#T5dpg

Schodziłam po schodach na klatce schodowej i złamał mi się obcas, przez co poleciałam w dół, uderzając głową o poręcz oraz tracąc przytomność. Gdy przytomność zaczęła mi powoli wracać, zorientowałam się, że przechodzący obok sąsiad w zaistniałej sytuacji uznał, że zamiast wezwać pomoc, woli sobie podotykać, korzystając z tego, że przecież nie odmówię, bo nie mam jak. Zdążyłam jęknąć, że ma przestać mnie dotykać, wtedy sąsiad spalił głupa, że chciał tylko pomóc.

Nie wiem jakim trzeba być potworem, żeby się tak zachować. Zamierzam go pozwać.

Wstrząs mózgu nie boli mnie aż tak jak to, że ktoś bezkarnie swoimi obrzydliwymi łapami dotykał moje ciało i to w momencie, gdy potrzebowałam pomocy. Czuję się teraz jak jakiś przedmiot.

#30Uis

Mam 29 lat. Od 12 lat ciężko pracuję. Wyszłam za mąż dosyć młodo, miałam 21 lat, ale do tej pory jesteśmy razem. Udało nam się kupić mieszkanie, mamy dwa samochody. Zaczynałam jako informatyk na helpdesku bez żadnej szkoły czy studiów. Teraz jestem programistą. Nie uważam tego za nie wiadomo jaki wyczyn, ale myślę, że mam powód do dumy. I chyba tylko ja tak myślę…

Ostatnio na kolacji u teściowej oznajmiłam, że dostałam podwyżkę i zaczynamy budowę domu. Jedyne co usłyszałam, to "Aha". Zaraz potem mój szwagier oznajmił, że ponownie zostanie ojcem (ma już trójkę dzieci z inną kobietą, widuje się z nimi raz na rok). Wszyscy zaczęli bić brawo i wychwalać go pod niebiosa, jakby przynajmniej wynalazł szczepionkę na koronawirusa. Facet dobiega 40. Ze swoją obecną partnerką mieszkają w domu jego matki. On pracuje jako sprzątacz, a ona od czasu do czasu jako opiekunka osób starszych. Nie mówię, że zawód sprzątacza to coś złego, ale oni ani nie mają żadnych oszczędności, ani mieszkania. I po prostu jest mi przykro, bo w dzisiejszych czasach chyba największym osiągnięciem dla ludzi jest spłodzić dziecko. Nie ma w tym nic złego, ale przez teściową i całą rodzinę jestem traktowana jako ta gorsza, bo nie mam dzieci. I naprawdę chciałabym mieć dziecko, jednak nie udaje nam się. Każde święta czy spotkania słyszę "a kiedy wy postaracie się o dzieci?". Mówiłam, że nie planujemy na razie (wolę żeby ludzie myśleli, że nie chcę, a nie, że nie mogę), ale to nic nie daje. Święta w święta to samo, życzenia gromadki dzieci… Mimo że jestem szczęśliwa, to przez wielu ludzi jestem traktowana jako ten gorszy sort, bo nie mam dziecka.

#YPSl5

Moja mama ma schizofrenię paranoidalną. Choroba trwa już dobrych 20 lat, była kilka razy w zakładzie zamkniętym (pomagało na kilka miesięcy). Odstawiała sama leki i przestawała chodzić na wizyty. Mój ojciec za którymś razem jej nawrotu choroby rozłożył ręce i się poddał, a ja razem z nim. Ubezwłasnowolnienie nie wchodziło w grę, nie wiem czemu, ja byłem za smarkaty, miałem jakieś 16, może 17 lat.

W wieku 22 wyprowadziłem się z domu. Jakie to było zajebiste uczucie - spokojnie przespana cała noc, bez krzyków, wyzwisk, ogólnego darcia matki w nocy i w dzień. Odwiedzam mamę co tydzień lub dwa w zależności od tego, jak mi praca pozwoli (kierowca). I przynajmniej raz w miesiącu poruszam kwestię lekarzy, wizyty. Staram się robić to delikatnie, ale zawsze słyszę to samo "a po co?".

Dziś mam wspaniałą żonę i największy skarb - dziecko. W niedzielę byłem u mamy, na herbatę dosłownie, i palnąłem: "Żona chce iść do pracy i gdybyś się leczyła, to z wnusią byś posiedziała, a tak to nie ma mowy". Po chwili ciszy mama odpowiedziała, że w ciągu dwóch tygodni się zbierze. Poszła na drugi dzień w poniedziałek się zarejestrować! Zadzwoniła do mnie, a ja się prawie popłakałem, bo to już pół sukcesu.
Wie o tym tylko moja żona.

#ajnLo

Gdy mój kuzyn popełnił samobójstwo, nasza babcia na pogrzebie powiedziała na głos przy całej rodzinie, że dobrze się stało, bo zasłużył na wieczne smażenie się w ogniu, za karę, że przez całe życie odrzucał Boga. Moja ciocia (jego matka) wpadła w taką histerię, gdy to usłyszała, że zemdlała. Następnie babcia została wyproszona z pogrzebu.

