Kiedyś byłem bardzo nieśmiały, miałem problem z nawiązywaniem kontaktów i proste czynności, takie jak zakupy w sklepie, sprawiały mi nie lada trudności. Poznałem wtedy wspaniałą dziewczynę. Chodziliśmy do tej samej szkoły, na przerwach rozmawialiśmy ze sobą, spędzaliśmy dużo czasu razem, ale tylko w szkole. Po kilku dniach walki wewnętrznej z samym sobą, zebrałem się na odwagę, żeby ją zaprosić ją na randkę.
Mieszkałem w miejscowości oddalonej o około 30 km od miasta, w którym mieliśmy się spotkać. Zadowolony, szczęśliwy, schludny i pachnący wsiadłem do autobusu. Nie przejechał nawet 5 km, gdy odczułem pilną potrzebę skorzystania z toalety. Na tak zwaną "dwójkę". Ale spiąłem się i pomyślałem "Na dworcu są toalety, wytrzymam". Więc jedziemy dalej, ale potrzeba coraz silniejsza. Cały czerwony, nie mogąc dłużej wytrzymać, wysiadam dwa przystanki wcześniej. Lecę do pobliskiej przychodni, jednak tam nie ma nigdzie WC. Lecę więc do sklepu naprzeciwko, ale nagle poczułem dziwną ulgę. Parę minut mi zajęło, żeby zrozumieć, co tak naprawdę się stało.
Nawaliłem sobie w gacie i musiałem wracać ponad 25 km pieszo do domu. Tak oto skończyła się moja pierwsza randka, zanim w ogóle się zaczęła. Moja nieobecność nie zakończyła tej znajomości, wręcz przeciwnie. Do dzisiaj jesteśmy zgraną parą, która radzi sobie ze wszystkim. I pomimo małej wpadki okazało się, że nawet coś, co ma gówniany początek, może skończyć się szczęśliwie.
Mam 38 lat, kilka fajnych historii łóżkowych, ale największy orgazm jaki przeżyłam przytrafił mi się podczas prowadzenia auta (na szczęście stałam w korku) ze zdenerwowania, że nie zdążę na prom w Świnoujściu. Teraz czasem sama inicjuję nerwowe sytuacje, takie jak wyjście z domu na ostatnią sekundę (by prawie spóźnić się na umówioną wizytę), gdyż strasznie mnie to podnieca.
Zabrzmi to absurdalnie, dziwnie, niedorzecznie, groteskowo itd... ale mojemu życiu nadaje sens... Eurowizja.
Można się śmiać, ale niejednokrotnie borykałem się z różnymi problemami, negatywnymi myślami, cierpieniem i bólem. Wówczas zacząłem słuchać moich ulubionych piosenek, oglądać głosowania, całe konkursy, recapy, rankingi innych fanów. Czytam fanfiki i strony poświęcone konkursowi. Oczywiście nie myślę o niej 24/7, ale zawsze jak mam zły humor, mam jakiś problem, albo bardzo negatywne myśli, które czasem mnie nachodzą, myślę o tym konkursie. Puszczam sobie te piosenki, nawet piszę własne wyobrażając sobie, że to ja występuję na scenie. Na szczęście mój psycholog mnie chwali za to, że mam coś, co mnie podnosi na duchu. Cały czas pracuję z moimi negatywnymi uczuciami i sądzę, że coraz lepiej mi idzie.
Ot, tak nietypowo.
Najgorsza akcja, jaką odwaliłam, nigdy nikomu o tym nie opowiem, bo wstyd mi do dziś.
Wiecie jak to jest? Ta radość, kiedy budzicie się w wolny poranek, słońce świeci, wpadają pierwsze promyki przez okno, czuć wiosnę, ptaszki ćwierkają, sięgasz po telefon, żeby sprawdzić godzinę i czy aby za szybko się nie obudziliście, to dopiero by była tragedia. Zaglądam, a tu... przelew! Dostajesz wypłatę, więc jako prawdziwa Grażyna trzeba by było się umyć, ubrać, wciągać buty i szybko śmigać do sklepu po swoje upragnione spodnie i parę innych rzeczy, które miałam wyszperane w necie już tydzień temu, więc tak też zrobiłam. Po drodze strasznie chciało mi się siku, w sumie to powiedziałabym nawet, że lać, naprawdę mocno, ale co tam, myślę sobie - wytrzymam!
