#xJ8Ji
Siedziałam tak i można powiedzieć, że czekałam już na śmierć. Wtedy do pokoju wszedł mój dziadek. Starszy człowiek, po 80., nie wiem, czy do końca rozumiał co się ze mną wtedy działo. Przeszedł przez pokój i sięgnął po pudełko z orzechami, które zawsze trzymał w szufladzie pod telewizorem. Usiadł obok mnie jak gdyby nigdy nic i poczęstował mnie tymi nieszczęsnymi orzechami. Normalnie odmówiłabym wpadając w płacz, ale tym razem o dziwo tego nie zrobiłam. Dlaczego? Mój dziadek przeżył Holokaust, był w getcie, a potem w obozie. Przeżył piekło, a historie o głodzie jaki tam panował były znane już w całej rodzinie. Dziadek nigdy nie został zdiagnozowany, ale zmagał się ze straszną traumą praktycznie do końca swoich dni. Jednym z objawów tej traumy było to, że często chował orzechy i chleb w różnych miejscach w domu. Zazwyczaj nie jadł tych rzeczy przy innych, zawsze w pośpiechu, po kryjomu, tak jakby bał się, że ktoś może mu to zabrać. Nigdy nie widziałam, żeby poczęstował kogoś innego. Ten gest tak bardzo mnie rozczulił, że postanowiłam się nie poddawać.
Po latach można powiedzieć, że jestem już zdrowa, choć bywają gorsze dni. Dziadzia z nami już nie ma, ale jego pudełko z orzechami nadal trzymamy w tym samym miejscu.
#X4uB0
Oddawałem raport dzienny szefowej. Nie było jej w gabinecie, a na komputerze była wewnętrzna wiadomość na platformie z listą nazwisk do zwolnienia (wyświetlona z autoodświeżonej strony www, więc pewnie nawet o tym nie wiedziała). Ja też byłem na tej liście... Poczułem się jak ktoś, kto nie ma nic do stracenia. Dałem "zbadaj element" i zmieniłem w HTML-u moje nazwisko na nazwisko typa, który mnie wkurzał i tylko psuł grupę, stary wyga, od 10 lat na stanowisku.
Sądziłem, że ona od razu to odkryje, już nawet powiedziałem żonie, że szukam nowej roboty.
Szefowa weszła na salę i wywołała te nazwiska do siebie i tego typa. Po jakiejś godzinie patrzę, a on się pakuje.
Minęły 2 tygodnie, a ja nadal pracuję.
Chyba jestem złym człowiekiem.
#Zf1UK
Studia w ogromnym mieście w porównaniu do mojej wioski, w samym akademiku mieszkało więcej ludzi niż w wiosce, z której przyjechałam.
Koszty życia to 400 zł za akademik, potem jedzenie, jakieś pomoce naukowe i od czasu do czasu wypada kupić jakieś ubrania. Reszta jest do przeżycia studiów zbędna.
Mogłaby to być historia o tym, jak to ciężko się utrzymać, że na miesiąc zostaje mi 150-200 zł z jakiegoś pseudo stypendium, więc zaczęłam się... Ha! Nie puszczać. Zaczęłam nielegalnie pędzić bimber. W akademiku. Moja wiedza z chemii wystarczyła do tego jakże skomplikowanego procesu. Wszystko co mi zostało po opłaceniu akademika przeznaczałam na składniki.
Ustalmy - kokosów z tego nie było, ale wszystko co było potrzebne mogłam sobie kupić. Dodatkowo zyskałam mnóstwo znajomych, "szacuneczek" i w niektórych kręgach ksywkę "Heisenbergówa" (ponoć mój bimber był najczystszy, a dla śmiechu potem barwiłam go na niebiesko).
Przetrwałam studia. Wspominam je jako czas, w którym sen był luksusem, a nauka, praca, znajomi i doświadczenia sypialniane czymś, dla czego warto było iść i przetrwać wszystko... Najwspanialszy czas w życiu.
