł mnie na policję... no i ja z tymi browarami, z rozładowanym w międzyczasie telefonem wpadłam na komisariat. Poprosiłam pana policjanta, czy mogę te piwa przed zeznaniem gdzieś schować, bo tak głupio... Pozwolił mi. W dodatku pożyczył mi ładowarkę. Miałam już strasznie dość. W końcu dojechałam do teściów i jakoś ten dzień dobiegł końca. Nikt z mojej rodziny jak i z rodziny chłopaka nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama i mówi, że jakiś chłopak przyniósł moją torebkę (w środku został mój dowód)... Coś się plątał w zeznaniach, gdzie ją znalazł. Mama i babcia postanowiły wynagrodzić mu ten gest i dały mu chyba ze 40 zł.... Co się potem okazało? To był ten sam koleś, co ukradł taksówkę. Złapali go ostatecznie. Byłam informowana o rozprawach, bo narozrabiał wiele tego dnia, ale nie wiem, jaki jest jego dalszy los. Tylko blendera i jedzenia nie oddał :)
LubieBzy Odpowiedz

Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłaś to zastrzeż wszystkie karty i dokumenty, które były w torebce. Z doświadczenia zawodowego, unikniesz wielu potencjalnych problemów, które są o wiele gorsze niż wyrobienie nowych.

sinusoidazemniejest

Nawet jak dokumenty powróciły? 😱Rozwiń proszę

HansVanDanz Odpowiedz

Strasznie to mało prawdopodobne, ale to tylko moja opinia.

Dodaj anonimowe wyznanie