#rMOjr
Pamiętam, że jako dziewczyna w gimnazjum byłam w szoku jak dziewczyny chodziły czyściutkie i pachnące.
Nigdy nie przyprowadziłam nikogo do domu oprócz jednej przyjaciółki, bo w domu z czystością też jest problem.
Po co myć ubikację, wannę, umywalkę? Po co po 40 latach wymienić rozpadające się meble? Wilgoć? E tam, nie przesadzaj. Do podłogi można się przykleić. Robaki w altanie czy myszy? Hi, hi, zwierzątka. Jak coś spadnie na podłogę, to niech leży.
Było to wygodne przez pewien okres - brak obowiązków brak sprzątania.
Wyprowadziłam się na czas liceum. Po powrocie wszystko mnie uderzyło. Czuję obrzydzenie i wstręt. Próbowałam szorować, sprzątać, ale pomagało tylko na chwilę. Rodzice i tak to wyśmiewali.
W wielu 22 lat zaczęłam regularnie myć zęby, nikt mnie nigdy tego nie nauczył.
Mam żal do rodziców.
Staram się być czysta, chodzić dobrze ubrana, ale czasem wieczorem łapię się na tym, że nie chce mi się umyć czy zmyć makijażu, no bo po co...
ze wyscie sie jeszcze czyms od siebie nawzajem nie pozarazali uwazam za cud
rodzice zrobili ci duza krzywde, wiem jak to jest przyzwyczajac sie do regularnosci jak sie juz starczym jest (z uwagi na stan zebow musialam ze myc z 5 razy dziennie minimum zamiast 2 i trzeba bylo o tym pamietac)
mam nadzieje,z ektos ci powiedzial, o takich podstawach jak zeby, prysznic raz dziennie, glowa chociaz co 2 dni, myjemy tez szyje i za uszkami, patyczkujemy uszki, przy okresie czestsze podmywanie ( no i mycie rak przed i po aplikacji np. tamponu!), podcieramy sia od cipki do dupki, nie do przodu
makijaz zmywamy przed zasnieciem
no i zmieniamy majtki, skarpetki codziennnie , przepocone koszulki codziennie, inne rzeczy zalezy od stopnia nasiakniecia w sumie, stanik 1-2 razy w tygodniu, swetr podobnie, spodnie jak sie nie uwala to i tydzien mozna smigac... no i reczmnik, pierzemy go raz w tygodniu, posciel raz w miesiacu
raczki myjemy po przyjsciu z dworu mydlem porzadnie, dobrze miec zel antybakteryjny czy chusteczki doraznie, myjemy tez mieso, warzywa, owoce i lapeczki przed jedzeniem. i po skorzystaniu z toalety, obowiazkowo
takie minimum sanitarne
Bazienka ale: zmiana stanika 1-2x w tygodniu to niebardzo - co 2-3dni, stanik jest blisko ciała, szybko nasiąka potem a pot po godzinie to siedlisko bakterii, po tygodniu to już tragedia; pościel raz w miesiącu -grubo, raz na tydzień jest optymalnie; ręcznik raz na tydzień też niebardzo szczególnie kiedy używamy 1 do całego ciała, niezbyt higieniczne dla stref intymnych - wilgotny ręcznik wiszący w łazience to również siedlisko bakterii stąd wymiana 2x w tygodniu.
Paella myślę że bazienka podała takie minimum
Nie patyczkujemy uszkow!
Twój komentarz byłby wspaniały, gdyby dało się go normalnie przeczytać. Serio, czytaj to, co piszesz i poprawiaj chociaż trochę
A ja piorę stanik zdecydowanie rzadziej niż raz w tygodniu. Co innego podczas upału albo wysiłku fizycznego, wtedy zdarza się i codziennie. Ale normalnie nie czuję, żebym się z tym miejscu szczególnie pociła, podobnie jak ze spodniami.
tak, to bylo takie minimum ;)
jak sciagam i czuje pot to do prania, czasem jest to codziennie np. w upaly, czasem raz na 2-3 dni, ale jak ktos nie ma wprawy w ocenianiu to niech po prostu odgornie przyjmie ze np. w poniedzialek i czwartek zmiana stanika na czysty
canistibifaciemlavat to co robic uszkom? ale tak by bylo to dostepne dla kazdego? ogolnie to lepiej myc niz nie myc...
Bzdura z tym ostrzeganiem przed patyczkowaniem uszu. Trzeba tylko używać tych z minimalną średnicą (ostatnio niechcący - bo w internecie, kupiłam takie o średnicy chyba z 7-8 mm i te się nie nadają). Te najbardziej popularne są ok. Nie wepchniesz tej woskowiny, jeśli uszy czyścisz regularnie - przynajmniej raz w tygodniu. Sama robię to przy okazji mycia głowy. Wyjątkiem mógłby być jedynie przypadek jakiegoś chorobliwego nadmiernego wydzielania woskowiny, która tworzy już czop - ale wtedy należy i tak udać się do laryngologa, albo wyjątkowo wąskiego kanału słuchowego.
No nie, mięsa kurzego właśnie nie myjemy ze względu na możliwe przeniesienie salmonelli. Patyczkiem czyścimy małżowinę, a nie w środku.
Serio bazienka? Nie tak dawno obrazalas i wyzywalas ludzi od brudasów, bo nie zmieniali codziennie pidżamy. A nagle okej jest według ciebie zmienianie stanika max 2 razy w tygodniu?
