#GfhrP

Znacie ten moment kiedy bardzo, ale to bardzo ciśnie was dwójka? Tak było w moim przypadku. Niestety stało się to na autostradzie, w korku. Chcąc nie chcąc zesrałam się w gacie. Pech chciał, że dzień wcześniej najadłam się fastfoodowych śmieci i kupa była rzadka, bardzo rzadka. Wyciekła nogawkami na fotel, dywaniki, po prostu wszystko! Lato, upał, trzydzieści stopni na dworze, a ja siedzę na gównie w samochodzie. Finał historii? Po 40 km udało mi się uwolnić ze śmierdzącego gówno-auta i wyrzucić uwalone spodnie w krzaki. Do domu wracałam z gołą dupą i modliłam się, żeby nie zatrzymała mnie policja :D

#QczkY

Czasami dwa razy do roku latamy z moim partnerem na wczasy all inclusive do Bułgarii, Turcji, Egiptu, Tunezji, Albanii, najczęściej są to 5-gwiazdkowe hotele z bezpośrednim dostępem do morza, pogoda gwarantowana. Wcale nie jesteśmy bogaci ani nikt nam nie sponsoruje wyjazdów. Mamy kredyt i opłaty.

Moi znajomi z pracy dogryzają mi, że taka to pożyje itp... Nikt jednak nie wie, że tak naprawdę nie stać nas na wakacje w Polsce. Kilka dni nad Bałtykiem kosztują mnie ponad 1000 zł, bo przecież nie będę gotować na miejscu, to samo w górach. Dlatego od 8 lat wycieczki kupuję na ostatnią chwilę, płacę za nie 1500 zł za osobę za dwa tygodnie lub 1100 za tydzień, ponieważ latamy po sezonie. Jeśli wyjeżdżamy na dwa tygodnie, to pół miesiąca nic nie wydamy w domu, więc nasz budżet w zasadzie się nie kurczy. Taka ze mnie „nowobogacka”, której nie stać na wakacje nad polskim morzem.

#jl936

Gdy byłam mała cieszyłam się, że nie żyję w średniowieczu. Dlaczego? Bo moja matka była dosłownie skłócona (i do dziś jest) ze wszystkimi sąsiadami i rodziną. Gdybyśmy żyły w tamtych czasach, w których palono ludzi na stosie za rzekome czary, to na pewno byśmy spłonęły z matką w pierwszej kolejności.

Ludzie wskazywali się wzajemnie, aby uniknąć posądzenia i śmierci. A myślę, że moją matkę, jako czarną owcę w rodzinie i w otoczeniu, posłaliby na stos od razu. Co za tym idzie, jej jedyną córkę także, mimo że jestem inna niż ona. To by nie miało znaczenia.

#nw0fs

Zacznę od tego, że kiedyś byłam nikim dla społeczeństwa, które mi jest znane i które zna mnie. W szkołach zawsze byłam takim podlotkiem do gnębienia przez inne dzieciaki (czyt. tyrany). Do tego bywało tak, że w domu nie było ba chleb, nie dlatego że pochodzę z patologii, tylko dlatego że rodzice stawiali dom i większość pieniędzy szla w budowę.

Ale do brzegu, 5 lat temu wyszłam za mąż, i wraz z mężem otworzyliśmy 2 lata później mała firmę, trochę pieniędzy było z wesela, trochę kredytu, trochę dotacji od państwa i jakiś poszło do przodu, dziś prowadzimy całkiem fajną działalność, kredyt spłacony, ale nadal mieszkam w domu rodzinnym z rodzicami, i wiecie co chwilę słyszę wprost lub za plecami, że mnie stać na wszystko i mogła bym pożyczać pieniądze na prawo i lewo właśnie tym co mnie gnębili przez wiele długich lat, spotkałam ostatnio znajoma, od słowa do słowa co słychać, że syn jej choruje, leki drogie i czy nie mogła bym pożyczyć do 10 - odmówiłam, nie dlatego że nie chce, ale dlatego że mi nikt nie pomógł kiedyś, kiedy potrzebowałam pomocy.


Teraz jestem nazwana szują, bo żal mi pieniędzy na leki dla dziecka. Ale tak na prawdę tylko ja i najbliżsi wiemy że wcale nie jest lekko, niedawno udało mi uzbierać cała kwotę by zrobić porządne ogrodzenie wokół domu rodzinnego, pracujemy z mężem sami od rana do wieczora niemal by mieć na wszystkie opłaty utrzymania firmy i nas, ale dla innych się to nie liczy, najważniejsze jest to, że pod domem stoją 2 auta lepszej klasy.

