#R6aAw

Szwagierka, lat 27, typowa madka na socjalu, 4 dzieci, kolejne w drodze, oznajmiła, że jest w kolejnej ciąży.
Odpowiedziałam: "No to na przyszłość trzeba uważać, ale wiesz, tutaj w Anglii aborcja jest darmowa".

Cala rodzinka się do mnie nie odzywa. Nawet mój mąż się na mnie obraził za tę akcję.

Przeżyłam lata upokorzeń i przytyków z jej strony, że nie mogę mieć dzieci. Chociaż tyle mogłam zrobić.

#Ir8eV

Od wielu lat nie byłem w kościele, jeszcze dłużej u spowiedzi. Gdy okazało się, że zostanę chrzestnym, musiałem iść się wyspowiadać.

Wszedłem do kościoła, namierzyłem konfesjonał, ustawiłem się do kolejki i czekam na swoją kolej, gdy ona w końcu nadeszła podszedłem, uklęknąłem, powiedziałem "dzień dobry" i zaczynam się spowiadać. Gdy skończyłem, pamiętałem, że ksiądz da mi pokutę, pogada i kiedy trzy razy zapuka, to mogę już sobie iść.

Słyszę księdza, ale bardzo cicho, praktycznie nie rozumiem słów. Trzeba to jakoś ogarnąć, czekam aż zapuka i zabieram się, zapukał - wstaję, odchodzę od konfesjonału, po czym widzę, że trzy ławki ludzi leje pod nosem, aż się czerwoni zrobili.

Okazało się, że z drugiej strony była druga kolejka i ksiądz spowiadał kogoś z drugiej strony, nie mnie.

#KBgT1

Często bywam w lesie. Mam duże pastwisko i część ogrodzenia przechodzi przez pobliski las i bagno. Muszę co jakiś czas reperować i kontrolować ogrodzenie, więc dosyć często przemierzam tę okolicę. A teraz opowiem wam, jak spotkałem zombie w bagnie.

Wczesnego ranka jak zwykle idę wokół ogrodzenia, spokojny spacerek. Nagle zaczynam słyszeć jakieś podejrzane jęki. Pierwsza myśl, że to dzikie zwierzęta albo w najgorszym wypadku coś zaplątało się w mój płot. Podchodzę bliżej i moim oczom ukazuje się taki widok: jakieś człekokształtne stworzenie leży i wije się w bagnie, przeraźliwie przy tym jęcząc.

W pierwszej chwili zacząłem uciekać. Widok naprawdę mnie przeraził. Dopiero po kilku minutach, gdy emocje lekko mi opadły, a instynkt przetrwania się uspokoił, postanowiłem wrócić na miejsce i sprawdzić co to jest.

Owym zombie okazał się stary pijaczek, który łaził po tym lesie i dostał jakiegoś ataku bólu brzucha, więc przewrócił się w bagnie, tarzał i jęczał, bo nie mógł wydusić z siebie słowa ani nawet wstać. Gdy był już całkowicie umorusany w błocie i roślinności, naprawdę wyglądał jak jakiś potwór z bagna. Zresztą musiał leżeć tam dosyć długo, sądząc po tym, jak bardzo jego ciało było brudne, a błoto na twarzy i głowie zaschnięte.

Ostatecznie zawiadomiłem karetkę i szybko go zabrali. Niestety dowiedziałem się, że później zmarł, ale winny temu był po prostu alkohol.

#i8mI2

Przytoczę wam historię mojej dalekiej krewnej o tym, jakie to wspaniałe jest rodzenie dzieci z gwałtu i w ogóle wszystko jest łatwe i bezproblemowe, bo kobieta z natury pokocha dziecko.

Moja krewna mieszka w Hiszpanii, w czasie samego wydarzenia miała 27 lat. Sytuacja, a konkretniej napad miał miejsce podczas powrotu z pracy. Musiała wracać przez jakąś mało przyjazną dzielnicę, z powodu jakichś tam problemów z komunikacją miejską. W połowie zaatakowało ją dwóch mężczyzn pod wpływem alkoholu i innych nielegalnych substancji. Brutalnie ją wykorzystali i zmuszali do różnych czynności. Krewna opisując to była pewna, że ją wkrótce zabiją. Mimo tego próbowała krzyczeć i usłyszał ją jakiś mężczyzna przechodzący niedaleko i zawiadomił odpowiednie służby. Dzięki temu od razu trafiła do szpitala w stanie ciężkim. Dano jej też tabletkę po. I tu możemy przejść do dalszej historii wyznania, bo krewna w końcu doszła do siebie, a jej oprawcy dostali bardzo wysokie wyroki.