Z rodziną nie mam kontaktu, mają mnie za pindę, która opuściła dom (czyli spelunkę bez ciepłej wody i perspektywy na przyszłość).
Pozdrawiam tych, którzy tam byli i ze mną mlek... bimber pili, choć było to już bardzo dawno temu.
#rWoxw
W domu się nie przelewało. Tata pracuje jako dozorca, a mama zajmuje się domem. Wiem jak to zabrzmi, ale rodzice są bardzo religijni, tak więc mam sześcioro rodzeństwa.
Nie będzie to historia o własnej firmie i dorobieniu się fortuny, nic takiego.
Zwyczajnie z mężem pracujemy, staramy się oszczędzać. Czasem wysyłałam coś do domu, żeby pomóc. Do rzeczy.
Spodziewam się dziecka. Rodzicom powiedziałam będąc w trzecim miesiącu. Zamiast radości, wybuchła awantura. Bo nie mamy z mężem ślubu kościelnego. Jesteśmy 5 lat po ślubie, ale moje dziecko będzie owocem grzechu...
Zostawiłam temat, mieszkam daleko, niech myślą co chcą.
Cztery miesiące później zadzwoniła mama. Moja 17-letnia siostra jest w ciąży. Zapytała, czy skoro ja będę miała już jedno, czy wezmę też drugie, bo siostra chce oddać, no a jak to tak? Na początku zareagowałam gwałtownie, ale po rozmowie z mężem byłam skłonna wziąć to dziecko. Moje pierwsze będzie moim ostatnim. Bardzo chciałam, by miało brata czy siostrę, ale nie ma co na to liczyć. Zadzwoniłam do domu i powiedziałam, że wezmę, ale na zasadzie pełnej adopcji. Okazało się, że NIE. Mam wziąć, odchować, a potem siostrze oddać, jak ta zechce. Bo rodzinie się pomaga.
Po tej rozmowie nie mam już rodziny. I tylko tego malucha mi żal. Mam nadzieję, że siostra jednak odda, tak jak zapowiadała. Do kogoś, kto je pokocha.
#YblhR
Wiele było takich sytuacji, że na lekcjach wf-u, kiedy nauczycielka dzieliła klasę na drużyny, mnie sadzała na ławce i jeśli liczba osób była nieparzysta, to... ona sama dołączała do jednej z drużyn zamiast mnie. Oddalanie mnie od zajęć tłumaczyła tym, że jestem gruba i będę przeszkadzać. Jednocześnie utwierdzała inne dzieci w tym, że można mnie traktować gorzej i odsuwać na bok.
Zastanawiam się tylko jak według niej miałam schudnąć, skoro zniechęcała mnie do uprawiania sportu?
Jak już udało mi się wybłagać, by pozwoliła mi grać, oczywiście nie szło mi tak dobrze jak innym, bo zwyczajnie wiele miesięcy grzałam ławkę i nagle dostąpiłam zaszczytu, że mogłam pograć w siatkówkę czy inną koszykówkę. Nie umiałam dobrze odbić piłki, każda drużyna, w której byłam po prostu przegrywała, co jeszcze bardziej utwierdzało nauczycielkę, by na kolejnej lekcji nie pozwolić mi grać i kolejne miesiące siedziałam na ławce. Mogłam uczestniczyć jedynie w zajęciach sprawnościowych typu bieganie czy jakaś gimnastyka. W gimnastyce byłam dobra mimo mojej nadwagi, potrafiłam zrobić szpagat, czym inni nie mogli się pochwalić :) Ale to i tak nie sprawiało, że nauczycielka przestała mnie dyskryminować, tak czy inaczej dostawałam jedynki tylko za to, że byłam gruba.
Przez całe lata nauki czułam się gorsza, niepotrzebna, nic nie warta, mimo że wiele innych rzeczy robiłam lepiej niż moi rówieśnicy, to nie miało znaczenia. Liczyła się moja waga.