Morału nie ma.

#Kiwop

Mój tata właśnie poprosił mnie, abym do niego nie dzwoniła. Wytłumaczył mi, że bardzo by nie chciał, aby jego nowa narzeczona, z którą planuje założyć rodzinę, dowiedziała się o moim istnieniu. Jak stwierdził - dziewczyna mogłaby czuć się nieswojo wiedząc, że jej facet ma córkę w jej wieku.

#QiFmu

Kupiliśmy z narzeczoną działkę, na której planujemy po ślubie wybudować sobie dom. Na razie na działce stoi tylko blaszany kontener i ogrodzenie z prowizorycznym zamknięciem - kawałek łańcucha spięty kłódką. Ktoś notorycznie albo rozcina ten łańcuch, albo niszczy kłódkę, nie naruszając przy tym niczego na działce. Dostanę nerwicy jeszcze zanim zaczniemy budować dom.

#DLfF0

Moja dziewczyna wymyśliła wspaniały sposób spędzania wolnego czasu w okresie epidemii: urządziła nam konkurs budowania zamków z papieru toaletowego. Jej brat był naszym sędzią, a wygrany otrzymał zgrzewkę piwa. Tak się złożyło, że to ja byłem tym szczęśliwcem. Moja budowla została uznana za najbardziej wyszukaną, ponieważ połączyłem różne kolory papieru. Nic tylko się cieszyć!
Tylko problem w tym, że nikt potem nie chciał mi pójść do sklepu po tę zgrzewkę.

#khhW7

Nie wiem, czy to wyznanie będzie szczególnie anonimowe, ale może kogoś rozbawi.

Pracuję w magazynie, w zakładzie, który jest częścią dużego kompleksu.
Jakieś pół roku temu pojawiły się u nas dzikie koty, które szczególnie upatrzyły sobie teren między magazynem a biurem, gdzie znajduje się stołówka.
Dziewczyny, które zajmują się sprzątaniem w zakładzie są miłośniczkami zwierząt i w obawie o brak pożywienia dla kotów zorganizowały im kącik, gdzie mają jedzenie i wodę, przez co te się zadomowiły na stałe.

Co raz jak wchodzę na plac, to muszę uważać, aby nie wdepnąć w kocie gówno, bo można się porzygać od smrodu. Ostatnio ktoś wlazł w kociego klocka i jego zawartość rozsmarował w kontenerze, w którym siedzę razem z przełożonym. Nas akurat wtedy nie było, a kontener gdy jest zamknięty mocno się nagrzewa, to smród był taki, że robiliśmy stamtąd ewakuację, a później odkażanie.
Dzisiaj rano było jeszcze lepiej.
Nieraz zdarzało się, że koty właziły bezpośrednio do magazynu (to taki duży blaszak z 30-centymetrową przerwą pod bramką), ale nigdy nie zostawiały tam złapanych okazów. Dziś rano znalazłem tam szczątki ptaka i jako że musiałem się go stamtąd pozbyć, to postanowiłem wyrzucić go do lasu za płot. Wiem - wyrzucanie go szpadlem przez płot owinięty drutem kolczastym to nie jest najlepsza metoda okazania szacunku naturze, ale wolałem wyrzucić go tam niż do śmietnika.
W każdym razie.. Gdy się za to zabrałem, było chwilę po godz. 6:00, więc wciąż było dostatecznie ciemno. Podszedłem do płotu, wziąłem zamach i go wyrzuciłem. Myślę sobie - no i poleciał... aż nagle słyszę krzyk. Trafiłem w dwie dziewczyny idące (wydeptaną w lasku ścieżką) do pracy do zakładu obok. Gdy się zorientowałem co się stało, postanowiłem się schować i przysłuchiwałem się całemu zajściu. Wyglądało to mniej więcej tak:
- Jezu, co to jest? Ptak? O Boże, on nie ma głowy!!!

Jak nietrudno się domyślić, dziewczyny wpadły w szał i zaczęły uciekać, a ja gniłem tam po cichu, aby się nie zdemaskować i nie narobić sobie dodatkowych problemów.
Dodaj anonimowe wyznanie