#Cl7Ff

Kiedyś w gimnazjum był taki chłopak. Generalnie ubrania kupowała mu mama, majtki, skarpetki, buty etc. W stylu każdego stereotypowego polskiego dziadka - kapcie w siateczkę, skarpety koniecznie długie, spodenki z paskiem podciągnięte pod pępek, Januszowa koszula i kamizelka (zależy jaka pora roku, latem taka na ryby, w zimę sweter bez rękawów). Również go obcinała, zeszyty też mama wybierała. Niebrzydki, ciało niewyćwiczone, aczkolwiek okej. Oto zarys wyglądu. A teraz charakter.

Mamusia mu mówiła, że jest super, przystojny, świetny, każda dziewczyna się za nim ogląda, dżentelmen, tylko brać. I on tak sobie to przyjął, że to prawda. W rzeczywistości mistrz arogancji, zadufany, generalnie cichy. Zawsze się alienował tak sam z siebie, inni nie są dla niego dobrym towarzystwem. Damy do berła - jego opinia.
Obrał sobie mnie za cel. Na początku tylko stawał na przerwie naprzeciwko klas, pod którymi siedziałam. Potem już siedział obok pod moją klasą. Zaczął chodzić za mną do domu i wracał do siebie. Potem już zostawał po lekcjach, albo się zrywał żeby za mną iść. Dołączył do grupy, do której należałam żeby być bliżej. Nigdy nie zagadał. Ale jak już zaczął, nękał mnie wiadomościami. Stał pod moim oknem. Czekał w parku, do którego chodziłam z psem, a że robiłam to zawsze w tych samych godzinach (pies miał w dupie zegarek nie pytajcie, trzeba było chodzić tak jak se panicz wybrał), to łatwo złapał rytm.

Przełomem były głuche telefony, puste dzwonienia domofonem, pukanie w drzwi moich klas.

Nie wytrzymałam, dobitnie lecz delikatnie, dałam do zrozumienia, że nigdy nie będziemy razem i żeby dał mi spokój.
Poszedł z tym do dyrektora, że go nękam, że moi znajomi go biją (sam się bił), że kazaliśmy mu zgolić głowę na łyso (sam zgolił w domu) i że takie dziewczyny jak ja powinny trafić do poprawczaka, bo niszczą tak dobrych chłopaków, a on był tylko miły.

Gdyby nie nagrania znajomych z klasy nie udowodniłabym nikomu, że to nie moja wina. Rozeszło się po kościach, bo był to mój ostatni rok. Wyjechałam, nie spotkałam go nigdy.

Ostatnio w internecie czytałam podobną historię, tylko ze strony chłopaka. Wykreowane tak, że ona była potworem i blacharą, która leci tylko na bogatych chłopaków i że ci dobrzy nie mają szans.
Ten też był "dobry" ale zgodzicie się, że nie ja tutaj zawiniłam. Nie wszystkie dziewczyny są takie jakie opisują je rozgoryczeni chłopcy. I nie, nie dawałam mu żadnych aluzji czy złudzeń, nawet nie wiedziałam o jego istnieniu. Lęk pozostał do dziś, bo mam wrażenie, że zaraz wyjdzie zza drzewa albo zobaczę go za oknem. Okropne.
AmziToIzma Odpowiedz

Też miałam takiego adoratora, pisałam o nim już kilka razy, więc nie będę wszystkiego powtarzać, napomknę tylko, że też wystawał mi pod domem, pod szkołą, przyjeżdżał do mojego rodzinnego miasta do knajpy, w której byłam ze znajomymi (dostawał cynk od wspólnego znajomego, gdzie jestem), wydzwaniał, wypisywał, zakazywał kontaktu z kolegami, bo ON MA BYĆ JEDYNYM, raz nawet siłą wciągnął mnie do auta. Broniłam się, tłumaczyłam, prosiłam, aa jak powiedziałam raz i dobitnie, żeby mnie zostawił, to się obraził, a ja zostałam suką, bo odepchnęłam takiego dobrego chłopaka, który tak się starał. Tak się starał, że aż się go bałam, faktycznie fajnie.

aceofspades

Ja też przez takie coś przeszłam. Mój adorator znalazł jakimś cudem mój polski adres (mieszkam w Anglii, a koleś jest anglikiem i nie zna w ogóle polskiego), łącznie ze wszystkimi dojazdami z lotniska (co nie jest łatwe, bo pochodzę z małej wioski, gdzie autobusy rzadko jeżdżą). Opisał mi całą trasę i dodał na końcu "widzisz, nigdy przede mną nie uciekniesz, znajdę cię choćby na końcu świata".

