#vGqQn
Ostatnio przeszła samą siebie.
Kiedy w końcu po prawie dwóch tygodniach naszej nieobecności mąż chciał wyrzucić ciasto z imprezy (zapomnieliśmy to zrobić przed wyjazdem), teściowa powiedziała, że ona to zrobi, bo musi też coś swojego wynieść. Mąż przystał na to i więcej o tym nie myślał.
Następnego dnia do teściów przyszli goście. Kiedy przyszliśmy się z nimi przywitać, momentalnie zrobiło nam się niedobrze, ponieważ goście właśnie wcinali nasze stare ciasto...
To nie jedyny obrzydliwy pomysł mojej teściowej. Ale teraz już wiem, że więcej u niej nic nie zjem.
Ciasto po dwóch tygodniach jest albo spleśniałe, albo suche. Dziwne, że nie wstydziła się tego podać.
Inna sprawa, że ja też nie lubię marnować jedzenia i zdarza nam się zjeść coś po terminie. Nie każde danie psuje się od razu. Czasem można coś poddać dodatkowej obróbce cieplnej i będzie ok.
Ale fakt, zepsute jedzenie albo sporo po dacie wyrzucam i tylko jestem zła na siebie, że kupiłam za dużo albo zapomniałam.
Kolejne stare wyznanie sprzed kilku lat, co właśnie dostało ,,drugie życie”. Początek końca Anonimowych?
Nie początek a środek