#GIAuP

Miałam taki czas w życiu, że w ogóle nie chciało mi się seksu. Partner nad tym ubolewał, bo seks raz w miesiącu lub raz na 3 tygodnie go nie uszczęśliwiał. Przypadkowo znalazłam sobie motywację. Zainstalowałam na telefonie aplikację kalendarzyk miesiączkowy, żeby wiedzieć co u ginekologa mówić, gdy pyta o mój cykl menstruacyjny. W tej aplikacji poza możliwością zaznaczenia okresu była też możliwość wpisania, że uprawiało się seks. Od tamtego czasu szłam z partnerem do łóżka dwa razy w tygodniu, bo niesamowitą satysfakcję sprawiało mi zaznaczanie tych serduszek w aplikacji i liczenie ich na koniec miesiąca, porównując z wynikami z poprzednich miesięcy. Ani trochę nie miałam wtedy ochoty na seks, lubiłam tylko zaznaczać serduszka i bić rekordy. To trwa już 3 lata, partner nie wie, a mi w międzyczasie seks przestał przeszkadzać. Nawet kilka razy w miesiącu robię to, bo mam ochotę.

#Fb9lq

Odrzuciłam propozycję pracy za granicą, która zmieniłaby moją całą karierę. Dla chłopaka. Powiedział, że się oświadczy, jak zostanę. Nie oświadczył się, ba, stwierdził, że nie jest na to gotowy po ponad 4 latach związku.
Znajomym i rodzinie wmówiłam, że ta oferta wcale nie była tak dobra. A była.

#aGHSu

Jak miałem pierwszy router WiFi w domu, to nie zabezpieczałem go hasłem, żeby było wygodniej. Po paru latach stwierdziłem, że może jednak warto będzie wrzucić tam jakieś hasło, bo coś wolno mi zaczął działać internet. Tego samego dnia sąsiedzi zaczęli przychodzić do mnie, żeby spytać, dlaczego, kurna, to zrobiłem! Dlaczego zabrałem im internet! Okazało się, że byłem darmowym dostawcą neta dla połowy bloku i teraz jeszcze ludzie mają do mnie pretensje. No socjalizm pełną gębą...

#NNrVK

Pracuję w bardzo znanej drogerii w Polsce. Lubię tę pracę, lecz klienci, którzy tam przychodzą, coraz bardziej mnie drażnią.

1. Sytuacja z wczoraj: przyszła pani z dzieckiem (na oko 3-4 lata), zauważyła swoją koleżankę, również z dzieckiem, i zaczęły gadać, śmiać się na cały sklep. Oczywiście mamusie nie zwracały uwagi na to, co robią ich bombelki. Dzieci porozwalały cienie do powiek (pokruszyły się), potłukły perfumy (za 169 zł) itp. Podchodzę i kulturalnie zwracam paniom uwagę na temat ich dzieci, a jedna zaczęła się do mnie drzeć "To pani jest od pilnowania dzieci w sklepie, a ja rozmawiam i na pewno za nic nie zapłacę!". Od kiedy ekspedientka w sklepie jest również nianią?
2. Na drzwiach jest napis "zakaz wchodzenia z napojami, lodami, na rolkach" itp. Wchodzą rodzice z dzieckiem na rolkach. Dziecko wjechało i się przewróciło. Efekt - złamana ręka. Czyja wina? No nasza, ponieważ (zdaniem rodziców)  podłoga była śliska.
3. Ludzie podchodzą do mnie trzymając jakiś produkt w ręku i się pytają "ile to kosztuje?". Bo ja mam czytnik w oczach i od razu wiem, jaka jest cena... Trzy czytniki są na sklepie.
4. Klientki otwierają wszystkie nowe kosmetyki, mimo że jest pełno testerów.


Powoli już mnie ch#j strzela.

#CD6x3

Jestem sierotą.
Z pełną mocą dotarło to do mnie dziś w nocy - i na ironię zakrawa fakt, że teoretycznie mam rodzinę.

Z matką zerwałam kontakt parę lat temu i uważam to za najlepszą decyzję, jaką mogłam podjąć w życiu.To, co wyprawiała zasługuje na kilka osobnych wyznań, w ogromnym skrócie tylko napiszę, że dzięki niej wychowywałam się w rodzinie patologicznej, chciałam parę razy popełnić samobójstwo, nauczyła mnie wyłącznie pogardy dla samej siebie, a na koniec chciała zwalić na mnie swoje długi na ponad sto tysięcy, mówiąc na odchodnym, że "przynajmniej to nie jej problem". Po 2 latach wygrałam sprawę w sądzie.

Najgorsze jednak jest to, że przez matkę straciłam ojca.
Uciekł od niej i kompletnie go za to nie winię. Pamiętam, że jakiś czas się widywaliśmy, a potem po ogromnej awanturze zniknął na parę lat. Pojawił się, kiedy dotarło do niej, że w sumie fajnie byłoby go znaleźć, bo wpadłby jej hajs za alimenty.

I cholera, muszę mu przyznać, walczył o mnie jak lew, nawet w sądzie.
Chciał mnie do siebie zabrać. Płacił alimenty, było mu cholernie ciężko finansowo, ale starał się to robić na czas, bo inaczej matka robiła mu dzikie awantury i zabraniała się ze mną widywać. Przyjeżdżał co drugi weekend swoim rozklekotanym samochodem z innego miasta, żeby zabrać wściekłą na niego 11-latkę do kina i na burgera. Przez długi czas nie potrafiłam mu wybaczyć, aż w końcu "zaskoczyło" - on jeden był dla mnie dobry, zaczęłam mówić do niego per "tato", a jego rodzinę traktować jak swoją.

