Wyjechałam na studia 400 km od domu. Poznałam Jacka 29 lat, zakochałam się po uszy, jednak nasz związek nie był do końca jak typowo książkowy idealny związek. Zawsze mieliśmy masę problemów. Głównie pieniądze. Jacek był wygodny, nie lubił za bardzo pracować. Żył chwilą. Kumple, palenie, zabawa... Zaszłam w ciążę. Miało wszystko się zmienić, jednak było gorzej. Kłamstwo goniło kłamstwo. Brak pracy. Niemówienie mi bardzo ważnych istotnych rzeczy, jakieś tajemnice, spędzanie razem mniej czasu (również z powodu ciężkiej ciąży – cztery miesiące w szpitalu z małymi przerwami). Choroby, nerwy, stres. Jednak Jacek był opiekuńczy, ale jego minus to zawsze chciał pokazać mi się z jak najlepszej strony. Pokazywał kogoś, kim wcale nie jest, mimo że pokochałam go takim, jaki jest, prostym chłopakiem.
Urodziłam córkę, przeprowadziliśmy wiele rozmów, obiecał, że się wszystko zmieni, jednak połóg to trudny czas, a ja byłam praktycznie sama, moja rodzina daleko, a jego rodzina nagle zaczęła okazywać mniej zainteresowania. Znalazł pracę, a i tak wiecznie ja musiałam pilnować finansów, opłat. Było to bardzo trudne, bo praktycznie żyliśmy z mojej wypłaty i stypendium.
Pewnego dnia szykowaliśmy się na weekendowy wyjazd w moje rodzinne strony, gdy zapukała policja i zabrali Jacka. Tego dnia pękło mi serce, gwóźdź do trumny. Nie wiedziałam, co robić. Wzięłam małą, spakowałam rzeczy i pojechałam do domu. Postanowiłam nie wracać. Mama bardzo ucieszyła się moją decyzją, ponieważ nie przepadała za Jackiem, widziała, że mnie okłamywał.
Okazało się, że Jacka zamknęli za alimenty. Wiedziałam, że ma syna, jednak nie brnęłam w to, czy płaci alimenty czy nie. Uważałam, że jest dorosły i bardzo chciałam poznać jego syna. Dostał kilka tygodni odsiadki, bo przez kilka miesięcy nie zapłacił złotówki. Byłam w szoku!!!
Gdy Jacek wyszedł, nagle zmieniło się wszystko. Zaczął się starać, bardzo tęskni za naszą córką. Przeżył tam piekło i mówi, że będzie nam płacił, że do końca życia się będzie starał o to, żeby nas odzyskać. Nie wiem, czy to gra na emocjach. Moja rodzina i przyjaciele odwróciliby się ode mnie, gdybym dała mu szansę. Jestem dorosła, ale bardzo tęsknię za tym miastem, a jeszcze bardziej za nim. Cała ta sytuacja to walka między rozumem a sercem. Serce kocha i bardzo tęskni, a rozum krzyczy: uciekaj, ułożysz sobie życie.
Wiem, że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Jacek przyznał mi się do kłamstw, a ja mam ogromny żal, że budował wszystko na kłamstwie. Widuje się z córką, ale wszystko jest poza moim domem. Śpi w hotelach. Widzę, że mu zależy i że tęskni, jednak nie wiem, co robić. Czy to może jest za szybko na jakąkolwiek decyzję? Bardzo mi go brakuje. Mam w planach terapię...
Kilka lat temu, czasy szkolne. Październik, więc na dworze coraz zimniej.
Miałem od kilku dni silny katar, więc chcąc się wysmarkać, parłem tak mocno, że zrobiłem kupę.
W szkole, na lekcji...
Mam siostrę bliźniaczkę. Jesteśmy identyczne. W każdym razie ja tak zawsze sądziłam. Wczoraj dowiedziałam się, że nasi znajomi rozróżniają nas jako „ta brzydka” i „ta ładna”. Zgadnijcie, która to ja...
Chciałabym tylko napisać, że niesamowicie denerwuje mnie, kiedy wśród osób na Facebooku ktoś zamiast imienia i nazwiska dzieli zamiast tego swoje imię na dwie sylaby typu Mar Ta albo Magda Lena. Tak samo nie rozumiem, dlaczego osoby w związku decydują się czasem na posiadanie wspólnego profilu i tak samo jak w poprzednim przypadku – w polu imię i nazwisko jest cały ciąg imion i dwa nazwiska. Jeszcze gorzej, jak wplatają tam jeszcze dzieciaki.
