#e3vF6

Znam pewną parę, która od ponad roku bezskutecznie starała się o dziecko. Nie znam ich dobrze, to raczej znajomi znajomych. On z poprzedniego związku syna miał, więc kłopot raczej leżał po stronie kobiety. Badań robić nie chcieli, sama nie wiem czemu, ale postanowili sprawdzić to na swój chory sposób. Historia o tym, jak trzech ludzi wykazało się potwornym brakiem wyobraźni.

Para miała koleżankę. Groszem nie śmierdziała, więc na propozycję pary się zgodziła. Plan był taki, by on tę koleżankę zapłodnił. Jeśli dziewczyna by zaciążyła, mieliby dowód na to, że coś z jego partnerką jest nie tak. Kobieta zaszła, usunąć nie chciała (a taki plan był w razie gdyby zaszła), facet obecną kobietę zostawił dla tej koleżanki w ciąży.

Puenty nie ma, dziwi mnie tylko ludzka głupota.

#5smsE

Mam dość nietypowy sposób, by zasnąć.
Otóż wkładam do ucha  tego, na którym leżę) jedną słuchawkę i włączam sobie zapętlony dźwięk bicia serca.
Odkąd mój mąż odszedł, nie potrafię bez tego zasnąć, gdy spałam z nim, kładłam głowę na nim (jego klatce piersiowej) i dopóki nie zasnęłam, słuchałam bicia jego serca, każde "tu-dum, tu-dum" sprawiało, że stres, problemy, obawy i troski gdzieś znikały. Zasypiałam praktycznie od razu.

Słuchawka pomaga, o ile nie przyjdzie nagła refleksja, że oszukuję samą siebie, że to nie TO serce i że nie "bije" dla mnie, a wyobraźnia i wspomnienia nie są w stanie utrzymać iluzji.

Wiem, że to żałosne... Dlatego tutaj, anonimowo, nawet jeśli mnie wyśmiejecie, to i tak mnie nie znacie.

#wlihy

Wstałam pewnego dnia rano do pracy, to był dzień, w którym postanowiłam założyć sukienkę. Miałam dylemat, które buty założyć, więc postanowiłam przymierzyć po jednym z każdej pary i zadecydować przed lustrem. Wybór dokonany, czasu mało, więc szybko założyłam kurtkę i pobiegłam na przystanek.

W pracy czas mijał normalnie, koło godziny 12 korzystając z przerwy wyszłam do sklepu, spojrzałam w dół i okazało się, że na nogach mam dwa różne buty, jeden granatowy, drugi czarny.

Na szczęście nikt się nie zorientował :)

#ImsGo

Jestem wielką fanką serialu o doktorze Housie. Problem w tym, że praktycznie w co drugim odcinku, kiedy pojawia się jakiś pacjent i główny bohater zaczyna przyglądać się jego przypadkowi, z przerażeniem odkrywam, że większość jego objawów zauważyłam u mnie. Potem całymi godzinami cierpię gryziona obawami, czy nie mam przypadkiem raka, półpaśca czy innej motylicy wątrobowej.

Po którymś takim seansie nie wytrzymałam i pobiegłam do lekarza, aby zrobić sobie dokładne badania. Cóż, wyniki mam bardzo dobre. No, może poza wykrytą przez psychologa nerwicą hipochondryczną, z którą usiłuję sobie poradzić podczas regularnych zajęć psychoterapii...

#bsPHN

Jestem jedynaczką. Rodzice rozwiedli się, a moja matka była mocno niezrównoważona psychicznie.
Być może dlatego, kiedy miałam 12 lat, powiedziała mi, że muszę bardzo przykładać się do nauki, być najlepsza w tym co robię i znaleźć sobie w przyszłości dobrze płatną pracę, bo będę musiała ją utrzymywać, gdyż ona sama sobie nie poradzi.

Dopiero gdy skończyłam 26 lat, mój chłopak wybił matce ten pomysł z głowy, uświadamiając jej, że z takim balastem nie daję rady normalnie żyć. I mimo iż matka zrozumiała to, wciąż czułam się obciążona i przekonana, że moje życie nie ma znaczenia i liczy się tylko to, by pomóc matce.

Matka zmarła w zeszłym roku. Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. Czuję ulgę po jej śmierci i jest mi za to wstyd.

