Moja rodzina należy do tych praktycznych i oszczędnych, zawsze miałam telefon po mamie, a po mnie babcia. Miało to uzasadnienie w tym, że babcia z racji wieku miała trudności z nowymi technologiami, a telefonu używała rzadko. Jednym z tych telefonów był samsung z klapką, kolorowy wyświetlacz i nawet zdjęcia można było robić, dla babci trochę kosmos, ale ogarnęła podstawowe funkcje.
Pewnego dnia, a był to pierwszy kwietnia, prima aprilis, babcia długo nie odbierała telefonu. Gdy w końcu się udało, babcia wyjaśniła, że trudności z odbieraniem wynikały z tego, że ekran telefonu się „odwrócił i wszystko jest do góry nogami i są jakieś czarne paski”. Babcia nie załapała, że się zepsuł, a mama postanowiła wykorzystać sytuację. Wyjaśniła babci, że to taki primaaprilisowy żart od t-mobile. Babcia biedna wzięła to na poważnie i w te pędy wybrała się do punktu operatora, żeby „odwrócili z powrotem”.
Ale prawdziwym mistrzem okazał się konsultant w punkcie, który w kamienną twarzą oznajmił, że „jest to sygnał, że w ekranie telefonu kończy się tusz, że wystarczy go napełnić”. W okolicy nie było żadnego punktu napełniania tuszu, więc babcia wróciła do domu i zadzwoniła jeszcze raz poinformować nas, jak wyglądają sprawy.
Wieczorem wpadliśmy do babci z nowym telefonem, takim z dużym zapasem tuszu w ekranie...
Parę lat temu, w akademiku, gdzie przez jakiś czas pomieszkiwałem, zakwaterowany był czarnoskóry student, który dopiero uczył się polskiego. Nazywał się Abdu. Gość był lubiany i chętnie podłapał tendencję do głupich numerów, które wszyscy sobie wykręcaliśmy. Jednak to on padł ofiarą najokrutniejszego żartu, na jaki można by wpaść.
Jeden z kumpli dał mu koszulkę pewnego klubu sportowego i wręczył bilety na mecz. Murzyn ucieszył się, bo w swoim kraju grywał w lokalnej drużynie futbolowej. Poszedł więc z kolegą, który sprezentował mu bilet, na stadion. Przy wejściu panowie się rozdzielili. Towarzysz naszego afrykańskiego przyjaciela powiedział, że musi iść na chwilę do toalety i poprosił, aby Abdu czym prędzej zajął miejsce, bo pewnie lada moment ktoś ich podsiądzie. Biedny Abdu poczłapał więc na sektor, którego numer widniał na bilecie. Jak się pewnie domyślacie, chłopak trafił na najtańszą strefę dla kiboli przeciwnej drużyny niż ta, której logo widniało na jego koszulce... Żart to paskudny i godny największego potępienia (kolega, który był za to odpowiedzialny, dostał potem bardzo surową reprymendę od całego akademika — to zresztą temat na zupełnie inną opowieść). Czarnoskóry Abdu w koszulce wrogiej drużyny zasiadł na swoim miejscu i wzbudził bardzo mocne zakłopotanie wśród kiboli. Nie dostał jednak lania ani nikt go nie wyzwał żadnym rasistowskim tekstem. Lody zostały szybko przełamane. Ktoś go poklepał po plecach, ktoś inny podał mu piwo, a jakiś szczerbaty dres bardzo płynnym angielskim życzliwie do niego zagadał.
Po meczu Abdu poszedł ze swoimi nowymi kumplami do jakiejś mordowni, speluny tylko dla kibiców ich drużyny, i został tam przyjęty jak najprawdziwszy afrykański monarcha. Po zakończeniu imprezy kibole zrzucili się na taksówkę dla niego... Wrócił do akademika w środku nocy, pijany i cały w skowronkach.
A mówią, że Polska to taki rasistowski, ksenofobiczny kraj.
Pracuję jako sprzedawca ogniw fotowoltaicznych i jestem dość dobry w moim fachu. Szybko nawiązuję dobry kontakt z klientami i zazwyczaj dobijamy targu. Nie mam jednak dobrych relacji z moim szefem, który zdaje się nie doceniać wysiłku, który wkładam w tę robotę. Zacząłem więc po cichu szukać sobie jakiejś alternatywy i szybko dostałem propozycję od konkurencyjnej firmy. Jeśli zgodziłbym się na przyjęcie oferty, to dostałbym znacznie lepszą pensję. Nie chcąc jednak palić za sobą mostów, poszedłem do mojego szefa i powiedziałem mu o tym, licząc, że ten zrozumie, jakim dobrym pracownikiem jestem i uczciwie podniesie mi wynagrodzenie. Stało się jednak inaczej. Prezes, w trybie natychmiastowym, zwolnił mnie z roboty, a następnie zadzwonił do przedsiębiorstwa, które chciało podpisać ze mną umowę. Powiedział im, żeby na mnie uważali, bo właśnie wyrzucił mnie z pracy po tym, jak zostałem rzekomo złapany na paleniu trawki przy klientach...
Jak możecie się domyślić – firma wycofała swoją ofertę i obecnie jestem utalentowanym, bezrobotnym sprzedawcą ogniw fotowoltaicznych.
Często odwiedzam swojego brata i jego rodzinę, mieszkam bardzo blisko nich. Ostatnio już wychodziłam i jego żona poprosiła mnie o wyrzucenie śmieci. To nic wielkiego, więc wzięłam ten wór z sobą.
Zamyśliłam się tak bardzo, że zaniosłam ten worek do siebie do domu, zapominając skręcić do śmietnika...
