#oJ7r8
Mój mąż wrócił zza granicy na weekend tydzień temu, posiedzieliśmy w domu, a 2 dni po jego powrocie do pracy zaczęła zaczęła się u niego gorączka i duszności. Obecnie jest w szpitalu, potwierdzony koronawirus. Zadzwoniłam pod numer z internetu w razie zarażenia koronawirusem, zapytano, czy miałam kontakt z zarażonym w przeciągu kilku dni, odpowiedziałam, że tak (opisując całą sytuację).
- Czy gorączkuje pani?
- Nie.
- W takim razie proszę pozostać w domu, nie spotykać się z ludźmi i zadzwonić w razie gorączki lub duszności.
Na razie trzymamy to w tajemnicy, siedzę w domu jak w izolatce, ciotka przywozi mi zakupy i zostawia na podwórku (powiedziałam, że jestem mocno chora i nie chcę jej zarazić, bo ma małe dzieci). Mąż dostał leki i na ten moment jego stan się polepsza, teraz zapewnia mnie, że nie ma co panikować. Zapytałam jakie to uczucie odpowiedział, że jakby miał silną grypę i kaca jednocześnie. Podobno młody organizm radzi sobie bardzo dobrze z tym wirusem przy prawidłowym leczeniu. W szpitalu spędzi kilka tygodni. Nie tyle co boję się wirusa, co polskiego szpitala.
Bardzo dobrze zrobili.Po co mają zabierać cię do szpitala jak nie masz objawów? Ludzie, którzy je mają potrzebują miejsca. Tak jak rządu nie lubię tak tutaj reakcja jest dość dobra.
Tak, tylko niestety nie każdy potencjalnie zarażony, jak Autorka, stosuje się do zaleceń... Zamiast zabarykadować się w domu, poprosić kogoś o zakupy zostawione na podwórku/pod drzwiami, sami chodzą, bo to tylko osiedlowy, dwa kroki od domu, przecież zakupy zajmą dwie minuty, na nikogo nie będę chuchać.
Osoby na kwarantannie za wyjście z domu powinny być rozstrzeliwane. Janusze biznesu którzy wykupywali towar sztucznie napędzając bańkę spekulacyjna też. Po drugiej wojnie światowej za żerowaniu na desperacji i biedzie tak było, więc konfiskaty mienia to i tak niska kara. Jak nie lubię rządu tak uważam że trzeba będzie dużo ostrzejszej reakcji...
A... Co w tym anonimowego?
Normalna, prawidlowa procedura, nie ma co panikować, dobrze, że słuchasz zaleceń.
Tylko czemu to w tajemnicy trzymasz? Boisz się, że jak się wyglądasz ciotce to przyjdą pod Twój dom tłumy z mikrofonami proszące o plotki?
Pal sześć mikrofony. Ale skoro objawy wystąpiły 2 dni _po powrocie do pracy_, to znaczy, że przez 2 dni współpracownicy i ew. klienci byli narażeni na zakażenie i może sami teraz infekują.
Bać to się trzeba będzie, ale jak zabraknie miejsc w tych szpitalach. I respiratorów.
Już brakuje :P A brakuje przede wszystkim podstawowych środków ochrony osobistej dla służb publicznych i medyków, a także samych medyków. Szpitale próbują ratować się werbowaniem studentów medycznych kierunków w ramach (sic!) WOLONTARIATU. I, tak, dla nich też nie ma środków ochrony, a chcą ich wrzucić na pierwszą linię frontu.
KoalaSzara
Przedstawiasz to tak dramatycznie, jak by ci studenci realnie ryzykowali życiem, podczas gdy w rzeczywistości w ich grupie wiekowej ryzyko jest marginalne.
Problem polega głównie na tym, że mogą to jeszcze bardziej roznosić.
————————————————
Ogólnie studenci i dzieci są najgorsi w tej chorobie, bo szansa na to, że wykryje się, że roznoszą jest najniższa przez najrzadsze pojawianie się objawów.
Do tego, w normalnych warunkach najczęściej przemieszczają się między miastami, a nawet jak ktoś sam tego nie robi, to często spotyka się z ludźmi którzy już robią.
Dlatego szczególnie istotne by to przede wszystkim oni zaprzestali spotkań i imprezowania.
