#Ue8cV
Od początku podkreślałam, że nie chcę ślubu ani dzieci, że zależy mi na partnerstwie, że źle bym się czuła w centrum uwagi jako panna młoda. Partner niby rozumiał, niby myślał tak samo.
Po kilku latach nagle słyszę, że bardzo mu zależy na ślubie CHOCIAŻ cywilnym. Zgodziłam się pod warunkiem skromnej uroczystości dla kilku najbliższych osób, no i się zaczęło:
1. a może jednak kościelny, to też jego uroczystość, a zawsze o tym marzył, co mi szkodzi...
2. on by chciał więcej ludzi, w końcu to jeden taki dzień w życiu, jego brat nie miał hucznego wesela, to chociaż on by miał
3. co prawda wie, że źle się czuję w stylu księżniczki (suknia, makijaż itd.), ale "to tylko jeden dzień, jakoś się przemęczysz", "ślub jest jednym dniem w życiu, możesz to przecież dla mnie zrobić".
I wiecie co? Nie zgodziłam się na żadne z powyższych, a zamiast ślubu było rozstanie. A z jego perspektywy wyznanie mogło wyglądać tak jak tamto - on, kochany, zgodził się na cywilny, a ja egoistka nie poszłam na ustępstwa... Jakby ślub, którego nie chciałam, nie był wystarczającym kompromisem.
Nie wiem, jakim trzeba być dupkien, żeby mówić partnerowi "jakoś się przemęczysz", myśląc tylko o własnej przyjemności.
Bardzo dobrze zrobiłaś, rozstając się. Jeśli nie zgadzacie się w tak podstawowych kwestiach, to związek nie ma sensu, bo kompromisy tylko by Was unieszczęśliwiły. Bardzo podoba mi się Twoje podejście, Autorko. Wiesz, czego chcesz i nie bawisz się w półśrodki.
Dokładnie, a po ślubie to by dopiero się zaczęło :|
To prawda, ale jednak miłość i związek opiera się o kompromisy, balans plusów i minusów i to, czy minusy nie są dealbreakerami. Mi się jednak wydaje, że SAM brak jednorazowej ceremonii, kiedy i tak związek na życie (ślub cywilny) był okej, to nie jest dealbreaker. Może dla faceta lepiej że się z nią nie ożenił
@blairay Zgodzenie się na ślub cywilny jest jednak czymś innym niż ślub kościelny. Z różnych powodów - autorka może być osobą niewierzącą. Poza tym śluby kościelne z reguły są bardziej wystawne czego autorka wyraźnie nie chciała. No i rozwód... Przepraszam "unieważnienie małżeństwa" zajmuje dłużej i jest droższe niż zwykły rozwód cywilny. Zgodzenie się na ślub cywilny było ogromnym kompromisem, bo sama autorka powiedziała, że go nie chciała i zrobiła to tylko by uszczęśliwić partnera, którego to nie zadowoliło. Pozdrawiam.
Przy dużych różnicach rozstanie jest sensowne. Łatwiej żyć gdy partner ma zbliżone gusta, poglądy i styl życia.
Też mówiłam mojemu partnerowi, że zero kościelnego, mnie w bieli i dużej imprezy. Od początku to mówiłam i jakby teraz mi wyskoczył, że on chce inaczej, to też do ślubu bym nie doszło. Nie przedstawił swojego zdania na początku i nie rozstał się mimo takich różnic i kwesti gdzie żadne nie chce iść na ustępstwa? Jego problem.
Cóż, Twoją sytuację można oceniać na podstawie Twojego wyznania, jego na podstawie jego. To, że jest jakiś wspólny element nie oznacza, że w tamtym wypadku było tak jak tutaj.
Nie rozumiem, czemu ludzie nie idą na kompromis i skoro już partner/partnerka zgodzi się na ślub cywilny to nagle oni mają wymagania i nie może być inaczej. To strasznie egoistyczne. W tym wypadku dobrze, że autorka zostawiła go.
Co prawda po ślubie jest dużo udogodnień, jak coś się stanie drugie osobie i ta trafi do szpitala to możesz spokojnie się dowiedzieć wszystkiego, przy ciąży nie trzeba podawać kim dokładnie jest ojciec, słyszałam, że jak dziecko będzie w inkubatorze to niektóre pielegniarki/położne robią problemy jak ojciec nie jest również mężem.
Jeżeli oboje nie chcą ślubu, to ich sprawa. Jeżeli jedno chce, a drugie nie to właśnie ślub cywilny może być rozwiązaniem. Tylko trzeba nauczyć się chodzić na kompromisy. Facet zachował się (dla mnie) jak dziecko.
Zadziwia mnie, że nagle niechęć do ślubów, hucznych wesel itd. stała się tak powszechna, zwłaszcza ze strony kobiet. Nie zrozumcie mnie źle, podzielam tę opinię, bo typowe polskie wesela to dla mnie kwintesencja ,,zastaw się, a postaw się", zawsze jednak myślałam, że jestem w mniejszości.
