#NNrVK
1. Sytuacja z wczoraj: przyszła pani z dzieckiem (na oko 3-4 lata), zauważyła swoją koleżankę, również z dzieckiem, i zaczęły gadać, śmiać się na cały sklep. Oczywiście mamusie nie zwracały uwagi na to, co robią ich bombelki. Dzieci porozwalały cienie do powiek (pokruszyły się), potłukły perfumy (za 169 zł) itp. Podchodzę i kulturalnie zwracam paniom uwagę na temat ich dzieci, a jedna zaczęła się do mnie drzeć "To pani jest od pilnowania dzieci w sklepie, a ja rozmawiam i na pewno za nic nie zapłacę!". Od kiedy ekspedientka w sklepie jest również nianią?
2. Na drzwiach jest napis "zakaz wchodzenia z napojami, lodami, na rolkach" itp. Wchodzą rodzice z dzieckiem na rolkach. Dziecko wjechało i się przewróciło. Efekt - złamana ręka. Czyja wina? No nasza, ponieważ (zdaniem rodziców) podłoga była śliska.
3. Ludzie podchodzą do mnie trzymając jakiś produkt w ręku i się pytają "ile to kosztuje?". Bo ja mam czytnik w oczach i od razu wiem, jaka jest cena... Trzy czytniki są na sklepie.
4. Klientki otwierają wszystkie nowe kosmetyki, mimo że jest pełno testerów.
Powoli już mnie ch#j strzela.
1) Trzeba było wezwać ochronę, policję jak nie ma ochrony, jeżeli klientki (albo dzieci będące pod ich opieką) dokonały szkód to muszą je pokryć.
2) Roszczenie bezzasadne, a jak mają jakiś problem to niech idą ze sprawą do sądu (życzę powodzenia)
3) To normalne (tzn ludzka głupota niestety)
4) To też
Niestety zbyt duża część naszego społeczeństwa zachowuje się jak bydło, nie szanując czyjejś pracy.
3 i 4 to nie jest normalne!
To jest bardzo powszechne.
Ale będę protestować, nie nazywajmy tego normą.
Powinno być tak jak w niektórych drogich sklepach z butami. Pryzmierzasz jednego z półki i jak chcesz kupić to sprzedawca z zaplecza przynosi konkretne pudełko. Nie dość, że nie ma bałaganu, mniejsza możliwość kradzieży, to nie muszę szukać mojego rozmiaru, bo akurat ktoś gdzieś przełożył albo jest w magazynie. Tak to sprzedawczyni wszystkiego pilnuje i jest super. W drogeriach powinny być tylko testery, a wszelkie produkty w szufladach na klucz. Nie byłoby problemu z obsługą, bo wieeeele ludzi idzie sobie tylko pooglądać, a nic nie kupuje. Sprzedawczyni obsługiwalaby tylko zdecydowanych klientów
Akurat jeśli chodzi o punkt 1, towar na sklepie jest w większości sklepów ubezpieczony. Klient, nie ważne czy celowo czy nie, nie będzie ponosił winy za jego uszkodzenie. Z perspektywy sprzedawcy dobrze jest, jeśli sprawca zamieszania (w miarę możliwości, bo nikt nie wymaga od nikogo sprzątania szkła gołymi rękoma) postara się nieco "ogarnąć" pobojowisko, albo podejdzie od razu do pracownika, aby ten mógł szybko sprzątnąć i nie pogarszać bałaganu.