Taki upał, że nie chciało mi się nic gotować, więc zdecydowaliśmy z mężem, że zjemy obiad w restauracji niedaleko. Gdy przechodziliśmy przez ulicę, usłyszałam klakson samochodu (dwa krótkie sygnały). Obejrzałam się, a to moja szefowa, z uśmiechem na twarzy. Już podnosiłam rękę, by do niej pomachać, gdy słyszę mojego męża, jak się wydziera: „I co trąbisz, pindo niedomyta, nie widzisz, że po pasach idziemy?”.
Pracuję w tej firmie dopiero od paru tygodni... Jutrzejszy dzień w pracy zapowiada się bardzo żenująco.
Jestem dość szczupła, taka zwyczajna, ale chciałam poprawić trochę kondycję i ujędrnić to czy tamto. Zapadła decyzja — idę na siłownię, po konsultacjach ze znajomymi padło na pewną małą siłownię, ale za to w godzinach, jakie mi pasowały, było prawie że pusto. Kolega, który trenuje już ładnych parę lat, obiecał mi to trochę ogarnąć i po jakimś czasie już sama dawałam radę z układaniem planu itd. Wkręciłam się na dobre i postanowiłam, że popracuję trochę nad plecami i zacznę się podciągać, ale z braku siły nie bardzo mi to szło, z pomocą przyszedł YT i pomysł, aby gumę do rozciągania zawiązać do drążka i następnie przełożyć ją przez kolano, co pomoże w podciąganiu. Jak zobaczyłam, tak zrobiłam i okazało się to całkiem pomocne, ale nie byłoby tej historii, gdyby nie totalna wpadka.
Tego dnia zjadłam coś, co nie bardzo odpowiadało moim jelitom, ale jak trening, to trening. Na koniec miałam podciąganie, standardowo z gumą. Tym razem, gdy już byłam u góry, guma zeskoczyła z kolana i siłą grawitacji dostałam taki strzał między nogi, że z bólu się, kolokwialnie pisząc, zesrałam. Nie, nie tak delikatnie, dosłownie poszło nogawkami. Na szczęście nikt tego nie widział, ja z prędkością światła uciekłam do szatni i zmyłam się do domu.
Zmieniłam siłownię i tylko z opowiadań kolegi wiem, że podobno ktoś narobił w gacie na siłowni, bo tak jechało, że cały dzień nie dało się ćwiczyć...
YT i durne poradniki...
Dziewczyna, która mi się podoba, zaczęła ze mną flirtować.
Taki mi się przynajmniej wydawało do momentu, w którym odkryłem, że robi to, żeby pośmiać się ze swoimi koleżankami z tego, jak seplenię.
Czasy, w których byłem w liceum, trochę odbiegają na osi czasu od czasów współczesnych. W szkole typu liceum było inaczej, chłopcy stawali się mężczyznami, dziewczyny kobietami, i nie było wszędobylskiego swagu, yolo i innego szajsu, który teraz jest w modzie, jak podwinięte nogawki, efajki i selfie z dziubkiem w męskim kiblu w odbiciu gałki od odkręcania wody w pisuarze. Najlepszą lekcją był WF, wszyscy ćwiczyli, dziewczyny w spoconych bluzkach przyklejonych do piersi, które w końcu urosły... Uwielbiałem wtedy patrzeć na te piękne dziewczyny, z którymi od czasu do czasu udało mi się zgłębić tajniki doznań cielesnych... Ale wracając do WF-u. Biegaliśmy po bieżni. Na zakręcie podwinęła mi się noga i wyleciałem z toru, kilka fikołków, ale twardy ja wstaję, otrzepuje strój i oczkom moim nie wierzę. Dostałem okres! Nie, chwila, to niemożliwe, więc skąd ta krew? Pierwsza myśl — straciłem męskość, drugiej już nie było, lekko omdlałego kumple zanieśli mnie do pielęgniarki... Pamiętam, że jak wróciła pełnia świadomości, to leżałem nagi na kozetce. Spodenki w kostkach, patrzę w dół, a tam kawałek szkła wbity w pachwinę tuż obok mojego przyjaciela... Ulga, żyję i mam wszystko na miejscu. Pielęgniarka wyjęła odłamek, który de facto głęboko nie był. Odkaziła ranę, opatrzyła i jak doszedłem do siebie, wypuściła przed gabinet. Tam stała cała klasa, ta żeńska i męska część. Ktoś rzucił: „Urwało ci pindola?”. A wtedy pielęgniarka zbudowała moje ego na całe życie szkolne: „Nawet gdyby mu połowę urwało, to i tak by zadowolił każdą dziewczynę, a nie urwało mu nic!”.
Puściła mi oczko, weszła do gabinetu, a moje życie stało się piękne.
Anonimowe? Pielęgniarka to mama dziewczyny, która później bardzo dokładnie sprawdziła słowa matki... Która potem jej mówiła, że i tak pierwsza go widziała.
Tamte czasy były chyba inne :)
Wczoraj na basenie mój chłopak powiedział: „O, nitka ci wisi z majtek”, jednocześnie gwałtownie ją pociągając i wyjmując mi tampon.
Dziś dzwonił kurier z paczką, na którą już długo czekałam. Radośnie wybiegłam z domu i... poślizgnęłam się na świeżej „niespodziance” od psa. Zjechałam na dupie przez całe schody i wylądowałam pod nogami kuriera. Z powodu tego, iż jestem porównywalna masą do małego walenia, kurier upadł na mnie, a paczka wylądowała w rozmazanej kupie.
Ares, piesku, czasem cię nienawidzę.
Dodaj anonimowe wyznanie