Obecnie minęły 4 lata od tego wydarzenia, krewna pojawiła się ostatnio w Polsce na jakimś rodzinnym spotkaniu. Ogólnie nikt nie chce jej ranić, więc nie wypytują o tamte wydarzenia. Z wyjątkiem męża mojej siostry, który ma nieco dziwne poglądy na ten temat. Przy wspólnej kolacji zapytał krewną, jak się z tym wszystkim czuje. Ona odparła, że wciąż fatalnie. Wtedy mąż powiedział coś tak głupiego, że cała rodzina rozeszła się od stołu. Wyglądało to tak:
- To po co brałaś tę tabletkę po? Dziecko pomogłoby ci załatać rany po tym wszystkim, dałoby ci miłość. Co z tego, że z gwałtu, jak to nadal dzidziuś do kochania.
- Gdybym miała urodzić dziecko jednego z tych potworów, to prędzej zrobiłabym mu krzywdę, niż pokochała.
Po czym krewna ze łzami w oczach wyszła, a reszta rodziny ruszyła za nią, aby ją uspokoić.
Dlatego właśnie wzdryga mnie na myśl o tym, jak ludzie upierają się przy tym, że urodzenie dziecka z gwałtu ma pomóc kobiecie załatać rany. A to bestialstwo.

#YO2NN

Chciałabym podziękować wszystkim, który na początku wyznania o czymś obrzydliwym ostrzegają o tym. Nie lubię paskudnych historii o kupie, wymiotach czy o czym tam jeszcze można pisać. Zawsze gdy na początku wyznania przeczytam: "uwaga, będzie obrzydliwe!", to po prostu je przewijam.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za takie ostrzeżenia.

#Kr2UV

Moja ciotka była hipochondryczką. Co tydzień przychodziła do nas opowiadać o nowej chorobie jaką ma. W jednym tygodniu był rak, w drugim nadczynność tarczycy, a w jeszcze inny gruźlica. Często też symulowała różne objawy. Jednak częściej niż w domu bywała u lekarzy (szczególnie onkologów), mimo setek badań wszystko wykazywało, że jest zdrowa i nic jej nie dolega. Niestety lekarza psychiatry nigdy odwiedzić nie chciała, mimo naszych próśb.

Podczas jednego z rodzinnych spotkań ciotka jak zwykłe zaczęła mamrotać coś, że źle się czuje. Oczywiście nikt nie zareagował, wiedzieliśmy, że to się jej tylko wydaje, jak było za każdym razem. Poddenerwowana już kuzynka powiedziała, że skoro ciotka się aż tak źle czuje, to nie powinna iść z nami na spacer. Nikt nie zaprzeczał. Kazaliśmy ciotce posiedzieć przed TV i zadzwonić, gdy już "poczuje się lepiej". My w tym czasie wyszliśmy z domu. Wróciliśmy jakieś 3-4h później i zastaliśmy ciotkę martwą na ziemi. Miała zawał.

Teoretycznie możemy się usprawiedliwiać, że przez zaburzenie ciotki naturalne było ignorowanie jej objawów, ale cała rodzina ciągle czuje się winna. Ja wciąż nie mogę się po tym otrząsnąć.

#BJdj5

Wychowywanie się w rodzinie fanatyków religijnych to największy koszmar, jaki przeszłam.

Ciągłe straszenie mnie rzekomym końcem świata. Gdy chorowałam, matka jedynie się modliła zamiast zabrać mnie do lekarza. Do tego ku ich zmartwieniu urodziłam się dziewczynką, więc ciągle próbowali mi wmawiać takie rzeczy jak to, że jestem gorsza i nieczysta. Za to mój brat był oczywiście lepszy, rodzice pokładali w nim ogromną nadzieję, że zostanie księdzem.

Nigdy nie zapomnę, jak dostałam pierwszą miesiączkę. Matka zawołała ojca i przez dobrą godzinę tłumaczyli mi, że teraz jestem podwójnie narażona na atak szatana. Serio, to ich słowa.

Gdy tylko skończyłam 18 lat, natychmiast uciekłam. Z początku mieszkałam u mojej ciotki, potem znalazłam jakąś pracę, kawalerkę i życie jakoś zaczęło się układać.

I pewnie jesteście ciekawi, jak potoczyły się losy mojego brata - przyszłego księdza. No cóż, nie udało mu się zdać matury nawet za trzecim podejściem. Obecnie ma 28 lat, nadal mieszka z rodzicami, nie pracuje i wyznaje takie same wartości co oni.

#j2I7K

Dwa lata temu umówiłam się z przyjaciółką i jej kolegą w barze na piwo. Kiedy zamawiałam przy barze trzy piwa, swoje na chwilkę zostawiłam, żeby dwa pozostałe zanieść do stolika. Było to mało odpowiedzialne, ale znałam barmankę, więc nie sądziłam, że coś z tym piwem może się stać. Dosłownie po minucie wróciłam po swoje piwo i poszłam do znajomych.

Tego wieczoru wypiłam tylko trzy piwa i poszłam na nocny autobus. Będąc w autobusie bardzo źle się poczułam, a do mojego przystanku było jeszcze około 40 minut drogi. Niewiele myśląc wygrzebałam z torebki foliowy woreczek i zwróciłam do niego zawartość mojego żołądka. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że woreczek był dziurawy... Cała jego zawartość wylądowała więc na podłodze, na mojej torebce oraz trochę na spodniach.

Na tamtą chwilę tak źle się czułam i tak mało kontaktowałam, że nie zwróciłam uwagi na to, czy ktoś to widział czy nie. Natomiast za każdym razem, kiedy o tym pomyślę, jest mi tak wstyd... Bardzo współczuję osobie, która ten autobus sprzątała.

PS. Jestem pewna, że ktoś mógł dosypać mi czegoś do piwa.

#8XANQ

Często narzekam na ból głowy, bardzo często, w ten sposób chociaż trochę jestem w stanie się uspokoić. Ludzie mówią, że przesadzam i robię z siebie ofiarę. Chciałabym, by mieli rację.

Ponad dekadę od czasów gimnazjum męczę się. Kilku neurologów, rezonanse, tomografie, cuda na kiju. Nic nie znaleźli. Psychologowie, psychiatrzy, terapie. Ziołowe herbatki, zimne okłady, ciepłe okłady, dziwaczne ćwiczenia rozluźniające. Mówili, że to może przez smog, hałas, sąsiadów. Przeprowadzka w inny koniec Polski do odludnego miejsca też nic nie dała.

Moje bóle głowy pojawiają się bez powodu. Czasem już się budzę z bólem głowy, takim, że nie idzie wstać z łóżka, a czasem pojawia się podczas jakiejś spokojnej, nie gwałtownej czy głośnej sytuacji (np. wsypałam herbatę do szklanki, a tu ból głowy jakby ktoś mnie zdzielił kijem w głowę). Czasem trwają kilka dni z rzędu, czasem parę godzin. Średnio 10 miesięcy w roku ból głowy jest nie do zniesienia. Nie zliczę ile razy wymiotowałam z bólu, ile razy ból tak mną wstrząsnął, że straciłam równowagę i upadłam, czy to ile razy wyklinałam swój los. Wiem, ile ludzi ma gorzej ode mnie, wiem, że nie jestem wyjątkiem, jednak nadal nie mogę się z tym pogodzić.
Lekarze zaczęli mnie zbywać, patrząc na nich mogłam stwierdzić od razu co myślą - "symuluje". Przepisywali mi jakieś leki by mnie zbyć, żaden lek nie działał. Czułam się jakby oskarżali mnie o to, że przeze mnie ich diagnoza jest zła i psuję im reputację.
Musiałam przerwać studia, które lubiłam, bo nie dawałam rady się uczyć.

Przez lata wmawiałam sobie, że jeśli będę się uśmiechać, to będę się czuć lepiej, nie wiem skąd wzięłam ten pomysł, może nie chciałam aż tak martwić rodziców? Nie wiem. Mięśnie twarzy mi tak się przyzwyczaiły do uśmiechu, że ciężko mi przybrać grymas, przez co ludzie zaczęli myśleć, że te wszystkie bóle głowy to tylko wymysł, by zwrócić na siebie uwagę. "Nie wyglądasz, jakby coś cię bolało". To prawda, nie wyglądam, ale z każdym dniem coraz bardziej mam ochotę targnąć się na własne życie, żeby tylko ten ból się skończył. Każdy dzień bez bólu to święto, w końcu mogę zjeść to co lubię i nie zwymiotować, mogę wyjść do sklepu nie martwiąc się, że zemdleję (chociaż bywa też tak, że w trakcie drogi nagle zaczyna boleć...).

Dlaczego tu to piszę? Może dlatego, by się pożalić. Nie mam nikogo, komu mogę to powiedzieć poza ojcem, a nawet gdybym miała, nikt mi nie uwierzy lub zwieńczy moje wyznanie słowami "a próbowałaś Ibuprom?". A ojciec chwilami cierpi bardziej ode mnie, gdy widzi jak się męczę. Nie wiem jak będzie wyglądać moja przyszłość, jak znajdę pracę, czy jest taka praca, którą dam radę wykonywać...
Piszę to teraz o 1 w nocy. Ból uderzył znienacka koło 20, gdy już myślałam, że będzie spokojnie...
Dodaj anonimowe wyznanie