@wcaleniechutliwe - początkowo tak. Teraz zwiększyli im zakres odpowiedzialności, ale chętnych ponoć brakuje. Ciekawe czemu 🤔
Serwatka, to ze ryzyko smierci w tej grupie wiekowej jest niewielkie nie znaczy ze nie ma zachorowan. Oczywiscie ze sa. Nikt nie będzie ryzykował i sprawdzal czy ma na tyle silny organizm, ktore poradzi sobir z wirusem czy mize jedbak nie. A nawet jak komus sie uda to oroblemy z plucami zostana na zawsze. Nie wiemy jakie sa skutki. Sporo mowi sie o tym, ze pozniej byle infekcja moze skonczyc sie smiercia. Nie znamy tez eplywu na plodnosc. Po co bez sensu narazac ludzi?
No oczywiście, że tak.
Mówię tylko, że niektórzy źle rozumieją problem i rozkładają martwienie się tak, że więcej przypada na mało prawdopodobne poważne zachorowanie u młodej osoby, niż na to, że ta młoda gdy zachoruje to na pewno zaraża.
A szczególnie młode osoby to o tym ostatnim powinny pamiętać i brać odpowiedzialność.
Nie jak np. niektórzy studenci z Wrocławia...
Wolontariat - przynajmniej na mojej uczelni- ma obejmować po za infolinią, kontrolę osób poddanych kwarantannie (telefonicznie, ale też osobiście sprawdzać obecność w miejscu zamieszkania), pomoc w robieniu zakupów, a w przypadku niedoborów kadrowych będziemy wysłani do szpitali.
Zapraszam do Londynu! Tuż życie kręci się pełna parą. Kolega, z którym pracuję (ortodoksyjny muzułmanin)
stwierdził że on odkażać alkoholem się nie będzie bo jak Allah postanowi, że ma się zarazić, to się zarazi i odejdzie do Allaha. Zgłosiłam to, przenieśli mnie do innego budynku. A od poniedziałku pójdę do izolacji jak sytuacja znacznie się pogorszy. Nie będę narażać zdrowia przez brudasów... takich historii są setki, nie wiadomo co robić i jak się uchronić.
Chyba pierwszy raz z podziwem patrzę na to, jak dobrze w tej sytuacji radzi sobie Polska (przynajmniej narazie). Zatęskniłam za domem, chciałabym wrócić, ale teraz chyba nie jestem tam zbyt mile widziana (hejty na powracających czarterami Polaków mówią same za siebie).
Trzeba przeczekać. Wierzę, że damy radę. Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i zdrowego rozsądku.
Polska nie radzi sobie dobrze. Przesada w każdą stronę jest zła. Zamknięcie miejsc z dużymi skupiskami ludzi jest okej, ale u nas jest problem z dostaniem się do przychodni. Widocznie wolno chorować tylko na koronawirusa.
Dokładnie. U nas w Anglii to dopiero są heca. Cała Europa zamyka szkoły, restauracje, kina, granice państw. A UK? Uzyskujcie sobie odporność stadną, kochani obywatele! Ja mam to gdzieś i od czasu ogłoszenia pandemii siedzę w domu, razem z moimi staruszkami, którzy przeszli na zdalne prowadzenie rodzinnej firmy. Boję się tylko, że przez to wszystko wywalą mnie ze studiów, bo te w najlepsze funkcjonują i z dnia na dzień groźba wywalenia staje się coraz bardziej realna przez nieobecności.
Ale wiesz ze odkażacze do rak nie są tak efektowne jak dokładne mycie rak. Wiec w sumie to bez różnicy. Widzę jak niektórzy zamiast mycia rak idą na skróty ale to nie daje tego samego efektu....
Tayla, odkażacze są niezbędnym elementem dnia. Jeździmy metrem, pociągami, autobusami, w których poręcze dotykane są przez miliony ludzi dziennie. Nie ma możliwości umyć rąk w inny sposób w transporcie publicznym.
Dlatego ostrzega się żeby wlasnie nie dotykać poręczy a klamki chwytać przez dezynfekujace chusteczki. Nadal stoję przy swoim. Odkazacze niekoniecznie są niezbędnym środkiem, wielu stosuje nieodpowiednie z małą ilością alkoholu. Używanie je ma sens kiedy naprawdę nie ma opcji umycia rak przez dłuższy czas. Jednak po podróży w transporcie publicznym o ile nie dotykasz poręczy, ani nie dotykasz twarzy to po powrocie dokładnie umycie rak jest bardziej efektowne. Jeżeli masz odkażacz to pewnie używaj, ale ten człowiek o ile będzie dokładnie mył ręce tez powinien być bezpieczny. Możliwe ze pracujesz nawet z osoba która w ogole rzadko myje ręce ale i nawet o tym nie wiesz.