AmziToIzma

aceof, najgorsze jest to, że większość takich adoratorów potrafi wzbudzić ogromną sympatię w naszych bliskich, potrafią każdą sytuację przedstawić zupełnie inaczej, niż wyglądała w rzeczywistości. Mnie część znajomych dosłownie zbeształa za to, że złamałam mu serce! Bo to był taki miły, uroczy chłopak, tak się o mnie starał tyle czasu, a ja go potraktowałam jak ostatnia suka, która go zwodziła i dawała nadzieję. Jaką nadzieję? Od początku powtarzałam mu, że nic z tego nie będzie, ale znajomi wiedzieli lepiej... Nawet nie chcieli wierzyć, kiedy mówiłam, że zaczynam się go bać, bo jest wszędzie. Raz zaprosił mnie kuzyn do Warszawy na weekend, kiedy adorator dowiedział się, że jestem w Warszawie (około 350km od mojego miasta), napisał do mnie wściekły, że pewnie jakiś frajer mnie poderwie, a on na to nie pozwoli, nie pozwoli, by ktoś mu mnie zabrał, nie mam prawa spotykać się z kimś innym, że już dzwoni po kumplach i będzie jechał do Warszawy, a ja MUSZĘ podać mu adres, pod którym się zatrzymałam, bo inaczej będzie jeździł po całej Warszawie i mnie szukał, aż znajdzie. Szaleniec, to się w głowie nie mieści... A ja tego uroczego słodziaka nie chciałam, co za suka ze mnie.

aceofspades

Ja tak miałam gdy zerwałam z moim byłym chłopakiem, który był psychopatą. Zerwałam z nim gdy mnie uderzył, ale nikt w to nie wierzył, bo przy mojej rodzinie grał super idealnego chłopaka.
A on naprawdę był nienormalny. Np. taka historia: w tamtym czasie pracowałam jako opiekunka do dzieci i w jeden weekend akurat opiekowałam się dwójką w wieku 4 i 6 lat. On poszedł ze mną i graliśmy z dzieciakami w taką grę, że łowiło się rybki na wędki z magesem. Ja złowiłam kilka, dzieci też, a on ani jednej. Tak się przez to wkurzył, że wziął tę zabawkę i rzucił nią o ścianę, przeklinając przy tym strasznie i drąc się, że my oszukujemy i on nie będzie grał w takie głupie gry. To było w sumie takie jego pierwsze dziwne zachowanie i było mi tak wstyd, że nikomu o tym nie powiedziałam. I to był mój błąd, bo potem było tylko gorzej. Oczywiście przy mojej rodzinie i znajomych udawał tak cudowną osobę, że wszyscy go uwielbiali. Na osobności zachowywał się jak chory psychicznie, gdy coś mu nie odpowiadało, to walił pięściami i głową w ścianę do krwi, rozwalał przedmioty w drobny mak, a jak z nim zerwałam, a zrobiłam to w jego aucie, to zablokował drzwi i powiedział, że jak nie będę z nim to nie będę z nikim i zabije mnie, i siebie. Udało mi się uciec, ale to była akcja jak z jakiegoś filmu. Z tego co wiem to teraz siedzi w więzieniu bo zgwałcił jakąś dziewczynę, więc i tak miałam dużo szczęścia, że udało mi się od niego uciec.

scor Odpowiedz

Zawieś na ścianie naprzeciwko okna wiatrówkę, a żaden tego typu chłopaczek już do niego nie podejdzie.

ohlala Odpowiedz

Ta, tak wyglądają ci "dobrzy" faceci. Jak facet sam o sobie mówi, że jest dobrym facetem, to należy zwiewać na drugi koniec kraju.