Wchodzę do sklepu, szukam, szperam - są! Biorę swój rozmiar, zasuwam do przebieralni, wciągam, pasują idealnie! Oglądam się parę razy i nagle... czuję, że zaraz wyleje się ze mnie wodospad, więc tam skaczę, dreptam i nic! Nadal chce mi się siku! Próbuję ściągnąć szybko spodnie, żeby je kupić i spierdzielać do ubikacji, a tu w połowie Niagara wylana... moje wymarzone spodnie mokre, więc co mogłam zrobić? Ściągnęłam majty, wsadziłam do torebki, ubrałam swoje suche spodnie i teraz pomyślelibyście, że szybko wybiegłam? Ależ skąd! Poszłam po jeszcze jedne, ten sam rozmiar, jak gdyby nigdy nic, poszłam do kasy, kupiłam je i wtedy dopiero wiałam aż się wszystko kurzyło.
Przepraszam panie ze sklepu. Wstyd straszny, dopiero jak wróciłam do domu, to wszystko do mnie dotarło. Przepraszam za spodnie i podłogę, za swoją głupotę. Jest mi wstyd.
PS Do sklepu chodzę dalej, ale w innej galerii. A spodnie mam do dziś, są piękne! I przysięgam, że jestem normalna, prawie.
Zrobiłem prezentację na biologię. Pani średnio zna się na technologii i nie było możliwości, aby wysłać prezentację mailem, dlatego trzeba było przynieść ją na pendrive. W dzień pokazywania prezentacji rano przeniosłem ją na pendrive. Gdy to zrobiłem, musiałem pójść do łazienki się ogarnąć. Później poszedłem do szkoły.
W szkole włączyłem prezentację, pierwsze slajdy były poprawne, ale po kilku slajdach ja oraz pani nauczycielka doznała szoku. Zamiast slajdu o chorobach każdy w klasie zauważył nagą kobietę oraz mężczyznę. Pani zaczęła krzyczeć, klasa w śmiech. Ja w pośpiechu i zakłopotaniu próbuję włączyć kolejne slajdy, ale znowu było na nich to samo. Próbuje wyłączyć prezentację klawiszem escape, ale na moje nieszczęście klawisz był zepsuty. W mocnym stresie wyłączyłem laptopa. Usiadłem przy ławce cały czerwony. Pani nauczycielka zabrała mnie do dyrektora, aby wytłumaczyć co to było.
Później okazało się, że była to sprawka mojego brata, który zrobił mi okropny żart. Brat dostał od ojca mocny wpierdziel oraz karę od dyrektora. Ale co ja się wstydu najadłem, to moje.
Na imprezie studniówkowej (5 lat temu) kolega wpadł na genialny pomysł, by wznieść toast za to, żebyśmy na co dzień do pracy chodzili ubrani tak, jak ubrani jesteśmy w tej chwili (garnitur, elegancka koszula, buty). Wszyscy przyjęli tę propozycję z entuzjazmem i ochoczo wypili po kielichu.
Do dzisiaj chce mi się śmiać, kiedy sobie o tym przypomnę w pracy, wyprowadzając trumnę z nieboszczykiem z kościoła.
Jak miałam 7 lat, ukradłam rzecz ze sklepu. Byłyśmy z mamą w osiedlowym spożywczaku, a ja poprosiłam ją, by kupiła mi jajko z niespodzianką. Wtedy to był mój ulubiony słodycz i zawsze po powrocie ze szkoły wstępowałyśmy do sklepu kochanej pani Basi i mama kupowała mi ten czekoladowy przysmak. Jednak tamtego dnia stwierdziłam, że zasłużyłam na więcej niż tylko 1 jajko, bo przecież dostałam aż dwie 6 w szkole. Stojąc przy kasie, kiedy mama i pani Basia zajęte były zakupami, stanęłam na palcach i bardzo szybko zwinęłam jeszcze jedno jajko z pudełka i schowałam do kieszeni kurtki (drugie kupowała mama). Nikt nic nie zauważył.
Szczęśliwa wróciłam do domu i od razu zjadłam te dwa, pyszne jajka z niespodzianką. Jednak kilka tygodni później, siedząc w szkolnej ławce na lekcji religii, słuchałam o 10 przykazaniach bożych. Byłam przerażona, gdy usłyszałam, że jednym z nich jest "Nie kradnij". Ja, przykładna chrześcijanka, ukradłam niedawno jajko ze sklepu! Miałam ogromne wyrzuty sumienia i spytałam się starszej siostry, czy złodzieje idą do piekła.