Pamiętam nawet, że w siódmej klasie moja wychowawczyni organizowała wycieczkę do parku sprawnościowego na zakończenie roku i ja bardzo chciałam iść. Ale kiedy poszłam się zapisać, ona powiedziała, że mam przyprowadzić rodziców. Kiedy przyszli, nauczycielka zasugerowała, że zamiast na wycieczkę, powinni mnie wysłać na całe wakacje na obóz odchudzający, bo jeśli nie schudnę, to nie ma dla mnie żadnej przyszłości. Tak, tak powiedziała przy mnie do moich rodziców. Tak mi to utkwiło w pamięci, że długo byłam przekonana, że jako grubas po prostu nie mam żadnych szans na szczęśliwe życie i żadnej przyszłości.
W ósmej klasie wysłano mnie do szkolnej pielęgniarki, która miała pomóc mi schudnąć. Jej pomaganie polegało na tym, że co kilka dni mnie ważyła i jeśli waga nie spadała, kazała mniej jeść, wmawiając mi, że pewnie się obżeram, rodzice oczywiście przyznawali jej rację, bo na pewno taka mądra, wykształcona, to się zna. Doszło do tego, że zaczęłam się głodzić, co kiedyś tu już opisywałam.
Zastanawiam się tylko po latach, co te nauczycielki miały w głowach i co chciały w ten sposób osiągnąć, bo chyba nic dobrego.
#OUi9X
W związku z powyższym, byłam w szoku, kiedy Miśka przyprowadziła do domu swojego nowego chłopaka. Nie dość, że facet był zabawny i inteligentny, to jeszcze do tego przystojny. Miałam wrażenie, że to jakiś cud wydarzył się w życiu mojej siostry i – żeby nie było niedomówień – byłam z tego powodu niesamowicie szczęśliwa! Kocham moją siostrzyczkę i moje serce się raduje, kiedy i ona jest szczęśliwa. Teraz mijają jakieś dwa lata od kiedy Miśka jest z tym swoim Emilem. Jest w nim zakochana po uszy, a na rocznicę… chłopak się jej oświadczył! Planują ślub, chcą dzieci, ogólnie wszystko jak z obrazka i nic tylko łzy ze wzruszenia ocierać. I na tym etapie możemy zakończyć pozytywną część tej historii.
Emil jest super, tylko że jest strasznym babiarzem. W przeciwieństwie do mojej siostry, która ma klapki na oczach, ja dostrzegam jak koleś na imprezach nieustannie zagaduje do innych lasek. Co więcej, on z nimi jawnie flirtuje i moja Miśka tego nie widzi. Raz próbowałam jej coś na ten temat powiedzieć, to się obraziła i nie rozmawiała ze mną przez kilka dni. Nie chcąc psuć sobie relacji z siostrą, zaczęłam go śledzić na własną rękę. Okazało się, że jego wieczorne wyjścia z kolegami na pokera to żadne karty, tylko imprezy w klubach. Ma konto na tinderze. Masowo lajkuje półnagie laski na instagramie. Sprawia wrażenie, jakby szukał przygody i zdecydowanie nie jest tak święty jak moja siostra. A teraz najgorsze…
Ostatnio, gdy spotkaliśmy się na imprezie, podszedł do mnie w toalecie i bez słowa uprzedzenia wsadził mi język do buzi. Tak, narzeczony mojej siostry próbował mnie pocałować. Tylko dlatego, że się upił i chyba hamulce mu za bardzo puściły. Oczywiście odepchnęłam go. Teraz wypisuje do mnie monologi o tym, jak bardzo kocha Miśkę i że przeprasza. Błaga, żebym jej nie mówiła o tym incydencie. A ja nie mam pojęcia co zrobić. Boję się, że on może zdradzać moją siostrę, ale z drugiej strony nie mam dowodu na to, że tak się dzieje, ani pewności, że tak się kiedyś stanie. Być może on po prostu stwarza takie pozory, a ja rozwalę mojej siostrze pierwszy, udany i poważny związek?