#ByYnl

Dawno, dawno temu, kiedy byłam dzieckiem, nad rzeką około kilometr od mojego domu było miejsce bardzo gęsto zarośnięte krzakami, w środku zaś była przestrzeń bez krzaków, z zewnątrz nie było widać co lub kto jest w środku. W wakacje z dzieciakami urządzaliśmy tam bazę.

Ale było to też miejsce weekendowych schadzek młodych zakochanych. Były to czasy, kiedy związki między osobami poniżej 18 roku życia były bardzo rzadko akceptowane przez ich rodziców, więc młodzi musieli się z tym kryć. Niepełnoletni zakochani rozkładali koce w tych krzakach i spędzali tam czas sam na sam. A my wtedy mieliśmy zakaz wstępu i zabawy w tym miejscu, po prostu nas wyganiali.

Jako dzieci nie za bardzo rozumieliśmy, co oni tam właściwie robili, ale bardzo nas to ciekawiło, więc zakładaliśmy ciuchy moro i zakradaliśmy się tam, żeby ich podglądać. Gdy nas zauważyli, szybko uciekaliśmy, ale był temat do rozmów :D
Siadaliśmy w całej grupce - dzieci poniżej 10 lat - i próbowaliśmy rozgryźć dlaczego robili co robili. Nie, to nie były czasy internetu i naprawdę nie wiedzieliśmy o co im chodzi, a rodziców głupio było pytać.

#w2CfP

Moje żenujące początki jazdy samochodem. Czułam stres, bo nie ogarniałam jeszcze wszystkich "tajników" gestów doświadczonych kierowców. Działałam na wyczucie. Pech ciał, że praca zmusiła mnie do jazdy służbowym wozem po latach niejeżdżenia. I właśnie w owym służbowym jechałam w miarę znaną sobie trasą, gdy los zadecydował, że na jednym ze skrzyżowań przeprowadzi prace budowlane, w związku z którymi skręt i jazda na wprost były wahadłowe. Ludzie jeździli chaotycznie, bo nietypowe miejsce w mieście i zmiany ruchu nieoznaczone.

Tak się zestresowałam, że jedyne co przyszło mi do głowy, to ręką dać znać budowlańcowi kierującemu ruchem (tak mi się zdawało), że jadę na wprost. Tym sposobem, jadąc autem z logo rozpoznawalnej w mieścinie firmy, przecięłam powolutku drogę wprost z wystawioną ręką do przodu, niczym nazista na przejeździe defiladowym. Wzrok mijanego przez mnie łysego budowlańca, myślącego może, że pozdrawiam domniemanego swojaka, wyrażał setki emocji, od zdegustowania do niedowierzania...

#4Sv1K

Nienawidzę rosyjskiego języka i akcentu.

Gdzie się nie ruszę, tam Ukraińcy, Białorusini i reszta dawnego ZSRR. Jadę tramwajem - jakaś baba drze się po swojemu do telefonu, tak że wszyscy dookoła muszą jej słuchać, nawet ci ze słuchawkami na uszach patrzą, kto jest na tyle głośny. Na przystanku - grupa Ukraińców pali papierosy i też głośno rozmawia po swojemu. Ktoś próbuje zwrócić im uwagę - "Ni panimaju". W sklepie spożywczym, w galerii, w kinie - trudno uzyskać jakiekolwiek informacje np. gdzie znajdę dany towar, bo był na stronie internetowej, a w sklepie stacjonarnym nie mogę znaleźć - "Ni panimaju".

Dorabiam sobie w pizzerii - kiedy przychodzi klient z jakiegokolwiek innego kraju, czy to Anglik, Niemiec, Azjata, Latynos (mieszkam w naprawdę dużym i wielokulturowym mieście), nigdy nie ma problemu, żeby dogadać się po angielsku, niemiecku albo nawet na migi. Kiedy przychodzą Rosjanie - będą zamawiać tylko i wyłącznie po swojemu. Przepraszam, ale rosyjskiego niestety nie znam. Zazwyczaj w takiej sytuacji podaję im ulotkę, żeby mogli mi wskazać na obrazku - nie! Wyrywają ulotkę, wyrzucają, krzyczą, tak jakby podniesiony ton nagle miał sprawić, że zrozumiem co mówią. W 90% takich przypadków kończy się interwencją kierownika (nie mamy ochrony), który nauczył się już "grzecznie" wypraszać awanturników. Wychodzą wtedy obrażeni. Z pozostałymi 10% udaje się w końcu jakoś na migi albo za pomocą obrazków dogadać.
Mieszkam w okolicy dworca kolejowego i praktycznie nie ma dnia, żeby nie zaczepił mnie ktoś w języku rosyjskim lub podobnym - czasem można się domyślić, czy chcą pieniędzy, czy na przykład nie wiedzą, z którego peronu odjeżdża ich pociąg. Kiedyś starałam się im pomagać, ale każda próba udzielenia odpowiedzi po polsku albo angielsku kończyła ich krzykami.