Sytuacja z dzisiaj polskie realia szpitali aż napisze gdzie : nowy szpital Tarnów. Z młodą byłam na calodobówce popołudniu, SOR z drugiej strony szpitala zamknięty bo jakiś debil innego słowa nie mam ma objawy koronawirusa i dezynfekują cały sor. Jego przewiezli nie wiele dalej, bo tam jest oddział zakaźny. Info jest wszędzie gdzie się znajdują zakaźne szpitale ale po co niech dezynfekują, a może przy okazji się zarażą. Starsza Pani wiek ok. 70 (sor zamknięty) stwierdziła że była we Włoszech i miała kontakt z osobą zakażoną, ochrona głównego wejścia, blokowała jej wejście na szpital. Mieli wezwać do niej karetkę. Po prawie godzinie karetki brak a w tym czasie staruszka zaczepia ludzi by ją podwieźli na dworzec, na pociąg. Finalnie odjechała autobusem.
Po pierwsze ,,,,,,,,, proszę, wiele przecinków gdzieś się pogubiło.
Po drugie, dlaczego osoby z objawami nazywasz debilami? Nie rozumiem zupełnie.
Wszedzie mowia o tym zeby nie isc na SOR. Zeby dzwonic pod odpowiedni numer i wymieniaja te numery. A co robi taki debil? Lezie na komisariat i oznajmia ze zle sie czuje🤦♀️
palebomusze debilami nazywam takich co chodzą na Sor-y mając objawy itp., itd, zamiast dzwonić pod numer który podają, ostatecznie stawić się na zakaźny. Mi się może wiele przecinków zgubiło, ale tu widzę umyka czytanie ze zrozumieniem.
Nie rozumiem czego oczekujesz od służby zdrowia. Ja też siedzę właśnie zamknięta, prawdopodobnie z koronawirusem. Prawdopodobnie ponieważ nie ma potrzeby robienia testów, skoro mojemu życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, a ja odizolowałam się po powrocie z zagranicy, jak jeszcze nie miałam objawów, więc nikt inny nie był zagrożony
Więc tak, czuję się okropnie i jestem zmęczona i wgl nie da się zapomnieć, że oddycham, bo czuję każdy oddech. Ale dopóki nie opuszczam mieszkania to co za różnica, czy mam grypę, koronawirusa, czy jakieś inne wirusowe zapalenie płuc? Musi przejść samo, albo w razie dużych problemów będę dzwonić po pomoc. I wtedy mnie zbadają.
Własnym autem jechałaś mam nadzieję... Bo samolotem/busem mogłaś kogoś zarazic
A już się zastanawiałam kiedy na anonimowych będzie wyznanie o koronavirusie...
Spokojnie, będzie tego więcej...
No widzisz, nie jesteś sama. Ja również boję się szpitala. Boję się, że jeżeli tam trafię to lekarze nie będą umieli mi pomóc i już niestety nie wyjdę stamtąd żywa.
Kornelia001 to idź do kościoła, tam ci na pewno pomogą. Jakie to żałosne. Mamy na prawdę dobrych lekarzy w Polsce, ale jak zwykle trzeba się przypier*olic.
Mamy dobrych lekarzy ale skrajnie niedofinansowanych. Co z tego ze sa dobrzy jak juz im brakuje srodkow ochrony.
Heppy uważaj, aby do Ciebie choroba się nie przyp...oliła. Będziesz wtedy latać do kościoła i modlić się o zdrowie. A jeżeli chodzi o lekarzy to mam już swoje doświadczenia i swoje zdanie, więc skoro nie znasz sytuacji to po co się czepiasz?
Mnie ten wirus wykończy psychicznie. Ta panika wszystkich wkoło i puste półki jak za komuny.
Mimo wirusa życie toczy się dalej, a ja mam kilka spraw urzędowych do załatwienia z którymi bedzie problem bo wirus. Jak ich nie załatwię to moje dziecko nie dostanie aktu urodzenia, a wtedy nie wyrobie mu paszportu i dziadkowie go nie zobaczą przez dobre pół roku życia, jak nie dłużej. Przyniesie to na tyle długofalowe konsekwencje że kolejny raz się zastanawiam czy będę chciała za te kilka lat wrócić do tego cyrku w Polsce.