Mojej matce to się nie spodobało. Robiła awantury, wydzwaniała po nocach, groziła, że powie policji, że mnie molestuje, wyzywała jego żonę, dzieci, a mnie nastawiała przeciw niemu. Kiedy jej się to nie udało, zaczęło się gnębienie psychiczne. Wkrótce zaczęłam się ciąć, nie radziłam sobie z emocjami - winę oczywiście zwaliła na ojca.

I w końcu... poddał się. Przestał przyjeżdżać, dzwonił coraz rzadziej. Jeszcze przed 18. wyniosłam się z domu i chciałam nawiązać kontakt z ojcem. Jeździłam do niego, a dzieciaki, z którymi kiedyś się bawiłam, nagle stały się obojętnymi, dorosłymi ludźmi. Widziałam, jak kochają mojego ojca i jak ona kocha ich.

I tyle. Mój ojciec, jedyna osoba, którą kocham i której miłości tak rozpaczliwie pragnę, mnie nie chce. Pisze do mnie 2 razy w roku - na urodziny i święta. Czasami napisze, że za mną tęskni, że kocha i że mu przykro, że tak jest, a mi wtedy pęka serce i ryczę cały dzień. Odpisuję, że go kocham, że też tęsknię. I niby tak mu źle, ale nie dzwoni, nie zaprasza do siebie. Jakby go nie było.
Próbowaliśmy odnowić kontakt. Nie wiem czemu się nie udaje. Może myśli, że jestem taka jak ona? Może po prostu nie czuje już tej więzi.

I wiecie, ciężko mi strasznie. Oddałabym wszystko, żeby tata mnie kochał. Żeby mieć rodzinę. Taką normalną.

#2vnB5

Po tygodniu nieobecności w pracy zafundowanym przez wróżkę grypę wpadłem wreszcie do biura, przywitałem się ze wszystkimi (swoją drogą musieli za mnie nadrobić masę roboty, więc moja niebytność nie była im na rękę), po czym wszedłem w szklaną ściankę, pociąłem sobie mordę i złamałem nogę. Lubię tę robotę, ale jak pomyślę o powrocie, to już chyba lepiej zmienię...

#1cU6h

Mam ciekawą odmianę (? - chyba) daltonizmu i jestem zagwozdką przynajmniej niektórych lekarzy. Mylę czerwień z zielenią, są dla mnie bardzo podobne, ale wyłącznie wtedy, gdy występują obok siebie. Na tablicach Ishihary leżę kompletnie, ale trudno jest zdiagnozować u mnie daltonizm, kiedy lekarz podnosi czerwony długopis, pyta, jaki to kolor, a ja bez wahania odpowiadam prawidłowo.

#0mooO

O "pilnowaniu" córek.

Mój tata każdego chłopca traktował jak potencjalne zagrożenie. Nie mogłam mieć nawet męskich znajomych czy przyjaciół. Zaraz słyszałam, że "im to zależy tylko na jednym" albo że "mając córkę trzeba pilnować całego osiedla". Niemal codziennie miałam jakiś umoralniający wykład. Mówił mi, jak powinnam się ubierać, by nie kusić chłopców i się szanować, wspominał też o tym, co mi wolno w obecności drugiej płci, a czego nie.

Gdy w liceum dowiedział się, że mam chłopaka, to zrobił mi istną burze. Mnie zamknął w domu i pojechał "porozmawiać" z moim wybrankiem. Oczywiście nastraszył go, zagroził, że go zabije i zażądał zerwania, bo "to nie jest odpowiedni chłopak dla ciebie". Dlatego każdy związek trzymałam już w największej tajemnicy. Przestałam rozmawiać z tatą.

Teraz gdy widzę żarty w stylu "mam piękną córkę, siekierę i alibi", to nie jest mi do śmiechu. Uważam takie zachowanie (nawet żartobliwe) za odrażające. Ale to może tylko ja mam kija w dupie.

#xmGLl

Jakiś czas temu poszłam do ekskluzywnego, że tak powiem, sklepu z butami. Upatrzyłam sobie piękne szpilki, więc następnego dnia stwierdziłam, że po nie przyjdę. Nie miałam akurat wtedy wysterczającej gotówki przy sobie. Dodam tylko, że byłam ubrana w sukienkę, szpilki i miałam drogą torebkę, a mój mąż też był ubrany elegancko.

Tak więc następnego dnia poszłam po buty. Byłam styrana po całym dniu pracy, bez makijażu i w dresie. Pani na wejściu zjechała mnie wzrokiem i nawet się nie przywitała. Dała mi swoim wzrokiem do zrozumienia, że to nie jest sklep dla mnie. Najwidoczniej nie zapamiętała mnie z dnia poprzedniego. Wnerwiłam się strasznie, gdy na moje ''wczoraj mierzyłam buty i dziś chciałabym je kupić'' powiedziała ''chyba nie w tym sklepie''... Zaczęła się ostra wymiana zdań i wyszłam z niczym.

Buty kupiłam przez internet, a na pracownicę złożyłam skargę. Już tam nie pracuje. Nie rozumiem, jak można tak potraktować potencjalnego klienta. Przecież nie każdemu chce się chodzić na zakupy w makijażu i ubranym jak milion dolarów.
Dodaj anonimowe wyznanie