Moja ciocia parę lat temu wyszła za mąż. Nie układało im się za dobrze, a po jakimś czasie ciocia odkryła, że jej mąż ma kochankę. Gdy mu powiedziała, że wie, on odszedł do tej swojej panienki, co było dla cioci ciężkim przeżyciem.
Minęło pół roku. Ksiądz na kolędzie, moi rodzice przybyli wspierać ciocię, no i wiadomo, gadu gadu o pogodzie, o rodzinie itd. Ksiądz pyta:
- A mąż gdzie?
Ciocia ze smutkiem w głosie mówi:
- Odszedł...
A ksiądz na to:
- Odmówmy za niego modlitwę.
I zaczął się modlić:
- Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie...
Ciocia z rodzicami pękali ze śmiechu.
Co ważne w tym wyznaniu, dalej mieszkam z rodzicami.
Kiedy dostałam się do pierwszej pracy, byłam z siebie bardzo dumna. Postanowiłam pierwszą wypłatę totalnie przewalić, dlatego za cel obrałam sobie zrobienie domowej, małej siłowni w moim pokoju. Robiłam przelewy i oczekiwałam dojścia paczek. Wkrótce zaczęłam zamawiać więcej gadżetów, niż początkowo zamierzałam. Potem złapałam się na tym, że kupuję totalnie niepotrzebne mi sprzęty, zagalopowałam się nawet do zakupienia taniego, chińskiego rowerka, którego nawet nie miałabym gdzie postawić. Jednak przebiłam samą siebie, kiedy zamówiłam sobie wibrator z totalnego rozmachu i przekonania, że przecież mi się przyda.
Udało mi się go odebrać bez wiedzy rodziców, mimo wszystko raczej głupio, kiedy to oni dostaliby tę paczkę - znając ich, otworzyliby ją, bo zawsze naruszali moją prywatność, a ich ciekawość była nie do zmierzenia. Mimo ukrycia gadżetu w miejsce, gdzie nikt poza mną nie zagląda - wibratory śledziły mnie na stronach internetowych. Wszędzie w reklamach wyskakiwały zabawki dla dorosłych. Nieraz weszła do mnie mama, dziwnie patrząc, kiedy po boku strony "latały" oferty zabawek erotycznych. Jednak wszystko przebiła reklama, która pokazała się na telefonie mamy, która zalogowanego smartfona ma na mojego maila - swojego konta założyć nie chciała, a ja leniwa dupa, kiedyś podałam jej swój mail. Zaczęła pytać, dlaczego jej to wyskakuje, skoro nie oglądała czegoś takiego w necie. A pod moją nieobecność wbiła na mojego maila i w koszu znalazła fakturę. Tak, tę fakturę.
Nie, nie kazała mi wyrzucić, nie zrobiła mi awantury. Zapytała, czy jestem zadowolona. A potem zamówiła sama dla siebie. Identyczny.
Miałem dziewczynę. Byliśmy ze sobą jakieś 5-6 miesięcy, zamieszkała u mnie w mieszkaniu. No i ona pod wpływem koleżanek zaczęła coraz bardziej naciskać na dziecko, bo "chce być prawdziwą prawdziwą kobietą" (WTF?). Wierciła mi dziurę w brzuchu. Ale ja jeszcze nie byłem gotów na ojcostwo. Ja zaraz po studiach, pierwsza praca, ona jeszcze studiuje. Wychodziłem z założenia, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na ten krok, tak że zawsze się zabezpieczaliśmy.
Pewnego dnia przybiegła do mnie z testem "będziemy mieli dzidziusia !!". Ja o_O. Ale jak, gdzie, co? Wyjaśniła mi, że to tam tego, po imprezie, ja byłem nabzdryngolony i po pijaku zapomniałem założyć co trzeba. Zbaraniały chodziłem kilka dni. Ale moment - pamiętam tamtą imprezę, nie upiłem się jakoś specjalnie. No kurde, nie ma bata.
Przeprowadziłem z nią poważną rozmowę. Wraz z argumentem, że po urodzeniu robimy test DNA. W końcu załamała się i przyznała, że to nie moje dziecko. Że jak była na wyjeździe u koleżanki, to wyszły na klubing i w toalecie dorwała jakiegoś przystojniaka. Kilka razy powtórzyła akcję. Bo jak "wyjaśniła", ona MUSI mieć dziecko, a jakby maleństwo się już pojawiło, tobym je pokochał mimo wszystko.