Jednak sytuacja, która przebiła wszystko, przydarzyła się mojej młodszej siostrze - do jej klasy dołączyło kilkoro dzieci z Ukrainy. Rozmawiali tylko i wyłącznie między sobą, przeszkadzali w lekcjach, a kiedy mieli zrobić prezentację, przedstawili ją po rosyjsku!
Jakie genialne rozwiązanie wymyśliła wychowawczyni? Zamiast godzin wychowawczych, lekcje rosyjskiego dla reszty klasy, "żeby nie dyskryminować nowych uczniów". Rodzice, którzy sprzeciwili się temu pomysłowi na wywiadówce usłyszeli, że są rasistami.

A teraz anonimowa część - też nie jestem Polką, mój ojciec jest Grekiem, mama pochodzi z Filipin, ja sama urodziłam się i mieszkałam pierwsze 8 lat życia w RPA. Akurat tak się złożyło, że kuzynka taty założyła tu firmę z mężem Polakiem i potrzebowali specjalisty z jego zakresu. Mówimy w kilku językach, ale nie wymagamy, żeby inni mówili "po naszemu". Ja "straciłam" rok nauki, aby poznać język i jakoś nikt nie kazał reszcie się do mnie dostosowywać.

#HPlVZ

W wieku 15 lat kolega pokazał mi „łatwy sposób” na zarobek - zakłady bukmacherskie. Wciągnęło mnie to na tyle, że po kilku latach mam jakieś 80 tys. długu i raczej prędko z tego nie wyjdę. Wszystkie zarobione pieniądze idą na spłaty kredytów.

Nikt o tym nie wie, wstyd mi się przyznać przed kimkolwiek. Jeśli gracie, to odpuśćcie, nawet przy dobrej passie kiedyś będą z tego same problemy.

#hZZQK

Historia nie moja, ale mojej mamy. O paskudnej nauczyciele.

Kiedy mama była w szkole średniej, miała nauczycielkę, która ewidentnie zazdrościła kręconych włosów. Moja mama miała zawsze bardzo mocno kręcone, na niektórych zdjęciach z młodości i wygląda trochę jak afro albo pudel.

Wspomniana nauczycielka kiedyś z niczego wzięła moją mamę i jeszcze dwie dziewczyny z jej klasy też z kręconymi włosami na sprawdzenie... wszy! Dziewczyny już nie malutkie, w przedszkolu, ale dojrzewające kobiety, które i tak mają zawsze dość kompleksów wymyślanych przez siebie. Przed całą klasą (!) sprawdzała im głowy i zawyrokowała oczywiście, że mają wszawicę. Oczywiście jak mama pojechała do domu, wybrały się z (moją) babcią do lekarza, żadnej wszawicy nie stwierdził. Ale wyrok w szkole został wydany. Mogę sobie tylko wyobrazić, że pewnie znalazło się kilka osób w klasie, które potem im tę sytuację wypominały, szczególnie że moja mama dojeżdżała ze wsi do szkoły w mieście, a wtedy różnice między wsią i miastem były dużo większe niż teraz.

Moja mama do tej pory ma traumę po tej sytuacji i nie lubi swoich kręconych włosów. Jak mi się zaczęły kręcić, to lamentowała, że to takie przekleństwo. Do tej pory to w niej siedzi, a ma już ponad 60 lat, jak o tym opowiadała, to miała łzy w oczach, prawie się popłakała. Po ponad 40 latach od tamtej sytuacji!

Ja nigdy nie rozumiałam, czemu mama tak bardzo zawsze mnie namawiała, żebym nosiła krótkie włosy i czemu sama miała kompleks na punkcie swoich kręconych. Dopiero po usłyszeniu tej historii zrozumiałam. To okropne, jak jedno takie zdarzenie może zdefiniować patrzenie człowieka na siebie.

Nauczyciele powinni mieć okresowe badania psychologiczne, czy ze względu na swoje przekonania/kompleksy nie mają pokusy, żeby odgrywać się na uczniach.
Dodaj anonimowe wyznanie