Jak dostałam się na studia dowiedziałam się, że w tym samym mieście będzie też studiowało dwoje moich znajomych ze szkoły średniej. Cieszyłam się, że nie będę tam sama i będziemy się czasem spotykać. Widywaliśmy się średnio raz w miesiącu. Mówili, że się cieszą, gdy do nich przychodzę i żebym wpadała częściej. Ale ich zachowanie mówiło co innego. Ciągle siedzieli wpatrzeni w telefon i zamiast skupić się na rozmowie ze mną, woleli w tym czasie z kimś pisać. Później zaproponowali mi wspólne wyjście w weekend. Zgodziłam się, powiedziałam, że chętnie z nimi pójdę. Jednak gdy napisałam do nich, czy dziś wychodzimy, odpisali mi, że nie, bez propozycji spotkania się innego dnia. Podobnie było z wyjściem do kina. Przyjęłam ich propozycję, a oni, o niczym mi nie mówiąc, sami tam poszli, chwaląc mi się później kupionymi biletami. Najdziwniejsze było to, że gdy spotkałam jedną z tych osób na mieście, to uśmiechała się do mnie, mówiąc, żebym przyszła ich odwiedzić, a gdy już przyszłam, siedziała tylko ze swoim telefonem, nawet na mnie nie patrząc.
Mogli mi powiedzieć, że nie mają czasu na spotkania ze mną, ale zamiast tego woleli traktować mnie jak idiotkę i proponować wspólne wyjścia, do których nigdy nie doszło. Jest mi przykro, bo ja poświęcałam im swój czas, a oni mieli to gdzieś.
Dodaj anonimowe wyznanie
Tu nie chodzi o czas, bo ten na pewno mieli. Nie wyrażali po prostu chęci na spędzanie czasu z tobą. :)
W takim wypadku się człowieka do siebie nie zaprasza. Co innego powiedzieć na odczepnego „jeszcze się kiedyś spotkajmy” bez podawania daty itd., a co i innego zaprosić na konkretny dzień/weekend. Po co? Jeśli ja nie mam ochoty się z kimś spotkać, to go do siebie nie zapraszam np. w przyszłą sobotę.
może jestem jakaś dziwna, ale kiedy za kimś nie przepadam i nie chcę się z nim spotykać, to się po prostu wcale nie umawiam. te wybiegi z "koniecznie musimy się spotkać" maja tylko taki efekt, że kiedy ktoś tak mówi, to nie wiem, na ile jest szczery, a na ile - zbyt tchórzliwy, żeby przyznać mi w twarz, że mnie nie lubi.
Coś tu się nie zgadza. Jakbyś była skrajną nudziarą to może by się na odczepnego zgodzili na twoją wizytę i skracali ją maksymalnie , ale sami by nie proponowali kolejnych spotkań. A tak jest w opowiadaniu. O co tu właściwie chodzi?
Jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o... aha, aha... pieniądze, aha, aha.
Moim zdaniem masz problemy z interpretacją :)
Może po prostu nie nadajesz się do luźnych znajomosci. Tylko potrzebujesz przyjaciół. Niektórzy ludzie tak maja. Maja mnostwo znajomych i nie skupiają się tak na każdej osobie z osobna.
Niektórzy ludzie już po prostu tacy są, sam spotkałem wielu takich na mojej drodze, siedzieli w telefonie raz na godzine zagajając rozmowe ze swojej własnej woli. Nie lubię takich osób jednak nie jest to jednoznaczne z tym, że oni nie lubią mnie, po prostu niektórzy ze stresu lub z przyzwyczajenia non stop skrolują social media i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Moim zdaniem źle interpretujesz ich zachowanie, pogadaj z nimi bo może nawet nie zdają sobie sprawy z tego że robią coś źle. Nikt też nie każe na siłę ciągnąć toksycznej nzajomości
serio istnieja ludzie, którzy nie widzą nic niemiłego/niekulturalnego w olewaniu osoby, która coś do nich mówi i gapieniu się w międzyczasie w telefon? a widzą coś złego w noszeniu tej samej koszulki przez miesiąc lub pierdzeniu przy innych?
Niestety wydaje mi sie ze i takie osoby istnieja. Mialem kiedys przyjaciolke ktora non stop na kazdym wyjsciu siedziala w telefonie i nie widziala nic w tym zlego
moim zdaniem oni lubili twoje towarzyatwo ale byli przyzwyczajeni do spedzania czasu na telefonie podczas spotkań
mają cię gdzieś. nie jest tak, że cię nie lubią, ale jesteś dla nich zapchajdziurą, taką opcją Z, kiedy wszystkie fajniejsze osoby do spędzania czasu będą zajęte. ja bym ich olała, bo marnujesz czas z nimi, podczas gdy mogłabyś poznać kogoś, kto bedzie cię szanował.
Buhu, po prostu Cię nie lubią i tyle, znajdź sobie znajomych, to na prawdę nie takie trudne.
Drama na Anonimowych... smuteczek.