Wstałem i wyszedłem. Normalnie nie mogę uwierzyć, że mnie w takie coś wpuściła. No ale to moja wina, sam chciałem z nią być, nie zauważałem, jaka ona jest głupia. No fakt - zjebałem. Chodziłem przez godzinę bez celu i wróciłem do domu. Oznajmiłem, że ma tydzień na znalezienie sobie jakiegoś lokum, ja się wyprowadzam do kumpla, i po tym czasie ma zniknąć z mojego życia. Nie mam zamiaru dla jej kaprysu wychowywać dziecko jakiegoś typa z klubu, bo ona tak chce. Nie pomogły prośby, odwoływanie się do mojego instynktu opiekuńczego, teksty "zobaczysz, pokochasz maleństwo". Całe szczęście obyło się bez chorych jazd i niszczenia moich rzeczy (dopiero po fakcie o tym pomyślałem). Wyprowadziła się.
Obecnie mieszkam i pracuję w innym mieście. Dobrze, że w poprzednim tylko wynajmowałem mieszkanie. Obrobiła mi dupę wśród znajomych, robiąc ze mnie dupka, który zrobił jej dziecko po pijaku i wyparł się "kochanego maleństwa". Nie miałem zamiaru dyskutować, bo wyszedłbym na typa, który oczernia Matkę Swego Dziecka Którego Się Wyparł niestworzonymi historiami. Kilku ludziom, którym ufałem, opowiedziałem jak było naprawdę. Wyjechałem. Z tego co wiem od kilku znajomych, którzy nie zerwali kontaktu, to obecnie mały najczęściej siedzi u dziadków, a ona po klubach "szuka jelenia", który przygarnie ją z dzieckiem.
Mam bardzo dziwny problem. Otóż, od jakiegoś czasu, noc w noc śni mi się moja była dziewczyna. Nie dlatego, że ją kocham czy za nią tęsknię. Od dwóch miesięcy jestem w szczęśliwym związku i kocham moją obecną partnerkę. Jednak każdej nocy, dosłownie KAŻDEJ, mam erotyczny sen z moją byłą.
Co więcej, podczas igraszek z moją obecną dziewczyną… również mam przed oczami byłą. Nie mam pojęcia co z tym zrobić i dlaczego tak się dzieje, a boję się powiedzieć o tym dziewczynie, bo ona jest strasznie zazdrosna. Tysiące razy była zazdrosna o byłą, stąd być może moja dziwaczna obsesja wewnątrz głowy. Jedno wiem na pewno: czuję się trochę, jakbym zwariował.
Mam 28 i lat i nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy się nie całowałem, o czymś więcej już nawet nie wspominam. Zawsze byłem nieśmiały do kobiet, a moje uczucia miłości były wyparte. To nie znaczy, że nigdy się nie zakochałem, że nie byłem zauroczony, ale zawsze bałem się jak ognia powiedzieć to kobiecie, która mi się podobała.
Jakiś czas temu zacząłem podejrzewać, że jestem uzależniony od pornografii i masturbacji. Wpisałem w wyszukiwarce "uzależnienie od masturbacji i pornografii", wyskoczyło mi coś, co nazywa się "nofap". Okazało się, że nie ja sam jeden cierpię na tę przypadłość, jednak to jest temat tabu. Do tej pory myślałem, że oglądam te filmy i masturbuję się dlatego, że jestem sam, ale źle myślałem - jestem sam, bo oglądam pornografię i się masturbuję. Po tym, jak zacząłem czytać różne fora po dokonaniach innych, nabrałem motywacji. Z dnia na dzień rzuciłem ten nałóg, od tego dnia moje życie zaczęło się zmieniać (choć zdarzały się przypadki, że myślałem o scenach z filmów, przy których się masturbowałem, jednak nigdy tego nigdy tego nie zrobiłem). Coraz bardziej promienieję, mam więcej energii, testosteronu i pewności siebie oraz innych życiowych hormonów, których pozbywałem się wraz z nasieniem. Trzymam bardziej porządek dookoła siebie. Zmiany te są również zauważalne dla społeczeństwa.
Coraz częściej piszę z kobietami.
Już nie mam wielkich wymagań dotyczących wyglądu kobiet, nie muszą wyglądać jak gwiazdy porno. Zaliczyłem nawet jedną randkę, na razie bez większych efektów, ale jednak. Mój "Nofap" trwa już ponad pół roku, przez cały ten czas mam wrażenie, że bardziej dojrzałem niż przez ostatnie kilka lat. Mam nadzieję, że wkrótce kogoś poznam.
Mam 15 lat. Rok temu zmarła moja mama, a 4 miesiące temu dowiedziałem się, że mój tato ma raka. Jestem jedynakiem. Nikt z mojej rodziny nawet nie przyjechał nas odwiedzić i nawet nie zadzwonił. Nie interesują się tym, jak ja się czuję po śmierci mamy. Nie interesują się, jak chemia mojego taty. Nie interesują się, czy mamy za co żyć, co jeść.