Huczne Wesela są ogromnym marnotrawstwem pieniędzy sił i stresem. A kończy się często na tym że trzeba zadowalać jakąś tam rodzinę.
Chociaż po prawdzie mi się podoba jako tradycja i jeśli jest organizowane z umiarem może być miłą imprezą.
W zasadzie jak się częściowo chociaż zwracają to nie aż takie marnotrawstwo😅 np wydasz 50, w kopertach dostaniesz z 30-35 to kosztowało Cię 15-20, a to już trochę lepiej brzmi🤣
Za tzw. talerzyk placi sie okolo 200 osob. Malo kto daje tyle w kopercie. A dochodzi jeszcze duzo innych wydatkow: alkohol, sukienka, garnitur, kosmetyczka, fryzjer, zespol/dj itd. To nigdy sie zwraca. Wiecie kto sie bawi najgorzej na weselu? Para mloda.
Nie opłaca się. Wydasz kupę kasy, a na końcu goście i tak powiedzą, że było za mało alko i jedzenie niedobre.
Kluska, nie zgodze się. Wydałam na wesele prawie 50tys zł, z kopert dostałam więcej. Na weselu z mężem bawiliśmy się świetnie. Wszystkimi organizacyjnymi rzeczami zajmowała się restauracja.
Kluska, chyba żartujesz...jak można dać mniej niż za talerzyk? Niepojęte dla mnie...takie chamstwo co za darmo chce się nażreć i nachlać tak mi się to kojarzy...ja zawsze z partnerem daję min 500 zł od x lat a kiedyś to byly tańsze talerzyki...
Skąd ludzie mają wiedzieć, ile było za talerzyk? Poza tym duże wesele to decyzja i odpowiedzialność młodych, goście nie mają go sponsorować i dają tyle, na ile ich stać. Jak ktoś chce, aby mu się wesele zwróciło, to niech zaprasza same bogate osoby.
Mozna. Gosc nie jest wrozka i nie wie kto ile zaplacil. A jak ktos zaprasza rodzine i przyjaciol z mysla ze mu sie zwroci to lepiej by bylo zeby ich nie zapraszal. To slub i wesele a nie impreza na ktore sie zarabia.
Szubidubi, dajesz 500? Moja siostra cioteczna placila po 300 za talerzyk (nawet nie pytajcie co to za ceny, drogo a nie bylo co jesc) wiec juz dalabys mniej.
Na logikę, średnia cena za talerzyk to 200 od osoby, nie trzeba być wróżka tylko znać realia.
Myślę że sytuacja między tobą a tamtym wyznaniem jest zasadnicza. Głównie chodzi o to że partner ewidentnie próbował cię zmuszać bez próby szukania kompromisu. Tam partnerka stawiała go już w sytuacji dokonanej bez żadnej polemiki. I było to widać chociażby po tym jak mówił o bieliźnie lub ślubie. Miało być jak ona chce i tyle.
Tak, miało być tak jak ona chciała. Odnośnie jej wiary, jej wyglądu, ubioru i ciała. Co w tym dziwnego? Skoro autor lubił koronki i szpilki to mógł w nich wystąpić, nie było tam żadnej wzmianki odnośnie jej wymogów co do jego ubioru.
Jeśli mężczyzna kupuje ci koronkową bieliznę to chyba z szacunku dla jego upodobań nie wysmiejesz go że to firanka tylko na spokojnie wyjaśnisz że się źle czujesz w tego typu rzeczach i zaproponujesz żeby poszukać wspólnie czegoś co spodoba się wam obu. Proszę kompromis.
Zresztą ja nie widzę problemu ubrać się w jakieś wdzianko na kilka minut przed seksem po to by mój partner był szczęśliwy nawet jeśli nieszczególnie mi się podoba. Ale to jestem ja i rozumiem że nie każda tak chce.
Po za tym jeśli ona nie wierzy a on wierzy to jest możliwość wzięcia jednostronnego ślubu. Kolejny kompromis.
Dalej, jeśli ślub jest nawet cywilny tak jak tam to jest ważnym wydarzeniem dla OBU. W takim razie skoro RAZEM wchodzą w związek i skoro wiedziała jak ważne jest dla niego to wydarzenie powinna chociaż porozmawiać z nim o kombinezonie. Myślę że to by sprawiło że poczułby się znacznie lepiej niż dowiadując niemal po fakcie. Proszę da się z szacunkiem do uczuć drugiej osoby.
Dosłownie nie znoszę takiego egoistycznego myślenia. Rozumiem moje upodobania, moje ciało itd ale będąc w związku trzeba myśleć o uczuciach drugiej strony i trzeba działać tak by druga osoba czuła się szanowana. Nie mówię tu o uleganiu ale o cholernym kompromisie i szacunku uczuć drugiej osoby. Nie można oczekiwać że druga strona będzie zawsze ustępować nam w ważnych kwestiach.
Bukina kolor butów, a kombinezon zamiast sukienki. Naprawdę nie widzisz różnicy? Chodzi o zadbanie o uczucia drugiej osoby, a nie o tłumaczenie.
