Po tygodniu nieobecności w pracy zafundowanym przez wróżkę grypę wpadłem wreszcie do biura, przywitałem się ze wszystkimi (swoją drogą musieli za mnie nadrobić masę roboty, więc moja niebytność nie była im na rękę), po czym wszedłem w szklaną ściankę, pociąłem sobie mordę i złamałem nogę. Lubię tę robotę, ale jak pomyślę o powrocie, to już chyba lepiej będzie jak odejdę...
Dodaj anonimowe wyznanie