Zaznaczę, że nie było nigdy żadnej kłótni w naszej rodzinie. Po prostu się nie odzywają, a jak zapytałem dziadka dlaczego nas nie odwiedzają, to usłyszałem „bo nie”.
Najlepsze w tym wszystkim jest, że wszyscy biegają do kościoła i do komunii.
Wierzę w to, że tata pokona raka i mnie nie zostawi.
Nie wiemy nigdy, co nas w życiu spotka. Historia Kobe Bryanta. Cudowne życie... a tragedia się stała. To, że dziś jesteśmy na szczycie i wszystko się nam układa, to nie znaczy, że jutro też tak będzie. Moi dziadkowie też kiedyś będą starzy i będą potrzebowali pomocy. Nie pójdę.
Operowałam pacjentce żylaki. Wtajemniczeni wiedzą, że na zabieg taki najczęściej stosuje się znieczulenie zewnątrzoponowe. Pacjent jest świadomy podczas operacji i nie czuje bólu.
Podczas zabiegu słyszałam jęki, stękanie, szlochanie, z czasem wycie. Lekko zirytowana tłumaczeniem pani, że nie ma prawa czuć nic podczas tego zabiegu powiedziałam:
- Proszę pani, ale tu nie ma co boleć!
- Ale ja czuję!
- Co pani czuje?
- No, czuję!
- Co dokładnie pani czuje?
- No, nie wiem, coś czuję i boli!
Postanowiłam to olać, bo nie raz zdarzali mi się pacjenci, którzy narzekali na ból podczas takiego typu zabiegu. Czasami zdarza się tak, że ludzie czują amputowaną kończynę, więc nie chciałam się kłócić. Po paru minutach notorycznego jęczenia nie wytrzymałam jednak i spytałam, czy podać coś przeciwbólowego. Pani X zaświeciły się oczy, a ja poprosiłam pielęgniarkę o "to". "To", czyli sól fizjologiczną, która działa cuda na obolałych pacjentów, którzy od razu przestają czuć ból, a czasami nawet zasypiają na fotelu.
Moja tajemnica, nie przyznam się nikomu do stosowania placebo. Chociaż nie na każdego działa.
Podczas wizyty w prosektorium prowadzący maczał kiełbachę w musztardzie, pokazując głowę w przekroju strzałkowym. Koleżanka obok zemdlała i uderzyła głową w taboret. Polała się krew. Kolega zasłabł na widok zakrwawionej głowy koleżanki. Z nerwów asystent prowadzącego, próbując podnieść ogłuszoną koleżankę, potknął się o nogę kolegi i upadł, łamiąc rękę.
Efekt domina.
PS Wiem, że wznoszenie pożywienia do prosektorium jest zakazane. Woleliśmy się nie kłócić.
Podczas oglądania filmu dla dorosłych, przez przypadek kliknąłem przycisk "udostępnij". Widząc okienko udostępniania, spanikowałem i... opublikowałem je na swoim profilu.
Za dzieciaka robiliśmy różne głupie rzeczy. Podprowadzaliśmy deski z kanciap dozorców naszych kamienic, żeby mieć bazę w krzakach, styropian, kiedy była faza na domki na drzewach, robiliśmy włamy do opuszczonych budynków i raz podpaliliśmy starego malucha na złomowisku.
Miałam wtedy naprawdę dobrego kumpla, mieliśmy może po 10/11 lat, budowaliśmy akurat domek na drzewie. Był budowany na wypasie, ściany ocieplone ww. styropianem, podłoga z desek, okna i dach, który był umocniony podebranymi gwoździami ze skrzynki ojca kumpla.
Byliśmy dziećmi, które potrafiły bawić się same, więc rzadko kiedy bawił się z nami ktokolwiek inny.
Tego feralnego dnia skończyliśmy budować. Fantazja poniosła nas na tyle, że zrobiliśmy nawet fosę wokół drzewa, wiecie - patyki, błoto, woda i te sprawy. Podczas gdy ja udałam się na obiad, kolega został w bazie. Pamiętam, że po obiedzie musiałam jeszcze w czymś pomóc w domu, więc do bazy zajrzałam wieczorem, przy okazji wychodząc z psem.
Kolega leżał nieruchomo pod drzewem, twarzą w wodzie. Prawdopodobnie spadł i uderzył głową w kamień, nieprzytomny utopił się w kałuży, która była fosą. Uciekłam, nikomu nie powiedziałam, miałam tylko 10 lat, a jego znaleźli rodzice kilka godzin później.
Dodaj anonimowe wyznanie