#oJ7r8

Koronawirus

Mój mąż wrócił zza granicy na weekend tydzień temu, posiedzieliśmy w domu, a 2 dni po jego powrocie do pracy zaczęła zaczęła się u niego gorączka i duszności. Obecnie jest w szpitalu, potwierdzony koronawirus. Zadzwoniłam pod numer z internetu w razie zarażenia koronawirusem, zapytano, czy miałam kontakt z zarażonym w przeciągu kilku dni, odpowiedziałam, że tak (opisując całą sytuację).
- Czy gorączkuje pani?
- Nie.
- W takim razie proszę pozostać w domu, nie spotykać się z ludźmi i zadzwonić w razie gorączki lub duszności.

Na razie trzymamy to w tajemnicy, siedzę w domu jak w izolatce, ciotka przywozi mi zakupy i zostawia na podwórku (powiedziałam, że jestem mocno chora i nie chcę jej zarazić, bo ma małe dzieci). Mąż dostał leki i na ten moment jego stan się polepsza, teraz zapewnia mnie, że nie ma co panikować. Zapytałam jakie to uczucie odpowiedział, że jakby miał silną grypę i kaca jednocześnie. Podobno młody organizm radzi sobie bardzo dobrze z tym wirusem przy prawidłowym leczeniu. W szpitalu spędzi kilka tygodni. Nie tyle co boję się wirusa, co polskiego szpitala.

#Twnyb

Zapewne o roszczeniowej postawie dzisiejszych ludzi wyznań było od groma, ale w końcu coś we mnie pękło.

Mojego obecnego męża poznałam kilka lat temu, dzieli nas kilka lat i wiele poglądów na różne sprawy. Ale dziś dzięki mnie jest innym człowiekiem, co sam potwierdza. Chłop ma fach w ręku, jego poprzedni szefowie zawsze go sobie chwalili, chciałam żeby poszedł na swoje. Założyliśmy wspólnie firmę, początki nie były łatwe, dzięki pomocy moich rodziców jakoś to przetrwaliśmy. Na dzień dzisiejszy stać nas nawet na kilku pracowników.

No właśnie, i teraz przechodzimy do sedna. Mój mąż ma dwie młodsze siostry, każda z nich z kilkorgiem dzieci. Jedna w związku z facetem, mają 4 dzieci, druga w zaawansowanej trzeciej ciąży, a ojca ani widu, ani słychu. Co chwila spotykamy się z prośbami o: zawiezienie gdzieś tam, kupienie zabawek dla dzieci (dość drogich), pożyczki pieniędzy (oddamy, jak będziemy mieli - trochę sobie poczekasz). I kiedy odmawiamy, słyszymy: NIE MACIE DZIECI, TO NIE ROZUMIECIE! Wszystko rozumiemy, proponujemy pomoc w znalezieniu pracy, nawet w naszej firmie coś się znajdzie, a z chęciami z ich strony jesteśmy w stanie rozszerzyć działalność. Oni jednak wolą żyć na socjalu, rodzić dzieci i liczyć, że wszystko dostaną od ludzi. Z początku im ulegaliśmy, ale teraz dostrzegliśmy nasze błędy.

To, że jesteśmy rodziną nie oznacza, że prowadzimy instytucję charytatywną, jeśli mam nadmiar pieniędzy, wolę oddać jakieś konkretnej fundacji. Jestem wykończona ciągłymi prośbami i mało brakuje aż wybuchnę, hamuję się, ale nie wiem ile to potrwa. A boję się, że jak pęknę, to rozpętam piekło. Wystarczyły nam chęci, żeby coś zmienić w życiu, to przecież nic wielkiego. Czasem warto zaryzykować.

#kRZIO

Regularnie podkradam pieniądze mojej mamie.

Mama mieszka z moim młodszym bratem, jej mąż, a nasz tato jakiś czas temu odszedł do innej kobiety. Tato zawsze zarabiał dużo, mama pracuje fizycznie, miesięcznie zarabia jakieś 2600 zł. Ma dom, za który nie musi płacić czynszu, jedynie rachunki, do tego tato co miesiąc przelewa jej 2000 zł na mojego brata.