Feniks06

No tak... Świetna rada. Gdy natomiast facet powie: czasem mam ochotę Ci przyjebac to wtedy jest ten dreszcz emocji i motyle w brzuchu nie? Lobus kocha najbardziej :P

Skylla

@Feniks06 Istnieje jeszcze trzeci typ: normalni faceci.

Cero

@Feniks06 są faceci, którzy nie określają się jako "dobrzy" i też nie gadają, ze zastosują wobec dziewczyny przemoc.
Nie raz od takiego "co ma ochotę przyjebać" łatwiej uciec niż od "nice-guy'a".
Od takich panów idealnych, miłych chłopaczków, etc trzeba uciekać. Potrafią prześladować nawet latami po zerwaniu. Na samą myśl mam dreszcze i mi niedobrze.
"Przecież to takie romantyczne, ze stoi pod twoim domem 24h i w deszczu!". brrr... szczególnie gdy kilka dni wcześniej cie wykorzystał seksualnie gdy się źle czułaś i zemdlałaś. Zamiast zadzwonić po pomoc to zgwałcił i się dziwi, że dziewczyna ucieka gdzie pieprz rośnie.

Fina Odpowiedz

Niestety łącze się w bólu, mój nękacz był tak natrętny, że sprawa trafiła na policję, czekam na termin rozprawy. Metody na przekonanie mnie do siebie miał różne: wystawanie pod domem, niechciane prezenty, nękanie mojej rodziny, znajomych, groźby karalne pod moim adresem i mojego partnera oraz uszkodzenie jego auta. Najgorsze, że to kolega ze szkolnej ławki mojego partnera… w stalkingu najbardziej denerwuje mnie fakt, że tłumaczyc się musi ofiara, czy aby na pewno go nie podrywalam, czy nie dawalam jakiś sygnałów. Po co zapraszałam do domu kolegów partnera na jego urodziny? Innym takie rzecz się nie zdarzają, więc to na pewno MOJA wina

bazienka

to ejst wtorna wiktymizacja i mozesz odpowiadac na te pytania prosba o zaprzestanie wtornej wiktymizacji wlasnie
to chore, jesli koles wydzwania, wystaje pod domem czy rpaca, wysylasetki sms. normalni ludzie nawet w zwiazkach tak nie robia ( jasne, dzwona, pisz ai czasem odbieraja z pracy, ale nie an taka skale, zeby codzienie i wszedzie za toba lazic), a co dopiero odrzucony adorator

Fina

Bazienka, ale oni „chcą dobrze”, „chcą mi pomóc, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła”… to jest mechanizm obronny w psychice człowieka, który ma mu udowodnić, że na zle rzeczy, trzeba sobie zasłużyć. Zadaję zwykle pytanie, czy gdyby mnie zgwałcił, to również zaczynaliby rozmowę od analizy ubioru? A jeśli tak, to mowie o statystykach, gdzie wielkość ofiar gwałtów miała na sobie spodnie.

Lunathiel

Niedobrze się robi jak czytam takie historie o przesłuchaniach. Stalking, molestowanie czy inne tego typu zachowania to poważne przestępstwa i każdy kto przychodzi je zgłosić powinien być poważnie potraktowany. Takie osoby (głównie "tacy faceci", nie oszukujmy się) stanowią duży odsetek przyszłych potencjalnych gwałcicieli czy zabójców. Więc nigdy nie zrozumiem dlaczego policjanci zamiast od razu załączyć czerwoną lampkę i dla świętego spokoju zająć się sprawą, wolą zbywać ofiary i kazać im czekać aż coś gorszego się wydarzy? No i najważniejsze: czemu zadają tak obraźliwe, krzywdzące, tendencyjne pytania, kiedy wystarczyłoby bezstronne zebranie wywiadu od jednej i drugiej strony? Nie jestem ekspertem, ale zakładam, że zazwyczaj spokojnie da się ocenić co jest prawdą, po samym fakcie kto zgłasza sprawę na policję i ile sytuacji szczegółowo opisuje. A jeśli się nie da, to dopiero wtedy dopytuje się o takie rzeczy jak "czy pani go nie podrywała, nie dawała jakichś sygnałów".