- Raczej niczego nie ukradłaś, więc nie masz się o co martwić - powiedziała, a ja wybuchnęłam płaczem i wszystko jej opowiedziałam.
Siostra uspokoiła mnie, że gdy wypowiadam się z tego grzechu, to Bóg mi wybaczy. Dwa lata z niecierpliwością czekałam, aż będę mogła się wyspowiadać, a kiedy to nastąpiło, ze stresu zapomniałam. Na szczęście udało się następnym razem, a 9-letnia ja odetchnęłam z ulgą.
Robiłam kiedyś większą domówkę, na którą zaprosiłam m.in. kumpla z dziewczyną. Wszyscy już byli na miejscu oprócz nich. Ktoś rzucił pomysł, żeby do nich zadzwonić i ich pospieszyć. Telefon był podłączony do jebutnych głośników. Dzwonię, Kamil odbiera i słyszymy jęki, plaski, mlaski, krzyki i "ooo tak, rżnij mnie mocniej", "ale jesteś ciasna, zaraz eksploduję" i przeciągły, głośny stęk rozkoszy. To wszystko trwało kilkanaście sekund, a ja byłam tak zaskoczona, zażenowana i zszokowana jednocześnie, że dopiero po wszystkim ogarnęłam, żeby wyłączyć telefon. Sami zainteresowani nie dowiedzieli się o tym co się odjebało i nikt ich w tym nie uświadomił, bo i po co? Jednak co ciary żenady mnie przeszły jak przyszli do mnie spóźnieni prawie 2 godziny, to moje...
Drodzy Anonimowi, postanowiłam się podzielić moją i nie tylko moją historią.
W wieku 26 lat wyjechałam do pracy na Sycylię, miałam popracować tylko trzy miesiące, ale jestem tu już siedem lat. Poznałam fantastycznego mężczyznę, wyszłam za mąż, niestety nie mamy dzieci.
Mam w Polsce kuzynkę, której nie za bardzo się powodzi finansowo. Ania pracuje w sklepie odzieżowym, jej mąż jako konserwator i by się wydawało, że jak oboje pracują, to powinno być dobrze. Mają dwóch chłopaków, Kacpra 10 lat i Marcina 12 lat.
Marcina od pięciu lat, a Kacpra od czterech lat regularnie zapraszam do siebie na wakacje.
Wiadomo morze, plaże. Chłopcy spędzali u mnie zawsze sześć tygodni.
Finansowałam wszystko, bilety, utrzymanie, zabawy, np. lunapark. Ania była mi wdzięczna, nieraz powtarzała, że inaczej nie wie, co by zrobiła z dziećmi w wakacje, bo pracuje.
Razem z mężem kochamy tych dzieciaków, ale coś się zmieniło.
Chcąc zarezerwować bilety lotnicze, chciałam z Anią uzgodnić termin wylotu i dowiedziałam się, że w tym roku chłopcy nie przyjadą do mnie, ponieważ nie potrzebuje już mojej ''łaski''. Nigdy nie dałam jej odczuć, jakbym robiła to pod przymusem, jak już pisałam kocham dzieciaki. Prezenty na Boże Narodzenie, finansowanie zajęć dodatkowych, tj. Marcinowi opłacałam klub karate, a Kacprowi piłkę.
I nie wiem co się nagle zmieniło.
Czy to słynne 500+? Nie wiem.
Co mam zrobić? To moja jedyna rodzina oprócz męża.
Moja dziewczyna ma fioła na punkcie naszego psa. Ostatnio dostała nową pracę, która wymaga od niej spędzania większej ilości czasu poza domem (jej wcześniejsza robota była zdalna, tak że wiecie, mogła pracować i opiekować się psiakiem jednocześnie). Po dwóch tygodniach zaczęła rozważać porzucenie pracy przez to, że „Maksiu siedzi za długo sam w mieszkaniu”. Jednak zanim to zrobiła, postanowiła zabrać psa ze sobą… do pracy. Oczywiście odradzałem jej, byłem pewien, że dostanie jakąś naganę.
Efekt? Wszyscy się ucieszyli, szef pochwalił ją za wprowadzanie pozytywnej atmosfery w biurze, i teraz jeździ z psem do roboty trzy razy w tygodniu.
Dodaj anonimowe wyznanie