Ja mieszkam w innym mieście, utrzymuję się sama, na szczęście radzę sobie nieźle i pomoc rodziców nie jest mi niepotrzebna. Mam natomiast dostęp do konta mamy, ponieważ ona po przykrych doświadczeniach i kilku błędach boi się korzystać z bankowości internetowej, dlatego ja robię przelewy na opłaty i finalizuję zakupy internetowe.

Mamie ciągle jest mało. Potrafi wydać prawie całą kwotę w dwa tygodnie. Kupuje ogromne ilości jedzenia, z czego większość ląduje w koszu, bo nie są w stanie z bratem tego przejeść. Wydaje fortunę na papierosy, dziennie daje mojemu bratu jakieś 20 zł "do szkolnego sklepiku". Ogółem - wydaje za dużo i co miesiąc czyści konto niemal do zera. A ja co miesiąc przelewam z jej konta jakieś 200-300 zł na swoje konto, wypłacam i chowam do szuflady. Mama nie odkłada ani złotówki, a jak wiadomo - w życiu bywa różnie. Sama nie korzystam z tych pieniędzy, ale mama ciągle narzeka, że przydałby się remont, tylko skąd wziąć na to wszystko pieniądze? Odłożyłam już jakieś 6500 zł, tej wiosny dam mamie pieniądze i wspólnie zorganizujemy malowanie i wymianę mebli.
Ciągle się tylko zastanawiam, czy powinnam jej powiedzieć, skąd wzięłam tę kwotę.

#Rgq9C

O tym, jak nauczyłam się ukrywać emocje jako dziecko.

Teraz jestem dorosła, lecz ostatnio mam trochę gorszy okres ze względu na różne osobiste sprawy. Nie umiem opowiadać o swoich problemach. W dzieciństwie, gdy miałam jakiś kłopot, słyszałam od rodziców (najczęściej od mamy) tylko: "dziecko... jakie ty możesz mieć problemy, jak dorośniesz, to zobaczysz", "ryczysz tylko bez powodu, daj mi żyć". No i uwierzyłam. Przestałam mówić o tym, co mnie boli, jakie mam odczucia czy problemy, bo po pierwsze nie chciałam rodzicom dokładać zmartwień, a po drugie, zapewne i tak nie byłyby to sprawy warte uwagi. Płakałam sobie sama po cichu, czasem już z niemocy i bezradności. Nauczyłam się przestawać płakać w sekundę, gdy otwierały się drzwi do pokoju, aby nikt nie mógł zobaczyć, że płakałam. Buzia wiadomo, była czerwona, ale starałam się stać dalej, odwracać, aby nikt nie mógł wtedy tego zauważyć.

Starałam się być grzecznym, poukładanym dzieckiem, dobrze się uczyłam. Gdy działo się coś niedobrego w szkole czy ktoś mi dokuczał, starałam się sama rozwiązywać problem i ukrywać wszystko przed rodzicami, aby nie dokładać zmartwień.

Teraz nie za bardzo umiem się otworzyć przed kimkolwiek. Mało mówię, częściej słucham. Ostatnio łapię się nawet na tym, że w trakcie rozmowy z kimś po prostu nie wiem co mam mówić, brak mi tematów, gdy ktoś przestaje o sobie opowiadać, ja nie wiem co mam mówić, bo o sobie nie potrafię.

#WRg91

Moja mama ma obsesję na punkcie II wojny światowej. W naszym domu w telewizji lecą na okrągło filmy o wojnie.. Co z tego, że wszyscy oglądali już to milion razy, mamy zakaz przełączania na cokolwiek innego. Co by się nie powiedziało, mama porównuje do wojny - "Jedz, bo jak wojna wybuchnie, to trawę będziesz jeść", "Ty masz źle?! A wiesz co Żydzi w obozach mieli?!", "Do psychologa chodzisz? Ja znam jednego psychologa, który leczy ze wszystkiego - obóz sowiecki".
Jeśli znajomi przychodzą, rozmawia z nimi tylko o tym, jak Hitler doszedł do władzy, jak zaatakował ZSRR, często przepytuje ludzi z tego co wiedzą na temat wojny.
Najbardziej przeraża mnie to, że bardzo w niej to lubię i nie uważam tak jak wszyscy, że moja mama jest dziwna.