#qCIjp
Tu gdzie mieszkam usunięcie jest legalne i można to zrobić bezpłatnie na służbę zdrowia. Jedyny problem, że trzeba odczekać 6 tygodni, bo wcześniej nie usuną. Jest to dla mnie najgorszy czas - czekanie i ból od objawów ciąży. Ja w sumie to nawet mogłabym mieć kolejne dziecko, mogłabym je nawet urodzić, bo moje porody były łatwe, ale ktoś musiałby za mnie być w ciąży. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie przejdę przez 9 miesięcy ciąży i tego, jak okropnie się czułam i jak się zachowywałam.
Co w moim wyznaniu jest anonimowego? Ze względu na to, że zawsze moje usunięcia są na początku 7. tygodnia, to za każdym razem decyduję się na usunięcie medyczne, a nie chirurgiczne. Mówiąc krótko, dają mi tabletki i wracam do domu, po czym czekam, aż zacznie się proces poronienia. Za każdym razem kiedy czuję, że płód wyszedł, latam do łazienki. Wtedy ściągam go z podpaski i myję pod wodą i sprawdzam jak wygląda, a potem rozgniatam w palcach i spłukuję w toalecie. I tak dla waszej informacji. W 7. tygodniu nie ma nóg, rąk, czy głowy albo oczu, jak to wam kłamią. Wygląda to raczej jak duży skrzyp krwi, tyle że nie jest aż tak czerwony. Czasem wylatuje razem z łożyskiem, a czasem osobno. Czasami widać pępowinę. Nie śmierdzi, ma zapach normalnej krwi. Nie takiej z okresu, bo w sumie krew z okresu nie śmierdzi, śmierdzi pot zmieszany z tą krwią.
Nie mam wyrzutów sumienia. Jedyne czego żałuję za każdym razem, to te 6 tygodni piekła, przez jakie przechodzi mój mąż i dzieci, kiedy czekam na to poronienie. Staję się wtedy straszną osobą. Wręcz jakbym była kimś innym. Coby wszystkich uprzedzić, mąż wreszcie stwierdził, że woli iść na poddanie się wazektomii, bo on też ma już dosyć tych piekielnych 6. tygodni ze mną.
#xnEJV
Wychowałam się bez ojca, z matką, która mnie nienawidziła. W wieku 17 lat zaczęłam pracę, musiałam dokładać się do rachunków, sama płacić za jedzenie, bilet miesięczny do szkoły, nawet w pewnym momencie musiałam wziąć wolne, aby uczyć się do próbnych egzaminów. Zachorowałam dość poważnie, a po opłaceniu wszystkiego okazało się, że nie starczy mi na leki. Mama stwierdziła, że nie pomoże mi, bo muszę nauczyć się samodzielności. Pieniądze na leki musiałam pożyczyć od babci.
Matka gnoiła mnie przy każdej możliwej okazji. Moim marzeniem były studia medyczne. Nie słuchałam obelg ze strony matki, cały wolny czas spędzałam nad książkami. Udało się, z moimi wynikami byłam pewna, że się dostanę! Ale niestety, to nie był tani interes, wyjechałam za granicę na 3 lata, aby mieć 100% pewność, że będę w stanie wszystko opłacić i się utrzymać. Wróciłam, dostałam się na studia i wyprowadziłam. Dawałam sobie radę, byłam szczęśliwa, żyłam w swojej bańce mydlanej, nie dostrzegając tego, co się dzieje wokół mnie.
Moja bańka prysła, gdy przyjechałam na święta do matki. To, co zobaczyłam, przeszło moje wyobrażenia. Okazało się, że matka zmusza mojego brata, który był w wieku 16 lat do pracy, jego pieniądze przepija, a siostra w wieku 13 lat miała spore problemy psychiczne. Zrobiłam awanturę jak nigdy, matka powiedziała wprost, że jak chcę, to mogę ich zabrać do siebie! Rozumiecie? Oddała mi dzieci jak zabawki... Jak się okazało, mówiła poważnie, załatwiła wszystkie formalności, aby moje rodzeństwo przeprowadziło się do mnie i mogło zmienić szkołę. Ja w tydzień znalazłam nowe mieszkanie, tak aby każdy miał swój pokój. I wiecie co? To była najlepsza decyzja na świecie!