Kuzyn chorował na depresję i schizofrenię paranoidalną, lata leczenia mało pomagały, dlatego się zabił, bo już nie dawał rady.

#6LbVk

Jakiś rok temu w pracy pojawił się nowy członek naszej załogi. Miły facet koło 30, dość nieśmiały, ale zawsze grzeczny i uprzejmy. Nie miałam okazji za wiele z nim porozmawiać, do czasu aż przesiadł się do biurka obok mnie. Pracowaliśmy tak przez jakiś tydzień, dobrze nam się gadało, zaprosił mnie do znajomych na Facebooku, a później odszedł z pracy z przyczyn mi nieznanych.

Kilka dni później dostałam od niego pierwszą wiadomość. Pisał, że się we mnie zakochał, tęskni za mną, ciągle o mnie myśli, że chce mnie znowu zobaczyć, że jestem kobietą jego życia. Odpisałam wprost, że nie jestem zainteresowana, jestem w szczęśliwym związku, i że na pewno pozna jeszcze kogoś, w kim się zakocha. Później pisał do mnie prawie codziennie. Jak bardzo mnie kocha, nie może beze mnie żyć; wie, że pewnego dnia zrozumiem, że on jest miłością mojego życia i zostawię dla niego swojego chłopaka; że on czuje, że jesteśmy sobie przeznaczeni i wiele więcej tego typu wiadomości. Zablokowałam go, ale założył nowe konto i z niego zaczął do mnie pisać. Zdobył też jakoś mój numer, myślę że jeszcze za czasów, gdy razem pracowaliśmy, więc wysyłał mi też SMS-y.
Blokowałam go wiele razy, jednak zawsze znajdował sposób, by wysłać mi kolejną wiadomość.

Wiem, że już wtedy powinnam coś z tym zrobić, ale dopóki tylko sobie pisał, uznałam go za nieszkodliwego dziwaka, w końcu przestałam nawet odczytywać jego wiadomości i chyba mu się znudziło.

Aż kilka dni temu napisał mi coś, co naprawdę mnie przeraziło. Najpierw wysłał mi zdjęcie swojej ściany. Były tam pozawieszane moje zdjęcia, zarówno takie, które miałam na Facebooku, jak i takie, o których nie wiedziałam, zrobione mi ukradkiem w pracy czy na ulicy. Później napisał mi wiadomość, w której opisał dokładnie, jak dostać się z naszego miasta do mojej rodzinnej wsi (tu dodam, że mieszkamy za granicą, a ów facet nie jest Polakiem, do mojej wsi nie jest się łatwo dostać i wymaga dużo połączeń, które on wypisał co do jednego, typu "z samolotu wysiądę na lotnisku X, wsiądę do autobusu, który jedzie do miasta Y, wysiądę na ulicy Z, pójdę na dworzec, tam wsiądę do autobusu, który jedzie do miasta A, itd.). Swoją wiadomość zakończył słowami "jak widzisz, nie uciekniesz mi, znajdę cię wszędzie".

I choć nigdy nikomu się nie przyznam, to zrobił tym na mnie wrażenie, podziwiam go za nieugiętość i trud, jaki musiał włożyć w poszukiwania tych wszystkich połączeń na polskich stronach. W pewien sposób łechce to moje ego, bo nigdy nikomu tak na mnie nie zależało, nikt się o mnie tak bardzo nie starał, nikt, nawet mój obecny chłopak nie poświęcał mi tyle uwagi.

Jednak pomimo ambiwalentnych uczuć, owszem, zamierzam z tym iść na policję.

#R6aAw

Szwagierka, lat 27, typowa madka na socjalu, 4 dzieci, kolejne w drodze, oznajmiła, że jest w kolejnej ciąży.
Odpowiedziałam: "No to na przyszłość trzeba uważać, ale wiesz, tutaj w Anglii aborcja jest darmowa".

Cala rodzinka się do mnie nie odzywa. Nawet mój mąż się na mnie obraził za tę akcję.

Przeżyłam lata upokorzeń i przytyków z jej strony, że nie mogę mieć dzieci. Chociaż tyle mogłam zrobić.

#Ir8eV

Od wielu lat nie byłem w kościele, jeszcze dłużej u spowiedzi. Gdy okazało się, że zostanę chrzestnym, musiałem iść się wyspowiadać.

Wszedłem do kościoła, namierzyłem konfesjonał, ustawiłem się do kolejki i czekam na swoją kolej, gdy ona w końcu nadeszła podszedłem, uklęknąłem, powiedziałem "dzień dobry" i zaczynam się spowiadać. Gdy skończyłem, pamiętałem, że ksiądz da mi pokutę, pogada i kiedy trzy razy zapuka, to mogę już sobie iść.

Słyszę księdza, ale bardzo cicho, praktycznie nie rozumiem słów. Trzeba to jakoś ogarnąć, czekam aż zapuka i zabieram się, zapukał - wstaję, odchodzę od konfesjonału, po czym widzę, że trzy ławki ludzi leje pod nosem, aż się czerwoni zrobili.