To wszystko. Cieszę się, że mogłam to z siebie wyrzucić.
Pracuję jako barmanka w jednym z większych barów w moim mieście. Niestety do naszych codziennych obowiązków należy mycie toalet na koniec zmiany.
Generalnie na porządku dziennym jest kradzież mydła, spłuczek czy podajników do papieru. Nic dziwnego też nie ma w tym, że raz na miesiąc ktoś zostawi bieliznę z brązowym pasem startowym w koszu na śmieci.
Jednak bardzo chciałabym pogratulować precyzji jednemu z panów. Naprawdę uważam, że to nie lada wyczyn zrobić kupę do plastikowego pojemnika na szczotkę do WC.
Ta majestatyczna kaka, idealnie dopasowana do owego miejsca, szyderczo leżała i czekała, aż ktoś z obsługi, uzbrojony w pięć par rękawiczek i skafander kosmity, wpuści ją do klozetu.
Jestem uzależniony od robienia sobie lewatyw.
Na pierwsze wagary poszedłem w ósmej klasie podstawówki na obiad do babci. Potem ze strachu przyznałem się wychowawczyni. Nie zawiadomiła moich rodziców, ponieważ stwierdziła, że dawno nie słyszała tak śmiesznego usprawiedliwienia.
Mam głos jak Stachursky. Jestem kobietą.
Na prezentacji na maturze z polskiego podpiąłem pendrive'a do telewizora, a ten z automatu otworzył pierwszy plik, jaki rozpoznał — filmik, który nagrywała moja dziewczyna podczas naszej zabawy w odgrywanie ról — odgrywanie ról polegało na tym, że ona była kamerzystką, a ja robiłem z siebie debila, udając, że rozmawiam z gumową kaczką. Maturę zaliczyłem na 90%.
Wychowałam się na wsi. Wieś jak wieś, każdy wie, babcie i mnóstwo zabobonów.
Historia wydarzyła się, jak miałam jakieś 6-7 lat.
Zima, śnieg leży. Późny wieczór, cała rodzinka, jak prawie każdego zimowego wieczora, gra w karty (358, tysiąc i te sprawy, kto grał, ten rozumie). Dom parterowy, nagle słychać kroki za oknem. Dosłownie słyszeliśmy skrzypnięcia kroków na śniegu (dom drewniany, stary więc wszystko słychać). Ojciec się podniósł i sprawdza, kto się po podwórzu kręci. Nie ma nikogo, ale kurde są ślady na świeżym śniegu, jakby ktoś przechodził. Ochota na grę odeszła. Tato zadecydował, że czas iść spać. Światła pogaszone. Każdy w swoim łóżku, ale czuć niepokój taty i mamy. Cóż, kazali nam spać, to leżymy i próbujemy spać. Tata spał w kuchni na wersalce, mama z naszą młodszą siostrą, a ja i starsza siostra w naszym pokoju. I tak koło północy słyszymy „stuk”, „stuk”, „stuk” – ktoś puka do okna trzy razy. Ja już spocona ze strachu, pierzyna na głowę i leżę. Tata wstaje, sprawdza, czy ktoś jest za oknem. No nic. Kładzie się z powrotem do łóżka. Wtem słychać, jak ktoś chodzi w przedpokoju. Moja decyzja: sprawdzić ponownie, czy nie ma dziur pod pierzynką, nawet ryzykując uduszenie się. Tata sprawdza ponownie. No nic nie ma. Wtem znów „stuk”, „stuk”, „stuk” w okno. No to już wszyscy byliśmy, że tak powiem, prawie w toalecie. I nagle kolejne trzy stuki, tym razem jakby ktoś uderzał w naszą kuchnię węglową haczykiem. I potem długa cisza. Wtem mama gada do taty: „Te, a kiedy ty ostatnio byłeś na grobie rodziców?”, tata na to: „Aaa, no nie wiem”. A mama na to: „To jedź jutro, bo pewnie posprzątać trzeba”.
Tato pojechał następnego dnia na cmentarz — znicze były porozwalane, bałagan naokoło grobu. Posprzątał i była cisza na długi czas. Od tej nocy zaczął jeździć regularnie na cmentarz.
PS Taty siostra miała podobną sytuację tej samej nocy.
PPS Wiem, że wszystko da się racjonalnie wyjaśnić, ale wtedy jako dzieciak prawie zrobiłam w majty.
PPPS Nie, nie poszłam do toalety, bo jak to kiedyś na wsi — była na zewnątrz. Przetrzymałam do rana.
Dodaj anonimowe wyznanie