Przez najblizsze pol roku to i tak najlepiej siedziec w domu. Szczegolnie warto odpuscic sobie wizyty wnukow do dziadkow. Myslicie, ze za 2 tygodnie otworza szkoly i wrocimy do normalnego zycia? Oj bardzo bym chciala zeby to sie udalo za 2 miesiace, o 2 tygodniach nawet nie marze.
Ja bym chciała móc jak zawsze spokojnie pojechać do domu na weekend. Bez tych papierów Boże Narodzenie stoi pod znakiem zapytania. Styczniowa impreza rodzinna też. Może byłaby szansa na Wielkanoc w przyszłym roku. Może. Bo co? Mam pojechać sama po kilka papierów i zostawić córkę z ojcem, który pracuje?
Pewnie, niech dziecko całkiem nie wie jak wyglądają dziadkowie...
Masz racje, otworzmy wszystkie granice. Niech umrze pol kraju bo jak twoje male dziecko nie zobaczy dziadkow to swiat sie skonczy 🤦♀️ W jakim ono jest wieku? Skoro nie ma aktu urodzenia to jest to malenstwo wiec i tak nie zaoamieta tych fziadkow. Lepiej bedzie jak dziadkowie przezyja i bedzie mialo z nimi kontakt przez wiele lat czy jak zobaczy ich raz jako niemowle a pozniej pooglada sobie nagrobek? Empatia i myslenie o czyms wiecej niz wlasny tylek nie zaszkodzi.
Co tam pandemia, co tam że ludzie umierają! Bombelek dziadków nie zobaczy przez pół roku. To jest prawdziwy dramat. Laska, ty tak na serio? Powiedz że się zgrywasz. To nie może być na poważnie. Każdy ma jakieś plany, które teraz musi odłożyć.
ananas1ek to siedź tam gdzie siedzisz i tu nie wracaj. Nikt nie będzie płakał za tobą.
Ja nie mówię że muszę koniecznie jechać, ale chciałabym wiedzieć ile to może trwać.
Ja mogę nieco poczekać, ale faktem że bez tego aktu gówno można ale to nie wasz problem więc jestem głupią "madką bombelka". Wiem też że są ludzie w innych sytuacjach których byt zależy od tego czy zostaną wpuszczeni i ta decyzja nie była do końca przemyślana - teraz się powoli reflektują.
Hejtujcie se dalej...
Choć możecie też poczytać gdzie ludzie są i w jakich sytuacjach. Świat nie jest czarno-biały...
Wszyscy bysmy chcieli wiedziec ile to potrwa ale tego nikt nie wie. Jedno jest pewne, zostawienie otwartych granic i podrozowanie tam gdzie sie chce i kiedy nie sprawi ze pandemia skonczy sie szybciej.
W sensie nasz i nie nasz. Nie nazwałabym tego nawet problemem to raz a dwa ze wy będąc możecie przynieść wirusa do dziadków którzy są w grupie wysokiego ryzyka. Lotniska są przecież skupiskiem ludzi. Trudno cię w tym przypadku brać na poważnie xd
No tak, szkoda, że nie poinformowali nas z rocznym wyprzedzeniem, że będzie pandemia i nie będzie możliwości pozałatwiać spraw w urzędach. Przez takich ludzi właśnie tak się rozprzestrzenia ten wirus. Wiadomo, że dla każdego to jest kłopotliwe, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Ja też nie mogę teraz chodzić do pracy ani na uczelnię ani odwiedzić babci, która ma 80 lat.
Dziecko nie zobaczy dziadków... Racja, przecież żyjemy w czasach w których porozumiewać się można tylko osobiście...
Ziomek - a Skype, Discord, Microsoft Teams, nawet kurna zwykle połączenie wideo na whatsappie czy Messengerze... Możliwości jest milion. Wcale nie trzeba przy tym narażać innych osób, a zapewniam - wirus przez łącze internetowe się raczej się nie przedrze..
A czy ten wirus nie sieje spustoszenia w płucach?
Czytalam badania, gdzie w 45% przypadków u wyleczonych pojawiło się zwłóknienie płuc