ślisKa podloga
i co nie zaplacily? trzeba bylo zablokowac drzwi i policje wezwac
alo ochrone zawolac i postawic ultimatum- placa albo policja, monitoring, zarzut zniszczenia mienia
Zabrać dzieciaki do ochrony i zwrócić je dopiero po zapłaceniu za szkody (jest ryzyko że madka zostawi swojego bąbelka)
Pierwszy punkt przypomniał mi o sytuacji, jaka działa się w jednym z Rossmanów w okresie wakacyjnym u mnie w mieście. Nie dało się tam zrobić zakupów jak człowiek, bo sklep wypełniony był po brzegi gimnazjalistami/licealistami, którzy chyba uznali to miejsce za idealne do spotkań. Autentycznie, niczego nie kupowali, stali przy półkach, opierali się o nie, blokowali do nich dostęp i gadali o żarciu, śmiali się ze wszystkiego w zasięgu ich wzroku jak głupi do sera (jakby maseczka albo krem był najbardziej zajebistym żartem jaki istnieje), tworzyli sztuczny tłok przez swoje spacerki między regałami z telefonem przy twarzy itp. Nie dało się nic wziąć, nic zobaczyć z bliska, na dodatek nikt z pracowników nie reagował. Nie miałam ochoty przeciskać się pomiędzy nimi wszystkimi z jednym wielkim "przepraszam" na ustach, więc poszłam do innego Rossmana, trochę dalej. Tam na szczęście było luźniej.
Nie potrafię zrozumieć pobudek tych wszystkich uczniów. Nie wiem, spotkanie towarzyskie w drogerii miało im polepszyć nudne wakacje, czy coś? Niedługo ludzie zaczną tam organizować spotkania biznesowe i rozmowy o pracę - pewnie przy podpaskach albo papierze do dupy.
Mianownik (kto? co?) liczby pojedynczej: pani.
Narzędnik (z kim? z czym?) liczby pojedynczej: (z) panią.
Mianownik (kto? co?) liczby mnogiej: panie.
Celownik (komu? czemu?) liczby mnogiej: paniom.
Dlaczego tylu ludzi myli narzędnik liczby pojedynczej z celownikiem liczby mnogiej?!
z tego samego powodu, z ktorego nie umieja odmieniac zaimkow wskazujacych przez osoby- te dziecko, auto, okno, zamiast "to"
O ile w sytuacje 3 i 4 uwierzę, bo to chyba dość częste przykłady, na upartego nawet w 2, to w 1 w ogole...serio, mamuśki wesoło gawedzily, dzieci zdążyły zmasakrowac pół sklepu i zero reakcji? I jeszcze kazaly Wam pilnować dzieci bo one sa KLIENTKAMI? Dobrze, że jeszcze nie nazwały ich bombelkami...
a ja sie nie dziwie
pracowalam lata temu (z 8?) na informacji turystycznej i tez odbywaly sie takie cyrki (pani go popilnuje ja tylko na chwiilke do sklepu wyjdzie.... tajasne i powrot po 3 godzinach)
To, że klienci mają ekspedientów za opiekunów do dzieci to akurat częste, sama się z tym spotkałam pracując w żabie.
Pracowałam w Rossmannie przez dwa lata i pamiętam, że takie akcje były normą... matki zajęte, rozstawione na całej alejce i sobie gruchały z koleżankami. Normalnie tylko kawy i ciasta brakowało! Ja rozumiem, można wpaść na koleżanke i sobie pogadać ale często rozprawiały o naprawde intymnych sprawach na cały sklep. Dzieci w tym czasie oczywiście samopas... mnie osobiście najbardziej denenerwowało gdy dzieciaki zmieniały produkty na półkach i roznosiły losowe rzeczy po sklepie. Ehh, bardzo się cieszę, że już tam nie pracuję.
U mnie takie akcje w drogerii są. Matka przez telefon klecha a 3-latek wszystko na swojej wysokości z półek zrzuca.
Jak nie wezwaliscie ochrony to wasza wina. Nie wyobrazam sobie potulnie odwrocic sie na piecie i zaakceptowac przegrana. Szczegolnie ze z wozkami by tak szybko nie uciekly.
Ale czym Ty się przejmujesz - olej to i wykonuj tylko swoją pracę
I wcale się nie dziwię- co prawda nie pracuje w żadnej drogerii ale mi samej jako klientce przeszkadzają; szczególnie wrzaski dzieciaków, oraz właśnie te nieszczęsne kosmetyki;pootwierane tusze ,czy inne "napoczete " kosmetyki