#eZZlH
#QczkY
Moi znajomi z pracy dogryzają mi, że taka to pożyje itp... Nikt jednak nie wie, że tak naprawdę nie stać nas na wakacje w Polsce. Kilka dni nad Bałtykiem kosztują mnie ponad 1000 zł, bo przecież nie będę gotować na miejscu, to samo w górach. Dlatego od 8 lat wycieczki kupuję na ostatnią chwilę, płacę za nie 1500 zł za osobę za dwa tygodnie lub 1100 za tydzień, ponieważ latamy po sezonie. Jeśli wyjeżdżamy na dwa tygodnie, to pół miesiąca nic nie wydamy w domu, więc nasz budżet w zasadzie się nie kurczy. Taka ze mnie „nowobogacka”, której nie stać na wakacje nad polskim morzem.
#jl936
Ludzie wskazywali się wzajemnie, aby uniknąć posądzenia i śmierci. A myślę, że moją matkę, jako czarną owcę w rodzinie i w otoczeniu, posłaliby na stos od razu. Co za tym idzie, jej jedyną córkę także, mimo że jestem inna niż ona. To by nie miało znaczenia.
#nw0fs
Ale do brzegu, 5 lat temu wyszłam za mąż, i wraz z mężem otworzyliśmy 2 lata później mała firmę, trochę pieniędzy było z wesela, trochę kredytu, trochę dotacji od państwa i jakiś poszło do przodu, dziś prowadzimy całkiem fajną działalność, kredyt spłacony, ale nadal mieszkam w domu rodzinnym z rodzicami, i wiecie co chwilę słyszę wprost lub za plecami, że mnie stać na wszystko i mogła bym pożyczać pieniądze na prawo i lewo właśnie tym co mnie gnębili przez wiele długich lat, spotkałam ostatnio znajoma, od słowa do słowa co słychać, że syn jej choruje, leki drogie i czy nie mogła bym pożyczyć do 10 - odmówiłam, nie dlatego że nie chce, ale dlatego że mi nikt nie pomógł kiedyś, kiedy potrzebowałam pomocy.
Teraz jestem nazwana szują, bo żal mi pieniędzy na leki dla dziecka. Ale tak na prawdę tylko ja i najbliżsi wiemy że wcale nie jest lekko, niedawno udało mi uzbierać cała kwotę by zrobić porządne ogrodzenie wokół domu rodzinnego, pracujemy z mężem sami od rana do wieczora niemal by mieć na wszystkie opłaty utrzymania firmy i nas, ale dla innych się to nie liczy, najważniejsze jest to, że pod domem stoją 2 auta lepszej klasy.
Morału nie ma.
#mVXCv
#Kiwop
#QiFmu
#DLfF0
Tylko problem w tym, że nikt potem nie chciał mi pójść do sklepu po tę zgrzewkę.
#khhW7
Pracuję w magazynie, w zakładzie, który jest częścią dużego kompleksu.
Jakieś pół roku temu pojawiły się u nas dzikie koty, które szczególnie upatrzyły sobie teren między magazynem a biurem, gdzie znajduje się stołówka.
Dziewczyny, które zajmują się sprzątaniem w zakładzie są miłośniczkami zwierząt i w obawie o brak pożywienia dla kotów zorganizowały im kącik, gdzie mają jedzenie i wodę, przez co te się zadomowiły na stałe.
Co raz jak wchodzę na plac, to muszę uważać, aby nie wdepnąć w kocie gówno, bo można się porzygać od smrodu. Ostatnio ktoś wlazł w kociego klocka i jego zawartość rozsmarował w kontenerze, w którym siedzę razem z przełożonym. Nas akurat wtedy nie było, a kontener gdy jest zamknięty mocno się nagrzewa, to smród był taki, że robiliśmy stamtąd ewakuację, a później odkażanie.
Dzisiaj rano było jeszcze lepiej.
Nieraz zdarzało się, że koty właziły bezpośrednio do magazynu (to taki duży blaszak z 30-centymetrową przerwą pod bramką), ale nigdy nie zostawiały tam złapanych okazów. Dziś rano znalazłem tam szczątki ptaka i jako że musiałem się go stamtąd pozbyć, to postanowiłem wyrzucić go do lasu za płot. Wiem - wyrzucanie go szpadlem przez płot owinięty drutem kolczastym to nie jest najlepsza metoda okazania szacunku naturze, ale wolałem wyrzucić go tam niż do śmietnika.
W każdym razie.. Gdy się za to zabrałem, było chwilę po godz. 6:00, więc wciąż było dostatecznie ciemno. Podszedłem do płotu, wziąłem zamach i go wyrzuciłem. Myślę sobie - no i poleciał... aż nagle słyszę krzyk. Trafiłem w dwie dziewczyny idące (wydeptaną w lasku ścieżką) do pracy do zakładu obok. Gdy się zorientowałem co się stało, postanowiłem się schować i przysłuchiwałem się całemu zajściu. Wyglądało to mniej więcej tak:
- Jezu, co to jest? Ptak? O Boże, on nie ma głowy!!!
Jak nietrudno się domyślić, dziewczyny wpadły w szał i zaczęły uciekać, a ja gniłem tam po cichu, aby się nie zdemaskować i nie narobić sobie dodatkowych problemów.