Okazało się, że z drugiej strony była druga kolejka i ksiądz spowiadał kogoś z drugiej strony, nie mnie.

#KBgT1

Często bywam w lesie. Mam duże pastwisko i część ogrodzenia przechodzi przez pobliski las i bagno. Muszę co jakiś czas reperować i kontrolować ogrodzenie, więc dosyć często przemierzam tę okolicę. A teraz opowiem wam, jak spotkałem zombie w bagnie.

Wczesnego ranka jak zwykle idę wokół ogrodzenia, spokojny spacerek. Nagle zaczynam słyszeć jakieś podejrzane jęki. Pierwsza myśl, że to dzikie zwierzęta albo w najgorszym wypadku coś zaplątało się w mój płot. Podchodzę bliżej i moim oczom ukazuje się taki widok: jakieś człekokształtne stworzenie leży i wije się w bagnie, przeraźliwie przy tym jęcząc.

W pierwszej chwili zacząłem uciekać. Widok naprawdę mnie przeraził. Dopiero po kilku minutach, gdy emocje lekko mi opadły, a instynkt przetrwania się uspokoił, postanowiłem wrócić na miejsce i sprawdzić co to jest.

Owym zombie okazał się stary pijaczek, który łaził po tym lesie i dostał jakiegoś ataku bólu brzucha, więc przewrócił się w bagnie, tarzał i jęczał, bo nie mógł wydusić z siebie słowa ani nawet wstać. Gdy był już całkowicie umorusany w błocie i roślinności, naprawdę wyglądał jak jakiś potwór z bagna. Zresztą musiał leżeć tam dosyć długo, sądząc po tym, jak bardzo jego ciało było brudne, a błoto na twarzy i głowie zaschnięte.

Ostatecznie zawiadomiłem karetkę i szybko go zabrali. Niestety dowiedziałem się, że później zmarł, ale winny temu był po prostu alkohol.

#i8mI2

Przytoczę wam historię mojej dalekiej krewnej o tym, jakie to wspaniałe jest rodzenie dzieci z gwałtu i w ogóle wszystko jest łatwe i bezproblemowe, bo kobieta z natury pokocha dziecko.

Moja krewna mieszka w Hiszpanii, w czasie samego wydarzenia miała 27 lat. Sytuacja, a konkretniej napad miał miejsce podczas powrotu z pracy. Musiała wracać przez jakąś mało przyjazną dzielnicę, z powodu jakichś tam problemów z komunikacją miejską. W połowie zaatakowało ją dwóch mężczyzn pod wpływem alkoholu i innych nielegalnych substancji. Brutalnie ją wykorzystali i zmuszali do różnych czynności. Krewna opisując to była pewna, że ją wkrótce zabiją. Mimo tego próbowała krzyczeć i usłyszał ją jakiś mężczyzna przechodzący niedaleko i zawiadomił odpowiednie służby. Dzięki temu od razu trafiła do szpitala w stanie ciężkim. Dano jej też tabletkę po. I tu możemy przejść do dalszej historii wyznania, bo krewna w końcu doszła do siebie, a jej oprawcy dostali bardzo wysokie wyroki.

Obecnie minęły 4 lata od tego wydarzenia, krewna pojawiła się ostatnio w Polsce na jakimś rodzinnym spotkaniu. Ogólnie nikt nie chce jej ranić, więc nie wypytują o tamte wydarzenia. Z wyjątkiem męża mojej siostry, który ma nieco dziwne poglądy na ten temat. Przy wspólnej kolacji zapytał krewną, jak się z tym wszystkim czuje. Ona odparła, że wciąż fatalnie. Wtedy mąż powiedział coś tak głupiego, że cała rodzina rozeszła się od stołu. Wyglądało to tak:
- To po co brałaś tę tabletkę po? Dziecko pomogłoby ci załatać rany po tym wszystkim, dałoby ci miłość. Co z tego, że z gwałtu, jak to nadal dzidziuś do kochania.
- Gdybym miała urodzić dziecko jednego z tych potworów, to prędzej zrobiłabym mu krzywdę, niż pokochała.
Po czym krewna ze łzami w oczach wyszła, a reszta rodziny ruszyła za nią, aby ją uspokoić.
Dlatego właśnie wzdryga mnie na myśl o tym, jak ludzie upierają się przy tym, że urodzenie dziecka z gwałtu ma pomóc kobiecie załatać rany. A to bestialstwo.

#YO2NN

Chciałabym podziękować wszystkim, który na początku wyznania o czymś obrzydliwym ostrzegają o tym. Nie lubię paskudnych historii o kupie, wymiotach czy o czym tam jeszcze można pisać. Zawsze gdy na początku wyznania przeczytam: "uwaga, będzie obrzydliwe!", to po prostu je przewijam.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za takie ostrzeżenia.
Dodaj anonimowe wyznanie