#senYm

Jako dziecko byłem prostytutką.

Mieszkałem za granicą, w rodzinie mieliśmy problemy finansowe na tyle, że w końcu groziła nam praktycznie bezdomność. Kiedy mój ojciec popełnił samobójstwo, matka zaczęła szukać innych sposobów na zarobek. Najpierw sama została panią do towarzystwa, a kiedy zauważyła, że część jej klientów interesuje się również jej 9-letnim synem, postanowiła zrobić z tego biznes. Przez kilka miesięcy byłem wykorzystywany przez różnych obrzydliwych mężczyzn. Matka wróciła do samodzielnej pracy i koszmar się skończył, później okazjonalnie wracał. W końcu wyszliśmy na prostą, wróciliśmy do Polski i zaczęliśmy normalne życie.

Nie potrafię jej wybaczyć. Przy każdej okazji, każdym rodzinnym spotkaniu opowiada jaką to ona nie jest bohaterką, bo upokarzała się dla własnego dziecka. A ja nie jestem w stanie zawrzeć żadnej romantycznej relacji. Boję się kobiet, boję się mężczyzn. Boję się dotyku.
Moja matka uważa się za bohaterkę, chyba myśli, że przez upływ lat ja tego nie pamiętam, ale ja nie potrafię jej wybaczyć.

#VMKM6

Do niedawna miałem narzeczoną.

Mam dziwny fetysz, o którym jeszcze nie tak dawno nikt nie wiedział. Kiedy mojej narzeczonej nie było w domu, zawsze przebierałem się w zakupione wcześniej spódniczki i zadowalałem się. Taki fetysz. Nigdy o nim nie wiedziała, bo ubrania zawsze starannie chowałem.

Ostatnio jednak złożyło się tak, ze wróciła, akurat kiedy wyszedłem po piwo. Spódniczkę zostawiłem na kanapie, miała to być tylko chwila. Na przywitanie dała mi z liścia, potem się spakowała i jeszcze rzuciła, że nie wiedziała, że spotykała się z pedofilem i że zadzwoni na policję, jeżeli zaraz nie powiem jej gdzie jest właścicielka tej spódniczki... Na nic moje tłumaczenia, że to moja. Przyjechała policja, wysłuchała mnie, przejrzała dom. Uznali, że moja. Ale tamtego dnia straciłem dziewczynę i godność.

#xv7WO

Jestem matką jedenastolatki oraz siedemnastolatki, każda z nich ma własny pokój. Co ważne w tym wyznaniu: starsza córka ma konto w banku, na które przelewam jej kieszonkowe.

Kilka miesięcy temu sprzątałam cały dom. Obie córy były poza nim, jedna jeszcze w szkole, druga u znajomych. Weszłam z mopem do pokoju młodszej, straszliwej bałaganiary. Zaczęłam sprzątać te jej klamory, wciskając je do przypadkowych szafek, by potem opierniczyć młodą i poprosić o uporządkowanie tego, aż w pewnym momencie coś mnie zaciekawiło. W jednej szafce znalazłam pudełko po butach, na którym widniał mały obrazek męskiego obuwia. Zdębiałam i zajrzałam do środka, łamiąc swoje zasady do ufania dziewczynom całkowicie, bezwzględnie i prawie padłam na zawał. Nie tego się spodziewałam. Zobaczyłam zabawkę erotyczną, gumowego penisa z przylepcem. Nie wiedząc co myśleć, schowałam to pudełko i nie dałam po sobie poznać, że tam zaglądałam. I tak przez kilka dni.

Po może tygodniu czasu zapytałam starszą córę, czy nie zauważyła czegoś dziwnego w zachowaniu siostry. Dziewczyny stanowią świetny duet i zawsze super się dogadywały. Stwierdziła jednak, że wszystko jest OK, tak jak zawsze. Mimo niechęci powiedziałam jej co mnie gryzie i wtedy wyszło na jaw, że starsza córka zauważyła ostatnio przelew z konta, ale w roztargnieniu pomyślała, że sama wydała tę kwotę. Po odebraniu młodej z zajęć na poważnie zaczęłyśmy rozmawiać. Wyjawiła mi ze łzami w oczach, że kupiła tę zabawkę, by "stać się dorosłą osobą" i była przekonana, że w ten sposób taką się stanie. Wpadła na taki pomysł, bo rówieśnicy w szkole nazywają ją "bobasem", bo jest widocznie zbyt dziecięca jak na dziecko.

Poszłam do szkoły, wszystko się wyjaśniło, dzieci zostały poinformowane o nagannym zachowaniu, z córką porozmawiałam na "te tematy" oraz wyjaśniłam, że nie wolno włamywać się na czyjeś konta czy kraść pieniądze. A gumowego kolegę udałam, że wyrzuciłam, a tak naprawdę wzięłam dla siebie. Teraz samotne chwile w domu, kiedy dziewczyny są poza nim, spędzam na małym relaksie, o czym nikt nie ma świadomości. W ten sposób zyskałam prawie darmową zabawkę, o której wiele razy myślałam, a którą zawsze głupio było mi zakupić.

#yZtll

Wyznanie z tych, co to nie są super obrzydliwe, ale mało kto o tym gada.

Nie jest to nic specjalnego, ale ostatnio widziałam filmiki o walkach o papier toaletowy w Australii (w związku z koronawirusem) oraz komentarze na temat tego, że nie trzeba się podcierać, można się podmyć. I tak mi się skojarzyło.

Mam niemal 30 lat. Od 18 r.ż. mam zwyczaj podmywania się. Zaczęło się, kiedy poznałam swojego pierwszego poważnego chłopaka - chciałam zachować higienę ZAWSZE, żeby uniknąć krępujących sytuacji.

Od tamtej pory po skorzystaniu z toalety najpierw używam papieru, a potem dodatkowo podmywam się w wannie, pod prysznicem czy nawet w umywalce lub chociaż kilkukrotnie "ochlapując się" wodą z tejże.

Anonimowe jest to, że jestem od tego wręcz uzależniona i nawet w publicznych toaletach, w których kabina oddzielona jest od części wspólnej z umywalką, też muszę się podmyć. Wtedy, jeśli jestem sama, podmywam się w tej części ogólnodostępnej, do której ktoś może wejść w każdej chwili. Jeszcze nikt nigdy mnie nie przyłapał, co jest niewiarygodnym wręcz szczęściem. Teraz już aż tak mocno to nie działa i jestem w stanie tylko podetrzeć się i iść dalej w świat, chociaż czuję pewien dyskomfort. Ale były takie sytuacje, gdy w sektorze z umywalkami przebywały jakieś inne kobiety. Wtedy podmywałam się wodą, która leciała podczas spłukiwania w toalecie (próbowałam ją chwycić gdzieś u ujścia ze spłuczki), byleby chociaż zwilżyć "te okolice".

Wiem jak to strasznie brzmi, wiem jakie zarazki i choroby mogłyby się przypałętać. Wiem również o tym, że istnieje taki wynalazek jak chusteczki nawilżane, ale niestety nie zawsze były "na stanie". Jakimś cudem żyję, czuję się dobrze, ginekolog nie wykrył żadnych chorób.

Ciekawa jestem, czy tylko ja mam takie chore jazdy, czy są jakieś inne osoby, które posunęłyby się do takiego braku higieny, żeby niby zachować "higienę".

PS Inną ohydną rzeczą jest to, że potrafię użyć czyjegoś antyperspirantu w kulce (oczywiście właściciel - na ogół mój znajomy, u którego goszczę - o tym nie wie), jeśli zapomnę użyć swojego. Rzadko się to zdarza, ale mimo obrzydzenia robię to dla "wyższego celu", chociaż nie pocę się jakoś nadmiernie i mój pot nie śmierdzi na kilometr nawet po całym dniu. Mam jakiegoś wynaturzonego bzika na punkcie "higieny" i wolę ładnie pachnieć czyimś antyperspirantem niż śmierdzieć własnym potem. Widzę ten absurd, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś.

#pEX5Z

Byłam w związku 15 lat. Pewnego dnia dowiedziałam się, że on prowadzi podwójne życie. Zdradzał mnie z kilkoma kobietami naraz. Jedna była starsza od niego o ponad 20 lat. Ale nie to boli najmocniej. Kiedy powiedziałam mu, że wiem o jego kochankach, on nawet nie silił się, aby mnie przeprosić. Po prostu zaczął mnie lekceważyć, a za chwilę stał się agresywny. Nigdy taki nie był. Przeraziłam się. Jeszcze tego samego dnia wyszłam z domu. Zostawiłam mu wszystko.

Utrzymywałam go przez większość naszego wspólnego życia. Jego firma nigdy nie przynosiła większego dochodu, za to mi wiodło się dobrze. Uważałam, że skoro jesteśmy parą, to trzeba się wspierać, także finansowo. Niestety działało to w jedną stronę. Wiecznie nie miał dla mnie czasu. Nie chciał dziecka. Obarczał mnie swoimi niepowodzeniami, że np. nie zrobił uprawnień zawodowych, bo ja go zbyt sobą absorbowałam. Nie jest to prawdą, mnie udało się w tym czasie skończyć dwa kierunki studiów, zrobić uprawnienia. Zajmowałam się domem, organizowałam nam wakacje (oczywiście ja za nie płaciłam), wolny czas. Jestem dobrze wykształcona, samodzielna, zaradna, mam powodzenie u mężczyzn.

Dałam się wykorzystać facetowi, kochałam go, ufałam mu. Dziś, mimo że poznałam dobrego faceta i jestem w nowym związku, nadal w sercu i w pamięci mam krzywdy z tamtego okresu. Zdecydowałam się na terapię u psychologa. Trwa ona już rok. Niestety nie czuję, by mi ona pomagała. Nadal śni mi się tamto życie, potworne zachowanie mojego byłego partnera, na okrągło przeżywam ból, który mi zadał. Upokorzył mnie. Kiedy odchodziłam, widziałam w jego oczach radość. Mój tata od zawsze powtarzał mi, że widzi w nim cechy psychopaty. Dostrzegał także jego problem z alkoholem. Kiedyś mnie denerwowały jego słowa, dziś dopiero czuję, że miał rację. Moja siostra także go nie lubiła. Mimo to nikt nigdy nie dał mu tego odczuć.
W mojej firmie zatrudniam kilku ludzi. Większość moich pracowników jest ze mną już ponad 10 lat. Potrafię budować relacje, szanuję ludzi. Mimo to dałam się upokorzyć i skrzywdzić najbliższej mi osobie. W najgorszych snach tego nie przewidziałam.

Dziś widziałam go z bardzo ładną dziewczyną. Spacerowali przytuleni. Ich pies biegał obok. Sielanka. Zabolał mnie ten widok.

#wS5T9

Mam 25 lat, narzeczonego i bardzo fajną i ciekawą pracę, mieszkam za granicą, ale zanim do tego doszło, było mi bardzo ciężko.

Rodzice: ojciec alkoholik z rodzaju bijących i przepijających wszystko, mama chorowała na serce, starsi bracia i siostry mieli mnie gdzieś, próbowałam pomóc mojej mamie, ale będąc dzieckiem niewiele mogłam zrobić. Miałam też psa, którego bardzo kochałam, ale ojciec wymienił go na butelkę bimbru, gdy miałam 7 lat.

Gdy miałam iść do liceum, mama kazała mi wyjechać do szkoły oddalonej o 60 km, gdzie mieszkała jej znajoma... Mimo że ta pani była dla mnie bardzo miła i dobra, czułam się samotna. Zaczęłam też pracę w pizzerii na zmywaku, wysyłałam mamie pieniądze i sama odkładałam, by później sobie poradzić. Trzy miesiące przed moimi 18 urodzinami moja mama zmarła. Pogrzeb i moją ostatnią wizytę w domu rodzinnym pamiętam jak przez mgłę. Mojego rodzeństwa nie było, ojciec poszedł pić dalej, a ja zaczęłam szukać czegoś na pamiątkę po mamie. Znalazłam biżuterię, kolczyki, obrączkę, pierścionki, wszystko złoto. Zabrałam to i uciekłam, cieszyłam się, że ojciec tego nie przepije.

Moje 18 urodziny, nikt nie pamiętał, poza jedną koleżanką z klasy, która pożyczała mi pieniądze na ciastko z sklepiku, czasami kupiła picie czy zaprosiła na obiad do domu, pomagała mi jak mogła, była dużym wsparciem. Na urodziny zabrała mnie na pizzę i dała małego pluszaka. Znajoma mamy dała mi nowy plecak.

Przepłakałam całą noc, czułam się samotna i opuszczona jak nigdy wcześniej. Rano było zakończenie roku szkolnego... Poszłam, spakowałam rzeczy i uciekłam. Sprzedałam część biżuterii, było na bilet w jedną stronę... Wsiadłam w samolot i poleciałam. Już nie wróciłam, szkołę skończyłam za granicą, a w Polsce byłam kilka razy, odwiedzając koleżankę i znajomą mamy.

Pluszak i plecak towarzyszą mi do dzisiaj.
Koleżance i znajomej mamy wysyłam pieniądze na święta oraz ich urodziny. Chociaż tak mogę im się odwdzięczyć za dobro, jakie mi dały, gdy nikogo nie obchodziłam. Grobem mamy opiekuje się wolontariuszka schroniska, która dzięki mnie ma pieniądze na coś dla siebie; wysyłam też pieniądze na schronisko dla zwierząt, by polepszyć ich byt.

Teraz pakuję się do Polski, by zaprosić je na mój ślub. Opłacę wszystko, nie chcę od nich prezentów, byle były w tym dniu przy mnie.

#YkbqP

Obchodziliśmy z moją żoną trzecią rocznicę ślubu – a właściwie to mieliśmy obchodzić. Przygotowałem dla niej kolację przy świecach i upominek, po czym czekałem, aż moja ukochana wróci do domu i będziemy świętować.
Napisała mi SMS-a, że jednak musi iść na paznokcie dzisiaj, więc będzie dopiero za dwie godziny. Po czym przyszła jeszcze o godzinę spóźniona i tyle ze świętowania.
Możecie nazywać mnie nieudacznikiem, ale naprawdę było mi przykro. A podobno to faceci nie dbają o swoje drugie połówki…

#bsfoy

Moja dziewczyna próbuje wszelkie nieporozumienia w naszym związku tuszować seksem. Zarysowała mój samochód? Idziemy do łóżka. Dostaliśmy zaproszenie na obiad do moich rodziców i widocznie bała się z nimi zapoznać? Temat przemilczany, idziemy do łóżka. Wydała połowę oszczędności na ciuchy? Wiadomo. Idziemy... Wielu facetów mogłoby mi zazdrościć tak udanego życia seksualnego, jednak ja mam wrażenie, że nie tylko nie poznajemy się z czasem, a wręcz oddalamy od siebie. Już teraz mam wrażenie, że czasami zaczyna brakować nam tematów do rozmów, a i te bywają bardzo lakoniczne.

#I3EQp

W mojej rodzinie nie ma osób z nadwagą, każdy w jakimś stopniu dba o swoją sylwetkę. Sama też zaraziłam się od nich miłością do sportu i prowadzę aktywny tryb życia. Często na rodzinnych spotkaniach słyszałam masę kompletów na temat mojego wyglądu i to, że na pewno znajdę przystojnego kawalera.
Miałam już dwóch chłopaków, którymi moi rodzice niesamowicie się zachwycali, bo mieli równie "dobrą aparycję". Kiedy pierwszy mnie zdradził, mama namawiała mnie, żebym mu wybaczyła, "bo to taki ładny chłopak". Drugi mi groził i kilka razy poszarpał, zerwałam z nim. Jak zareagowała moja mama i babcia? "Widocznie sobie zasłużyłaś, a to był taki ładny chłopak".

Po dłuższej przerwie od związków w końcu zakochałam się w facecie, który naprawdę jest dobry, kochający i inteligentny. Czuję, że to jest w końcu to, na co tak długo czekałam. Niestety mój facet ma dość sporą nadwagę. Mi to nie przeszkadza, poza tym P. zaczął o siebie dbać, dużo ćwiczy i przeszedł na dietę (dla własnego zdrowia i lepszego samopoczucia), i ja naprawdę w niego wierzę. Trzeba mu dać trochę czasu i będzie w świetnej formie.

Moja rodzina tego nie rozumie. Kiedy przyjechał poznać moich rodziców, mój ojciec ciągle się z niego naśmiewał, a moja mama patrzyła na niego z obrzydzeniem. Było mi strasznie wstyd i szybko wyszliśmy. P. ma dystans do siebie, więc się z tego śmiał, ale wiem, że w głębi było mu przykro. Poznał też moich dziadków. Kiedy dowiedzieli się, że jest na diecie, mój dziadek parsknął śmiechem twierdząc, że nigdy nie uda mu się schudnąć.

W końcu czuję się przy kimś szczęśliwa, a moja rodzina nie chce tego zaakceptować. Nie wiem już co mam robić.
Dodaj anonimowe wyznanie