Udało mi się znaleźć dodatkową pracę, brat również dorywczo pracował, nigdy nie wzięłam od niego ani grosza, chciałam, aby miał to na swoje przyjemności, a siostrę zapisałam do psychologa i dołożyłam wszystkich starań, aby wreszcie była szczęśliwa, wyszła na prostą, na szczęście nasz brat robił to samo! W pewnym momencie wprowadziła się do nas moja dziewczyna, która przez moje rodzeństwo została przyjęta otwartymi ramionami. Było bardzo ciężko, często miałam chwile załamania, ale wiedziałam, że nie mogę się poddać.
I tak żyjemy do dziś, każdy w swoich 4 ścianach (prócz mnie i mojej dziewczyny, my nadal jesteśmy razem), ale z ogromną miłością do siebie, z mamą nie mamy kontaktu. Jedyna rodzina to babcia i ciocia od strony matki, które wspierały nas od zawsze i które również są dla mnie całym światem. Cieszę się, że po wszystkich przeciwnościami udało nam się wyjść na prostą. Ja skończyłam studia, moje rodzeństwo jest w trakcie, każdy robi w życiu to, co sprawia mu radość. Wam też życzę dużo szczęścia:)
#5LazN
Po czasie poznałam osobiście jednego z jej chłopaków, w tym samym czasie w toku był rozwód. Był bardzo miłą, aczkolwiek nachalną osobą, która bardzo lubiła eksponować fakt, że ma pieniądze. Mama znała go od paru tygodni. Usłyszałam wtedy hasło - wyjeżdżamy za granicę. Mieliśmy zamieszkać z tym właśnie mężczyzną. Wyjazd jednak miał się odbyć dopiero kilka miesięcy później, jednakże nachalność mamy i jej chłopaka sprawiły że wyprowadziliśmy się bardzo szybko, bo trzy tygodnie po moim pierwszym spotkaniu z nim. Tato o niczym nie wiedział i dostałam odgórny zakaz informowania go o szczegółach. Po prostu miałyśmy wyjechać z nadzieją na lepszą przyszłość. Wszystko odbyło się tak szybko, że dopiero po wyprowadzce zdałam sobie sprawę z tego, że wcale tego nie chciałam.
Warunki mieszkania i atmosfera w domu pozostawiały wiele do życzenia, miałam zakaz rozmawiania na temat taty z kimkolwiek, dodatkowo kilka dni po przyjeździe zostałam wysłana do niemieckiej szkoły, co dla nastolatki bez znajomości języka było czymś strasznym. Byłam notorycznie namawiana do odcięcia się od moich znajomych z Polski. Postanowiłam powiedzieć tacie o tym i po wielu komplikacjach wspólnie z moimi przyjaciółmi zorganizowałam powrót do domu. Na wychodne usłyszałam, że mam do mamy nie dzwonić już nigdy więcej.
Od przyjazdu do Polski zaczęłam z tatą otrzymywać pozwy, nieprzyjemne SMS-y, momentami groźby. Próby zgłoszenia ich kończyły się daremnie. Zgłoszeń na policję i spraw w sądzie pojawia się coraz więcej, byłam przesłuchiwana w szkole, a duża część pozwów jest wytoczona przeciwko mnie, ponieważ mama i jej partner chcą abym trafiła do ośrodka poprawczego. Nie muszę mówić, że razem z tatą nie mamy zbyt wielu pieniędzy, a brak alimentów i koszta sądowe pogarszają sprawę. Z powodu limitu znaków oraz by zachować anonimowość nie mogę opisać więcej sytuacji, a przysięgam - jest tego o wiele więcej. To wszystko kosztuje nas dużo nerwów, a świadomość, że robi mi to własna matka, wpędza mnie w osłupienie. Wkrótce kończę 18 lat, jednak wiem, że i wtedy nie zaznam spokoju, a wręcz wszystko się nasili.
Eh, życzcie mi powodzenia.