Ja to rozumiem! Moze u mnie nie bylo tak hardcorowo, ale podobnie. Teraz jak wracam do domu, raz na rok to brzydze sie spac w lozku, bo nie wiem ile miesiecy temu byla zmnieniana posciel. Lazienka to samo, syf ogromny. Zawsze sie ciesze, kiedy moge wrocic do mojego czystego domku.
To ja jak wracam to zawsze czysta pościel czeka. Mimo to widzę wszechobecny brud głównie w lazience: kamień na umywalce, brązowy osad na wannie, uwalone lustro, gruba warstwa kurzu na nodze kibelka, szczotka do kibla maksymalnie wyeksploatowana, pajęczyna w rogu, niedomyte sztućce.... Ja swoje mieszkanie prowadzę dużo czyściej, wiadomo czasem się nie chce sprzątnąć ale pewnej granicy nie przekraczam
Co mi tu nie do końca pasuje. Mycie raz na tydzień? Śmierdząca dziewczyna o wiele bardziej zwraca uwagę i na pewno w szkole by to spowodowało interwencję nauczycieli i brzydkie przezwiska od uczniów. A w tej historii jakby wszystko szło swoim torem aż do studiów.
Ciężko się nie zgodzić. Z nauczycielami bywa różnie, ale dzieciaki nie odpuściłyby koleżance, która myje się tylko jeden raz w tygodniu...
Nauczyciele mają takie rzeczy gdzieś, u mnie w podstawówce były dzieciaki tak brudne, że teraz jak o tym myślę to az źle mi się robi. Wiecznie wszy (wiem, że nie powstają od brudu ale nie były po prostu leczone) i nauczyciele nic z tym nie robili. Na szczęście moja mama była na tyle wporzadku, że kupowała mydła, szampony na wszy itp. I kazała mi po kryjomu, żeby nikt nie widział dawać tym dzieciakom lub podrzucać do plecaka.
Higiena jest jak najbardziej wskazana i PRZYJEMNA. Cudownie jest być czystym. To uczucie świeżości jest fantastyczne.
Jednak czytając niektóre komentarze pod tego typu wyznaniami, można dojść do wniosku, że jeśli ktoś nie pucuje ciała żelem antybakteryjnym przynajmniej raz dziennie, to zginie marnie, bo bakterie go zeżrą...
Cóż. Gdyby tak było, ludzkość by wyginęła już dawno. A przynajmniej biała rasa. Poczytajcie sobie o higienie w Europie na przestrzeni wieków. Poczytajcie sobie o SMRODZIE, jaki panował w Londynie czy Paryżu. O płynących ulicami ściekach, o młoteczkach do wybijania pcheł i sraniu za drzwiami w Wersalu.
I jakoś ludzie żyli, rozmnażali się i wychowywali niemowlęta w tym gnoju. Umieralność była większa, ale to przede wszystkim skutek niedożywienia. Biedacy padali jak muchy, mimo, że oni przynajmniej kąpali się czasem w rzekach koło domu. Bogaci - nażarci, cuchnący i klejący się od brudu - żyli sobie długo i radośnie.
Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Nadużywanie żeli antybakteryjnych wyjdzie ludzkości bokiem. Czy wiecie o tym, że ścieki z obszarów miejskich mają podobne lub nawet wyższe stężenia antybiotykoopornych bakterii i genów oporności na antybiotyki, w porównaniu do szpitali?
Bakterie mutują i nabierają odporności szybciej od ludzi. W tej rozgrywce ludzkość nie ma szans. Im więcej tego antybakteryjnego gówna będziecie używać, tym szybciej bakterie nas wykończą.
Do momentu wybuchu pandemii koronawirusa większość ludzi nawet nie wiedziała o istnieniu żeli antybakteryjnych
Ja to rozumiem! Moze u mnie nie bylo tak hardcorowo, ale podobnie. Teraz jak wracam do domu raz na rok to brzydze sie spac w lozku, bo nie wiem ile miesiecy temu byla mnieniana posciel. Lazienka to samo, syf ogromny. Zawsze sie ciesze, kiedy moge wrocic do mojego czystego domku.
U mnie też higiena osobista była zachowana, ale w domu masakra i tak samo odczuwam wstręt jak muszę jechać do domu rodzinnego. Najgorzej, że cały wiek nastoletni łapałam infekcje intymne, bardzo uciążliwe, niedające się wyleczyć, trwało to LATAMI, męczyłam się strasznie z tym i nie wiedziałam od czego to. Dopiero po wyprowadzeniu się zdałam sobie sprawę, że to od brudnej wanny🤦♀️teraz jestem okazem zdrowia tam na dole.
Ciekawa jestem jak rodzice sobie radzą w obecnej sytuacji światowej,gdzie higiena musi być na pierwszym miejscu. Nikomu źle nie życzę,ale jednak aż strach pomyśleć...
smutne, normalnie jakbym kolege słyszał, opowiadał mi to samo... może to jego wyznanie? straszne jest to że takich sytuacji jest więcej
Współczuje... u mnie w domu rodzinnym jest wręcz odwrotnie. Można jeść z podłogi, która myją ze dwa razy dziennie.
To również chore.
utożsamiam się z częścią tego wyzwania...