@Smutnabula Czyli daje mi to prawo ubrać narzeczonego w kilt, jeśli w zamian będzie nie małe, a większe wesele? Działa to też w kwestii szpilek, bo w sumie to mogło by być ciekawe doświadczenie :D Dla tego widoku może nawet wybrać salę i katering....
livanir jeśli tak dla ciebie działa kompromis...
Nie kumam tej awantury o bieliznę
W łóżku jest się razem. Nawet jeżeli jakiś komplet podoba mi się mniej, ale bardzo podoba się mojemu partnerowi, to co w tym złego, żeby raz na jakiś czas dać mu tę przyjemność?
I bardzo dobrze, na cholerę ci taki egoista.
A ona nie egoistka?
Masz jaja, że tak po prostu zerwałas z nim z takiego powodu. Mi by było szkoda jak dotąd udanego związku.
Daj spokój zobacz ile tu jest komentarzy „dobrze ze zerwałas”. I już od razu wiesz ze tacy ludzie nie wiedza co to miłość. Bezwartosciowi. Odejść bo w jednej kwestii się nie zgadzamy. Masakra. Rośnie nam próżne i bezwartościowe społeczeństwo.
Jak ja uwielbiam ten typ człowieka. "Inne wartości iż te, które ja wyznaję = brak wartości". Takie sprawy jak małżeństwo, plany prokreacyjne, religia itp. to rzeczy kluczowe w związku. To nie jest kwestia ulubionego koloru czy wyboru restauracji na wieczór. Jeśli między partnerami nie ma porozumienia w tej kwestii, to nie ma sensu zmieniać się na siłę. Serio uważacie, że lepiej brać ślub na siłę lub na siłę z niego rezygnować?
Małżeństwo to nie jest zabawa. Wymaga u ludzi wspólnych podstaw takich jak poglądy religijne, kwestia dzieci, możliwości finansowych, ról w rodzinie. Na wspólnym fundamencie można zbudować coś stałego, co uszczęśliwia obie osoby. Jeśli jestem ateistką, która nie planuje dzieci to jaki kompromis mogłabym osiągnąć z katolikiem, który chce 3 dzieci? Chyba taki, że oboje byśmy byli nieszczęśliwi. Samo uczucie to za mało by stworzyć stabilny związek. Mogę zakochać się w atrakcyjnym mężczyźnie o zupełnie odmiennym podejściu do życia, ale z biegiem czasu to co było egzotyczne i ciekawe zacznie być drażniące. Prócz uczucia powinien być też przemyślany wybór.
Ale on jej nie namawiał na dzieci tylko na jednonocną imprezę.🙄😂 A ona z nim zerwala, bo jej się nie chciało. xD Mi by było szkoda związku, żeby zrywać z powodu takich pierdół. A same okoliczności imprezy można dogadać w mniej lub bardziej burzliwej atmosferze, a i partner by może zrozumiałem, że to bardzo ważne, by nie bylo księżniczkowej sukni. Jeśli dotąd związek był na tyle cacy, by przyjąć oświadczyny, to zrywanie z powodu ślubu jest co najmniej idiotyczne. 😂 Warunki ślubu można dogadać, a to że partner chciał obchnąć swoją wymarzoną wizję to się wcale nie dziwię, bo a nuż widelec się uda. To jedynie brocha autorki, by byc asertywną i tyle. Nigdzie nie jest napisane, że toczyła z nim zajadły bój o to w ktorej kiecce pójdzie, tylko że z nim zerwała gdy zaproponował swoją wizję ślubu.
Ale autorka w ogóle nie chciała brać ślubu. Poszła na kompromis, godząc się na niechciany ślub. I w tym momencie partner zaczynał namawiać na kolejne rzeczy, wiedząc, że już sama zgoda na ślub była dla kobiety dużym ustępstwem.
Akurat już to, że nie chciała ślubu a on chciał świadczy o bardzo różnych poglądach. Wielka impreza kontra skromny obiad często świadczą o różnicach w podjęciu do finansów. Kłótnie o ubrania- dowód że partner chce kontrolować coś tak osobistego jak ubranie, ewentualnie kompletnie inna estetyka.
To, że nie udało się z jednym nie znaczy, że nie uda się z innym. Stara złośliwa panna by się raczej cieszyła z nieudanego małżeństwa "no miałam rację, że małżeństwo to zło i lepiej jest samej". Co ty gościu myślisz, że każdy chłop i związek to miód i źródło radości?
kochani, cały czas piszecie o kompromisów, ale kompromis dotyczy WSPÓLNEGO wyboru np. sali weselnej czy w ogóle typu ślubu, a nie sukienki panny młodej, czy jej ciała. Nakazanie czegokolwiek w tym wypadku jest po prostu śmieszne. Jak wychodzisz na ulicę, do pracy czy imprezę do znajomych to też pytasz swojego partnera o to by wybrał Ci strój? Bo ja ewentualnie pytam czy ładnie wyglądam a nie o to, czy jaśnie hrabia wyrazi akceptację