#ovv9k

W pewien okropnie szary, długi poniedziałek wracałam z pracy do domu. Zmęczenie i senność nie pozwalały mi na wykonywanie gwałtownych ruchów. Ledwo szłam. Nagle za rogu zobaczyłam dziewczynę, która do kogoś machała, ale zignorowałam to. Gdy się zbliżyłam do jej auta, ona wyskoczyła, krzyknęła coś w stylu: "Cześć, strasznie się spóźniłaś. Masz szczęście, że poczekałam, ale mi się spieszy!". Po czym wręczyła mi pakunek i odjechała. Próbowałam jej oczywiście powiedzieć, że to pomyłka i nigdy nie była ze mną umówiona, ale dziewczę było tak zajęte trajkotaniem o moim rzekomym spóźnieniu oraz o tym, że zaraz ma samolot, iż mnie nie słuchała.

Cała sytuacja trwała z kilka sekund. Zostałam sama przed swoim mieszkaniem z jakimś kartonem. Ze strachem zajrzałam do środka, a tam żółw! Taki dość duży. Próbowałam odszukać dziewczynę w Internecie, ale bez skutku. Tak zostałam właścicielką żółwia. Nie było to na początku nic fajnego, bo po pierwsze nie miałam pojęcia co ten żółw je (rośliny czy mięso), jak go pielęgnować, a ponieważ dostałam go w "opakowaniu" zastępczym, nie miałam gdzie go trzymać. Na całe szczęście w sąsiedztwie mam weterynarza, który poświęcił mi sporo czasu odpowiadając na wszystkie pytania i uspokoił (byłam przerażona).

Żółw ma się dobrze i na imię mu Mietek.

#rMOjr

Odkąd pamiętam chodziłam brudna. Na pierwszy rzut oka ja i moi rodzice wyglądamy normalnie. Problem w tym, że nikt nie nauczył mnie czystości. Myć się? Raz na tydzień starczy. A codziennie tylko ręce albo twarz, jak widać brud. Ręczniki? Każdy używa wspólnego, który służy do wszystkiego i wisi ponad tydzień, nawet jak na podłogę się coś wyleje, to też można przetrzeć.
Pamiętam, że jako dziewczyna w gimnazjum byłam w szoku jak dziewczyny chodziły czyściutkie i pachnące.
Nigdy nie przyprowadziłam nikogo do domu oprócz jednej przyjaciółki, bo w domu z czystością też jest problem.

Po co myć ubikację, wannę, umywalkę? Po co po 40 latach wymienić rozpadające się meble? Wilgoć? E tam, nie przesadzaj. Do podłogi można się przykleić. Robaki w altanie czy myszy? Hi, hi, zwierzątka. Jak coś spadnie na podłogę, to niech leży.
Było to wygodne przez pewien okres - brak obowiązków brak sprzątania.

Wyprowadziłam się na czas liceum. Po powrocie wszystko mnie uderzyło. Czuję obrzydzenie i wstręt. Próbowałam szorować, sprzątać, ale pomagało tylko na chwilę. Rodzice i tak to wyśmiewali.

W wielu 22 lat zaczęłam regularnie myć zęby, nikt mnie nigdy tego nie nauczył.
Mam żal do rodziców.
Staram się być czysta, chodzić dobrze ubrana, ale czasem wieczorem łapię się na tym, że nie chce mi się umyć czy zmyć makijażu, no bo po co...

#IFU9w

Około 10 lat temu miałam próbę samobójczą, do której nie doszło. Uratował mnie jakiś chłopak.

Kiedy moja siostra zaczęła opowiadać, że poznała chłopaka, z którym jest w związku, w sumie się ucieszyłam z jej szczęścia. Opowiadał, że kiedyś uratował czyjeś życie.
Jednak ne spodziewałam się, że ten chłopak, który uratował mi życie, będzie partnerem mojej siostry.
Dodaj anonimowe wyznanie