#eFjr5
Kiedy młody miał trzy lata, matka znalazła sobie nowego męża. Mnie od początku nie mógł ścierpieć, mały go wkurzał, bo zachowywał się jak to małe dziecko (bawił się, zdarzało mu się płakać i prosić o uwagę). Ojczym po jakimś czasie stracił pracę, na wszystko pracowała matka. A on zaczął pić, spraszać koleżków i generalnie się obijał. I zaczął nas bić. Matka w niego ślepo wpatrzona, ciągle powtarzała, że on od dziecka ma trudno, my musimy być wyrozumiali i go nie denerwować. Ona pokornie wszystko znosiła, ja się stawiałem, zwłaszcza kiedy czepiał się młodego, a przeszkadzała mu każda pierdoła. Kiedy wspomniałem o tym wujkowi, dostałem ostry łomot i ochrzan od matki. Potem dostałem kolejny raz, bo opieka zaczęła się nami interesować. Uwierzyli jednak, że to był chwilowy trudny czas i odpuścili. U mnie w szkole i tak olewali temat, a mały do przedszkola nie chodził. Sąsiedzi nic nie widzieli, nic nie słyszeli.
Niedługo później po powrocie ze szkoły zastałem brata zapłakanego z rozbitym nosem. Ojczym szarpał matkę, ona błagała, żeby odpuścił. Przywaliłem mu kilka razy, ale on był silniejszy i oberwałem jak nigdy. Matka tylko cicho prosiła, żeby mi darował. Oczywiście nie było mowy o lekarzu, ale na moje szczęście wujek wpadł z niespodziewaną wizytą i od razu zabrał mnie i małego na pogotowiu. Ja kilka dni spędziłem w szpitalu, potem zamieszkaliśmy u wujka i jego żony. Kilka razy słyszałem, jak kłócili się z matką, która uważała, że wszystko samo by mi się zagoiło. Wujek nie odpuścił i zostali z ciocią rodziną zastępczą dla mnie i brata.
Mieszkałem z nimi do studiów, brat dalej z nimi mieszka (ma prawie 16 lat). Matka została przy ojczymie, rzadko nas odwiedzała. Wujek próbował pomóc jej od niego odejść, ale po kilku latach się poddał.
Ja ułożyłem sobie życie, mam narzeczoną i córkę, jesteśmy szczęśliwy. Brat też dobrze sobie żyje, wujka i ciocię traktuje jak rodziców, kuzynkę jak starszą siostrę. Ja w sumie też.
Niby rozumiem, że matka jest zmanipulowana i uzależniona od tego potwora, ale nie umiem jej wybaczyć tego, że ani razu nie próbowała nas ratować i ukrywała bicie. Może kiedyś to zrobię, ale nie teraz. Narzeczona mnie rozumie. Próbowaliśmy pomóc mojej matce, też bez skutku.
Nie życzę jej źle, ale często nachodzi mnie myśl, że on ją zatłucze i nikt tego nie powstrzyma.
Fajnie mieć takiego wujka. Świetne wyznanie. Mam nadzieję, że za pewien czas jak ojczym zniedołężnieje oddasz mu za wszystkie razy.
Nie ma sensu...
Tacy przeważnie i tak ostatnie chwile swojego żałosnego życia spędzają sami. Szkoda tylko matki. Ale co zrobisz jak nic nie możesz zrobić.
w ogole nie szkoda mi matki
mogla wywalic pasozyta przemocowca na zbuity pysk, i tak to ona utrzymywala rodzine
nigdy nie zrozumiem takich kobiet trzymaja sie meneli, ktorych zywia i opieraja, dostajac za to w pysk
jeszcze zrozumialabym, jakby to on pracowal a ona nie, bo nie ma za co sie utryzmac jak odejdzie
ale tu? glowna zywicielka rodziny i pozwalala na krzywde swoja i dzieci?
Takie kobiety są niesamowicie zastraszone i zmanipulowane. Nie pochwalam tego. I nie twierdzę, że są bez winy. Ale wy też nie jesteście od tego by sądzić, w dodatku z takim jadem. Autor sam będzie wiedział co zrobić kiedy już dojrzeje do tej decyzji.
Mi szkoda tych chłopaków i matki. Przecież nic nie jest czarno-białe. Chłopacy przeżyli piekło, co jest również winą rodzicielki, ale przecież jej też należy współczuć, bo uzależniła się od takiego potwora. Dwie różne tragedie. Jedna nierówna drugiej.
Jest dorosła kobieta. Podjęła taką decyzję i pewnie poniesie jej konsekwencje.
ja podziwiam wujka, nie każdy potrafi utrzymać i wychowywać nie swoje dzieci
syndrom sztokholmski
ale jest dorosla, ma dostep do pomocy, wsparcia, organizacji
to jej decyzja i niech ponosi konsekwencje
fajnie ze chociaz miales wujka i ze akurat wtedy przyszedl
Matka jest ofiarą przemocy, ale wciąż jest współwinna Waszemu cierpieniu, jedno drugiego nie wyklucza.
W takich przypadkach w 100% winię matki. Rozumiem, że niektore kobiety nie potrafią się wyrwać, ale jak można patrzeć jak ktoś katuje własne dzieci?! Amen.
Świata nie zmienisz a na siłę nikogo z bagna nie wyciągniesz. Ona nie chciała wyjść wtedy i nie chce teraz. A jeszcze Ciebie i brata chciała zatopić. Żadnych skrupułów.
jakbym czytała o mojej matce... niestety ja musialam mieszkać z tym gnojem póki nie stac mnie było na wynajem.
wybaczyłam i jej i jemu. nie warto bo chwile było dobrze by później pobił mnie kiedy wpadłam do nich na wakacje mając 25 lat. od dwóch lat nie utrzymuje z nimi kontaktów. sporadycznie z matka bo chce wiedzieć co u jej wnuczki, ale kontakt mamy tylko telefoniczny. nic więcej. jego nie chce znać
Matka lubi adrenalinę, ciekawe czy w innych kwestiach też taka ;)
współczuje Tobie, ze musiałeś przez to przechodzić. A matka, jak matka, sam wie czego chce