Fina

Lunathaniel „życzliwi” to osoby z mojego otoczenia, rodzina, znajomi, policja zachowała sie wzorowo, mogę w każdej chwili zadzwonić do „swojej” policjantki i wiem, że wesprze mnie na duchu. Pan, który mnie przesłuchiwał, marzenie, rzadko spotyka się tak empatycznego faceta, powinien być psychologiem :) zaznaczę, że obydwoje mają znajomych (przynajmniej tak twierdzą) w mojej sytuacji.

Lunathiel

@Fina O, jak dobrze to słyszeć! Cieszę się, że przynajmniej w tej kwestii jednak było lepiej niż to sobie wyobraziłam. Już myślałam, że to kolejna smutna historia z policjantami, który nie umieją porządnie wykonać swojej pracy. Super, że są i tacy porządni :)

GeddyLee Odpowiedz

W sumie mu współczuję. Matka go skrzywdziła, po czym dostał w ryj od rzeczywistości, do której nie był w żaden sposób przygotowany.

ali99 Odpowiedz

Śmieszne jest to, że w filmach bardzo często takie zachowania, jak ciągłe nachodzenie wybranki, są pokazywane jako pozytywne, a główny bohater jako ten starający się i wytrwały, zawsze w nagrodę cel osiąga. A w prawdziwym życiu to się nazywa stalking.

Lunathiel

Czy ja wiem? Jest spora różnica pomiędzy paroma próbami podejścia do dziewczyny bo np. koleś jest nieśmiały i się wstydzi zagadać, a notorycznym łażeniem za nią krok w krok, puszczaniem głuchych telefonów, sygnałów na domofon czy ton wiadomości pozostawianych bez odpowiedzi. Also, w filmach jak "słodkie" zwykle pokazywane są wątki osób, które nawzajem się sobą interesują, tylko wstydzą się to sobie powiedzieć i druga strona dowiaduje się o tym np. przez kolegę/koleżankę. W stalkingu najważniejszym problemem jest to, że strona stalkowana nie chce być nachodzona. To naprawdę niebo a ziemia :')

vFuchsberg Odpowiedz

Zaraz mnie zjecie... Otarłem się w swoim życiu o bycie takim stulejarzem, choć nie zdarzyło mi się nikogo śledzić. Nie znam się na psychologii i w ogóle, ale najlepsze, co mnie w życiu uczuciowym spotkało to to, że dostawałem spektakularne kosze. Ogarnąłem się, mam świetną dziewczynę, z którą wspólnie się czasem nabijamy z tych przygód :D.

Jak sobie przypomnę, co miałem wtedy w głowie (a byłem dość lubianą, normalną osobą), to aż strach.

bazienka Odpowiedz

a ja myslalam, ze zostanie dziwka po tym jak facetowi NIE dalam bylo slabe...

izka8520

@bazienka ja też tego nie rozumiem. Dlaczego odrzucony natręt, któremu dziewczyna ODMÓWIŁA nazywa ją dziwką? Według mnie jest odwrotnie

Fantagiro Odpowiedz

Jestem wdzięczna losowi, że mój nękający adorator tak łatwo sobie odpuścił. Poznałam go w liceum przez koleżankę z klasy. Jeździliśmy razem autobusem. Na początku było fajnie. Nawet poszłam z nim na randkę. Po tygodniu spotykania się miałam dość. Czekał na mnie na przystanku, odprowadzał do szkoły i czekał na mnie po lekcjach. Całe szczęście, że nigdy nie dałam mu się odprowadzić pod drzwi domu. Jak mu podziękowałam za znajomość to następnego dnia znów na mnie czekał pod szkołą. Wracałam do domu okrężną droga. Później kilkanaście dni kumple ze szkoły musieli mnie odprowadzać do domu. Obstawa kilku chłopaków zrobiła swoje. Odpuścił. Miałam szczęście, że tylko tyle się wydarzyło. Doskonale Cię rozumiem.

bazienka Odpowiedz

i tak sie wlasnie tworza incelle, polecam poczytac
szczegolnie o tych z USA

Lunathiel

r/niceguys. Przypuszczam że znasz i lubisz, bo kojarzę Twoje komentarze i wiem, że miałaś nieprzyjemność z takim, ale jak ktoś nie widział to polecam :') Dobry poradnik jak NIE robić 🙃

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie