#khhW7

Nie wiem, czy to wyznanie będzie szczególnie anonimowe, ale może kogoś rozbawi.

Pracuję w magazynie, w zakładzie, który jest częścią dużego kompleksu.
Jakieś pół roku temu pojawiły się u nas dzikie koty, które szczególnie upatrzyły sobie teren między magazynem a biurem, gdzie znajduje się stołówka.
Dziewczyny, które zajmują się sprzątaniem w zakładzie są miłośniczkami zwierząt i w obawie o brak pożywienia dla kotów zorganizowały im kącik, gdzie mają jedzenie i wodę, przez co te się zadomowiły na stałe.

Co raz jak wchodzę na plac, to muszę uważać, aby nie wdepnąć w kocie gówno, bo można się porzygać od smrodu. Ostatnio ktoś wlazł w kociego klocka i jego zawartość rozsmarował w kontenerze, w którym siedzę razem z przełożonym. Nas akurat wtedy nie było, a kontener gdy jest zamknięty mocno się nagrzewa, to smród był taki, że robiliśmy stamtąd ewakuację, a później odkażanie.
Dzisiaj rano było jeszcze lepiej.
Nieraz zdarzało się, że koty właziły bezpośrednio do magazynu (to taki duży blaszak z 30-centymetrową przerwą pod bramką), ale nigdy nie zostawiały tam złapanych okazów. Dziś rano znalazłem tam szczątki ptaka i jako że musiałem się go stamtąd pozbyć, to postanowiłem wyrzucić go do lasu za płot. Wiem - wyrzucanie go szpadlem przez płot owinięty drutem kolczastym to nie jest najlepsza metoda okazania szacunku naturze, ale wolałem wyrzucić go tam niż do śmietnika.
W każdym razie.. Gdy się za to zabrałem, było chwilę po godz. 6:00, więc wciąż było dostatecznie ciemno. Podszedłem do płotu, wziąłem zamach i go wyrzuciłem. Myślę sobie - no i poleciał... aż nagle słyszę krzyk. Trafiłem w dwie dziewczyny idące (wydeptaną w lasku ścieżką) do pracy do zakładu obok. Gdy się zorientowałem co się stało, postanowiłem się schować i przysłuchiwałem się całemu zajściu. Wyglądało to mniej więcej tak:
- Jezu, co to jest? Ptak? O Boże, on nie ma głowy!!!

Jak nietrudno się domyślić, dziewczyny wpadły w szał i zaczęły uciekać, a ja gniłem tam po cichu, aby się nie zdemaskować i nie narobić sobie dodatkowych problemów.
Velasco Odpowiedz

To niech dziewczyny zajmujące się sprzątaniem sprzątają po swoich pupilkach.

NitroAne

Masz 112 Like trochę jak numer alarmowy

ananas1ek Odpowiedz

Co ma ptak do kotów?
A dziewczyny jak takie wspaniałe to niech wyłapią i wysterylizuja i zabiorą do domów.
Zadzwońcie do Toz czy coś.

metalingus

eee koty go przyniosły?

Aswq

Chodziło tylko i wyłącznie o ptaka. Ale po prostu chłopaczyna wyjaśnił skąd go wziął i dlaczego bez głowy.
Tozy srozy.

Melancholija Odpowiedz

Myślę, że wrzucając martwego ptaka do lasu dałeś mu szansę bycia pożywieniem dla jakiejś zwierzyny. Więc chyba całkiem spoko wobec natury, że ptak stracił życie nie na marne.

Stayweird Odpowiedz

Trochę trudno mi uwierzyć w te kocie gówna, bo koty zwykle zakopują to co zrobiły

SzubiDubi

Dokładnie o tym pomyslalam, w dodatku raczej nie zrobią tego na środku drogi tylko w ustronnym miejscu, na trawie itd

metalingus

Autor pisze, że pracuje w jakimś magazynie, a to oznacza pewnie, że jeżdżą tam jakieś cięższe maszyny do załadunku/rozładunku. Śmiem wysunąć stwierdzenie, że w takim razie powierzchnia powinna być wybrukowana albo położono betonowe płyty. Raczej nikt nie bawi się w tworzenie trawników, aby ewentualne koty mogły tam z gracją srać.

Stayweird

Chyba nigdy nie byłeś na terenie fabryk czy magazynów. Zawsze znajdzie się kawałek trawy czy ziemi gdzies niedaleko. Koty, tym bardziej dzikie nie srają z gracją tylko zakopywaniem odchodów maskują swój zapach czyli maskują swoją obecność na terenie przed drapieżnikami

metalingus

No właśnie, że byłam. I nie było trawników tylko same cementy i bruk. Nie wiem jak tam u autora; może sie myle i mają dziewicze drzewka i trawniki aka przyszłą sralnie dla kotów. Ale to wciąż nie zmienia faktu, że najwidoczniej nie chce im sie leźć szukać piachu tylko srają tam gdzie im sie podoba. Nawet jeśli to godzi w ich pierwotne instynkty.

egzemita Odpowiedz

Dzikie koty to znaczy lwy wam tak srają czy gepardy?

PoraNaPiwo Odpowiedz

W byłej pracy kierowniczka była świrniętą kociarą. Zrobiła zagrodę dla kotki z małymi kociakami, żeby nikt ich nie rozjechał wózkiem widłowym lub paleciakiem. Z firmowych pieniędzy przeznaczonych na napoje i ciastka kupowała najdroższą karmę. Kotka co dzień waliła klocka na hali, przez co waliło tam przeokrutnie. Nawet jakiś gotowy produkt dla klienta wpadł w kocie gówno. Mistrzostwem świata było jak zamknęła na hali kocura podejrzanego o ojcostwo, żeby poznał swoje dzieci. Na szczęście mieliśmy bardzo ważny audyt i dyrekcja kazała zlikwidować koci domek w trybie pilnym.

MorskaFala8

Kobieta mogła lepsze miejsce zrobić dla kocicy, a dyrekcja ja i wy bez serca.

PoraNaPiwo

MorskaFala8, nie no lepiej zaliczyć przypał na audycie i stracić projekt za kilkaset milionów. A co z ludźmi, którzy straciliby pracę przez te koty? Kotów nikt nie wywalił na dwór, młode znalazły nowe domy, kocica też.

KrowkaMaja Odpowiedz

Czy tylko ja, gdy przeczytałam "dzikie koty" pomyślałam o jakis tygrysach czy lwach ? 😆

diq1

Tak..

Meanness

Pani Krówko, mi się wyobraziły rysie, więc chyba dość blisko^-^" Dobry kot ni jest zły XD

Jukiii Odpowiedz

To wyznanie właśnie awansowało na moje ulubione ;D nie mogłam wytrzymać ze śmiechu.

Lunae Odpowiedz

Miały ciekawy poranek xD

Pangruszka123 Odpowiedz

"Co raz jak wchodzę na plac, to muszę uważać, aby nie wdepnąć w kocie gówno, bo można się porzygać od smrodu." Co ma piernik do wiatraka

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie